Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Psia przeszłość, picie z kałuży i inne anonimowe opowieści

33 298  
207   34  
Dziś przeczytacie m.in o tym, co można znaleźć na końcu tęczy, będzie też o współlokatorce i jej próbach podrywu, dzieleniu się z innymi owocami swej pracy i przyczynie samotności.

#1.


Jak byłam mała, babcia powiedziała mi, że na końcu tęczy zawsze znajduje się jakiś cenny skarb.
Wyobrażałam sobie garnek pełen złotych monet albo chociażby koronę z klejnotami.

Pewnego dnia, bawiąc się po deszczu na dworze, zauważyłam tęczę i jej koniec! Całkiem niedaleko domu...
Na końcu coś się świeciło.

Wyobraźcie sobie, że wymknęłam się z domu jako 6-letnie dziecko i szukałam tego cholernego złota, a zamiast tego znalazłam świecące się w słońcu dwa opakowania po chipsach...

#2.

Wynajmuję mieszkanie ze swoim chłopakiem i znajomą. Ona od początku dość nieudolnie próbuje mi go „odbić”. Bardziej mnie to śmieszy niż martwi – dziś na przykład próbowała podrywu na tekst „hihihi, ale często się mijamy”...

Wspominałam już, że mieszkamy razem?

#3.


Posiadam niewielką działkę, którą uwielbiam uprawiać, na jesieni, jak wszyscy wiedzą, są zbiory. Żyję sama, więc ziemniaków, papryki i innych warzyw i owoców, które wyhoduję, nie jestem w stanie sama przejeść i aby się nie zmarnowało, rozdaję za darmo sąsiadom, jest tego sporo, i tak od kilkunastu lat.

Jesienią w pracy koleżanka powiedziała mi o jadłodajni dla ubogich i ich problemach, dlatego zdecydowałam, że moje zbiory oddam do tej jadłodajni. Tyle podziękowań co dostałam i mnóstwo miłych słów sprawiają, że jak teraz o tym myślę, to dalej się rumienię. A sąsiedzi wielkie fochy, bo jak to, jak śmiałam z nimi tego nie konsultować? Dodam, że nigdy nikt nie zaproponował mi pomocy w choćby zerwaniu śliwek, które od mnie później dostawali.

Zwyczajnie było mi przykro, to tak jakbym miała obowiązek za darmo oddawać im owoce mojej pracy.

#4.

Ja, lat może z 10, zafascynowana Simsami 3, dowiedziałam się, że wyszedł dodatek ze zwierzętami. Nie znałam jeszcze magii torrentów, a wiedziałam, że rodzice mi go nie kupią. Mimo to bardzo chciałam mieć w swojej rodzince psa. Więc co zrobiłam?

Zrobiłam nową rodzinę, jakąś babkę, męża dla niej i... dziecko. Małe, czarne dziecko i dałam mu na imię Rex. Obok domu jego "właścicieli" postawiłam mu osobny pokój, który był jego budą. Postawiłam tam tylko łóżeczko i parę zabawek. Nie uczyłam go chodzić ani mówić, tylko załatwiać się do nocnika, no bo przecież psom nie zmienia się pampersów.

I tak sobie Rex żył, bo nie dorastał. Zmieniłam w opcjach długość życia małych dzieci na ekstremalną.
Tak sobie żył, dopóki nie zdobyłam upragnionego dodatku.
Wtedy oczywiście moja rodzina otrzymała prawdziwego czworonoga, a z pomocą kodów zmieniłam Rexa w normalnego, białego chłopca, który od tamtej pory spokojnie wiódł swoje życie, nieświadomy swojej psiej przeszłości.

#5.


Za dzieciaka miałam umowę ze starszym bratem.
Kiedy jakaś dziewoja mu się spodobała, to ja miałam się do niej przytulić, krzycząc „mamo”, „ciociu” bądź „Maju” (wszystko zależało od wyglądu kandydatki, uprzedzając pytania: imię sama wymyśliłam, bo było proste do zapamiętania). Wtedy mój brat wkraczał do akcji i kobietki zagadywał. Zazwyczaj dostawałam pochwały od przyszłych narzeczonych brata, jakie ze mnie urocze dziecko, a brat wrzucał mi drobniaki do skarbonki lub kupował dany drobiazg. Im bardziej akcja była owocna, tym lepiej na tym wychodziłam.

Taki był z nas zgrany duet :D

#6.

Jak byłam mała, to piłam wodę z kałuży i namawiałam inne dzieci, żeby robiły to samo.
Moja zabawa się skończyła, kiedy do mojego domu przyszła matka kolegi z pretensjami, że jej syn wyssał z podłogi siki psa, po czym powiedział, że ja go tego nauczyłam.

W sumie dobrze, nigdy go nie lubiłam, podkradał mi zabawki z piaskownicy.

#7.


Mam 31 lat i jestem singlem. Znajomi się dziwią jak to jest, czemu nie mogę sobie nikogo znaleźć. Jakbym miał siebie opisać, to 176 cm wzrostu (dużo, mało, nie wiem), wysportowana sylwetka, kalistenika od kilku lat pomaga w utrzymaniu formy. Biegam regularnie w biegach z przeszkodami. Pracuję z klientami zagranicznymi, kontakt z ludźmi to mój żywioł.

Czemu jestem sam pomimo nawet bycia podrywanym przez przedstawicielki płci pięknej? Nie jestem gejem. Nie jestem incelem. Nie śmierdzę. Nie palę. Co może być nie tak? Otóż przy kobietach tracę język w gębie. Po prostu zwykłe „cześć” czy pytanie „co słychać” paraliżuje mnie i zaczynam, kolokwialnie mówiąc, pier*olić jak potłuczony. Cały ja. Nagle rośnie mi jabłko w gardle i odcina mi jakieś obwody logicznego myślenia.

Za dzieciaka byłem wychudzonym, niskorosłym kujonkiem, który się prawie nie odzywał. Nie byłem obiektem drwin, nikt mi kanapek w szkole nie zabierał, nikt mi kredek w kiblu nie spuszczał. Byłem tym cichutkim dzieciakiem, który po prostu sobie był i odzywał się tylko podczas sprawdzania listy obecności i wywołania do odpowiedzi. Taka natura. Gdy już zacząłem pracować na siebie, to i również zadbałem o swoje ciało. Powiem nieskromnie, że się wyrobiłem. Pewność siebie urosła mi ogromnie i jeśli chodzi o pracę z ludźmi, to jestem skuteczny, otwarty, klienci mnie lubią, chwalą, doceniają pracę ze mną. Dzień bez zamiany choćby słowa z współpracownikami to dzień stracony. Ploteczki przy kawie, codzienne rozmowy o zawartości gara z obiadem.
Znajomych mam niewielu, ale lepiej mieć garstkę swoich niż hordę byle jakich. Spotykamy się często, chodzimy na miasto. Ciągle mi podsuwają jakieś dziewczyny do pogadania. A ja na to: spacery po parku są fajne, ale czasem można się zagapić i wdepnąć w psią kupę. A potem zaczynam rozkminiać na głos, jak ciężko wydziubuje się taką rzadką kupę z traktora buta. Prysznic nawet nie pomaga i gorąca woda. A najgorzej jak się weźmie szczotkę i się szoruje, bo te kawałki kupy strzelają od włosia. I łapię się na tym, gdy widzę u dziewczyny minę zażenowania pt. co za idiota.

Przy innych ludziach jestem normalnym i elokwentnym człowiekiem. Przy kobietach sam na sam – tragedia. Nie żeby coś, bo byłem w dwóch związkach, ale to były szybkie początki pt. niewiele rozmów, a wiele działania, a później jak się „oswoiliśmy” ze sobą, to rozmawiałem z partnerkami jak normalnie z ludźmi.

Jak żyć?

W poprzednim odcinku

8

Oglądany: 33298x | Komentarzy: 34 | Okejek: 207 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

17.08

16.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało