Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Czym pachniał PRL? Gumami do żucia, Vibovitem i fajkami z podłego tytoniu!

34 687  
240   81  
Czy macie tak czasem, że w najmniej oczekiwanym momencie do waszych nozdrzy trafi woń, która z miejsca, niczym wehikuł czasu, zabierze was w podróż do dzieciństwa – czasu swawoli, beztroski i świętego, niezmąconego „dorosłością”, spokoju? Dla mnie czas, o którym mowa, to zupełnie inna, zamierzchła już epoka saturatorów, gumy Turbo i oranżady w plastikowych woreczkach.
Ja wiem, że PRL to samo zło, puste półki, nierządnice na kartki i permanentna inwigilacja, ale kiedy ma się te parę lat i rodzice biorą całe zło świata na swoją klatę, to nawet ten szary, betonowy świat przeszłości staje się jednym, wielkim placem zabaw, za którym później tęsknimy. I to często jakiś przypadkowy zapach potrafi te miłe wspomnienia przywołać. A czym pachniał PRL? Oj, samym dobrem!

#1. Szyszka kąpielowa

Żaden uświniony błotem i radością dzieciak nie lubił tego momentu, kiedy trzeba było zmyć z siebie zgromadzoną za dnia warstwę brudu. No chyba że do operacji tej dołączała tzw. szyszka kąpielowa. To zamknięte w charakterystycznym szklanym pojemniku grudki, które w ciągu paru chwil zamieniały „nudną” wodę w sosnowy las.



W praktyce była to zwykła sól wzbogacona o jakiś (z całą pewnością rakotwórczy) związek zapachowy. Żaden inny produkt jednak nie pachniał i nie pachnie tak jak ta cholerna szyszka – jedyny powód, dla którego kąpiel w ogóle miała sens.

#2. Świąteczne mandarynki

A niech się gruby, spocony brodacz w czerwonej kufajce schowa. Święta Bożego Narodzenia to nie prezenty czy uroczyste obchody przyjścia na świat Syna Bożego. To czas... mandarynek. Owoce cytrusowe trafiały do Polski głównie w tym właśnie okresie. A wszystko to dzięki braterskiej współpracy pomiędzy Rzeczpospolitą Ludową i towarzyszką Kubą.



Do dziś pamiętam, że relacje o zmierzającym w stronę naszego kraju statku pełnym cytrusów regularnie przekazywano w mediach, a każdy dzieciak czekał na moment, kiedy te egzotyczne owoce trafią w końcu na stół. Potem, od tego przesytu, bolały nas brzuchy, ale było warto!

#3. Mydło „Zielone jabłuszko”

Kioski RUCH-u zawsze były dobrze zaopatrzone. Można tam było kupić codzienną gazetę, popatrzeć na nagie damy (ktoś jeszcze pamięta polską odpowiedź na „Playboya”, czyli magazyn „Pan”?), nabyć los na loterię, zaopatrzyć się w modne perfumy (niektóre nadawały się do picia i zapewniały świeży oddech jednocześnie!) czy za gorsze wejść w posiadanie parszywych szlugów. Gdzieś pomiędzy tym asortymentem zawsze walało się... „Zielone jabłuszko”, czyli mydło produkowane przez poznańską Pollenę Lechię.



W tej samej fabryce narodziły się zresztą inne kultowe zapachy z tamtej epoki, czyli woda kwiatowa „Poemat” oraz pamiętające jeszcze czasy 20-lecia międzywojennego perfumy „Przemysławka”. Chociaż tekturowe opakowanie sugerować może dziś, że „Zielone jabłuszko” było produktem o mocno wątpliwej jakości, to tenże kosmetyczno-toaletowy wyrób uchodził za symbol luksusu, a jego mocny, lekko kwaskowaty zapach trudny był do pomylenia z jakimkolwiek innym.

#4. Papierosy „Popularne” bez filtra

W klatce schodowej bloku, gdzie mieszka moja babcia, na parterze swoje mieszkanie miał cieć. Był to pomarszczony niczym boliwijska mumia, odziany w beret człek o głosie zalatującym późnym Himilsbachem. Facet mógł mieć zarówno 80 lat, jak i 40 parę. Cieć nigdy nie rozstawał się ze swoją fifką. Dokładnie taką, w jakiej każdy współczesny uczeń podstawówki pali zielsko gdzieś w kabinie szkolnego kibla. W tym jednak wypadku z osmolonej fifki sterczał tlący się, wymiętolony pet o zapachu płonących chwastów. Tym właśnie były bowiem papierosy marki „Popularne”.



Wcześniej ten tytoniowy wyrób znany był pod marką „Sport”, ale ktoś w połowie lat 80. bardzo rozsądnie zauważył, że jaranie tego świństwa nijak ma się do sportowego trybu życia.
„Popularne” nie miały filtra, więc często zatykano je do właśnie takiej szklanej fifki, aby nie usmalić sobie palców. A co było w samej bibułce? Niektórzy twierdzą, że tytoń, aczkolwiek to tylko legendy. W każdym razie zawartość tych papierosów miała więcej substancji smolistych niż powietrze w Rybniku, a poziom nikotyny bił na łeb dowolny współczesny wyrób tytoniowy. No i ta jakość... A raczej jej brak. „Popularne” śmierdziały straszliwie. Nawet dziś, gdy odwiedzam moją starowinkę babcię, to mam wrażenie, że klatka schodowa nadal cuchnie cieciowym szlugiem.

#5. Perfumy „Brutal”

Co łączy takie postacie, jak Elvis Presley, Roger Moore czy Muhammad Ali? Wszyscy nie żyją, cześć ich duszom. Natomiast, gdy jeszcze trwali na tym łez padole, to ładnie pachnieli perfumami „Brut”. W odpowiedzi na tę francuską linię kosmetyków, nasza rodzima firma Miraculum wypuściła na rynek serię dezodorantów i wód kolońskich o nazwie nawiązującej do jej zagranicznego odpowiednika. Tak powstał „Brutal”, czy też tzw. testosteron w płynie – zjawisko o charakterystycznym, korzennym, lekko ziołowym zapachu.



Produkt ten obecny na rynku jest do dziś i uchodzi za jedną z najpopularniejszych marek męskich kosmetyków w naszym kraju. Parę lat temu prawa do jego produkcji trafiły w ręce grudziądzkiego przedsiębiorstwa La Rive. Marka sprzedana została za 6 milionów złotych. I chociaż właściciel jest nowy, to woń „Brutala” jest ciągle ta sama!

#6. Vibovit

Mimo że na opakowaniu nie było tej informacji, to każdy dzieciak wiedział, że jedynym prawilnym sposobem przyjmowania „Vibobitu” było wkładanie oślinionego palucha do saszetki, a następnie wcieranie sobie jej zawartości w dziąsło... Na koniec należało rozerwać opakowanie i dokładnie je wylizać. Produkowany od lat 70. przez firmę Polfa Kutno suplement diety zawojował nie tylko polski rynek, ale także i (jeśli wierzyć plotkom) dotarł nawet do Afryki.



Dla większości dzieciaków „Vibovit” był rarytasem, a każdemu otworzeniu torebki z tym cudem towarzyszyło buchnięcie w nos słodkiego, pomarańczowego zapachu. Firma, która wprowadziła ten suplement diety do obrotu, od dawna już nie istnieje i chociaż marka nadal obecna jest na rynku, to zmiana wyglądu opakowania skutecznie wyeliminowała grę na sentymentach. Nowy producent twierdzi jednak, że zawartość saszetek oparta jest na tej samej recepturze co proszek, który cieszył nasze kubeczki smakowe parę dekad temu.

#7. Guma „kulka”

Chociaż każdy sklepikarz zaklinał się, że ten produkt był klasyczną „balonówą”, to zrobienie z niego balona graniczyło z cudem. Nie zmienia to jednak faktu, że znacznie tańsza niż chociażby „Turbo” czy „Donald” guma do żucia cieszyła się ogromną popularnością.



Głównie przez jej cenę. No i smak. Kulki były pieruńsko słodkie, nieznośnie wręcz intensywne oraz miały jedną zadziwiającą właściwość – po kilku minutach całkowicie traciły swój aromat, a wyżutą pozostałość po tej pyszności można było przykleić pod blatem szkolnej ławki.

#8. Zapach Pewexu

Odwiedzenie Pewexu przypominało trochę wizytę w klubie go-go. Możesz sobie popatrzeć, ale nie dotykaj, a jak nie zapłacisz, to zapraszamy za drzwi! Każda wizyta w tym sklepie była niczym podróż do innego wymiaru. Takiego, w którym istniały zabawki, jakie nie śniły się żadnemu PRL-owskiemu małolatowi, a półki były pełne egzotycznych słodyczy.



Pewex nie tylko wyglądał bajecznie, ale też i... pachniał. Specyficzna mieszanka dobrej jakości kawy, niemieckiej czekolady i czegoś jeszcze. Może luksusu? Trudno powiedzieć. Zapach ten, w każdym razie, był nie do pomylenia z żadnym innym i towarzyszyła mu świadomość tego, że żaden z produktów oferowanych w tym sklepie nigdy nie trafi w nasze posiadanie.

* * * *
Przerwa dla sponsora odcinka – sklep Pewex.pl, który oferuje naturalne sojowe świece o zapachach PRLświeca o zapachu sklepu Pewex, świeca o zapachu „Zielone Jabłuszko”, świeca Mandarynka, świeca Guma w Kulkach.


Z wiadomych powodów świecy o zapachu „Popularnych” nie będzie :-)

* * * *

A Tobie z jakimi zapachami kojarzą się stare, dobre czasy dzieciństwa?

8

Oglądany: 34687x | Komentarzy: 81 | Okejek: 240 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało