Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

520 trupów, panika i harakiri: historia jednej z najtragiczniejszych katastrof lotniczych XX wieku

31 124  
306   46  
12 sierpnia 1985 roku w Japonii doszło do jednej z najtragiczniejszych katastrof lotniczych w historii światowego lotnictwa, w której zginęło 520 osób. Zrozpaczeni krewni ofiar demolowali biura Japan Airlines, a szef służby technicznej, nie mogąc znieść wyrzutów sumienia, popełnił harakiri.

Tego feralnego dnia o godzinie 18:00 Boeing 747SR-46 Japan Airlines przygotowywał się do lotu z Tokio do Osaki. Lot należał do krótkich i miał trwać 54 minuty. Dzięki specjalnej modyfikacji modelu samolotu, pokład mógł pomieścić 550 pasażerów.


W chwili startu na pokładzie znajdowało się 509 osób i 15 członków załogi. Dowódcą samolotu był doświadczony pilot, 49-letni kapitan Masami Takahama, który przepracował w linii lotniczej 19 lat. Drugim pilotem był 39-letni Yutaka Sasaki z 10-letnim doświadczeniem.


O 18:12 samolot wystartował z tokijskiego lotniska Haneda. O godzinie 18:24 na wysokości 7200 metrów jedna ze stewardes zapytała dowódcę, czy może rozpocząć obsługę pasażerów. Po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzi, rozległ się głośny dźwięk, podobny do eksplozji. Kabinę wypełnił biały dym.

Zabrzmiał alarm sygnalizujący dehermetyzację kabiny pasażerskiej i jej dekompresję, co spowodowało automatyczne wypadnięcie masek tlenowych. Jednocześnie inżynier pokładowy zgłosił awarię układu hydraulicznego.

Kapitan postanowił zawrócić samolot i wrócić do Tokio, ale kiedy drugi pilot próbował sterować Boeingiem, okazało się, że utracono kontrolę nad samolotem.


Kontroler naziemny otrzymał wiadomość o numerze „7700”, co oznaczało, że samolot jest w niebezpieczeństwie. Załoga i pasażerowie założyli maski tlenowe.

Piloci robili wszystko, aby zawrócić, ale sytuacja pogarszała się z każdą minutą – samolot zaczął kołysać się we wszystkich trzech osiach z rosnącą amplitudą, wchodząc w tryb tzw. fugoidy, charakteryzującej tor lotu samolotów, które utraciły stateczność.

W samolocie wybuchła panika, pasażerowie modlili się, płakali, wydzierali kartki z zeszytów i pisali pożegnalne listy do najbliższych.


W tym czasie w kokpicie próbowano odzyskać kontrolę nad samolotem, wykorzystując jedynie ciąg silnika. Różnicując ciąg lewej i prawej turbiny, załodze udało się jeszcze obrócić liniowiec w kierunku Tokio.

Kontrolerzy naziemni podpowiadali różne opcje awaryjnego lądowania samolotu, ale piloci ciągle tracili kontrolę nad maszyną.

Próby obniżenia maszyny w rejonie góry Fuji nie powiodły się. O godzinie 18:41 samolot ponownie wymknął się spod kontroli i zatoczył okrąg o promieniu 4 km nad miastem Otsuki. Piloci zdołali odzyskać kontrolę.

O godzinie 18:47 dowódca statku powiedział dyspozytorom, że samolot wymknął się spod kontroli i za chwilę rozbije się o górę. Znów jednak udało się uniknąć kolizji. Zaraz po tym samolot zaczął gwałtownie tracić wysokość. Lecąc nad półwyspem Izu i zatoką Suruga, Boeing znalazł się w górzystym terenie, co sprawiło, że szanse na szczęśliwe zakończenie lotu były minimalne.


Jednak nawet w tej sytuacji załoga nadal próbowała kontrolować ciąg silników, chociaż w pewnym momencie samolot prawie wpadł w korkociąg. Załodze na moment udało się wypoziomować Boeinga.

Dowódca samolotu wyrównał maszynę, ale nie było czasu na uniknięcie kolejnego zderzenia z górą. Skrzydło dotknęło wierzchołków drzew – samolot przewrócił się i o 18:56 rozbił się z dużą prędkością na zalesionym zboczu góry Osutaka na wysokości 1457 metrów, 112 kilometrów na północny zachód od Tokio. Na miejscu katastrofy wybuchł pożar.


US Air Force C-130 odnalazł miejsce katastrofy 30 minut po zdarzeniu. Współrzędne zostały przekazane Japończykom, ale przybyły helikopter ratunkowy stwierdził, że wrak leży na stromym zboczu i lądowanie w tym rejonie było trudne.

Ponadto wrak płonął – dowódca śmigłowca zdecydował się na powrót do bazy, informując, że nie znaleziono śladów obecności ocalałych.


Ratownicy przybyli 14 godzin później, nie spodziewając się, że ktoś przeżył. Okazało się, że żyły jeszcze cztery osoby: 26-letnia Yumi Ochiai, 34-letnia Hiroko Yoshizaki z 8-letnią córką Mikiko i 12-letnia Keiko Kawakami.

Yumi Ochiai pracowała jako stewardesa w Japan Airlines, ale w tym czasie była na prywatnej wycieczce. To ona przekazała najwięcej informacji o tym, co wydarzyło się na pokładzie.

Ratownicy znaleźli 12-letnią Keiko na drzewie – dziewczynka została wyrzucona podczas katastrofy z samolotu. Przez jakiś czas żył też jej ojciec, ale nie przeżył 14-godzinnego czekania. Było wielu, którzy przeżyli, ale oprócz obrażeń doznali poważnej hipotermii po nocy spędzonej w górach, nie doczekawszy się pomocy.


Na miejscu katastrofy znaleziono czarne skrzynki i liczne listy zmarłych do krewnych.

Japonia przeżyła prawdziwy szok – bliscy ofiar demolowali biura Japan Airlines, a jej pracownicy unikali pojawiania się w zatłoczonych miejscach. Prezes linii lotniczej podał się do dymisji, nie czekając na wyniki śledztwa, a szef służby technicznej na lotnisku popełnił harakiri.


Dlaczego samolot się rozbił? 13 sierpnia 1985 roku niszczyciel Japońskich Sił Samoobrony Marynarki Wojennej podniósł fragmenty pionowego i poziomego upierzenia Boeinga, pływające w zatoce Sagami. Oznaczało to, że w locie samolot stracił kil i stery wysokości.

Przy takich awariach samolot jest skazany na zagładę. Co więcej, powinien rozbić się niemal natychmiast, ale piloci zdołali utrzymać go w powietrzu przez kolejne pół godziny. Ich umiejętności uratowały cztery życia – ocalonych mogło być więcej, gdyby nie 14-godzinne oczekiwanie.

I zasadnicze pytanie: dlaczego samolot stracił ogon podczas lotu?

Okazało się, że już 2 czerwca 1978 roku z powodu błędu pilota ogon samolotu uderzył w tylną część pasa startowego lotniska w Osace, w wyniku czego uszkodzeniu uległa tylna przegroda ciśnieniowa.

Remont przeprowadzono w Japonii – konieczne było wzmocnienie uszkodzonych połówek grodzi ciśnieniowej za pomocą solidnej płyty wzmacniającej, mocowanej trzema rzędami nitów. Ale zamiast instalować pojedyncze wzmocnienie trzema rzędami nitów, technicy zastosowali dwa oddzielne elementy wzmacniające, z których jeden był mocowany podwójnym rzędem nitów, a drugi tylko jednym.

Ekipa remontowa zdecydowała, że „da radę” – i rzeczywiście samolot nadal latał pomyślnie. Ale podczas startów i lądowań obciążenia stopniowo niszczyły metal w miejscach wiercenia. Katastrofa była nieunikniona – pytanie brzmiało tylko, kiedy to nastąpi.


12 sierpnia 1985 r. przegroda ciśnieniowa nie wytrzymała. Powietrze z kabiny pod wysokim ciśnieniem uderzyło we wnękę pionowego stabilizatora ogona, wybijając go jak korek z butelki szampana. Utracono kontrolę nad samolotem.

Po tej katastrofie Japan Airlines długo odbudowywała swoją reputację, a korporacja Boeing zaostrzyła zasady naprawy liniowców i przeprowadziła pilną kontrolę swoich liniowców na całym świecie. Niestety życia ludziom, którzy zginęli w katastrofie, już nikt nie przywróci.
5

Oglądany: 31124x | Komentarzy: 46 | Okejek: 306 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

08.02

07.02

06.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało