Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Banknoty w waginach i torturowanie samców – „Krytyka Polityczna” zaserwowała nam naprawdę srogi wysryw

44 630  
288   105  
Niedzielne popołudnie. Relaksik, kadzidełko i kojące umęczoną duszę sitarowe plumkania sączące się z głośniczka. Tak powinien wyglądać każdy koniec przepełnionego pracową krwawicą tygodnia. Nie mam pojęcia co mnie podkusiło, żeby zamiast oglądania filmików z małymi pandami (polecam!), kliknąć w link przesłany mi przez mojego kumpla. „Krytyka Polityczna?” – głośno pomyślałem, zobaczywszy gdzie się znalazłem. – „Czy to na pewno bezpieczne?”. Ciekawość wygrała… i spokój mojego ducha został skutecznie zamącony.
Przyznaję, zapowiedź zawartości brzmiała zachęcająco. Niecodziennie bowiem trafia się na felieton zatytułowany „Koniec obciągania królom Polski”. Przypomniałem sobie jednak, że swego czasu czytałem pochodzący z tego serwisu artykuł Jasia Kapeli zatytułowany „Dlaczego nie pójdę na nowego Tarantino?”. Wówczas też zaintrygowany tytułem zajrzałem do środka zgadując, że autor tego wpisu dokona szczegółowej, filmoznawczej analizy dokonań Quentina i np. zarzuci reżyserowi „Wściekłych psów” bazowanie na utartych schematach czy wręcz nazwie go odtwórcą, a nie twórcą. Nie, Jaś przypierdolił się do tego, że Tarantino jest „przemocowcem” i sadystycznie obchodzi się ze swoimi ekranowymi bohaterkami...
Nauczony więc tym żenadogennym doświadczeniem, podszedłem do tej lektury z dużym dystansem. Tytuł może i dobry, ale przecież liczy się zawartość, verdad?

„Ten ranek zapamiętają wszyscy… Zostanie nazwany „Hologramowym Wdupoczwartkiem” i tak zapamiętany na wieki. Zdjęcia z tego zdarzenia obiegną świat. Tego dnia Polska wysunie się na pierwsze miejsce w mass mediach, socialach i innych nierealach, ale i na językach ludzi.
Tego dnia wstaniemy rano jak zwykle, lecz zamiast normalnego outfitu ubierzemy się w ultraobcisłe stroje, całe na czarno, a na twarze naciągniemy czarne pończochy bądź kominiarki”.


Tak pani Agnieszka Szpila opisuje przygotowanie wściekłych femi-bojowniczek do napadu na bank. Ekstremalnie obcisłe stroje całe na czarno, kominiarki? Coś mi tu trąci jakimś twardym, efekciarskim sado-maso, bo przecież nikt normalny, sposobiąc się do obrabowania placówki bankowej, nie myśli o swoim imidżu, ale raczej o praktycznych i logistycznych stronach takiego przedsięwzięcia. Gdzie postawić auto, żeby szybko dać dyla? Gdzie schować hajs? Jak upewnić się, że ktoś nie włączy alarmu? No nic – pani autorka bardziej jednak stawia na seksowny wygląd i ma do tego pełne prawo.

„Nie zabijając nikogo, zwiniemy stamtąd cały hajs, a potem wrócimy z nim do was. Nie zdefraudujemy go w drodze do domu, co często lubicie nam zarzucać („przecież mówiłem ci, że to ma starczyć na cały tydzień!”). A jeśli akurat zdarzy się tak, że poprosimy was o pieniądze, bo nie będziemy mieć „tych swoich”, po prostu przyjdziemy z tym hajsem skradzionym do domów, w których tak często spotyka nas z waszej strony ekonomiczna przemoc. Przemoc, która odbiera nam godność każdego dnia, kiedy przypominacie nam o tym, że nie zajmiecie się niczym poza pracą, bo prawdziwa praca trwa minimum osiem godzin, choć akurat nam musi wystarczyć połowa”.

Robi się ciekawie. A więc przestępczynie, aby zdobyć duże pieniądze, nie pójdą do pracy, tylko pieniądze sobie bezczelnie ukradną. Zamiast szybko dać dyla gdzieś do Meksyku i przez resztę życia pławić się w luksusach, moczyć zadek w ciepłym oceanie i r#chać wąsatych posiadaczy sombreros, panie zamierzają wrócić do domów, do swoich mężów stosujących wobec nich „ekonomiczną, odbierającą godność, przemoc”. Czyżby syndrom sztokholmski? A tak w ogóle to od kiedy to za przemoc uznaje się wypomnienie komuś, że bezczelnie roztrwonił hajs przeznaczony na tygodniowy zapas ziemniaków, ogórków i kokainy, czyli – jak by nie patrzeć – produktów pierwszej potrzeby? Sam raz dostałem zjeby za to, że kasę, którą moja małżonka odłożyła na tapetowanie przedpokoju, wydałem na zakup pięknej łapy terminatora T-800 w skali 1:1. Do dziś nasz przedpokój wygląda jak zapyziały niemiecki bunkier, ale było warto (bo mam, kuwa, najlepsze filmowe trofeum, jakie można posiadać!). Natomiast nigdy nie nazwałbym marudzenia mojej ukochanej za przykład ekonomicznych tortur słownych.



Dalej dostajemy wysyp żalu na temat fatalnej sytuacji na rynku pracy i brak zrozumienia tego, że kobieta oprócz harowania za 20 godzin we młynie za 2 pensy miesięcznie, musi jeszcze wrócić do domu i zabrać się za robotę domową.

„(...)Dlaczego w tym kraju opieka nad chorym dzieckiem w 90 proc. spada na matkę? Kto powiedział, że przytulanie chorego dziecka i podawanie syropków nie może udać się także mężczyźnie? Kto powiedział, że dziecko defaultowo powinno być przypisane matce (…)? I kto, no powiedzcie mi, kto wpadł na pomysł, że na szczycie hierarchii powinien stać właśnie mężczyzna? Że w ogóle musi być jakaś hierarchia, a struktura społeczna czy ekonomiczna nie może wyglądać inaczej?”.

No właśnie, kto to powiedział? Ja, spędzający lwią część dnia na ogarnianiu chaty, gotowaniu obiadów i bieganiu z synem po parku? Kolega, którego żona prowadzi dobrze prosperujący biznes, a on spełnia się jako wzorowy tata? Mój sąsiad, którego codziennie widzę na boisku, gdzie przez długie godziny uczy młodego sadzenia celnych petard do bramek? A może ten biedny ziomeczek, którego była małżonka puściła bokiem, ciągnie alimenty lepiej niż Sasha Grey mięsistą knagę i w ramach czystej perfidii zaprzęgła adwokata, aby możliwie jak najbardziej ograniczyć mu kontakty z córką?

Ze względu na treść, ten artykuł jest dostępny tylko dla osób pełnoletnich.

Żeby przeczytać go w całości zaloguj się, a jeśli masz 18 lat i nie masz jeszcze konta na JM załóż sobie konto bojownika. Wymagane jest konto aktywne.
37

Oglądany: 44630x | Komentarzy: 105 | Okejek: 288 osób


Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

18.08

17.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało