Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

6 "złych" aktorów, którzy zagrali w naprawdę dobrych filmach!

72 501  
277   83  
Piwko, dymek, Netflix… Zaraz po wyświetleniu się na ekranie charakterystycznego, czerwonego napisu poczęstowany zostaję propozycjami premierowych produkcji. W co drugiej grafice do kliknięcia w przycisk „Play” zachęca mnie uśmiechnięta od ucha do ucha twarz Adama Sandlera. Nie lubię gościa. Jego aktorska, dziecinna maniera działa mi na nerwy i wolałbym uniknąć oglądania produkcji z tym aktorem. Jestem jednak leniwy. Tak bardzo, że nie chce mi się szukać innego seansu. Tym razem miałem szczęście. Trafiłem na jedno z tych dziełek, które trafi zaraz na listę „Dobrych filmów, w których zagrali „źli” aktorzy”.
Mówiąc o „złych aktorach” nie zawsze myślimy o artystach, którym brakuje polotu, talentu czy ekranowej charyzmy. Problem w tym, że wielu z nich, na skutek długich dekad popełniania błędnych decyzji w kwestii wyboru zawodowych ofert, utożsamianych jest po prostu z nędznym, mało ambitnym, czy wręcz głupawym kinem. Trzeba jednak zwrócić im honor, bo w zalewie miernych produkcji czasem trafi się perła, która sprawia, że mówimy sobie „Na Swaroga! Tego się nie spodziewałem!”.

#1. Adam Sandler

Patrząc na dowolnych kilka dziełek, które taśmowo wypluwa z siebie firma Happy Madison Productions, możemy odnieść wrażenie, że jej założyciel (i główny aktor większości filmów) – Adam Sandler gra zawsze tę sama postać – dość zdziwaczałego, dziecinnego lekkoducha o irytującej manierze mówienia. Artysta ten wyspecjalizował się w durnych filmach o średnio rozgarniętych luzakach oraz w komediach romantycznych, więc serwując sobie seans produkcji z tym artystą w głównej roli, zawsze wiemy co nas czeka. Kaszana.


Tymczasem naprawdę ciekawie zaczyna się dziać, gdy Sandler zdejmuje z siebie swoją wypracowaną, gwarantującą mu komercyjny (nie mylić z artystycznym) sukces, maskę głupkowatego żartownisia i bierze na kark role dramatyczne. Wówczas to okazuje się, że pokłady ukrywanego talentu są tu naprawdę duże. Weźmy za przykład „Opowieści o rodzinie Meyerowitz”, „Nieoszlifowane diamenty” czy ostatni, nieco przewidywalny, sportowy dramat pt. „Rzut życia”, aby zobaczyć zupełnie innego, nieirytującego Sandlera!


#2. Nicolas Cage

A oto jedyny w swym rodzaju przypadek znakomitego aktora, który nie tylko źle wybierał swoje role, ale i sam zrobił z siebie przerysowaną, hiper-ekspresyjną karykaturę. W zasadzie każdy, nawet najbardziej paździerzowy, nakręcony w ciągu ostatnich dwóch dekad, film z tym gwiazdorem, warto zobaczyć - głównie po to, aby móc podziwiać szalone grymasy i wrzaski Cage’a.


Nie zapominajmy jednak, że zanim ten aktor zaczął pojawiać się w B-klasowych, często skierowanych na rynek DVD, produkcjach, miał on już na swoim koncie Oscara za sportretowanie umierającego alkoholika w „Zostawić Las Vegas” oraz występ w paru kultowych akcyjniakach („Con Air”, „Twierdza”). Ba, Cage zaprezentował nawet i swój komediowy talent grając postać miotanego tikami nerwowymi oszusta w „Naciągaczach”.


I chociaż wiele z jego dobrych ról utonęło gdzieś w natłoku produkcji bardzo miernych, miło nam zobaczyć, że ostatnie decyzje zawodowe Nicolasa są zadziwiająco trafne.

#3. Jason Statham

Statham nie jest aktorem. To przede wszystkim sportowiec, który na skutek pewnych zdarzeń zdecydował się spróbować swych sił przed kamerą. Trudno więc od niego wymagać, aby był kimś więcej niż drewnianym, aczkolwiek spełniającym pokładane w nim nadzieje, gwiazdorem kina akcji. Jason strzela, kopie, pręży muskulaturę i rzuca siarczystymi, okraszonymi brytyjską nutką, „fuckami”. Tylko tyle i aż tyle.


Kto chce jednak przypomnieć sobie go w nieco bardziej wymagającej roli, powinien wrócić do seansu produkcji „Przekręt” Guya Ritchiego. Obsadzając Sathama w roli organizatora nielegalnych walk bokserskich, reżyserowi udało się wykrzesać z tego artysty całkiem sporo komediowego polotu. Gwiazdor późniejszego „Transportera” stworzył w „Przekręcie” chyba najbardziej autentyczną, zabawną i jednocześnie – szorstką postać w całej swej karierze.


#4. Will Ferrell

No cóż – Ferrell jest zawsze gwarantem zabawy. Może niekoniecznie dobrej, charakteryzującej się górnolotnym humorem, błyskotliwej i godnej zapamiętania, ale zawsze… To kolejny aktor, który stworzył pewną manierę, na której „jedzie” od wielu lat, ku radości jego fanów i zażenowaniu krytyków filmowych.


Jeśli jednak chcecie zobaczyć tego artystę w nieco bardziej stonowanej roli, to szczerze polecam wam „Przypadek Harolda Cricka”. W tejże produkcji Will wciela się w postać nudnego urzędasa, który odkrywa, że jest bohaterem książki pisanej przez chorą na głęboką depresję kobietę planującą zabić go w ostatnim rozdziale. Pomijając już to, że film ten to naprawdę przyjemna, inteligentna uczta, to warto dodać też, że Ferell całkiem nieźle dźwignął swoje aktorskie zadanie, co łatwe nie było biorąc pod uwagę, jacy artyści mu towarzyszyli. Niecodziennie ma się okazję grać u boku Dustina Hoffmana i Emmy Thomson!


#5. Ben Stiller

W anglojęzycznym słowniku filmowych terminów pojawia się hasło „feel-good movie”. W skrócie - to produkcja, która ma dać widzowi motywujący kopniak w tyłek i sprawić, że wyjdzie on z seansu pełen pozytywnych wrażeń. Nie każdemu twórcy udaje się jednak zaserwować światu „Forresta Gumpa” czy „Klatkę dla ptaków”. Najwyraźniej stworzenie tego rodzaju, podnoszącej na duchu, produkcji wymaga odpowiedniej wrażliwości zarówno reżysera, jak i aktorów. Dziwi więc, że specjalista od dość błahych komedyjek, Ben Stiller, zasiadł na reżyserskim stołku oraz zagrał główną rolę w filmie, który świetnie sprawdza się jako właśnie jako wzorowy przykład „feel-good movie”.


Mowa o „sekretnym życiu Waltera Mitty” – produkcji, która bardzo luźno oparta jest na filmie nakręconym 66 lat wcześniej. To historia, zamykającego się w świecie własnych marzeń, pracownika redakcji „Life”, który rzuca wszystko i rusza w pełną przygód podróż, aby odnaleźć nieuchwytnego fotografa posiadającego zdjęcie mające trafić na okładkę ostatniego wydania magazynu. Tutaj wszystko zagrało – od scenariusza, przez grę aktorską, zdjęcia, aż po wyśmienitą muzykę. Oglądanie Stillera w takim wydaniu to czysta przyjemność!

https://www.youtube.com/watch?v=QwSdCylH9nU

#6. Vince Vaughn

To zadziwiające jak kilka występów w lekkostrawnych, niezbyt ambitnych, komediach może sprawić, że aktor zostanie zaszufladkowany. Na szczęście Vaughn dość zgrabnie lawiruje pomiędzy produkcjami tego typu, a filmami, na które warto zwrócić uwagę.


Jest pewien zapomniany tytuł z tym artystą w jednej z głównych ról. To „Powrót do raju” – wstrząsający dramat o młodym człowieku (w tej roli jak zwykle bezbłędny Joaquin Phoenix), który podczas wakacji w Malezji, złapany zostaje z niewielką ilością trawki i trafia do celi śmierci. Jedynym sposobem na uratowanie mu życia jest stanięcie jego towarzyszy przed tamtejszym wymiarem sprawiedliwości i dobrowolne spędzenie przez nich paru lat w malezyjskim, obskurnym pierdlu. To zdecydowanie jeden z tych filmów, po których bardzo ciężko jest się otrząsnąć, a rola Vaughna jako człowieka zmagającego się z poczuciem winy i pragnieniem pomocy koledze, na długo zostaje w pamięci.


Vince niedawno zagrał też w zupełnie innym gatunkowo, znacznie lżejszym i bardziej grindhouse’owym „Bloku 99”. To urocza, absurdalnie wręcz okrutna, historia faceta, który trafia do więzienia za handel narkotykami i własnymi pięściami musi tam utorować sobie drogę do osób, które grożą bezpieczeństwu jego rodziny. Może nie jest to kino najwyższej klasy, ale trzask łamanych kości i krew tryskająca z ekranu sprawia, że widz bawi się jak prosię w błocie.

15

Oglądany: 72501x | Komentarzy: 83 | Okejek: 277 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

18.08

17.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało