Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Niemcy robili margarynę z własnych poległych żołnierzy! – Oto 6 historycznych „fake newsów”, na które wiele osób dało się nabrać

29 092  
84   18  
Informacyjny bełkot, wykluczające się doniesienia, brak jakiegokolwiek obiektywnego rzetelnego źródła wiedzy – przez to czasami odnosimy wrażenie, że istnieje wiele alternatywnych światów. W jednym szczepionki ratują ludziom życie, Rosja bezpodstawnie zaatakowała Ukrainę, a globalne ocieplenie jest problemem, który wkrótce może doprowadzić świat do katastrofy, podczas gdy w drugim świecie szczepionki są narzędziami do depopulowania ludzkości, pokojowa armia Putina walczy z nazistowskimi oddziałami banderowców, a wszelkie doniesienia na temat zmian klimatu to wymysł środowisk lewicowych. Wbrew pozorom jednak tzw. „fake newsy” wcale nie są wynalazkiem nowym.
Dezinformacja jest stara jak świat. Po prostu żyjemy w czasach, gdy powielanie i puszczanie w eter niesprawdzonych informacji stało się banalnie wręcz łatwe. Ponadto ludzka leniwa natura skłania nas bardziej do szukania prostych, zrozumiałych dla nas, odpowiedzi na zagadnienia, których okiełznanie wymagałoby od człowieka intelektualnego wysiłku i poświęcenia czasu na zgłębienie wszystkich istotnych aspektów danej sprawy. No bo w końcu łatwiej sobie powiedzieć, że technologia 5G to rakotwórczy twór, który ma aktywować chipy przebiegle umieszczone pod ludzką skórą pod przykrywką szczepień, niż zadać sobie trud poczytania o właściwościach pól elektromagnetycznych i ich realnym wpływie na nasze zdrowie.
Proste, sensacyjne informacje lepiej przyswajamy i zapamiętujemy, a paradoksalnie to czasem właśnie sam powód puszczenia w eter fałszywego niusa jest większym problemem niż sama wiadomość, którą niczym stado pelikanów łykną miliony ludzi. Zapraszam was na krótką podróż w czasie, aby rzucić okiem na leciwe przykłady intrygujących, medialnych dezinformacji.

#1. Fałszywa informacja, która zamieszała na giełdzie

W 1802 roku zawarty został pokój pomiędzy Wielką Brytanią a Francją. Lekko ponad rok później traktat z Ameins został zerwany, a na horyzoncie pojawił się nowy konflikt między mocarstwami. Zanim jednak do tego doszło, na biurko burmistrza Londynu, sir Charlesa Prince’a, trafił list napisany przez samego Roberta Jenkinsona, premiera Wielkiej Brytanii. Zgodnie z wymogami dotyczącymi dyplomatycznych wiadomości, pismo posiadało nie tylko osobisty podpis nadawcy, ale i specjalną, woskową pieczęć. Sir Prince ucieszył się, gdy przeczytał, że oto wiszący w powietrzu spór z Francją udało się polubownie rozwiązać na drodze pertraktacji i widmo wielkiej wojny, na całe szczęście, zniknęło. Uradowany tymi wieściami burmistrz szybko zaniósł list na londyńską giełdę.
Kartka krążyła z rąk do rąk i szybko dał się zauważyć drastyczny wzrost cen niektórych akcji. Tymczasem informacja poszła już w oficjalny eter. Wkrótce jednak zaczęto podważać prawdziwość listu, a kiedy już okazało się, że ten jest ewidentną fałszywką, Ministerstwo Skarbu musiało wysłać oficjalny komunikat do redaktorów londyńskich gazet wieczornych, aby ci jak najszybciej pomogli w dementowaniu plotki, zanim doszłoby do katastrofy. Równocześnie też Komitet Giełdy wywarł presję na maklerach – trzeba było natychmiast namierzyć osoby odpowiedzialne za tę mistyfikację. Niestety, nie udało się to i autorstwo feralnego listu pozostaje do dziś zagadką.

#2. Życie na Księżycu, jak Boga kocham!

Sir John Herschel był światowej sławy angielskim astronomem. Kiedy człowiek o tak wielkim autorytecie pod czymś się podpisuje, to nie ma mowy o ściemnianiu! W 1835 roku na łamach The New York Sun ukazała się seria sześciu artykułów o wielkim odkryciu, którego to Herschel miał dokonać. Zgodnie z opisem opublikowanym w gazecie, uczony za pomocą najnowocześniejszego teleskopu dokładnie przyjrzał się Księżycowi i zauważył tam… życie! Nasz naturalny satelita zamieszkany miał być przez zwierzęta przypominające kozy, bizony, jednorożce, dwunożne bobry bez ogonów oraz humanoidalne istoty z nietoperzowymi skrzydłami. Te ostatnie, jak sugerował badacz, musiały być istotami rozumnymi, bo dużą część swego czasu poświęcały na budowę monumentalnych nieruchomości… Ponadto na Księżycu Herschel dojrzał też bujne lasy oraz olbrzymie oceany.


Reakcją na te artykuły był ogromny wzrost sprzedaży The New York Sun. Przez wiele tygodni nakład gazety wystrzelił w górę, a żaden z czytelników nawet nie zorientował się, że publikacje były wyssane z palca. No bo w końcu kto by dyskutował z tak cenionym astronomem jak Herschel? I chociaż hajs w redakcji się zgadzał jak nigdy wcześniej, to dwie osoby były wyjątkowo rozgoryczone tą sytuacją. Pierwszą był cytowany przez redakcję uczony, który dostawał spazmów, kiedy musiał odpowiadać na pytania dotyczące swego rzekomego „odkrycia”. Drugim z pokrzywdzonych mężczyzn był natomiast nie kto inny, jak sam Edgar Alan Poe. Twierdził on, że publikacja ta była plagiatem jego książki pt. „Niezrównane przygody Hansa Pfaalla”. Coś musiało być na rzeczy, skoro parę lat później w tej samej gazecie ukazał się reportaż o pierwszym przelocie balonem przez Atlantyk. Autorem tej niemającej nic wspólnego z faktami publikacji był… Edgar Allan Poe! Najwyraźniej pisarz jednak przeprosił się z redakcją.


#3. Pociągowy przekręt

W 1890 roku gazety rozpisywały się o rzezimieszku, który to miał napadać na kobiety w pociągach. Sprawa została nagłośniona dzięki pani madame Marquet – żonie majętnego, algierskiego aptekarza, która to wykupiła sobie miejsce w przedziale tylko dla pań i ruszyła w podróż z Monte Carlo do Tulonu. Kiedy dama ucięła sobie drzemkę, niezidentyfikowany złodziej ukradł jej torebkę, w której niewiasta trzymała 7000 franków. Mimo pewnego sceptycyzmu ze strony niektórych stróżów prawa, zgłoszenie to zostało potraktowane bardzo poważnie i już niedługo potem złapano pewnego Włocha, który to grożąc jednemu z pasażerów nożem, przywłaszczył sobie jego pieniądze i usiłował dać dyla z pociągu, włączając sygnał do awaryjnego zatrzymania maszyny. Winę za okradzenie kobiety zrzucono więc również na niego i uznano, że tym samym sprawa została rozwiązana.
Znalazło się jednak kilku podejrzliwych detektywów, którzy postanowili dalej „węszyć”. W trakcie przesłuchań madame Marquet w końcu puściła farbę. Okazało się, że w Monte Carlo, gdzie odebrała pieniądze od jednego z dłużników swego męża, dama zauważyła pewne kasyno z ruletką i postanowiła wpaść tam na chwilę lub też dwie. W rezultacie straciła całą kasę na hazardzie. Obawiając się furii ze strony swego ukochanego, kobieta na szybko wymyśliła historyjkę o kradzieży. Tutaj warto nadmienić, że madame od razu została postawiona przed sądem za rozpowszechnianie fałszywych informacji.


#4. Wieści o mojej śmierci są zdecydowanie przesadzone

2 czerwca 1897 roku gazeta New York Journal przekazała swym czytelnikom bardzo smutną nowinę: Mark Twain, wybitny pisarz, wyzionął ducha. A żeby tego było mało, autor „Przygód Hucka Finna” umrzeć miał w skrajnej biedzie. Zapytany o komentarz w tej sprawie Twain wyznał, że nie za bardzo wie, czy miałby być informacją o swoim odejściu rozbawiony czy poirytowany. Zapewnił jednak, że jest całkiem żywy i nie skarży się na brak pieniędzy, mieszkając we wcale nie najgorszym domu w Chelsea wraz ze swoją żoną oraz pociechami. Chcąc dojść do źródeł tej plotki, pisarz uznał, że być może miało to coś wspólnego z jego kuzynem, który parę tygodni wcześniej pochorował się nieco, ale na szczęście już wrócił do zdrowia…


Wkrótce w New York Journal opublikowane więc zostało sprostowanie, którego autorem był sam zainteresowany:
Wieści o mojej śmierci są zdecydowanie przesadzone. Natomiast informacje o moim ubóstwie są znacznie trudniejsze do zniesienia. Moi przyjaciele mogą potwierdzić, że skoro nie umieram w biedzie, to nie powinienem również żyć w biedzie, szczególnie kiedy codziennie otrzymuję pocztą kolejne oferty prowadzenia wykładów. Faktem jest, że miałem kontrakt na napisanie książki, którą właśnie skończyłem, w innym wypadku z wielką chęcią powinienem był przyjąć te oferty.
W telegramie do redakcji Twain oznajmił też, że owszem, umiera, ale wcale nie szybciej niż ktokolwiek inny.

Grunt natomiast, że książka sprzedała się dobrze...

#5. „Fake newsem” w konkurencję

Na początku ubiegłego wieku w amerykańskiej miejscowości Clarksburg wydawane były dwa dzienniki, których redakcje wybitnie wręcz się nie lubiły. Pracownicy Clarksburg Daily Telegram zarzucali redaktorom z Clarksburg Daily News plagiatowanie ich tekstów. I mieli rację – treści regularne były podkradane i bezczelnie publikowane w konkurencyjnym piśmie.
Pewnego dnia na łamach pierwszej z gazet ukazał się artykuł o tragicznym wydarzeniu, do którego miało dojść w okolicach kopalni w Kolumbii. Niejaki Mejk Swenekafew, mężczyzna o słowiańskim pochodzeniu, został poważnie postrzelony podczas kłótni ze swym kolegą. Przedmiotem sporu miał być pies jednego z panów.
Oczywiście już następnego dnia Clarksburg Daily News również opowiedziało swoim czytelnikom o tym wydarzeniu. Tym samym redakcja przyznała się też do plagiatowania tekstów swojej konkurencji. Nazwisko ciężko rannej ofiary awantury, czytane od tyłu, brzmi „We fake news”, czyli „Fabrykujemy wiadomości”…
W ten sposób fałszywy artykuł posłużył do sprytnego ukarania redaktorów Clarksburg Daily Telegram.


#6. Wojna informacyjna

Putin ma raka! Jutro zdechnie! Ma też Parkinsona, grzybicę powiek, kamienie na nerkach i cierpi na suchoty! Ileż razy już słyszeliśmy kolejne sensacyjne doniesienia dotyczące rzekomych chorób dyktatora, hurraoptymistycznych ukraińskich sukcesów czy nowoczesnej, opracowywanej w sekrecie broni, która to ma rozpocząć całkiem nowy etap wojny? Dezinformacja to potężny oręż. Wiadomo to nie od dziś. Już w czasie I wojny światowej tysiące wyssanych z palca wiadomości publikowano w mediach po obu stronach konfliktu.
W 1917 roku brytyjskie gazety rozpisywały się o sensacyjnej informacji, do której dotarł anonimowy, aczkolwiek godny zaufania człowiek. Miał on dostać się i dokładnie zinfiltrować fabrykę Kadaververwertungsanstalt (w skrócie „Kadaver”) w Niemczech, gdzie ze zgrozą odkrył, że trafiają tam zwłoki poległych w walce żołnierzy. Z ciał pozyskiwać miano glicerynę, z której to wytwarzano następnie masło oraz… margarynę.


Autorami tego oraz setek innych podobnych artykułów była złożona z 13 oficerów i 25 dziennikarzy ekipa speców od propagandy, powołana do działania z ramienia MI7.


Źródła: 1, 2, 3
4

Oglądany: 29092x | Komentarzy: 18 | Okejek: 84 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

30.11

29.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało