Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Męska praca

30 361  
21   83  
Męskie warsztaty mogą się kojarzyć z płytkimi kursami dla podrywaczy, ale to nie wszystko. W Polsce i na świecie są spotkania, których uczestnicy chcą odzyskać męskość przez otwarcie się na własne trudne emocje, na innych mężczyzn i towarzyszenie im w trudnych emocjach, przez stanie się bardziej odpowiedzialnym, ale też i czułym mężczyzną. Za chwilę przeczytasz reportaż o kilkudniowym spotkaniu (konwergencji), które w USA organizują Sacred Sons.

"TY SKURWYSYNU!".

Jestem jednym z siedmiu mężczyzn trzymających innego, który wyrzuca z siebie te słowa w gardłowym ryku. Zmaga się z naszym ciężarem, żyły wybrzuszają się wzdłuż jego szyi, oczy są pełne łez. Nie kieruje swojej tyrady do żadnego z obecnych, zamiast tego patrzy poza nimi na niewidoczną osobę.

"Jesteś bezpieczny, bracie" - szepcze główny moderator, Jason MacKenzie: "Jesteś bezpieczny, bracie. Podążaj za energią. Dokąd ona zmierza? Nie używaj słów w tej chwili." Mężczyzna na ziemi wyje raz jeszcze, surową, potężną furią, zanim załamie się i upadnie z powrotem na ziemię. Mężczyźni wokół niego zmieniają swoją powściągliwość na męską czułość. Wielu z nich jest również poruszonych emocjami. Patrzymy na siebie z uznaniem w oczach.

Spotykamy się z głęboką tęsknotą, która zdaje się płynąć od naszych przodków: tęsknotą za braterstwem.

Jestem na Konwergencji Sacred Sons: Omega (kilkudniowy zjazd). Spotkanie ukryte na pustyni tuż za San Diego gromadzi 125+ mężczyzn, którzy zanurzają się w głębokiej uzdrawiającej pracy: badając nasze rany, przywracając wrażliwość naszym ciałom i wkraczając w tajemnicę nowej męskości.

To co robimy, znane jest szerzej jako "Męska Praca".

* * * * *

Nie jest to dla mnie zupełna nowość. Od 2015 roku po zetknięciu się z moim pierwszym męskim kręgiem, doświadczyłem nieznanego mi wcześniej, głębokiego doświadczenia męskiej obecności. W przestrzeniach tylko dla mężczyzn usnęły na trochę aktywne części mojej osobowości, które ciągle nieświadomie zabiegały o względy kobiet i szarpały się o pozycję w hierarchii mężczyzn. Dzięki temu odnalazłem zdolność do otwierania się na większą wrażliwość i koleżeństwo, które z kolei karmiły głęboką studnię w mojej duszy.

Korzenie ruchu Men's Work (Męskiej Pracy) na Zachodzie sięgają drugiej fali feminizmu. Ostateczne źródło nieszczęść świata zostało wtedy jasno nazwane: to Patriarchat, system polityczny i kulturowy podtrzymujący brutalne rządy silnych mężczyzn i ucisk wszystkich innych.

Kiedy mężczyźni zaczęli dostrzegać ten patriarchalny ucisk, zaczęli też reagować na nowo. Niektórzy starali się odrzucić brutalne i nastawione na rywalizację męskie cechy i stać się bardziej kobiecymi. W rezultacie powstał łagodniejszy, delikatniejszy mężczyzna, choć dla wielu oznaczało to porzucenie pierwotnych aspektów męskości.


Iron John - ilustracja autorstwa Xun Wang

Na początku lat 90. poeta Robert Bly opublikował książkę "Żelazny Jan", w której wykorzystał perspektywę mitu, aby odkryć i nakreślić inicjacyjną ścieżkę mężczyzny, nieumyślnie zapoczątkowując to, co stało się znane jako Mythopetic Men's Movement (Mitopoetyczny Ruch Mężczyzn). Książka "Król, Wojownik, Magik, Kochanek" autorstwa Roberta Moore'a i Douglasa Gilette'a wprowadziła archetypy jungowskie do głównego nurtu i wkrótce tysiące mężczyzn w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie zachodnim szukało wspólnych spotkań, rad i towarzystwa.

W tym czasie narodził się również The ManKind Project (Projekt Ludzkość, choć to też gra słów, bo to Man Kind - rodzaj mężczyzny - przyp. tłumacza), który oferuje między innymi weekendowe rytuały przejścia dla mężczyzn zwane "New Warrior Trainings" (Treningi Nowego Wojownika) - starając się odzyskać Dzikiego Człowieka: pierwotną wewnętrzną męską siłę. (Te potajemne spotkania stały się również źródłem dowcipów o facetach spotykających się sekretnie w lesie, by tańczyć nago wokół ogniska). Do dziś organizacja twierdzi, że ponad 65 000 mężczyzn ukończyło szkolenie w 22 krajach na całej planecie.

Ja sam ukończyłem weekend New Warrior w 2016 roku. Było to potężne i uzdrawiające doświadczenie, chociaż niektóre z podejść i praktyk wydawały się przestarzałe dla mojego pokolenia. Nie czułem powołania do dalszego uczestnictwa w ich cotygodniowych I-Groups: rytualnych męskich kręgach mających na celu utrzymanie impetu po szkoleniach nowych wojowników - choć nadal zgłębiałem pracę z mężczyznami na różne sposoby.


Jason MacKenzie - współojciec Sacred Sons

Jason MacKenzie, obecnie 36-latek i jeden z trzech współzałożycieli Sacred Sons, doszedł do podobnego wniosku. Po pierwszym zetknięciu się z Mankind Project w 2014 roku od razu wiedział, że znalazł braterstwo, którego pragnął.

"Wszedłem w to od razu" - zauważa do mnie, gdy siedzimy razem w herbaciarni późnym popołudniem pierwszego dnia Konwergencji. Boki jego głowy są ogolone, a włosy zaczesane do tyłu w koński ogon, wyglądając jakby właśnie zszedł z planu filmowego Wikingów. "Obsługiwałem 8 treningów w ciągu jednego roku. 12 w ciągu trzech. Uwielbiałem to".

Dzięki swojej bystrości i pasji Jason szybko awansował i zaangażował się w Young Warrior Training Adventure, którego celem było przyciągnięcie do pracy nowego pokolenia - był nawet współautorem wewnętrznego podręcznika budowania oferty specjalnie dla millenialsów. Jednak po wielu miesiącach starań, ostatecznie natrafił na opór organizacji przed adaptacją.

Szczególnie jeden element był mocno kwestionowany: prywatność. Mankind Project czerpie z modelu wcześniejszych lóż męskich i utrzymuje ich wewnętrzne funkcjonowanie w ścisłej tajemnicy. Ma to również na celu ochronę wrażliwości uczestników przed surowymi spojrzeniami szerokiej kultury, która ma tendencję do zawstydzania męskiej wrażliwości, zamiast ją doceniać. Jednak ta sekretność sprawiła, że praca jest okryta mistyką "klubu dla chłopców", co sprawiło, że organizacja jest stosunkowo mała, biorąc pod uwagę, że istnieje od ponad 30 lat.

Jason uważa, że nowe pokolenie ma inny stosunek do prywatności. Media społecznościowe są normą, a wielu udostępnia publicznie intymne szczegóły swojego życia. Dlaczego nie wykorzystać potęgi mediów społecznościowych, aby rozpowszechnić przesłanie i dotrzeć do wielu mężczyzn w bardziej skuteczny sposób?

"Chcieliśmy rozwiązać tabu wokół męskiej wrażliwości" - mówi. "I pokazać mężczyznom, że fajnie jest być wrażliwym. Aby połączyć się ze swoimi braćmi. Wykonywać pracę".

Sacred Sons stosując tę strategię odniosło wyraźny sukces. W nieco ponad rok od ich pierwszej konwergencji, dzięki zamieszczaniu odważnych zdjęć i opowieści mężczyzn pracujących nad traumą, bólem i nieczułością, zebrali na Instagramie ponad 43 000 obserwatorów (113k w 2022 roku). W ich postach ze zdjęciami przeplatają się inspirujące cytaty, które poruszają tematy ciała, integracji i ducha.

Dzisiejsza, druga Konwergencja zgromadziła ponad 250 mężczyzn w ciągu dwóch weekendów (zwanych Alpha & Omega), a wiele osób pozostało na listach oczekujących.

Mężczyźni są głodni tej pracy i chcą w niej uczestniczyć.



Struktura Konwergencji Sacred Sons przypomina raczej festiwal transformacyjny niż typową konferencję. Mężczyźni są najpierw podzieleni na trzy grupy uczestników, a współojcowie prowadzą każdą z nich. Lionheart, Dragonspirit i Stag Squad.

W ciągu trzech dni każdy zespół przejdzie przez trzy warsztaty Pillar, z których każdy reprezentuje jeden z męskich archetypów i jest prowadzony przez głównych moderatorów. W przypadku tego spotkania są to Kevin Walton (Życie poza narracją, Magik), Stefanos Sifandos (Opanowanie siebie i związków, Kochanek) oraz Trevor Spring (Dziki i mądry, Wojownik).

Każdy poranek rozpoczyna się od rytuału "wybierz swoją przygodę". Od wędrówki o wschodzie słońca do lokalnego widoku, przez zimną kąpiel w stylu Wima Hofa, po zajęcia jogi w stylu primal flow - wszystko to przed podaniem śniadania. Po posiłku uczestnicy są dalej zapraszani do wzięcia udziału w różnych opcjach, w tym w warsztatach z tantrycznej seksualności, szamańskiego oddychania, a nawet w radzie dwóch duchów.

Dowiaduję się, że ci mężczyźni lubią oddychać. W kółko przypomina mi się, żeby "wziąć trochę oddechu", "połączyć się z oddechem", "oddychajcie, mężczyźni". To pozostaje kotwicą i wskaźnikiem mojej obecności przez cały weekend. Nacisk na ruch, dźwięk i oddech jest godny podziwu i ogólnie brakowało go w męskich kręgach, w których uczestniczyłem w przeszłości.

Jeśli poprzednie pokolenie miało na celu połączenie się z Dzikim Człowiekiem, nowe pokolenie współtworzy Ucieleśnionego Człowieka
(przyp. tłumacza: Ucieleśniony Człowiek to Embodied Man).

Postrzegam Konwergencję jako jedną z najbardziej zróżnicowanych, w jakich uczestniczyłem w pracy z mężczyznami. Generalnie kręgi, w których uczestniczyłem wcześniej były przede wszystkim białe. Tutaj biali dominują, ale widzę też wiele odcieni skóry i linii rodowych. Można to prawdopodobnie przypisać częściowo różnorodności ojców Sacred Sons.


Aubert Bastiat

"Jestem oddany każdemu mężczyźnie tutaj".

Aubert Bastiat (35) jest współojcem Sacred Sons i świeżo upieczonym ojcem syna Cairo. Wysoki i szczupły, z kozią bródką i długimi włosami, wygląda wspaniale niczym mityczny azjatycki wojownik. Urodził się w Taipei i ma mieszane pochodzenie, a w wieku 5 lat przeprowadził się do południowej Kalifornii. Został wychowany jako ateista i nie interesował się zbytnio duchowością, ostatecznie popadając w uzależnienie od alkoholu i narkotyków w wieku kilkunastu lat.

Pewnego wieczoru, gdy rozważał zakończenie swojego życia, Aubert poprosił Boga o znak. "Jeśli jesteś prawdziwy, chcę wiedzieć". Nagle wypełniło go współczujące światło bezwarunkowej miłości, jak gdyby chrzest przez boskość.

"Rozpoznałem, że moje życie jest święte. Całe życie jest święte".

W następstwie swojego przebudzenia poświęcił się ścieżce duchowej, studiując i praktykując jogę, w końcu prowadząc masowe zgromadzenia medytacyjne na miejskich placach i festiwalach muzycznych, których celem było podniesienie świadomości zbiorowości.

"Nie możesz być liderem w tej pracy, jeśli nie zagłębisz się w swój cień" - uważa.


Adam Jackson

Adam Jackson (39) wygląda jak niedźwiedź, jest ojcem. Ma ponad 180 cm wzrostu i długie dredy do pasa. Jeśli jednak spędzisz z nim więcej niż chwilę, szybko poczujesz wielkość jego serca i dobroć jego uśmiechu. Urodzony z czarnego ojca i białej matki, dorastał w Dayton Ohio i uczęszczał do szkoły katolickiej.

"Byłem aktywny w skateboardingu i w scenie punk rocka", opowiada. "I odkryłem, że najbardziej punkową rzeczą, jaką mogłem zrobić, było bycie wegetarianinem". Podczas gdy zorganizowana religia nigdy nie była dla niego atrakcyjna, to jednak Adam spotkał na swojej drodze nauczyciela, który wprowadził go do medytacji.

"Uświadomiłem sobie, że Bóg jest w naszych przyjaciołach. Jest w naszych związkach".

Po tym, jak został wciągnięty do pracy z mężczyznami przez Jasona, znalazł życiowe powołanie - uzdrawianie relacji między mężczyznami, a tym samym ich relacji z partnerami, dziećmi i rodzinami.

* * * *

Po śniadaniu stanąłem przed wyborem następnej ofiary. Mam konflikt pomiędzy szamańską pracą z oddechem a świętą seksualnością. Decyduję się na rozmowę o seksie i gromadzę się w Domu Herbacianym z grupą innych mężczyzn o podobnych poglądach. Mówcą jest Devin Fredericksen, wysoki, lnianowłosy mężczyzna o szczupłej budowie ciała i złotej opaleniźnie. Dorastał na Hawajach, a teraz podróżuje po świecie, mówiąc o filozofii taoistycznej i tantrycznej oraz kierując zespołem kuchennym przygotowującym pyszne wegetariańskie potrawy, które uświetniają nasze talerze podczas każdego posiłku.

Zaczynamy od zanurzenia się w naszym oddechu.

"Nasza energia seksualna", wyjaśnia, "jest naszą twórczą siłą życiową. W ten sposób odnosimy się do innych i przenikamy do świata. Możemy nauczyć się rozwijać niezależność z naszą energią seksualną, dzięki czemu nie musimy już nieświadomie szukać jej poza sobą".

Devin stawia tezę, że męskość nie jest toksyczna, ale raczej to, co jest toksyczne, to sposób, w jaki zostaliśmy uwarunkowani do tłumienia naszej energii seksualnej poprzez wstyd. Nic dziwnego, że w końcu wyraża się ona w niezdrowy sposób, często jako gniew i przemoc. Kluczem, jak mówi, jest rozwijanie autentycznej relacji z samym sobą i naszą energią seksualną, abyśmy mogli potem łączyć się z innymi, zwłaszcza kobietami, z miejsca obfitości.

Pozostaję z kluczowymi spostrzeżeniami: rozwijaj zdolność do znajdywania przyjemności w codzienności zamiast w szybkiej masturbacji, wybieraj powolność zamiast szybkości, a w miłości wybieraj połączenie zamiast sprawności.

Plus, zadziwiający fakt, że jedna trzecia kalorii przyjmowanych przez mężczyznę każdego dnia idzie na produkcję nasienia. (Uwaga: nie znalazłem źródła na poparcie tego faktu).

* * * *

Późnym rankiem nasza ekipa udaje się do Brotherdome (Kopułę Wojownika) na nasz czas z Wojownikiem. Dla każdego, kto widział Mad Maxa i wizje apokaliptycznej przyszłości - ta scena wyczarowuje te obrazy. Odbywa się ona w kopule geodezyjnej na piaszczystej podłodze, a późne poranne słońce przebija się przez kurz, który został wzniecony przez nasze przybycie.



Trevor Spring jest człowiekiem, który lekko porusza się na nogach. Ma świadomość swojego ciała wojownika i grację tancerza.

"Witajcie mężczyźni", ogłasza, gdy zbieramy się w krąg. "Za chwilę wyruszymy w podróż. Będzie ona dla was wyzwaniem. Będzie naciskać na wasze granice". Robi pauzę. "I będziecie się dobrze bawić".

Dobieramy się w pary z innym mężczyznami. Stoję przed młodym chłopakiem, przed trzydziestką, trochę zdenerwowany tym, co ma nastąpić. Dobrze ukrywam swój niepokój. Minęło ponad dziesięć lat odkąd zakończyłem przygodę ze sztukami walki i nie spędzałem od tamtej pory zbyt wiele czasu w bliskim kontakcie z innymi mężczyznami. To nie tyle strach przed bólem czy przegraną w zawodach, co raczej niechęć do pewnego rodzaju męskiej intymności, która była dla mnie rzadkością.

Mój partner i ja podajemy sobie dłonie i wkrótce zaczynamy się łapać za ręce, pocimy się i brakuje nam tchu. Uczucie zaufania i połączenia jest natychmiastowe. Przypomina mi się stare przysłowie: "Nie znasz kogoś naprawdę, dopóki z nim nie walczysz". (Google ujawnia, że to w rzeczywistości cytat z The Matrix).

Tego ranka duch zabawy i wzajemnego wsparcia jest wyczuwalny u wszystkich mężczyzn, nawet gdy chrząkają, ryczą i siłują się. Rywalizacja jest tym aspektem męskości, który często ocenia się jako toksyczny. To prawda, że kiedy wygrana lub przegrana stają się wyznacznikiem wartości mężczyzny, do zwycięzcy trafiają łupy, a do przegranego - kpiny.

Jednak zdrowa konkurencja nadal zasługuje na szlachetne miejsce. W zdrowej rywalizacji obaj uczestnicy uznają, że potrzebują siebie nawzajem - jeden odnajduje to, kim jest tylko w dynamicznej relacji z drugim. Jestem w stanie rozwijać się dzięki wyzwaniu, jakim jest Przeciwnik, i za to mam dług wdzięczności.

Pod koniec sesji jestem wyczerpany, nieco zakrwawiony i niezaprzeczalnie spełniony.

* * * *


Michael Gay

W sobotnie popołudnie wchodzimy w "Próbę". Oparta luźno na strukturze Podróży Bohatera (autorstwa Josepha Campbella) ma na celu zrzucenie mężczyzn do mitycznego podziemia, aby rzucić im głębokie i konfrontujące wyzwanie. Wśród trzech opcji są: szałas potu, ceremonia Kambo i praca z cieniem.

Wybieram Pracę z Cieniem. Spotkałem się z jej wersją już wcześniej, podczas mojego weekendu inicjacyjnego z Mankind Project. Biorąc pod uwagę misję Sacred Sons, spodziewam się podobnego doświadczenia.

Duża grupa, prawdopodobnie ponad połowa wszystkich uczestników, zbiera się w wielkiej sali. Powietrze jest ciepłe i gęste od oczekiwania. Dla wielu jest to główne wydarzenie. Czy wiedzą o tym, czy nie, właśnie dlatego tu przychodzą. Wszystko inne jest tylko przygotowaniem do tego momentu.

Michael Gay wchodzi do środka i grupa milknie. Jest charakterystycznym mężczyzną: ciemne włosy spięte w koński ogon i zadbana broda. Jest wysoki i mówi z łagodną intensywnością.

"Witajcie panowie". Opowiada o tym, co ma nastąpić. Mówi o końcu czasów samotnego wilka i znaczeniu mężczyzn wykonujących męską pracę". Czasami mamy rany, których nie możemy wyleczyć sami. Czasami potrzebujemy innych, aby oczyścić i zszyć te rany, aby mogły się zagoić".

"Mieszkałem z Jasonem jeszcze w Boulder" - dzieli się ze mną Michael, przeprowadzając później wywiad telefoniczny. "To było w czasie, kiedy powstawali Sacred Sons". Z zawodu psychoterapeuta, przez wiele lat doskonalił swoją praktykę w uzdrawianiu opartym na dzikiej przyrodzie oraz gestalt: ekspresyjnym performatywnym stylem procesu grupowego.

W 2005 roku, tuż przed tym jak jego przyjaciel popełnił samobójstwo, polecił mu jeszcze książkę. Był to Żelazny Jan autorstwa Roberta Bly'a. "Po jego śmierci wiedziałem, że muszę przeczytać tę książkę". Michael był poruszony tym, co znalazł. Wziął udział w Minnesota Men's Conference (również zapoczątkowanej przez Bly'a) i miał okazję bezpośrednio z nim pracować. "Był już starszym człowiekiem, bystrym jak zawsze, choć z mniejszą koncentracją na ciele. Myślę, że dlatego brak uwagi na ciało przesiąknął całą ówczesną pracę, choć była ona bardziej obecna we wcześniejszych latach."

Michael związał się również z The Mankind Project i obsłużył kilka Weekendów Nowego Wojownika. Ostatecznie uznał, że tamta praca z cieniem jest zbyt formalna. "Choć nie mam wątpliwości, że inicjatorzy tej pracy byli obdarzeni głębokim wglądem w uzdrawiania, proces ten skonkretyzował się w ustaloną liczbę skryptów dotyczących tego, jak pracować z każdym człowiekiem. Był imitacyjny, a nie żywy. Emocjonalne doświadczenia były wymuszone, a nie zestrojone z żywotnością indywidualną dla każdego człowieka".

Michaela przyciągała praca Alexandra Lowena - bioenergetyka, która obejmuje głęboką świadomość ciała, oddech i ruch, które razem wspierają uruchomienie zatrzymanych w ciele energii. Włączył tę technikę do swojej własnej praktyki.

Kiedy Jason rozmawiał z nim o pierwszym spotkaniu Sacred Sons w 2018 roku, Micheal zaangażował się do współtworzenia tego, co odróżniłoby ich pracę od poprzedników. Tej adaptacji, łączącej pracę z cieniem Mankind Project z bioenergetyką Lowena, doświadczyłem tego sobotniego popołudnia.

"Wielkie energie w mężczyznach nie poruszają się bez obecności innych" - mówi Michael Gay. "To siła rytualnego kontaktu z raną. To, co było utrzymywane wewnątrz, może zostać wyrażone, a wtedy także zostać uwolnione".



* * * * *

Po zakończeniu uwertury Michaela, duży krąg dzieli się na cztery grupy. Zostaję z Jasonem jako głównym moderatorem naszej grupy, do którego dołączają trzy inne osoby. Reszta mężczyzn z naszej kohorty, około 13 osób, trzyma się zewnętrznego kręgu. Kolejny krąg tworzy się w pobliżu, w tym samym pomieszczeniu - choć są one ukryte za składanymi papierowymi ekranami, które umieszczono między nami. Dwie pozostałe kohorty wychodzą do innych miejsc na terenie posiadłości.

Nasza grupa kładzie sobie ręce na ramionach. Bierzemy wspólny oddech, uziemiając się w tej przestrzeni. Patrzymy sobie w oczy, jakbyśmy mieli wyruszyć w niebezpieczną podróż, której wynik jest daleki od pewności.

"W porządku mężczyźni, zacznijmy," oświadcza Jason.

Pierwszy mężczyzna, ma około 20 lat, jasnobrązowe włosy, nerwowa energia rysuje się na jego twarzy, wchodzi do środka i jest otoczony przez czterech moderatorów. Spoglądają na siebie nawzajem, aż w końcu bez słów zapada decyzja, że Jason będzie pierwszym, który przystąpi do działania.

Podchodzi do mężczyzny, przez chwilę studiuje go uważnie, po czym pyta, niemal szeptem:

"Gdzie w twoim ciele znajduje się energia?".

"Tutaj" - mężczyzna wskazuje na swoją klatkę piersiową tuż nad sercem.

"Czy energia porusza się w górę czy w dół?".

"W górę", odpowiada, oddychając głębiej.

"Dobrze" - mówi Jason i z pewnością duchowego chirurga zabiera się do pracy.

Przez następne siedem godzin doświadczam i jestem świadkiem wielu momentów głębokiego piękna i udręki. Jeden po drugim, każdy z mężczyzn wchodzi do kręgu i jest prowadzony przez intensywną podróż "podążania za energią", dając jej dźwięk, ruch i oddech w zależności od potrzeb. Uderzyło mnie to, jak mało historii jest zaangażowanych w ten proces. Zdaję sobie sprawę, że jest jeszcze jedna inteligencja, która jest tutaj używana, ta która poprzedza racjonalny, intelektualny umysł.

Jest to wyjątkowa inteligencja ciała.

* * * * *



W kulturze patriarchalnej mężczyźni są warunkowani, aby nie czuć. Jesteśmy uczeni, aby znieczulić naszą wrodzoną zdolność do doświadczania emocji, a zamiast tego prowadzi się nas do czerpania naszej wartości z naszej zdolności do realizacji celów. Dzieje się to na wiele sposobów w ciągu naszej młodości, ale najbardziej bezpośrednio poprzez mechanizm wstydu. Jesteśmy zawstydzani za naszą wrażliwość, zarówno przez mężczyzn jak i kobiety, którzy przyjęli patriarchalny pogląd jako swój własny.

Wiem, że tak było w moim przypadku. Pamiętam, jak wcześnie uświadomiłam sobie, że moja zdolność do wewnętrznego przetwarzania emocji była dla mnie atutem. Na pozór pozostawałem stoicki i niezrażony. Wydawało mi się to najlepszym sposobem na bycie odpowiedzialnym. Dzięki temu mogłem być postrzegany jako godny zaufania facet, który "zawsze ma wszystko pod kontrolą". Dopiero w ostatnich latach uświadomiłem sobie, jak wielką cenę za to poniosłem, głównie w postaci niemożności odczuwania mnie przez innych. I jak dla mnie samego skończyło się to totalnym brakiem zaufania do moich własnych uczuć.

Kultura patriarchalna mówi, że uczucia nie służą niczemu. Dlatego opowiada taką historię: najlepiej unosić się nad uczuciami w cytadeli przewyższającego je racjonalnego intelektu.

Wiąże się to z moim rosnącym zrozumieniem traumy. Kiedyś myślałam, że trauma to coś "naprawdę złego", co przydarza się ludziom i co negatywnie wpływa na ich zdolność do funkcjonowania. Dzięki pracy Petera Levine'a, jednego z największych światowych autorytetów w dziedzinie badań nad traumą, dowiedziałem się, że trauma to tak naprawdę nie rzecz, która się wydarzyła, ale raczej energia z tego uderzenia, która nie jest w stanie się przemieszczać. Utknęła w ciele, jak duży kamień umieszczony na drodze strumienia. Woda musi wtedy obejść przeszkodę, hamując naturalny przepływ, tworząc choroby i dysfunkcje.

Terapie, które skupiają się głównie na rozmowie i umyśle, są więc mniej skuteczne, ponieważ trauma nie mieszka w umyśle. Żyje ona w ciele.

Sposobem na uzdrowienie jest stworzenie pola bezpieczeństwa i zaufania, a następnie wspieranie wrodzonej inteligencji ciała. Stamtąd ruch, dźwięk i oddech mogą uruchomić bramy emocji, które były powstrzymywane - w przypadku wielu mężczyzn uwalniając emocje, które utknęły przez lata, często od dzieciństwa.

* * * * *

Jeden z mężczyzn, po trzydziestce, jest prowadzony przez proces w pozycji płodowej, gdzie wielokrotnie krzyczy w emocjonalnej agonii, podczas gdy inni mężczyźni kołyszą go czule w przód i w tył.



"Chciałem tylko, żeby mama mnie kochała" - płacze. "Chciałem być po prostu przytulony".

Inny mężczyzna, czterdziestolatek zbudowany jak czołg z kaskadą tatuaży na całym torsie i ramionach, uwalnia potok wściekłości, wymagając od wszystkich mężczyzn, aby go odgrodzić ze wszystkich stron.

"DLACZEGO MNIE OPUŚCIŁEŚ!" wyje.

"JESTEM GODZIEN MIŁOŚCI!"

"Jesteś wart miłości", odpowiadają mężczyźni unisono.

On nadal wrzeszczy, wprawiając w drgania ściany sali.

W końcu załamuje się w szlochach, zapadając w ramiona, które go trzymają. Zostaje odprowadzony na dywan, gdzie ma przestrzeń, by ponownie znaleźć oddech, odnaleźć dom w swoim ciele, uwalniając się od fali winy, wstydu i bólu.

Podczas procesu uzdrawiania każdego z mężczyzn, reszta z nas jest połączona z ich ekspresją, dopasowując się do ich oddechu i dźwięku.

Mam wyraźne odczucie, że stajemy się pojedynczym meta-organizmem, stajemy naczyniem, w którym rany każdego pojedynczego człowieka mogą się transformować w kontekście kolektywu. Pozwala to budzącej się inteligencji ciała robić to, co wrodzone, a poprzez uwolnienie stwarza możliwość powrotu naturalnego przepływu.
Pierwotna czystość bytu, połączona z dojrzałością, po przejściu przez proces uzdrawiania, zapewnia wyraźniejszy kanał dla Erosa, siły życia, aby poruszać się przez nas.

Stajemy się jednym wielkim organizmem Mężczyzn
uzdrawiających się wzajemnie



JEST NOC, gdy mężczyźni kończą pracę z cieniem, wyczerpani, jakby wrócili z wielkiej bitwy. Wspólne ciepło towarzyszy naszym krokom, kiedy ustawiamy się w kolejce do kolacji i rozmowy, dzieląc się indywidualnymi odkryciami z każdej pracy.

Po posiłku ogłasza się, że "ceremonialne kakao zostanie podane wkrótce" i ponownie zgromadzimy się w głównej sali, tym razem na zasłużoną celebrację muzyki na żywo i ekstatycznego tańca.

Czuję wahanie, wynikające z tego samego oporu wobec myśli o dalszej intymności wśród mężczyzn. Zostałem zsocjalizowany, by szukać kontaktu z kobietami, zwłaszcza na wypełnionych po brzegi parkietach. Zastanawiam się, jak będę się czuł w tym pierwotnym polu męskości.

Zbieramy się w sali i łączymy z naszym oddechem, pozwalając mu się prowadzić. Kiedy zaczyna się pierwszy utwór, basowy groove od CloZee (jednej z głównych artystek występujących w moim filmie Amplify Her), moje obawy się natychmiast rozpływają. Moje ciało znajduje wolność, która w tej przestrzeni tylko dla mężczyzn jest jednocześnie nieznana i bardziej wyzwolona. To tak, jakby warstwa samoświadomości rozpłynęła się i pozostała czysta radość z ruchu.

Do muzyki dołącza grupa bębniarzy, którzy uderzają w swoje djembe unisono, wybijając rytm w tłum. Pomiędzy mężczyznami spontanicznie tworzy się taneczny krąg i jeden po drugim każdy z nich jest zachęcany do wkroczenia w przestrzeń i wyrażenia nieprzefiltrowanego piękna swojej istoty w tym momencie. Z boku obserwuję każdego mężczyznę w jego wyjątkowości: wszystkie kształty, kolory skóry i rozmiary.

Nie ma tu rywalizacji, jest tylko świętowanie.

Kilka godzin później opuszczam wieczór i jestem witany przez błyszczący nad głową księżyc. Mój oddech krąży przed mną w pustynnym chłodzie. Dostrzegam blask salonu herbacianego i decyduję, że kilka gorących kubków dobrze zakończy tę noc.

Idąc w kierunku namiotu, przypominają mi się słowa feministycznej autorki bell hooks, i jej trafne słowa w "woli zmiany":

"Aby naprawdę chronić i honorować emocjonalne życie chłopców, musimy rzucić wyzwanie patriarchalnej kulturze. A dopóki ta kultura się nie zmieni, musimy tworzyć subkultury, sanktuaria, gdzie chłopcy mogą nauczyć się być tym, kim są w sposób wyjątkowy, bez przymusu dostosowywania się do patriarchalnych męskich wizji. Aby słusznie kochać chłopców, musimy cenić ich życie wewnętrzne na tyle, by budować światy, zarówno prywatne, jak i publiczne, w których ich prawo do wyrażania się w całości może być konsekwentnie celebrowane i potwierdzane, gdzie ich potrzeba kochania i bycia kochanym może być spełniona".

Czuję przytłaczające poczucie philia, tego, co starożytni Grecy rozumieli jako miłość braterską, co rozpoznaję za niezbędny element zdrowej kultury męskości.

Nie możemy popychać się do tej drogi z pomocą zawstydzania ani poczuciem winy. Ale możemy zrobić krok w jej kierunku, skłaniając się ku intymności, ze sobą samym i między sobą, odkrywając na nowo autentyczną i prawdziwą miłość między mężczyznami.

Mówiąc słowami Sacred Sons: braterstwo jest lekarstwem.

Autor: Ian MacKenzie

* * * * *

Adresy angielskojęzyczne:

Praca o polsku

Jest też dużo polskich męskich grup katolickich (Wojownicy Maryi to tylko najbardziej znana), ale też i kryptokatolickich (o tym, że grupy są pod przywództwem Jezusa dowiadujesz się dopiero na spotkaniu), ale poniższe są neutralne światopoglądowo.
53

Oglądany: 30361x | Komentarzy: 83 | Okejek: 21 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało