Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Od sprzątacza do handlarza... stanikami. Jak to cycków się naoglądałem – Część IV

60 369  
642   53  
Czekali, czekali i się doczekali. Lecz wszystko co dobre w końcu się kończy. Po części trzeciej czas na część czwartą i ostatnią.

Beata?! Cycki na zawołanie!!!


Ach, Beata!!! Niezły z niej numer! Była ekshibicjonistką i do tego biseksualną. Miała dziewczynę, z którą się niespecjalnie ukrywała. Zresztą, jak ze swoimi cyckami. Chcesz zobaczyć cycki Beaty? Po prostu powiedz to. Normalnie, niezły numer!

Myślelibyście, że ja w Tits robiłem karierę. No, to byście się przeliczyli!!! Połowę czasu spędzałem w PeceTechu, ponieważ moja nowa praca nijak się nie kleiła, więc wracałem tam, gdzie mi jakoś szło. W Żelaznym też się kręciłem i sprzedałem to i owo, jednak większość czasu poza Tits siedziałem w komputerach. Co ja poradzę, tam mnie ciągnęło, zaś ze stanikami to ja bym powiedział, że było nie po drodze. Cycki są super, to już wiedziałem i bardzo chciałem przy nich być, lecz wstydziłem się i jakoś nie potrafiłem otworzyć się na klientki.

Pewnego dnia, gdzieś pod koniec października, siedzę z Rafałem w PeceTechu, rozkminiamy zworkowanie dysków do nowej płyty głównej, bo akurat trafiło nam się ustawianie dysku twardego Caviar 850MB jako „slave”. I tak sobie rozkminiamy zagadnienie, gdy z nagła Rafał zmienił temat:
– Ty, Stefan, a Aśka to cię nie zaj3bie, że tutaj cały czas siedzisz?
– Daj spokój, dziewczyny i tak mnie pogoniły, a Aśka wyjechała ze dwa tygodnie temu i tyle ją widzieli!
– Stefan, a te dziewczyny to rozwojowe są?
– W sensie?
– No, wiesz, ten tego...
– Aaaaa – zajarzyłem niczym osiemdziesięciowatowa świetlówka podłączona do nowego startera – Taaa, Beata to w ogóle epatuje cyckami!
– Ke? – zdziwił się kolega.
– Ke, ke. Zobaczysz!
Zaciągnąłem go do Tits. Beata siedziała za ladą, rozwiązywała krzyżówkę. Była godzina dwunasta, więc w całym Przyziemiu panował bezruch (tak zwana martwa godzina).
– Beatko – zagaiłem sprytnie – Rafał szuka biustonosza dla swojej dziewczyny. Pomożesz?
Rafał patrzy na mnie tak, jakbym właśnie zamordował jego matkę. On z dziewczynami miał po drodze dosłownie niczym spacer mostem... pomiędzy Alaską a Turcją. Ja swoje już wiedziałem (i widziałem).
Beata zadała szybkie pytanie Rafałowi:
– Jaki ma obwód i jaką miseczkę?
– Myślę, że ma piersi jak twoje – odpowiedziałem za Rafała, który w głowie miał same bad sectory i właśnie mu się format włączył.
Beacie nie trzeba było powtarzać. Zabrała z regału ze cztery staniki, podeszła do przymierzalni (nie weszła do kabiny – lustro, wysokości człowieka, znajdowało się także przed przymierzalnią). Zdjęła bluzkę, zdjęła stanik, który miała na sobie i odsłoniła piersi.
Ale numer, co nie? Patrzę na reakcję Rafała i morda mi się cieszy, natomiast Beata – w pełni zaangażowana – coś tam tłumaczy, wyjaśnia. Rafał zbiera szczękę z podłogi, ale i tak nie ogarnia, że potrzebuje śliniak. Ja już całkiem rozj3bany sytuacją podziękowałem Beacie za prezentację. Ona wtedy zakumała (w przeciwieństwie do Rafała), że zrobiłem ustawkę.
– Idź w pizdu, Stefan... wredny człowieku! – zrugała mnie ciut wkvrwiona.
(potem wypominała tę sytuację, ale oboje mieliśmy ubaw, więc spoko)

Wróciliśmy z Rafałem do PeceTechu. Usiadłem z powrotem do zestawiania dysków, a Rafał nadal łączył wątki. Taka była Beata – rozpi3rdalała system. Ja już nauczyłem się jej obsługi, natomiast dla kolegi od komputerów trzeba było wgrać aktualizację. Zresztą, o Beacie to mógłbym spokojnie zrobić spin-off tej serii, bo była konkretną numerantką. Znamy się do teraz (chociaż nasze drogi się rozeszły), ale nadal przy piwie mamy co wspominać.
Na ostro.

Życiowa rada Joanny plus ArtFoto


Wy byście tylko o tych cyckach chcieli czytać, zboczuchy!
Joanna nie wracała dość długo. Od kiedy wyjechała, minęły trzy tygodnie i słuch o niej zaginął. Podobno tak miała – nic mi do tego. W tym czasie właściciel biurowca zadecydował, aby część załadunkową (magazyny) usunąć i powiększyć powierzchnię handlową. W nowo powstałych miejscach pojawił się punkt ksero, kantor oraz zakład fotograficzny. Przy okazji tego trzeciego przybytku splot okoliczności doprowadził do sytuacji, w której Wy czytacie ten artykuł oraz moje cycate wspomnienia. O ile Joanna i sklep Tits były ważnym wydarzeniem w moim życiu, tak sklep ArtFoto wywrócił mnie całkowicie w stronę cycków.
Wracamy do Joanny, ponieważ i ona – w końcu! – wróciła. Fiatem Uno przywiozła kilkanaście kartonów bielizny: body, majtki, staniki, komplety, szlafroki, samonośki, pasy do pończoch i takie tam. Gdy nowy towar wjechał, Aśka spędzała w sklepie całe dnie, od wczesnego ranka do późnej nocy. Ja i dziewczyny mieliśmy co robić. Klientów było od groma (ekhm... klientek).

Właśnie... jednej rzeczy wam nie przekazałem: przekrój klientów w tym sklepie był nieco zadziwiający: większość, znaczna większość pań była raczej w wieku „reprodukcyjnym” z przeważającą ilością tych w okolicach „trzydziestki”, ale i tak połowa pań przychodziła z panami. Pary w istocie pojawiały się bardzo często, więc przy nich było najmniej pracy, bo zasadniczo cała robota ograniczała się do skasowania towaru (lub – rzadziej – do odłożenia go na swoje miejsce).

Po kilku dniach nadal nie miałem sukcesów sprzedażowych. Zauważyłem jednak, że Joanna zza biurka przygląda mi się dość uważnie przez cały czas. Kręciłem się w niepewności, bo i niepewnie się czułem. Musiała to dostrzec. Wieczorem – przed zamknięciem sklepu – zawołała mnie do siebie za ladę.
– Co jest, Stefan? – zapytała cicho. – Komputer trzeba sprzedać, to żyjesz, a tutaj wyglądasz jak te manekiny... – Wskazała kilka Ziutków stojących przy wejściu. – Kobiety cię onieśmielają?
Ech... Co ja miałem jej odpowiedzieć?
– Posłuchaj: te wszystkie kobiety przychodzą po bieliznę, tak jak ktoś szuka sobie, hmmm, no nie wiem co tam w Pecetechu się kupuje? Monitor? Drukarkę? Tak samo musisz podejść do moich klientek. Nie patrz na nie jak na przyszłe żony, myśl o tym, czego one potrzebują. I przede wszystkim, bądź sobą! Jeśli będziesz się skupiać na tym, co mówić i w jaki sposób, to wprowadzisz sam siebie w fałsz, a jeśli ty nie będziesz pewny siebie, to tym bardziej kobiety nie zobaczą w tobie uczciwości, i nie mam na myśli klientek Tits, ale ogólnie te, które spotkasz w swoim życiu... To zawsze tak działa, uwierz mi.

Jej wywód dał mi do myślenia. Zapamiętałem go dokładnie, rozumiejąc całkowicie, jakie niósł w sobie przesłanie. Zwłaszcza teraz, kiedy minęło ponad dwadzieścia lat mojego pożycia z kobietami (w tym dziesięć lat z moją żoną)

Wyhoduj sobie jaja, Stefan!

To akurat sam sobie powiedziałem (na szczęście).
Przez dwa dni biłem zbity, zdołowany i nie chciałem pożegnać Tits, Beaty, Julity i Joanny. Tylko fakty były takie: nie nadawałem się do tego, ponieważ klientki mnie paraliżowały i zamiast być gadułą, improwizatorem czy też spryciuchem, za cholerę nie umiałem się otworzyć. Może te dwie sytuacje były wybrykiem, jednakże w rozrachunku całościowym nic innego mi się nie przytrafiło, choć się starałem.
Mając na uwadze radę Joanny, dopowiedziałem sobie znany mi cytat: „Nigdy nie osiągniesz nowych rezultatów, czyniąc te same rzeczy”.

Na ten przykład Beata mnie nie onieśmielała – ale na niej mi nie zależało. Była, bo była – tu żart, tam kuksaniec (friendzone, anyone?) i ją traktowałem dokładnie jak kumpelę. Wyskoczyliśmy na piwo – spoko. Pokazała znów cycki? Też spoko. Bez spiny, bez konsekwencji. A przy klientkach, to ja – proszę państwa!!! – od razu miałem kwadrylion problemów przed oczami. Do pewnego momentu.

Antonio, fa caldo!


Podjąłem decyzję: jeśli w ciągu dwóch tygodni nie nastąpi przełamanie w moim podejściu, jakaś konkretna zmiana, to rezygnuję z Tits i lecę do komputerów.
Jednak dość prędko udało mi się odnaleźć i podejść do klientki tak, jak trzeba: przyszła wysoka szatynka z sukienką w ręku. Brązowy ciuch zakupiła w domu mody opodal Przyziemia. Planowała dobrać do tego strój, czyli bieliznę, najlepiej w komplecie.
Kiedy zobaczyła mnie za ladą, a potem usłyszała moje pytanie „w czym mogę pomóc?”, najpierw prychnęła cichutko, potem zdziwiła się, by w końcu wzruszyć ramionami i powiedzieć:
– Mężczyzna, serio? – zawahała się – Trudno, zobaczymy, co z tego będzie...
Po usłyszeniu jej oczekiwań poprosiłem, aby pokazała kieckę. Hmmm, toż to grzech do takiego zajebistego ciucha z dekoltem do pępka wkładać cokolwiek na cycki, bo nawet braletka wystawałaby pomiędzy ramiączkami, więc jej to powiedziałem.
– Ale, przecież to mi wszystko będzie widać... to znaczy sutki!
– Przepraszam, że zapytam, ale ta sukienka to na jaką okazję?
– Randkę, uhm... tak, na randkę – uśmiechnęła się diabelsko – może ze śniadaniem.
– To tutaj stanik tylko szkód narobi...
Stringi kupiła, stanika nie, a gdy wychodziła ze sklepu, to jeszcze zerknęła na mnie i się ucieszyła (lub zaśmiała z niedowierzania). Potem wróciła wielokrotnie, zaś Aśka usłyszała dobre słowo na mój temat.
I jakoś to już poszło: sprzedawałem coraz więcej i coraz lepiej. Nie mogłem konkurować z szefową ani z Beatą czy Julitą, jednakże w końcu czułem się tam jak na swoim miejscu!

Na początku grudnia do sklepu wszedł niski Włoch, ubrany jak facet z Forbesa z kobietą zdjętą z okładki Playboya. Ona była Polką, wysoką, z długimi blond włosami. Miała na sobie futro z jakiegoś białego zwierza (może prawdziwe, może nie – nieistotne). I wyszło w praniu, że miała tylko to futro!!!
Włoch, Antonio, podszedł do mnie i zaczął szprechać po englishu całkiem dobrze, Polka coś mu tłumaczyła, tylko jej english był tragediczny i nagle okazało się, że robię za tłumacza. Podałem, co szukali i poszli do kabiny: wtedy – jeszcze przed kabiną – Polka zdjęła te wielkie futro...
Pod futrem nie miała kompletnie nic. To znaczy, miała piersi w rozmiarze D, sterczące, raczej nie naturalne, linię talii piękną niczym burta Titanica, biodra pociągłe, a łono gładkie, oraz smukłą linię brzucha zarysowaną delikatnymi mięśniami. Nogi jej (a miała dwie) długie aż do szpilek mógłbym oglądać cały wieczór. Widok wyrywał z kapci i na moje szczęście, nie spieszyli się z ukryciem tego cuda.
Antonio wziął futro do ręki i odłożył na fotel obok, i razem weszli do kabiny. Dźwięki z niej dochodzące sugerowały, że trzeba podgłośnić radio. Co też uczyniłem.

Gdy para zakończyła „zakupy” i zakupy, zabrali ze sobą cztery reklamówki bielizny (w tym erotycznej) i udali się do ArtFoto. Zerknąłem sobie z pasażu w stronę zakładu i dostrzegłem, że Antonio i pan Andrzej (właściciel przybytku) muszą się znać.
Kilka dni później zagadałem do Andrzeja i dowiedziałem się, że Antonio prowadzi agencję modelek i wykonuje zdjęcia erotyczne pań do magazynów typu Twój Weekend (polskich i niemieckich) oraz do kalendarzy. Zdjęcia z sesji próbnych opracowywał mu właśnie pan Andrzej, tylko wcześniej miał zakład na obrzeżach miasta, a gdy przeniósł się do Przyziemia, za nim poszedł Antonio i jego modelki.

Cyclandia – czyli takie miejsce dla dorosłych facetów (i nie tylko facetów)


Bardzo szybko okazało się, że sklep Joanny ma ogromny wybór „sprzętu” dla modelek Antonio, więc oboje weszli w układ: ona dostarczała mu bieliznę na sesje, a ja miałem nadzorować dostawy oraz odbiory, a przy okazji zacząłem tłumaczyć to i owo, bo modelki werbowane skąd się da raczej nie potrafiły rozmawiać w natywnym języku Antonio, a w angielskim też im nie szło. I – koniec końców – dopasowywałem bieliznę pod konkretne modelki według tego, czego Włoch oczekiwał (albo raczej jego zleceniodawcy). Jechałem często na plan wskazany przez Włocha: były to nocne kluby, dyskoteki, czasem jakieś jezioro lub domek (bo tanio), rzadziej zaś profesjonalne studio, i tam pracowałem przy modelkach. Ujmę to krótko, bo już pewnie Was zanudzam: tam to się naoglądałem cycków najlepszego sortu!!! Trwało to prawie sześć miesięcy.

Potem Joanna znów znikła, a gdy wróciła, zadecydowała rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady do Barcelony, gdyż poznała swoją miłość i cały biznes przeniosła do Hiszpanii.

Zaś ja na jednym z planów zdjęciowych Antonio poznałem konkret dziewczynę (okazała się Gnijącą Panną Młodą, ale to akurat inna historia).
Za pomoc w utylizacji sklepu Aśka odpaliła mi całkiem sowitą premię, dzięki której mogłem założyć własny biznes, czyli wróciłem do komputerów.

Koniec!
13

Oglądany: 60369x | Komentarzy: 53 | Okejek: 642 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

01.02

31.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało