Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Dlaczego studiuję za granicą, spanie z rodzicami i inne anonimowe opowieści

34 800  
214   48  
W dzisiejszym wydaniu będzie m.in. o powodach studiowania za granicą, obronie przed wilkami, spacerach nad Odrą i uczciwym podejściu do pracy.

#1.


Zawsze jak ktoś się pytał, dlaczego się zdecydowałam na studia za granicą, mówiłam o lepszych perspektywach na zawód, innym podejściu do studentów i innych takich. Gdy w rozmowie ze znajomym padło „ja wiem, że ty uciekasz” (przed rodziną), w pierwszym odruchu zaprzeczyłam. Oczywiście, rodzina idealna nie jest, nie raz miałam ich dość, ale że uciekam? Czy to nie przesada? Jednak teraz, siedząc już za granicą, muszę przyznać – to jednak było podyktowane możliwością wybycia z domu.

Bałam się wyjazdu, w końcu inny kraj, język i kultura. Mieszkam w domu z różnymi nacjami, obcymi ludźmi, a czuję się bezpieczniej niż w domu rodzinnym. Zdecydowanie wolę zasypiać przy odgłosach imprezy jednego ze współlokatorów niż awantury rodziców, w szczególności że towarzystwo kulturalnie przed północą wynosi się do baru, by nie przeszkadzać innym, a nie drą się do 3 w nocy, jak moi rodzice. Już prawie przestałam mieć kłopoty z bezsennością i kryciem moich rzeczy (w domu rodzinnym zazwyczaj nie wolno mi ich było mieć na wierzchu. Jeśli było wolno i zostawiłam, to rodzeństwo potrafiło je przywłaszczyć). Największym strachem jest to, że będę zmuszona przenocować rodzeństwo i to wszystko powróci, znów maniakalnie zacznę chować personalne bibeloty i jedzenie. Odciąć się całkowicie nie mogę, ale też nie chcę. Marzę, by moja mała utopia nie została naruszona kiedykolwiek.

Mimo tych wszystkich odczuć wciąż jest mi ciężko przyznać, że pochodzę z rodziny lekko patologicznej...

Ale ludzie! Udało mi się! Studiuję za granicą i jestem niemalże wolna. A z czasem może i nawet brzęczące z tyłu głowy słowa ojca „TY I STUDIA?! Albo się nie dostaniesz, albo cię wy**bią po pierwszym roku” znikną. I tego wszystkim życzę – wolności i spełnienia marzeń.

#2.

Zacznę od tego, że mieszkam z rodzicami i dziadkami w jednym domu. Babcia i dziadziu są wzorowym małżeństwem i nigdy nie widziałam, żeby tak na poważnie się pokłócili, więc pewnego dnia gdy przyszłam na śniadanie nie wiedziałam o co chodzi, widząc babcię z miną, która może zabić, za to dziadek z miną winowajcy próbuje być niewidzialny. Próbowałam dowiedzieć się o co chodzi, na co dziadziu odpowiedział tylko, że uderzył babcię. Nie mogłam w to uwierzyć, bo taka sytuacja nigdy wcześniej nie miała miejsca. W końcu dziadek opowiedział całą historię. A było tak: „Śniło mi się, że byłem z babcią na wycieczce w zamku. Spacerowaliśmy, ale w pewnym momencie zobaczyłem stado wilków, chciałem uciekać, ale babcia jak zwykle mnie nie słuchała, no i te wilki nas dopadły. Nie miałem się jak bronić, ale w ostatnim momencie znalazłem duży kij. Już czułem sierść tego wilka na ręce, no to walnąłem mu z całej siły w łeb”.
Jak się okazało, dziadziu smyrał przez sen babcię po głowie (tak, właśnie to była sierść wilka) i z całej siły uderzył ją pięścią w głowę myśląc, że to wilk.

Na następne urodziny babcia dostała kask, tak w razie czego ;-)

#3.


O traceniu wiary w ludzi.

Pracuję w barze niedaleko od centrum jednego z większych miast w Polsce. Jakiś czas temu miałem poranną zmianę. Byłem sam z obsługi. Upalny dzień, środek tygodnia, ogólnie mało się dzieje. Pierwszym klientem był pewien starszy pan, który przychodzi co jakiś czas. Grzeczny i spokojny, zamówił piwo i usiadł w ogródku. Po jakimś czasie wyszedłem zapalić papierosa. Gość akurat kończył piwo, wstał i zaczął iść w kierunku wejścia do knajpy. Nagle się wywrócił i uderzył tyłem głowy o nogę stołu. Podbiegam do niego przestraszony. Krew się leje, nieprzytomny, ale oddycha. Chwila paniki. Środek miasta, nikogo nie ma. EDB, kursy BHP, ale pierwsza taka sytuacja w moim życiu. Bardzo się zestresowałem, ale udało mi się zadzwonić na 112 po karetkę. Jechała jakieś 20 minut. W połowie tego czasu pan odzyskał przytomność i usiadł. Dalej krwawił i trochę majaczył, stoję obok i czekamy na pomoc. Dalej się stresuję. W końcu pogotowie przyjeżdża. Rozmawiam chwilę z ratownikami, biorą pana do ambulansu.
I wtedy, jeszcze nawet sygnał pogotowia nie ucichł, jakaś baba drze się z drugiego końca ogródka „Czy ktoś mnie w końcu obsłuży?!”. Nie wiem, kiedy tam wlazła, ale nie ma opcji, że nie widziała krwawiącego dziadka i ratowników. Na szczęście mamy samoobsługę, więc po kawę i tak musiała podejść do baru.

Gorsze było to, że po tygodniu przyszedł ten pan i opieprzył mnie, że zmarnowałem mu cały dzień przez to pogotowie i jak znowu się wywali, to mam nigdzie nie dzwonić.

#4.

Mam dosyć, nie wiem co robię w życiu ani czego chcę. Każdy dzień wygląda tak samo. Praca, dom, praca, dom. Nie mam siły wstawać rano ani jeść. Leki i terapeuci są pomocni na krótką metę, a potem i tak wszystko wraca do poprzedniego stanu.
Nie szukam pocieszenia, po prostu nawet nie mam komu o tym powiedzieć.

#5.

Mieszkam nad Odrą. Nie powiem, gdzie dokładnie. Lepiej nie.

Od jakiegoś czasu razem z dwoma kumplami mamy pewne zajęcie. Spacerujemy wzdłuż Odry i szukamy nielegalnych zrzutów ścieków.
Gdy znajdujemy taki i upewniamy się, że jest nielegalny, zaczynamy działanie.

Kupiłem w sieci specjalne balony, którymi można zatkać wypływ wody z rury na czas np. wymiany uszkodzonego elementu.

Wprowadzam taki balon do rury, pompuję.
Następnie zatykam wylot, używając piany wysokoprężnej.
Anonimowo informuję sanepid lub oddział wodociągów i szukam kolejnego debila, który zlewa do rzeki cały syf z produkcji, gospodarki itp.

#6.


Jakiś czas temu ukończyłem studia, ale długi czas nie mogłem znaleźć pracy. Przynajmniej nie w swoim zawodzie. Roznosiłem dziesiątki CV po różnych firmach, ale zawsze słyszałem to samo – że odezwą się, jeśli moja kandydatura zostanie pozytywnie rozpatrzona. Oczywiście nikt się nigdy nie odezwał. Zdesperowany pisałem kolejne podania i rozsyłałem do coraz dalszych firm. W sumie chyba z ulgą przyjąłem fakt, że znowu nie było odzewu, bo przecież nie byłoby mnie stać na wynajem mieszkania w Warszawie czy Poznaniu. Przez cały ten czas poszukiwania byłem zarejestrowany w Urzędzie Pracy. O dziwo, przyszła stamtąd wiadomość, że jest dla mnie pewna propozycja zatrudnienia. Zdumiałem się, bo przecież wcześniej sam osobiście odwiedziłem wszystkie interesujące mnie firmy w okolicy i nikt mnie nie potrzebował. Jednak okazało się, że propozycja dotyczy niewielkiego prywatnego warsztaciku, który – szczerze powiedziawszy – średnio był związany z moim wykształceniem. Ale usłyszałem w urzędzie, że jak się nie zgłoszę na rozmowę, to mogą mnie skreślić z listy i stracę jakiś tam status. No więc poszedłem.

Na miejscu przywitał mnie właściciel firmy – człowiek w średnim wieku. Bez większych nadziei przyniosłem mu tysięczne wydrukowane CV, a on przeczytał je i spytał o list motywacyjny. Kuźwa, wariat. Jaką mogę mieć niby motywację do podjęcia zatrudnienia w rodzinnym zadupiu za marne grosze? Poprosiłem więc o kartkę papieru i przy nim, normalnie długopisem, siedząc naprzeciw niego, nabazgrałem jedno zdanie, że moją motywacją jest chęć zarabiania pieniędzy i że dlatego gotów jestem codziennie przychodzić i uczciwie pracować w zamian za równie uczciwe wynagrodzenie. Koniec, kropka.

Zostałem przyjęty. Ze względu na szczerość. Usłyszałem od przyszłego szefa, że przyjaciółmi może nie zostaniemy, ale z pewnością się dogadamy, bo on też lubi walić prosto z mostu i wykładać kawę na ławę.

#7.

Nie rozumiem ludzi, którzy robią sobie dzieci nie mając dla nich warunków. Po cholerę im to robią?!

Moi rodzice po ślubie wyremontowali sobie dwa pokoje w starym domu mamy. Oczywiście stwierdzili, że z czasem rozbudują mieszkanie. Po dwóch latach urodziłam się ja. Na początku spałam razem z nimi w łóżku, a potem postawili mi łóżko obok swojego. Wszystko było w porządku. Sześć lat później urodził się mój brat, który również spał z rodzicami. Po jakimś czasie rodzice kupili łóżko piętrowe. Nadal spali w naszym pokoju. Ich życie łóżkowe nie było przez to specjalnie nieudane. Nieraz się budziłam podczas ich igraszek. To było straszne. Płakałam przez to wielokrotnie. Zazdrościłam koleżankom ich własnych pokoi. Ja nigdy nie miałam prywatności. Nie miałam za złe rodzicom tego, że nie stać ich na rozbudowę domu, tylko to, że nie mogą sami przenieść się do salonu na rozkładaną kanapę. Dla nich wygodniej jest spać w naszym pokoju, bo nie muszą składać łóżka. Wstyd mi zapraszać koleżanki, bo potem tylko plotki i zdziwienie typu: „Rodzice cię nie budzą w nocy?”. I wredny śmiech.

Mam 16 lat, mój brat 10, i śpimy z rodzicami w jednym 10-metrowym pokoju. Nigdy w życiu nie zrobię tego swoim dzieciom.
7

Oglądany: 34800x | Komentarzy: 48 | Okejek: 214 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

01.02

31.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało