Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Pijane kury, bielizna dla męża i inne anonimowe opowieści

40 626  
258   45  
Dziś przeczytacie m.in. o przerażających dziecięcych zabawkach, będą też pijane kury, seksowna bielizna i randka z dziewczyną z Tindera.

#1.


Kilka lat temu, w czasach gdy elektroniczne papierosy były nowością i stoisk z nimi było mnóstwo, sama miałam okazję na takim pracować. Sama wówczas się uczyłam, a dorywcze zajęcie ułatwiło mi i mojej rodzinie jakoś radzić sobie z codziennymi życiowym wydatkami.

Nigdy nie zapomnę tego dnia, kiedy pracy było wyjątkowo dużo – od rana na stoisku kręciło się mnóstwo ludzi, dodatkowo musiałam w tym samym czasie uczyć nową dziewczynę, która też miała zacząć jako ekspedientka. Aż kilkunastu klientów zakupiło najdroższy zestaw i kilku z nich zapłaciło kartą. Gdy wreszcie się nieco rozluźniło, postanowiłam przeliczyć pieniądze i posprawdzać wydruki bankowe, aby upewnić się, że wszystko się zgadza. I w tej właśnie chwili zamarłam. Zorientowałam się, iż jedno z potwierdzeń transakcji kartą zostało odrzucone, a ja w tym całym zamieszaniu tego nie zauważyłam! Ta kwota (300 zł), która miałaby być odciągnięta od mojej wypłaty jako konsekwencja błędu, była dla mnie wówczas majątkiem.

Załamałam się... Chciało mi się zwyczajnie ryczeć, poczułam się bezsilna i nie wiedziałam co robić. W amoku zaczęłam przeglądać karty gwarancyjne i szukać numeru klientki, sama nie wiedząc po co. Nie miałam wyjścia – choć było mi wstyd i nie wiedziałam sama po co to robię (bo przecież reklamacji nie uwzględnia się itd.), zadzwoniłam do tej pani i na jej pocztę głosową zostawiłam niespójną wiadomość (zapewne brzmiało to jak: papieros... yyy... zestaw... karta nie działa... yyy... transakcja odrzucona...), po czym zaczęłam rozpaczać.

Już miałam dzwonić do szefa, gdy pani znów się pojawiła... Miałam ochotę ją wyściskać! Wyobraźcie sobie, babka nie chciała nic. Żadnego rabatu, żadnych kwiatów, czekoladek. Nic. Po prostu szkoda jej się zrobiło młodej dziewczyny pracującej na stoisku z papierosami. Wróciła. Zapłaciła. Ja podziękowałam z całego serca, a wiecie co ona powiedziała? „Zrób coś dla mnie – po prostu podaj dalej”.

I wiecie co? Nigdy jej nie zapomnę. Zawsze będę pamiętać te słowa.
No i oczywiście podaję dalej, zawsze i bez wyjątku :)

#2.

Nie wiem, czy mieliście do czynienia z takimi zabawkami, które coś mówią, niekoniecznie interaktywne – takie misie, co po naciśnięciu przycisku mówią: „Połaskocz mój brzuszek” albo „Pobaw się ze mną” itp. Zabawka moich dzieci umie się bawić w chowanego, tzn. mówi „Schowałem się – znajdź mnie”.

Kiedyś dłużej czytałem książkę, a zawsze przed położeniem się spać mam zwyczaj iść i sprawdzić, czy dzieci są przykryte, czy okno zamknięte i takie tam... No więc idę cichutko do pokoju dzieci, wchodzę. Podchodzę do łóżek, cisza dookoła... a tu z szafki misio do mnie mówi: „Widzę cię!”. No mówię wam, mało się nie zesrałem z przerażenia...

#3.


Wychowywałam się na wsi. Pamiętam, że kury biegały sobie wesoło po podwórku i jadły co tam sobie wydrapały. Mieliśmy mały dom, oborę, wychodek (nie mieliśmy łazienki), podwórze ogrodzone płotem, studnię, piaskownicę, ławkę przed domem i miejsce do trzymania naszego psa na łańcuchu. Oprócz mieszańca wilka z owczarkiem niemieckim mieliśmy małego kundelka, kury, gęsi i świnki. Świnki, które biegały sobie luzem po podwórku.

Tata co roku robił wino z czereśni, wiśni – co mu tam wpadło w ręce. Po wypiciu nektaru bogów, kazał mi i bratu wynieść tę butlę w wiklinowym koszu po winie i wysypać to co zostało na kompostownik. Niestety ja jako 7-letnia dziewczynka niezbyt długo mogłam nieść taki ciężar, bo zwyczajnie się zmęczyłam. Poprosiłam brata, abyśmy przystanęli na chwilę. Butlę postawiliśmy na ziemi. Na kamyczku... I pękło dno. Co tu robić? Panika. Tata będzie zły, my w płacz, a w tym czasie stróżka wina, które tam zostało, zaczęła płynąć po naszej drodze na kompostownik. Wtem podbiegły do nas świnki. I czując zapach wina zaczęły lizać je z ziemi...

To co wydarzyło się potem przeszło nasze oczekiwania... Świnie się upiły. Biegały, a bardziej próbowały biegać, przewracały się i tak śmiesznie wywijały raciczkami, kwiczały i ogólnie zrobiło się głośno, także przez nasz śmiech... Tata podbiegł do nas słysząc gwar i straszne świńskie kwiki i... Praktycznie padł ze śmiechu. Potem pomógł nam uporać się z butlą po winie i zagnaliśmy świnki do obory, zostawiając im dużo wody na kaca.

I tu historia mogłaby się skończyć. Ale nie wzięliśmy pod uwagę tego, że kury mogą zjeść pestki po winie... Tak że wyobraźcie sobie pijane kury i koguta, który podczas piania wypierdziela się na grzbiet i wierzgając pazurami robi pijane, przeciągle kooookokokooooo.

Najlepsze wspomnienia są z dzieciństwa :)

#4.

Urodziny mam przed walentynkami. Nie lubię otrzymywać prezentów, wolę sama sobie je sprawiać. W tym roku zamarzył mi się jakiś komplet seksownej bielizny. Po wybraniu modelu podeszłam do kasy. Traf chciał, że za mną stała kobieta, która uwielbia wsadzać nos w nie swoje sprawy. Kasjerka podliczając zakupy, chcąc nie chcąc zaprezentowała mój wybór. W pewnym momencie babka za mną: „Ooo, dla męża?”.
Ja na nią, kasjerka to na nią, to na mnie. Wypaliłam więc: „Nie wiem w czym chodzi pani mąż, ale to akurat dla mnie”.

Kobieta nabrała na twarzy eleganckiej czerwieni :)

#5.

Mój ojciec był alkoholikiem. Zniszczył mi życie. Matka nigdy od niego nie odeszła. Teraz on już nie żyje (zapił się na śmierć), a ja jestem dorosła. Cały czas chodzę na terapię, bo sobie nie radzę sama ze sobą. Jestem sama, bo nie umiem być w związku. O dzieciach to w ogóle nie ma mowy. Tymczasem moja mama co kilka dni chodzi na grób ojca. Sprząta, zmienia kwiaty, zapala znicze i dziwi się, że ja z nią chodzić nie chcę. Tłumaczyłam jej wielokrotnie, że nie będę tam chodzić, bo nie mam takiej potrzeby i zwyczajnie nie chcę. Mimo to ona cały czas mi robi wyrzuty, że tak nie można, bo jaki był to był, ale to przecież mój ojciec.

Ostatnio zadzwoniła do mnie siostra mamy. Opieprzyła mnie, że robię przykrość matce, bo nie chodzę z nią na cmentarz. To zresztą wstyd na okolicę, bo mieszkamy w małym mieście i ludzie widzą, że nigdy mnie tam nie ma. Na koniec dodała, że jestem wyrodną córką, bo dzięki ojcu jestem na tym świecie i choćby za samo to jestem mu winna szacunek.

Dzięki, ciociu. W moim stanie psychicznym właśnie takiego wsparcia potrzebowałam.
Ja się nie prosiłam o sprowadzenie na ten świat. Czasem myślę nawet, że wolałabym się nie urodzić niż tak się męczyć psychicznie. Po co mi to wszystko?

#6.

Poszedłem z dziewczyną z Tindera do restauracji na pierwszą randkę. Bardzo szybko zorientowałem się, że ona przyszła się najeść na mój koszt. Jej mina i czerwona twarz, kiedy poprosiłem kelnera o dwa osobne rachunki, była tak bezcenna, że wynagrodziła mi irytację oraz późniejsze epitety, jakimi mnie obrzuciła tamtego wieczoru. Od razu wybuchła, że ona nie ma pieniędzy i nie zapłaci. Kelner poprosił właściciela i cieszę się, że byłem konsekwentny, nieugięty i nie dałem się zastraszyć właścicielowi. Zapłaciłem za siebie, a jej ktoś wysłał kod blik.
Oczy całej sali były skierowane na nas i z całą pewnością nigdy już tam nie pójdę.

Mogę napisać, że jestem z siebie dumny, że nie dałem się ani wykorzystać, ani zastraszyć. Tym chciałem się z wami podzielić i dodam – nie dawajcie się naciągać tylko dlatego, że dziewczyna jest ładna.

#7.


Jestem pielęgniarką pracującą na oddziale internistycznym. Na takim oddziale jest często dużo pacjentów ciężkich, leżących, wymagających opieki i pomocy we wszystkim. Część mojej rodziny i znajomych próbuje co jakiś czas mnie namówić, abym zmieniła oddział na pediatryczny, bo się na takim nie nadźwigam. Odpowiadam wtedy, że nie mogłabym pracować na oddziale dziecięcym, bo jestem bardzo wrażliwa, nie nadawałabym się do takiej pracy, bo mi było szkoda tych dzieciaczków.
Prawda jest taka, że nie pójdę na taki oddział, bo dzieci mnie niemiłosiernie wnerwiają, i zamartwiający się rodzice, zawracający co chwilę głowę, doprowadzaliby mnie do szału. Kolejnym powodem jest fakt, że nie chcę wyjść na jakiegoś potwora, bo „jak to można nie lubić dzieci”.

Nie mówię prawdy mojej rodzinie/znajomym, bo to są ludzie, którzy wyobrażają sobie oddział pediatryczny z uroczymi, uśmiechniętymi bobasami. Nie dociera do nich, że praca na takim oddziale może być bardzo męcząca, bo chore dzieci są głośne i często płaczą (z powodu dolegliwości, strachu przed badaniami). Jak podaję argument, że „nie mogłabym tam pracować, bo chce mi się płakać jak widzę chore dzieci”, to rozmowa jest szybko ucinana, a jak mówiłam prawdę, że dzieci są głośne i ciężko nieustannie wspierać rodziców małych pacjentów, to mówili, że przesadzam i ciągnęli rozmowę. Więc zaczęłam kłamać i mam dzięki temu spokój.
4

Oglądany: 40626x | Komentarzy: 45 | Okejek: 258 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

04.12

03.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało