Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Jak to cycków się naoglądałem z Beatą. Część pierwsza

76 861  
479   49  
Chcieliście Beaty, to macie. Nie żebym specjalnie się wzbraniał przed spisaniem tego pamiętnika w formie opowiadania. Po pierwsze, to była wspaniała przygoda i dziękuję wszelkim bogom, jeśli istnieją, za to, że trafiłem do Tits i poznałem Beatę.


Po drugie, dziękuję Beacie i sobie za to, że oboje dotrwaliśmy w ustalonych zasadach.
Wiecie, Beata była zajebista pod każdym względem, tylko jej stabilność emocjonalną porównałbym do trampek podczas wirowania: zmieniała zdanie lub nastrój z sekundy na sekundę, a z taką dziewczyną się związać to kaskaderka wysokich lotów. Tyle słowem wstępu.

Zapisałem wydarzenia chronologicznie – nie spisuję wszystkiego, skupiając się na tych bardziej pamiętnych akcjach. Przyda mi się to także wówczas, gdy Niemiec przyjdzie mnie okraść z pamięci i na stare lata może sam to sobie przeczytam, a co!

Francuz po hiszpańsku

Lecę z grubej rury i tytuł mówi dosłownie wszystko. Nie będę owijać w bawełnę!
Gdzieś w marcu zadzwonił Antonio do Joanny i zażyczył sobie kilku zestawów cycników 75DD. Aśka była poruszona, bo w całym sklepie znalazła trzy sztuki na krzyż. Beata była jeszcze bardziej poruszona, bo jak usłyszała rozmiar, to pomyślała sobie to samo co ja:
– Muszę to zobaczyć!!! Jadę z tobą na plan! – wykrzyczała przepełniona ekscytacją, ekhm, ekscycacją.



Ekscycacja to taki moment, że wiesz, że chcesz zobaczyć wspaniałe cycki i to się może zaraz wydarzyć. I ja, i Beata byliśmy podekscycowani.
Otrzymałem info od Aśki, gdzie jest plan zdjęciowy realizowany. Był to warsztat i ASO Renault. Wynajęty w niedzielę, ponieważ właściciel udostępnił przybytek bardzo chętnie za grosze – podobnie jak ja i Beata wiedział, co sobie poogląda. I tym sposobem pojechaliśmy z Beatą do wspomnianego warsztatu. Antonio rozłożył sprzęt, właściciel zacierał ręce. A modelki brak.
Była w szatni. Przekazałem jej torbę ze sprzętem i przez trzydzieści minut cisza. Ani widu, ani słychu o niej. W końcu idę (ponieważ nadzoruję sprzęt) i zagaduję zza drzwi:
– Wszystko w porządku, pani Justyno?
– Nie! – Jej głos brzmiał, jakby przechodziła załamie nerwowe i płakała.
– Nie?! – dziwię się.
– Rozjebałam ten stanik.
Co do...



Wchodzę, bo się przeraziłem. Stanik, który tam się znajdował (zresztą jak wszystkie trzy, które zapakowała Aśka), kosztował prawie dwie stówy. Sprzęt z najwyższej półki!
Kobieta stoi ubrana we własne stringi, białego koloru, ma kozaki zgodnie z planem Antonia i coś kombinuje przy zapięciu.
Wziąłem sprzęt do łapy i faktycznie – rozwaliła zapięcie. Dopytuję grzecznie, jak do tego doszło.
– Ja tego nie zapnę sama! – mówi załamanym głosem i wkłada go na szybciaka, potem przekłada ręce za plecy i faktycznie, nie ma szans, aby dosięgnęła zapięcia. Ma po prostu za duże cycki, a zapięcie trzystopniowe wymaga precyzji, czego ona akurat nie mogła nawet dostarczyć. Stanik był za mały, więc w obwodzie brakowało kilku centymetrów. Naciągnęła, poszedł szew pod miseczką.
Eeeee.... ale takie było zamówienie, co nie? Dzielę się własną wiedzą.
– Ja mam 85DD, nie 75DD! I to przed miesiączką, bo mi potem cyce puchną i rozmiar szybuje.
Tego nawet nie wiedziałem.
Wracam do Antonio, dzielę się poznaną wiedzą. Antonio biadoli. Szefu salonu pociąga z piersiówki spory łyk i mówi, że ma rozwiązanie. Zdjęcia miały być do kalendarza do warsztatu, stąd ten plan zdjęciowy i gostek faktycznie wpadł na pomysł:
– Ale po co ten stanik?!
W sumie to miał rację.
Beata nie odzywała się kompletnie i z trudem ukrywała ekscycację. Ja z kolei próbowałem zachować namiastkę profesjonalizmu i oznajmiłem jej, żeby poszła do tej dziewczyny i po prostu oceniła szkody.
Poszła, wróciła i jest cała w skowronkach. Zapytałem, widząc jej podniecenie:
– Uradowana?
– Kurwa, Stefan, ale cyce!!! Można jednego melona w ręce tarmosić z mapą!
Wtf...



Po kilku minutach wyszła modelka. Konkretnie zapytała co ma robić i czy jej biały (chujowy jak trzeba) stanik się nada do zdjęć, bo tych naszych to ona nie włoży. Antonio marudził mocno, ale nagle całe jego makaronowanie przerwał szefu ASO.
– Co mi będzie ten makaroniarz nawijał jakieś standardy? Ma być sesja w warsztacie, to lecimy! – Wręczył Antoniowi klucz francuski, srebrny, nówka sztukę, i mówi – Bier to, panie, i się zrobi sesję na podnośniku!
Włoch kompletnie nie zajarzył, więc zaczął nadnormatywnie gestykulować, próbując zakumać wolę szefa.
– Ja pierdolę – poirytował się właściciel – to jest jakaś amatorszczyzna! Czy ktoś tutaj ma pojęcie, co ma robić? Ty! – zwrócił się do Justyny, tej modelki z wielkim cycem. – Robiłaś to kiedyś?
– Ba! Jasne, że tak – oznajmiła modelka.
Szefu zaangażował się bardziej niż Antonio, który stał kompletnie wnerwiony. Właściciel ustawił modelkę (odzianą tylko w stringi i kozaki) przy podnośniku, zaczął ją ustawiać i przyznam, że szło mu to lepiej niż pizdusiowatemu Włochowi, który zazwyczaj traktował dziewczyny jak jajko i zanim cokolwiek ustalił, mijały godziny. A tutaj bach, bach, bach – stoi modelka przy podnośniku, szefu wkłada jej francuza pomiędzy cycki, które dosłownie pochłaniają jego środek, więc widać tylko głowicę i dół rączki, i mówi: „VOILA!”.
Przyznam – pomysłowe w cholerę. Dopiero wtedy Antonio obudził w sobie lwa i nakazał skrzyżowanie rąk na piersiach, tak aby sutki zasłonić. Potem Antonio powiedział, aby złapała się za cycki, potem żeby ten wielki klucz trzymała w rękach na poziomie sutków, potem miała ten klucz trzymać na ramieniu, a drugą ręką trzymać wielki cycek (zdjęcie robione zza pleców) a potem...
– Jak mi każesz ten klucz włożyć w pi3dę, to ci nim najebię – oznajmiła modelka Włochowi i skończyły się życzenia z kluczem.

Zdjęcia trwają. Klisza gorąca, Szefu aż kołnierzyk poluzował. Zaś Beata ma zeza, bo jeszcze w życiu takich cycków nie widziała. Ja w sumie też, ale akurat mi rozum nie odpłynął.
Po sesji grzecznie podszedłem do Justyny i zapytałem, czy mogę ją złapać za piersi.
Zaśmiała się. Nawet zadrwiła. Ale ponieważ zapytałem poważnie, to i ona podeszła do sprawy poważnie:
– Co, nie miętosiłeś takich? – Zapytała, cofając ramiona i eksponując swoje DD-ki.
– Nie. Nawet w sumie na żywo też takich nie widziałem.
– Dobra, walić to – prychnęła – tylko szybko, bo cię policzę.
Macnąłem oba. Ciężkie skur..., ciężkie. Nawet w dłoni... w dwóch jednego się trudno ogarniało. Dziewczyna się uśmiała, ja się uchachałem, ale potem wiedziałem, że taki rozmiar to nie dla mnie. Teraz zrozumiałem tekst Beaty z mapą... Przy takim biuście normalnie trzeba zapamiętać, gdzie się dotykało i miziało. No, to teraz wiecie. Chyba...



Pan jedzie do Zielonej Góry. Choć nie chciał

Pierwszy przypał z Beatą. Do tej pory mocno się trącaliśmy, wszystko w żartach i w ogóle zabawnie, ale w powietrzu czuć było miętę. Balowaliśmy razem przez pół roku i nie wykonaliśmy wobec siebie żadnego kroku. Ale przyszedł dzień, gdzie ona przeholowała, a ja ustaliłem (sam ze sobą, a potem z nią), że zostaniemy kumplami.
W maju, jeszcze jak w Tits pracowałem i realizowałem zadania związane z Antonio, Beata poprosiła mnie, abym zawiózł ją i jej dziewczynę do Zielonej Góry, ponieważ tam była organizowana impreza a’la Love Parade czy coś (w klubie techno) i ona, dowiedziawszy się o tym wydarzeniu, zachciała tam być. Trochę marudziłem, bo wycieczka dość długa i musiałem tam nocować. Mogłem uczestniczyć w imprezie, lecz wyjazd był dnia następnego, z rana, więc bez alko jakoś mi się to wszystko tak średnio widziało. Zorientowałem się w książce telefonicznej o noclegach i wybrałem hotel z zawrotną stawką 50 PLN za dobę. Więc mogłem zostać na noc i nawet do godziny trzynastej: słowem, mogłem na tę imprezę pojechać z dziewczynami. I tak się stało.

Wyruszyliśmy z Miasta z samego rana. Dziewczyny na rozgrzewkę obaliły po małpce i w maluchu zaczęły szyby parować. Leonardo DiCaprio byłby dumny, natomiast mi ten feler przeszkadzał, ale jak doszły do tego śpiewy i przenoszenie dupy z przodu na tył, to już mi złość rosła. Dziewczyn nie dało się uspokoić. Gdzieś w połowie drogi, tak sto kilometrów od celu, dziewczyny wyjęły kolorowe drinki spreparowane w termosie i raczyły się nimi z gwinta. Jak jest alko, to i pomysły głupie.
Wjeżdżamy na autostradę A4, za Wrocławiem, wyprzedzamy rząd tirów. Dziewczyny patrzą sobie w kabiny i komentują.
– Ten jest słodki, taki skupiony! – krzyczy Beata.
– Patrz na tego, je hot doga! – komentuje Żelka.
– Hot doga?! – Beata dosłownie ożyła. – Niech mu kapnie keczup na moje cycki! Zrób to, Stefan, zbliżmy się!
Otwiera okno. Podnosi bluzkę i coś macha rękami.
Ja bym bardzo chciał, aby Fiat 126p miał przyśpiechę jak tralala i tego tira bym wyprzedził w ułamek sekundy, ale to nie ten sprzęt, więc wyprzedzanie całej kolumny zajęło mi trochę, a tutaj ostatni tir, dziewczyna wystawia cycki, wiatr we włosach i takie tam, więc deptam gaz do dechy i tyle widzieli mocy, bo jej po prostu nie ma. Jedziemy, jedziemy, jedziemy... w końcu wyprzedziłem tego tira, nakazałem zamknięcie okna.
Po kilku kilometrach dziewczyny chcą „siusiu”. Zjeżdżamy na tanksztelę.
Ja robię sobie „wdech-wydech” i próbuję ustalić tętno, gdy podchodzi do mnie wąsaty gość, taki gruby Janusz z wąsem, i patrzy na moją brykę.
– Pan to musi mieć wesoło – mówi tajemniczo.
Co ja poradzę? Ale jakbym gościa skojarzył:
– Chodzi o to otwarte okno? – zwęszyłem temat.
– Gdzie to jedziecie z tymi niewiastami?!
Tłumaczę pokracznie o imprezie w Zielonej Górze. Facet poszedł do tira (tak, tego tira od hot doga), przyniósł mapę, rozłożył ją na masce mojej bryki i tak duma.
– Hm, w sumie to mi nawet po drodze z towarem. Co najwyżej nadłożę sto kilometrów.
Pojechał za nami i serio, wylądował w hotelu tym, co ja z Beatą i Żelką.
Wieczorem ruszyliśmy na imprezę. Dziewczyny naj3bane jak świnie, a ja dopiero moczyłem usta w alkoholu. Potem nie tylko usta i nie tylko w alkoholu...

W poprzednim odcinku

27

Oglądany: 76861x | Komentarzy: 49 | Okejek: 479 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało