Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Tinder Stories II: Aktywne i zapracowane

46 253  
169   47  
Typy kobiet, które spotkasz na Tinderze. Pierwsza część przyjęła się bardzo dobrze, więc zapraszamy tłumnie na część II i nie ostatnią.

Aktywne i zapracowane

Robię to, robię tamto, nie mam czasu, wątpię, że mnie złapiesz, ale możesz próbować.


Zdjęcie z siłowni, jak się prężę. Zdjęcie w windzie w korpo. Zdjęcie na plaży, jak akurat wyszłam z siłki i wzięłam urlop od korpo. O, a tutaj biegnę maraton. Tu z kolei na imprezie, zobacz, jaka jestem szczęśliwa i zadowolona z życia. Zwróciłeś uwagę, jak się ładnie prężę? Jeszcze ze trzy zdjęcia, żebyś wiedział, że NIE MAM CZASU. Widzisz to? Prowadzę strasznie ważne spotkanie, akurat wróciłam z urlopu, więc naładowałam akumulatory i mogę dalej biec przez życie. A tutaj dla odmiany jestem znowu na siłowni. Niby poza ta sama, ale mam dużo kolorowych outfitów. Jakbyś nie skumał – często chodzę na siłownię. Nadążasz, kolego, czy już dajesz sobie spokój? Jeszcze nie? No to pa na to – skaczę ze spadochronem. Zobacz, jaka jestem uśmiechnięta. Aha, tak w ogóle to rzadko tu bywam, więc jest szansa, że Ci nigdy nie odpiszę, mimo że nas zmatchowało (dla tych nieużywających Tindera – match jest wtedy, gdy obie osoby po obejrzeniu swoich profili klikną zielone serduszko lub przesuną palcem w prawo).


Hola, hola, stop, poczekaj chwilę. Ja wiem, że trudno Cię złapać i pewnie nigdy tego nie przeczytasz, ale czy Tobie czasem sufit na łeb się nie spadł? Twoje życie jest tak intensywne, że chyba Ci się aplikacje pomyliły. Jesteśmy w miejscu, w którym szukamy ludzi, z którymi możemy spędzić nasz wolny czas. Są nawet tacy, którzy twierdzą, że tutaj szuka się partnerów (tak, tych seksualnych też), a Ty z uśmiechem informujesz wszystkich, że nie masz czasu. Ja nie mam z tym żadnego problemu. Ba, zazdroszczę! Chciałbym mieć tyle energii i chęci, żeby ogarnąć siłownię, robotę, imprezę, jakieś hobby, wycieczkę i jeszcze ratować małe szczeniaczki z powodzi. To wszystko jest bardzo imponujące, ale gdzie w tym wszystkim wciśniesz nasze żenujące, pierwsze spotkanie? Aha, o 17:15 masz czas na szybką kawę w przyszłą środę? No to zajebiście, mam nadzieję, że Ci nic nie wyskoczy. A, OK, musisz zostać dłużej w pracy. Niedziela o 7 rano na basenie możemy się spotkać? Popływamy sobie razem? Spoko, lubię small talki między dziewiątą a dziesiątą długością. Też nie? Jednak masz trening do ultramaratonu? Uhm, w grudniu mówisz, jasne, spoko, to do usłyszenia.


Nagle się okazuje, że to „wątpię, że mnie złapiesz”, jest najważniejszą informacją w opisie. Najczęściej uda się wymienić kilka wiadomości z częstotliwością jednej wiadomości na kilka dni i na tym etapie ja wysiadam. Nie mam patentu na mądrość (łapcie pożywkę do komentarzy), ale wydaje mi się, że Tinder służy do SPOTYKANIA ludzi, a nie do UNIKANIA SPOTKAŃ. Chociaż, z tego co widziałem w niektórych opisach szanownych pań, istnieje taki typ użytkownika jak „Kolekcjoner/kolekcjonerka par”, czyli osoba, którą połączyło z kimś i… to wszystko. Cel został osiągnięty – ludzie się mną interesują, mogę zająć się swoim życiem. Kiedyś spotkałem się z dziewczyną, która w jednym z pierwszych zdań powiedziała mi:

- Wiesz, ja mam aktualnie z 500 matchów.

- Uhum, okeeeej… dziękuję?

Trochę to w sumie rozumiem, sam zacząłem swoją zabawę z Tinderem dla rzucenia jakichś ochłapów mojemu ego. Wszystko byłoby spoko, gdyby nie fakt, że te aktywne pracoholiczki czasami wyświetlają mi się kilka razy w ciągu paru miesięcy. Albo mają mega otyłe ego, albo chodzi jednak o coś innego. Że niby jesteś taka wyjątkowa? Inna niż wszystkie? Jedna na milion? Taki król polskich rzek, szanowny sum, tak zwany olimpijczyk? Otóż nie. „Spróbuj mnie złapać” jest jednym z popularniejszych tekstów w opisach. Zaraz po podróżach małych i dużych (patrz cz. I). W tym morzu, o przepraszam, w tej rzece jest mnóstwo ryb, a Tobie bardzo daleko do wąsatego króla. Są leszcze, karpie, okonie, płocie, a w sezonie nawet można dorwać śmierdzącego karpia. No, chyba że akurat ci złodzieje z PZW (nie pozdrawiam) spuszczą wodę ze stawu, sprzedadzą wszystkie ryby, a po napuszczeniu wody zarybią tylko do 1/4 pierwotnego stanu (historia zasłyszana na spotkaniu z Tindera, jak Boga nie kocham). Tak w ogóle, to mam wrażenie, że te wszystkie ultramaratonki chodzą na tę samą siłownię. Wydaje mi się, że poznaję to lustro, te szafki w tle i te płytki na podłodze. Nawet szuwary wydają się jakieś znajome.


Czasami jednak udaje się nawet spotkać z taką osobą!

Po co w ogóle się z nimi spotykasz, skoro są takie straszne?

Ano dlatego, że mam nudne życie i lubię marnować wieczory na bezsensowne spotkania. Takie hobby, nie zrozumiesz tego. Oszczędzam na karnecie na siłownię i mogę połazić sobie po knajpach. Wtedy dowiaduję się, że w korpo jest ostatnio straszny zapierdol. Siedziała w biurze do północy i ledwo zdążyła na wieczorne rozciąganie. Na szczęście następnego dnia przed pracą udało się ogarnąć crossfit i nawet wziąć prysznic przed spotkaniem z prezesem.
Co, urlop? Dzięki, że pytasz!
(nie pytałem, nawet się jeszcze nie odezwałem, fakt, przedstawiłem się 10 minut temu, ale stawiam wszystkie swoje oszczędności i starego Fiata Tipo, który kosztuje więcej, niż mam oszczędności, że moje imię już dawno gdzieś wyparowało).

No tak, lecę do Meksyku na tydzień, taka szybka akcja, wiesz, mi dużo nie potrzeba, impuls i już coś robię.
W końcu jest pytanie, spada na mnie nieoczekiwanie jak jaszczomp ze stopami procentowymi:

- Ty coś ćwiczysz?
- No coś ćwiczę…
- A to super, bo wiesz, ja ostatnio odkryłam taki fajny sport…

Dobrze, że umówiliśmy się w knajpie, to sobie przynajmniej jakiegoś nowego browarka spróbuję.

Nie, ja wezmę lemoniadę, nie mogę pić, bo zaraz jadę jeszcze na chwilę do pracy.


No i wracam sobie na chatę po 45-minutowym spotkaniu, na którym powiedziałem dwa zdania i z nudów wypiłem tyle samo piw. W słuchawkach lecą smutne piosenki, a w szybach przejeżdżających obok autobusów wyobrażam sobie, że występuję w teledysku. Palę papierosa i mijam przystanek autobusowy. Postanawiam chwilę się przespacerować i przemyśleć, co tu się właśnie odjaniepawliło. Przy kolejnym teledysku (tym razem już mam nawet choreografię), trzecim papierosie i piątym miniętym przystanku, w słuchawkach rozlega się dźwięk powiadomienia.


Oho, co to się dzieje? Czyżby ona? Nieuchwytna gazela, królowa afrykańskiej sawanny znalazła chwilę czasu, żeby oznajmić, że nic z tego nie będzie?

Hej, świetnie się bawiłam, masz tu mój numer, odezwij się.

No tak, wszystko jasne.
16

Oglądany: 46253x | Komentarzy: 47 | Okejek: 169 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

05.10

04.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało