Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Spotkanie po 35 latach: maniak i ofiara, która go pogrążyła, zobaczyli się na egzekucji

29 568  
159   7  
Kiedy stracono amerykańskiego maniaka Bobby'ego Joe Longa, Lisa McVey Noland siedziała w pierwszym rzędzie, chcąc być świadkiem jego śmierci. Long nie mógł jej nie widzieć, nie mówiąc już o rozpoznaniu jej. Po tym, jak 35 lat wcześniej zlitował się i wypuścił 17-letnią Lisę, wielokrotnie widywali się na konfrontacjach i identyfikacjach. Noland była jedyną ofiarą potwora, która mogła go zidentyfikować.

Lisa Noland, 52-letnia zastępczyni w biurze szeryfa hrabstwa Hillsborough, uczestniczyła w egzekucji Bobby'ego Longa, ponieważ chciała zobaczyć, jak jej dręczyciel umiera. „Chciałam być pierwszą osobą, którą zobaczy na tej sali” – tak później tłumaczyła swoje pojawienie się reporterom.


Być może była rozczarowana – w ostatnich minutach przed śmiertelnym zastrzykiem zabójca wyglądał na absolutnie spokojnego i nie zdradzał emocji, gdy zobaczył Noland wśród obecnych osób na egzekucji. Na tradycyjne pytanie, czy chce coś powiedzieć w ostatnim słowie, skazany na śmierć odpowiedział krótko – „Nie”. 23 maja 2019 roku Joe Long umarł i nikt już się nie dowie, dlaczego bezwzględny maniak darował życie jednej ze swoich ofiar, która mogła go rozpoznać.

Bobby Joe Long urodził się 14 października 1953 roku w Kenova w Zachodniej Wirginii w USA. Skłonność do przemocy zaczęła przejawiać się w Joe Longu już w dzieciństwie. Chłopiec urodził się z wadą genetyczną, która spowodowała, że w wieku nastoletnim urosły mu piersi. Rówieśnicy wyśmiewali się z Longa, a on wyładował swoją bezsilność i gniew na zwierzętach i młodszych dzieciach.


W młodości Joe przeszedł operację i wyeliminował swoją fizyczną niepełnosprawność, ale to nie mogło już naprawić wewnętrznego świata Longa, który nienawidził wszystkich wokół niego. Później zaczęły się problemy z dziewczynami i po dwóch trudnych rozstaniach mężczyzna zrezygnował z prób założenia rodziny. Później jego matka wspominała, jak po ostatnim zerwaniu zadzwonił do niej i powiedział:
Wiesz, nie mogę znaleźć ani jednej przyzwoitej dziewczyny na całym świecie. Chyba zawsze będę musiał być sam.

Wszystko komplikował jeszcze ciężki uraz głowy, którego Joe doznał podczas upadku z motocykla. W 1981 roku pojawiły się u niego pierwsze fantazje na temat morderstw i bardzo szybko zaczął je realizować.


Joe Long wykształcił się na technika radiologii, ale nie miał najmniejszej ochoty pracować w swojej specjalności, woląc żyć z zasiłków z opieki społecznej. W 1983 roku osiedlił się w Tampie na Florydzie i to tutaj zaczął zabijać. W sumie maniak odpowiada za 50 gwałtów i 9 udowodnionych morderstw, ale tylko sam przestępca znał dokładną liczbę ofiar.

Long porwał 17-letnią Lisę McVey 3 listopada 1984 roku. Dziewczyna pracowała w kawiarni do trzeciej w nocy i była przekonana, że to ostatnia zmiana w jej życiu. Kiedy Lisa wyszła z kawiarni, miała w kieszeni pożegnalną notatkę: planowała samobójstwo.

Lisa McVey

Przez ostatnie trzy lata Lisa była wykorzystywana przez kochanka swojej babci i życie wydawało się młodej McVey bezsensowne i obrzydliwe. Dziewczyna ledwo odjechała rowerem z miejsca pracy, gdy jakaś silna ręka chwyciła ją za szyję, a lufa pistoletu spoczęła na jej skroni. „Boże, rób, co chcesz, tylko nie zabijaj mnie” – powiedziała napastnikowi, momentalnie zapominając, że przed chwilą sama planowała samobójstwo.

Long wciągnął dziewczynę do swojego samochodu, czerwonego Dodge'a Magnum, związał ją i przywiózł do domu. Tam Long gwałcił swoją ofiarę przez ponad dzień, a ponieważ nie ukrywał twarzy, było oczywiste, że pozostawienie dziewczyny przy życiu nie było częścią jego planów. Na pytanie ofiary, dlaczego to robi, Long odpowiedział po prostu: „Karzę kobiety”.

Dziewczyny, które zginęły z rąk Bobby'ego Joe Longa

Lisa wspominała później, że Long nieustannie narzekał, że ludzie są wobec niego niesprawiedliwi, a kobiety próbowały go upokorzyć i obrażać. Dziewczyna, błagając o litość, opowiedziała wymyśloną historię, że jest jedynym dzieckiem ciężko chorej matki i to zadziałało. Nie wiadomo dlaczego Joe Long przejął się tą historią i następnego dnia o świcie wepchnął Lisę z zawiązanymi oczami z powrotem do samochodu i wysadził na poboczu autostrady.

Dziewczyna wróciła do domu i opowiedziała o tym, co się stało babci i jej konkubentowi, ale nie uwierzyli jej, uznając, że cały ten czas spędziła w towarzystwie przyjaciół. Na szczęście policja chętnie wysłuchała Lisy McVey, bo gwałciciel i morderca był jednym z najpoważniejszych problemów okręgu od kilku lat.

Zabójca jeździł takim czerwonym Dodge'em, ale z czerwonymi pokrowcami na siedzeniach

Wcześniej stróże prawa mieli bardzo mało informacji na temat zabójcy. Wiedzieli, że na swoje ofiary poluje późnym wieczorem lub w nocy przy kawiarniach i barach, gwałci w krzakach lub alejkach, dusi i ucieka. Jedyną wskazówką były drobinki rudych włosów, które pozostały na ciałach ofiar. McVey była cennym świadkiem, ponieważ podała markę i kolor samochodu, a poza tym widziała swego gwałciciela.

Setki aut marki Dodge Magnum zostało skontrolowanych przez policję w Tampie, a podczas poszukiwań Long zabił jeszcze dwie kobiety.

16 listopada 1984 roku policja zatrzymała przy wyjściu z kina właściciela czerwonego Dodge'a z czerwonymi welurowymi pokrowcami na siedzeniach, a Lisa go zidentyfikowała.


Pytany przez śledczych, dlaczego darował życie ofierze, która mogła go rozpoznać, Joe albo milczał, albo za każdym razem podawał nowy powód. Najbardziej prawdopodobne jest to, co powiedział po procesie, siedząc już w celi śmierci:
Wypuszczając ją, wiedziałem, że teraz to tylko kwestia czasu. Nawet jej nie powiedziałem, żeby na nie szła policję. Czytałem o grupie zadaniowej w Tampa, jeszcze przed naszym spotkaniem, więc z łatwością mogłem udać się do Fort Lauderdale lub innego miejsca, gdzie nie zostałbym złapany. Ale było mi już wszystko jedno, chciałem przestać. Mam już tego dosyć. Czy fakt, że mogłem i nie ukrywałem się, nie mówi sam za siebie?

52-letnia Lisa Noland udziela wywiadu prasie po tym, jak jej oprawca został stracony jesienią 2019 roku.

Prawda to czy nie, nigdy się nie już dowiemy. Może to zabrzmi dziwnie, ale asystentka szeryfa Lisa Noland, pomimo tej całej gehenny, którą zgotował jej Long, w pewnym sensie była mu wdzięczna – nie tylko jej nie zabił, ale także dał jej wolę życia. Po cudownym ocaleniu dziewczyna podarła list pożegnalny, a myśli samobójcze nigdy więcej już nie wróciły.

4

Oglądany: 29568x | Komentarzy: 7 | Okejek: 159 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

30.11

29.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało