Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Szatan - ten upadły anioł nie zawsze miał rogi i kopytka koziołka! Jego wizerunek zmieniał się przez lata

40 564  
187   43  
Różnie go zwą. Czasem jednak wołają go Rogatym, Lucyferem, Kają Godek, Belzebubem lub Samaëlem. Jest podły, okrutny i wyjątkowo odpychający. Podobno rządzi piekielnym królestwem, gdzie w kotłach ze smołą gotuje tych, którzy przesadnie nagrzeszyli. Mimo że nikt, kto go zobaczył, nie był w stanie wrócić do świata żywych, diabeł zazwyczaj przedstawiany jest jako czerwony brzydal z koźlimi kopytkami i efektownymi rogami sterczącymi mu z głowy. Czemu akurat w ten sposób ludzie wyobrażają sobie Władcę Ciemności?
Piekło. Wypełnione wrzaskiem potępionych dusz, miejsce ich wiecznej kaźni, ledwo wspomniane zostało w Nowym Testamencie, znacznie jednak częściej jednak jego barwnymi opisami straszono z kościelnych ambon. Nic tak przecież nie działa na człowieka jak drastyczny opis tortur, które to czekać go będą, gdy ten zerżnie żonę bliźniego swego lub odmówi kupienia odpustu. Szatan tymczasem, czyli rzekomy szef piekielnego biznesu, według starotestamentowej tradycji, miał być aniołem, który otrzymał od Boga wolną wolę. Posiadłszy taki dar, ta duchowa istota uznała, że nie po drodze jej z boską filozofią i zbuntowała się przeciw swojemu stwórcy. Diabeł, według chrześcijańskiej teologii, miał poznać Boga lepiej niż ktokolwiek inny, a sprzeciwiając się mu, pociągnął za sobą również i inne anioły, tworząc tym samym ugrupowanie opozycyjne wobec „partii rządzącej”.


Według Johna Miltona, autora „Raju utraconego”, Szatan miał być najpiękniejszym z aniołów

Przez setki lat wyobrażenia diabelskiego wyglądu były diametralnie różne od tego, który na myśl przychodzi nam dzisiaj. W żadnym akapicie Pisma Świętego nie znajdziemy opisu tej postaci. A wąż z raju? – zapytacie. Cóż, według wielu teologów trudno go jednoznacznie utożsamiać z diabłem, bo koncepcja Szatana jako rywala Stwórcy powstała długo po napisaniu Księgi Rodzaju. Fragmenty dotyczące upadku Lucyfera pojawiają się dopiero w Księgach Izajasza i Ezekiela.

Za najstarszy graficzny obraz tej postaci uważa się mozaikę z powstałej w VI wieku Bazyliki Sant’Apollinare Nuovo w Rawennie. Widzimy na niej gładziutko ogolonego, wyraźnie znudzonego Jezusa, biorącego udział w Sądzie Ostatecznym. Selekcja dusz zbawionych od potępionych jest tu przedstawiona w sposób bardzo metaforyczny – Chrystus oddziela bowiem „dobre” owce od „złych” kozłów.



Synowi Bożemu towarzyszą dwa anioły – jak można domyślić się, jeden z nich reprezentuje dobro, a drugi zło. Tym trzymającym stronę kozłów jest postać nie tylko ładna i dostojna, ale i odziana w błękitne szaty! Jak się okazuje – dopiero kilka wieków później czerwień, która dotąd utożsamiana była z Boskim Królestwem, stanie się symbolem piekielnych ogni.

We wczesnym średniowieczu Szatan, wzorem innych utrwalonych w chrześcijańskiej ikonografii aniołów, przyjmuje postać ludzką i posiada piękne skrzydła. Gdzieś w okolicach XII wieku artyści zaczęli jednak mocniej zaznaczać zło reprezentowane przez tę postać i coraz częściej otrzymywał on pozbawione mięciutkich piór, żylaste skrzydła nietoperza. W XIV wieku wizerunek ten został dodatkowo scementowany w „Boskiej Komedii” przez Dantego Alighieri, który przedstawił Złego nie tylko jako postać obdarzoną wielkimi, skórzanymi skrzydłami, ale i trzema paskudnymi, pełnymi obrzydliwych zębów, twarzami. Według niektórych pisarz mógł się wzorować na babilońskich opisów demona zwanego Lilith.
Przez długi czas to właśnie te nietoperze elementy wizerunku oraz ostre zęby były w średniowieczu znakiem rozpoznawczym Władcy Ciemności.



Tymczasem na przedstawiającym Sąd Ostateczny, powstałym w 1431 roku, malunku autorstwa Fra Angelico, Szatan to czarny stwór ze szpiczastymi uszami, małymi rogami oraz wielką paszczą pełną ostrych kłów, którymi bezlitośnie rozrywa grzeszników.



Cechy nietoperza widać też u Szatana w poliptyku „Maestà” Duccia di Buoninsegna.



Skąd więc ta czerwona skóra? Skąd rogi i kopyta? W Apokalipsie św. Jana pojawia się Bestia. To antychryst zwodzący ludzi i odciągający ich od Boga. Mimo że w żadnym akapicie nie pada wzmianka łącząca tę kreaturę z piekielnym despotą, to przyjęło się, że ową Bestią jest sam Belzebub.

„Potem ujrzałem inną Bestię, wychodzącą z ziemi: miała dwa rogi podobne do rogów Baranka, a mówiła jak Smok”.

Czy ten opis skłonił średniowiecznych artystów do uzbrojenia szatańskiego łba w efektowne poroże? Bardzo możliwe. Tym bardziej, że w innym fragmencie tej ewangelii dowiadujemy się, że utożsamiana z Diabłem przez niektórych teologów postać jest czerwona i posiada ogon.
Niektórzy badacze średniowiecznej ikonografii twierdzą, że na wizerunek rogatego złodupca o nogach przypominających koźle racice miały duży wpływ nordyckie mity. Znacznie sensowniej brzmi jednak inna teoria.



Średniowiecze, jak by nie patrzeć, stoi na klasycznych podwalinach. Tłumaczenia dawnej literatury i odradzanie się pewnych prądów w kulturze średniowiecza sprawiło, że chętnie zaczęto sięgać po elementy z rzymskiej mitologii. Pan, czyli pół człowiek, pół koza był złośliwym, skłonnym do figli i bezwstydnego spełniania zbereźnych żądz bogiem, którego cielesne apetyty sprawiały, że wzorowym, wstrzemięźliwym chrześcijanom mógł się on kojarzyć z upersonifikowaniem wszystkiego tego, co Bogu niemiłe. Jego kozie kopyta i poroże stały się wręcz metaforą diabelskich cech, które łatwo zostały zaadoptowane przez średniowiecznych artystów.
Ten sam mechanizm mógł odpowiadać za oręż, który to często z diabłem jest utożsamiany. Mowa oczywiście o trójzębie – broni, którą władał Posejdon i z którą to zawsze był przedstawiany.

Wspomniałem też o kolorze, który z czasem stał się kolejną cechą szatańskiej stylówy. Smok w Apokalipsie św. Jana jest czerwony, ale podobną barwę miała też Gehenna (γέεννα-gehenna, géenna) – miejsce, o którym parę razy wspominał Jezus, a które to w większości wydań Pisma Świętego tłumaczone jest po prostu jako „piekło”. W rzeczywistości Gehenna naprawdę istniała – była to położona na obrzeżach Jerozolimy, okryta mroczną sławą, dolina. To tam król Judy Achaz miał złożyć w ofierze bogu śmierci Molochowi (co ciekawe – zazwyczaj przedstawianemu jako bykogłowy stwór z pięknymi rogami!) własnego syna.



Dolina ta dla Żydów stała się symbolem kultu bałwochwalczych, wrogich człowiekowi, bóstw. W Gehennie próżno było szukać jakichś mieszkalnych zabudowań. Było to wielkie wysypisko śmieci, a także miejsce, gdzie palono zwłoki przestępców, morderców i osób, którym jakichś przyczyn odmówiono „cywilizowanego” pogrzebu. Płomienie nigdy tam nigdy nie gasły i każdy, kto chciałby zwizualizować sobie wygląd piekła, mógł się tam udać i popatrzeć na trupy pożerane przez otoczone czerwoną łuną ogniska.



Zaskakujące jest to, że za ostateczny wygląd Złego Pana odpowiada przemysł filmowy. To właśnie animatorzy bajek dla dzieci zebrali do kupy najbardziej charakterystyczne elementy diabelskiego wizerunku i… założyli Rogatemu na tyłek rajtuzy (co miało być ukłonem w stronę średniowiecznego teatru, gdzie aktorzy, na potrzeby scenicznej charakteryzacji, musieli wciskać się w obcisłe kostiumy). Twórcy kreskówek uczłowieczyli Lucyfera, tworząc z sadystycznego władcy piekielnych kotłów całkiem zabawnego, cholerycznego cwaniaka, który szepcze nam do ucha głupie rady.


11

Oglądany: 40564x | Komentarzy: 43 | Okejek: 187 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

18.08

17.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało