Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Urodziny siostrzeńca, zaproszenie na chrzest i inne anonimowe opowieści

55 660  
213   80  
Dziś przeczytacie m.in. o bezgranicznej miłości do zwierząt i powodzie, dla którego nie doszło do zdrady, będzie też o matce, która postanowiła wziąć się za siebie, kłopotliwym niewymawianiu „r”, a na koniec o niechęci niektórych do medycyny estetycznej.

#1.


Od zawsze byłam dzieckiem kochającym wszelkie zwierzątka, co odziedziczyłam po dziadku, który ratował wszelakie pisklęta wypadnięte z gniazd, odchowywał je, po czym wypuszczał, oczywiście ptaszki te (najczęściej były to wróble) trzymały się blisko dziadkowego podwórka. Jednak jeden z nich tak się do dziadka przyzwyczaił, że został na stałe w domu, reagował na imię i nie odlatywał nawet pomimo otwartych okien.
Byłam tak zafascynowana wróbelkami dziadka, że sama marzyłam, by kiedyś uratować jakiegoś pisklaczka.
I tak oto nastał ten niezapomniany dzień i początek właściwego wyznania.
Miałam wtedy może z 5 lat, siedziałam sobie na swoim krzesełku i wyglądałam przez okno, gdy nagle na naszym parapecie usiadł gołąb, pochodził chwilę, po czym odleciał. Wtem mój dziecięcy wzrok przykuło coś, co kochany gołąbek zostawił na parapecie, a dokładnie czarno-biała kuleczka.
Pierwsza myśl „TAK! TO JEST MÓJ DZIEŃ I MÓJ PISKLACZEK!”.
Ach, ta dziecinna naiwność i wyobraźnia...
Cała radosna chwyciłam mój mały cud i poleciałam pochwalić się rodzicom. Do tego dnia pamiętam ich miny oraz w dalszej kolejności histeryczny wybuch śmiechu... Bo to była najzwyklejsza w świecie ptasia kupa.

#2.

Mam 30 lat i od 5 lat jestem żonaty. Odkąd nasza córka się urodziła, prawie w ogóle nie kochamy się z żoną. W tym roku robiliśmy to trzy razy, a ostatni raz w kwietniu. Tak jest prawie od 3 lat… Rozmawiałem z nią wiele razy o tym i za każdym razem słyszałem, że to ja nie chcę. Tylko że zawsze jest jakaś wymówka z jej strony, więc wreszcie odpuściłem i od kwietnia nawet nie było zbliżenia. Nie wiem już co robić, bo temat był poruszany wiele razy. Dodatkowo pracuję w bardzo dużej firmie i na większości imprez firmowych jak dziewczyny zdobędą większą odwagę, to próbują mnie podrywać. Oczywiście nic z tego nie robiłem.
Ostatnio na imprezie jedna z koleżanek zaczęła się przystawiać. I wtedy pierwszy raz w życiu zacząłem analizować wszystkie za i wszystkie przeciw. Do niczego nie doszło, ale jedynym argumentem przeciw było to, że mógłbym mieć problemy w pracy :(
Źle się z tym czuję, boję się, że oddalamy się z żoną i wreszcie kiedyś pójdę tam, gdzie nie powinienem :(

#3.


Czasy nastoletnie już dawno minęły, mam dzieci (sztuk: 3), męża i nadwagę. Jakoś szczególnie tragiczne to wyznanie nie będzie, ale mi osobiście robi się przykro. Po ostatniej ciąży trochę mi się przytyło, a tak naprawdę to żarłam w ciąży, a nie jadłam. Po porodzie, zanim ogarnęłam najmłodszego robala (karmienie itp.) plus pozostałą dwójkę, to zrzuciłam trochę nazbieranego tłuszczu, ale tylko trochę, może połowę, opona została...

Teraz gdy już nie karmię, starsze dzieci podrosły, postanowiłam wziąć się za siebie! Wprawdzie nie mam możliwości uczęszczać na siłownię, ale mam dietę (dobraną przez specjalistę) i ćwiczenia... I tu mogłoby być tak pięknie (bo zaczyna działać), a nie jest... Ciągle słyszę od w sumie bliskiej rodziny (oprócz męża, który mnie wspiera) teksty typu:
- i tak nie schudniesz
- i tak przytyjesz z powrotem
- nie będziesz mieć siły, bo tylko grubi mają siłę
- czekam aż zachorujesz po tym odchudzaniu, bo wyjdzie na moje
- ciekawe kto zajmie się dziećmi, jak już będziesz chora
- fanaberie, baba po 3 porodach ma być gruba
- to nie przystoi (!!!!) matce dzieci
- trafisz do szpitala
- będziesz mieć anemię.

W ogóle tragedia, koniec świata, że jak JA matka dzieci mogę myśleć o sobie i starać się coś zmienić, bo skoro matka, to teraz tylko wór pokutny na grzbiet i umartwiać się w kącie na worku ziemniaków. A najlepsze jest to, że mówią to same słonie, które tłumaczą swój stan problemem z przemianą materii, brakiem czasu na dietę/ćwiczenia i w ogóle wszystkimi plagami świata. I choćby teraz ..uj na ..uju stawał, to schudnę do rozmiaru 38...

#4.

Poczułem się jak zbity pies.
Moja dziewczyna zajęła się organizacją urodzin swojego siostrzeńca i chce mu kupić rowerek za 700 zł z tak naprawdę moich pieniędzy, a na moje urodziny dała mi jedynie awanturę. W zeszłe urodziny było nie lepiej. Znamy się trzy lata i chyba myślę, że o trzy za dużo.

#5.


Teraz mnie śmieszy, ale kiedyś tak nie było.

Jak byłem mały, miałem wadę wymowy, nie mówiłem „R”. Pewnego razu siostra powiedziała mi, żebym poszedł do sklepu i powiedział „Poproszę popcorn z Rafrolu” (Rafrol to była taka firma, producent popcornu, rzeczywiście był dobry). Idę i mówię „Poposze popco z afolu”. Kasjerka się na mnie patrzy i prosi, żebym powtórzył. Powtarzam zatem: „Poposze popco z afolu”. Kasjerka się patrzy jak na upośledzonego, czy innego trolla. Jeszcze raz zaciskam zęby i mówię „Poposzę popco z afolu”. Wtedy podirytowany koleś w kolejce za mną rzucił: „Łaka maka fą”. Wybiegłem ze sklepu zapłakany.

#6.

Dostałam zaproszenie na chrzest do córki mojej dobrej koleżanki. Często się widywałyśmy, pisałyśmy prawie cały czas, ale odniosłam wrażenie, że od momentu zaproszenia nasz kontakt znacznie się polepszył. Odwiedziła mnie z córeczką w domu i nawet w pracy (jestem kelnerką w kawiarni). Byłyśmy na wspólnych zakupach. Chrzest i po chrzcie... A po imprezie znajomość się urwała. Koleżanka nie odpisywała, nie odbierała i nie oddzwaniała. Sporadycznie wysłała wiadomość typu „Nie mam czasu”, „Karmiłam”, „Jestem zajęta”. Zapytałam w końcu, kiedy znajdzie dla mnie chwilę. „Jak będziesz miała małe dziecko, to zrozumiesz, że czasem nie ma czasu nawet, żeby zjeść coś ciepłego”.
Mam ochotę pojechać do niej i zapytać wprost, czy dałam za mało w kopertę i czy się obraziła, bo liczyła na więcej. Niestety, ale na to mi wygląda jej zachowanie.

#7.


Nie rozumiem hejtu na zabiegi z zakresu medycyny estetycznej.

Jestem kosmetologiem, już po 30, bliżej 40. Od wielu lat pracuję w klinice medycyny estetycznej. Na co dzień obcuję z zabiegami, które mają poprawić urodę i nie ukrywam, że i sama korzystałam nie raz z oferty naszej kliniki. Po części z własnej próżności, ale głównie dlatego, że każdy nowy sprzęt czy preparat testujemy najpierw na sobie.

Nigdy nie ukrywałam co sobie robiłam, bo nie widziałam w tym sensu, a przez lata trochę się tego nazbierało. Onda, schwarzy, raz wolumetria, kilka razy kwas w usta (0,5 ml na lekkie tylko wypełnienie), botoks, mezoterapia, radiofrekwencja mikroigłowa i wiele wiele innych mniej lub bardziej inwazyjnych.

Czasami słyszę komplementy od jakichś dalszych znajomych, że młodo wyglądam albo mam promienną cerę. Zawsze wtedy mówię co akurat sobie zrobiłam, żeby ludzie nie myśleli, że to 100% natura. Staram się być w tej kwestii szczera.

W ludziach jest tyle jadu, tyle zawiści... Naprawdę nie rozumiem tego hejtu na medycynę estetyczną. Ludzie myślą, że jak się korzysta z tego typów zabiegu, to od razu trzeba wyglądać jak lalka Barbie albo karykatura człowieka. Od razu nagle przestaje im się podobać, robią wszechwiedzącą minę i podkreślają, że oni to by sobie nigdy tego nie zrobili i jeszcze będę żałować. Co bardziej życzliwi potrafią powiedzieć „mózg sobie wymień” – pomimo tego, że przed chwilą chwalili mój wygląd. Zwłaszcza wśród dalszej, starszej rodziny wiele jest takiego jadu, choć i młodsza część familii nie kryje swoich uprzedzeń. Siostry męża nie raz się ze mnie śmiały, że za kilka lat będę cała z plastiku. Z tym że ja naprawdę nie stosuję wypełniaczy, kilka razy zdarzyło się mi wypełnić usta, ale niewielką ilością kwasu, tylko tak na próbę.

Nie rozumiem tego zacofania, tej nienawiści i potępiania osób, które korzystają z dobrodziejstw medycyny estetycznej. To nie tylko próżność. Nie raz usuwaliśmy szpecące tatuaże, blizny czy poprawialiśmy widoczne defekty. Ludzie są zachwyceni, nieraz wzruszają się na fotelu, gdy widzą efekty naszej pracy.

Ja się nie przejmuję takim głupim gadaniem ludzi, ale zawsze jest mi przykro, gdy moje pacjentki spotykają się z podobną krytyką. Pamiętam, jak kiedyś przyszła pacjentka z bardzo dużą asymetrią ust. Wystarczyło pół godziny roboty, żeby na jej twarzy pojawiły się łzy zadowolenia. A mówiła, że zastanawiała się przez dwa lata, bo co ludzie powiedzą...

Wychodzę z założenia, że nie ma ludzi brzydkich, są tylko zaniedbani.

Chciałam Wam uświadomić, że medycyna estetyczna lub zaawansowana kosmetologia to naprawdę nic strasznego. Jasne, zdarzają się powikłania, jak po każdym zabiegu, ale łatwo temu zaradzić, jeśli pacjent zgłosi się przy pierwszych objawach.

Ciekawa też jestem, jakie wy macie zdanie.
15

Oglądany: 55660x | Komentarzy: 80 | Okejek: 213 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

06.10

05.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało