Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Czego nie dowiecie się w Luwrze, czyli 7 innych wersji Mona Lisy

31 115  
97   15  
Jedynie słuszny obraz wisi w Luwrze, ukryty za kuloodpornymi szybami. Rozczarowuje – rozmiarem. Warto jednak wiedzieć, że Mona Lisa to o wiele więcej niż to, co można zobaczyć w paryskim muzeum.

#1. Mona Lisa z Prado

19636869e04b45f1.jpg

Dokąd pojechać, by zobaczyć Mona Lisę? Oczywiście do Francji – nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości… co nie zmienia faktu, że i w Hiszpanii znajduje się bardzo ciekawy eksponat. Dokładniej – w madryckim muzeum Prado. Znajduje się tam obraz, który przez dłuższy czas uważano za jedną z wielu kopii słynnego dzieła. Kiedy jednak lepiej mu się przyjrzano, na jaw wyszło, że powstał na początku XVI wieku, a więc w tym samym czasie co oryginał.

Mało tego, jest też lepiej od paryskiego wzoru zachowany, bardziej widoczne są m.in. szczegóły tła. Co jeszcze ciekawsze, obraz z Prado ukazuje kobietę pod minimalnie innym kątem, z nieco przesuniętej perspektywy. To pozwoliło wysnuć przypuszczenie, że dzieło namalowane zostało przez któregoś z uczniów Leonarda, który spędzał czas z mistrzem w tej samej pracowni.

#2. Monna Vanna

1963685abe89f412.jpg

Uczniem, który stworzył Mona Lisę z Prado, mógł być Salai, choć po prawdzie niewiele na to wskazuje. Owo niewiele to przede wszystkim niedostatek umiejętności – niemniej jednak da Vinci miał wobec swojego ucznia szczególne względy. Do jakiego stopnia posunięte, to nieistotne, bo mowa przecież o obrazach. Kolejnym więc, który zwraca na siebie uwagę, jest Monna Vanna, czyli naga Mona Lisa, Mona Lisa z odsłoniętymi piersiami. Nie trzeba szczególnego znawstwa, by stwierdzić, że przedstawiona postać nie jest szczególnie kobieca.

Według niektórych – to właśnie Salai z dodanym biustem. Obraz, którego autorstwo przypisywane jest uczniowi, bazuje na szkicu wykonanym ręką samego Leonarda. Nie wiadomo jednak, czy był to swego rodzaju prezent dla Salaia czy może rodzaj żartu.

PS Mona Vanna autorstwa Joosa van Cleve’a z połowy XVI w. przedstawia się nieco lepiej…

#3. L.H.O.O.Q., czyli Mona-z-niezłym-tyłkiem

19636878f370f4b3.jpg

Zrobienie nawet nie bardzo dobrej, ale ledwie znośnej kopii Mona Lisy wymaga ogromnych umiejętności artystycznych. Na szczęście(?) nie potrzeba jednak wybitnych umiejętności, by określać siebie mianem artysty. Wystarczy nieco bezczelności. Tak było w przypadku Marcela Duchampa i jego koncepcji ready-made, która zakładała – w oględnym skrócie – że każdy przedmiot może być dziełem sztuki (pod warunkiem, że zostanie wystawiony w muzeum – i tak za sprawą Duchampa do muzeum trafił m.in. pisuar).

Oryginalny artysta – bo mimo wszystko chyba zasługuje na to miano – stworzył też swoją wersję Mona Lisy. Wziął pocztówkę z reprodukcją dzieła, domalował wąsy i bródkę, po czym uznał, że gotowe. Pod spodem znalazł się jeszcze napis L.H.O.O.Q. Gdy odczytać akronim na głos, brzmi on jak francuskie zdanie znaczące mniej więcej „ona ma niezły tyłek”.

#4. Mona a’la Mace

196368821675ba74.jpg

Farby, płótna, pędzle i wszelkie inne niezbędne przybory – wszystko to potrafi kosztować… i to niemało. Jeśli ktoś sądziłby, że malowanie to tania zabawa dla każdego, byłby w błędzie – choć nie do końca. Można przecież darować sobie oleje, akryle, płótna i sztalugi, a zamiast tego wziąć kartkę i długopis. Tego, że więcej nie potrzeba do stworzenia dzieła, dowodzi m.in. Lennie Mace, który stworzył Monę à la Mace.

Obraz powstał przy współpracy – a właściwie za szczodrą zachętą – firmy Pilot, producenta długopisów… i jak można się domyślić, do jego przygotowania posłużyły wyłącznie długopisy. Efekt jest może odmienny od tego, jaki zobaczyć można w Luwrze, niemniej jednak każdy doceni widoczne tu walory artystyczne (a jeśli ktoś nie chciałby ich docenić, niech przypomni sobie swoje własne rysunki na tyłach szkolnych zeszytów…).

#5. Mona z bazooką

1963689b02d67755.jpg

Co kryje się za tajemniczym uśmiechem Mona Lisy? Tego nie wie nikt – a nuż szaleństwo? Subtelny plan, by narobić zamieszania? Wydaje się, że ta ostatnia interpretacja przypadła do gustu niejakiemu Banksy’emu. Na murze przy jednej z ulic w londyńskim Soho w 2007 roku pojawiła się naniesiona czarną farbą postać. Nie kto inny jak słynna na cały świat Gioconda.

Na uszach miała zestaw słuchawkowy, na prawym ramieniu zaś bazookę. Potężne działo kojarzone z sianiem spustoszenia… i grami GTA. Całość idealnie komponuje się z drutem kolczastym powyżej – aczkolwiek nie wszyscy docenili tę subtelność. Wręcz przeciwnie – dla części oglądających zestawienie kobiecej postaci z obrazu Leonarda da Vinci i śmiercionośnej broni było niesmaczne (czym artysta najprawdopodobniej zmartwił się… wcale).

#6. Mona Lisa z fają

19636905b650ca36.jpg

Jeśli ktoś marzył o swoim udziale w wystawie sztuki, może albo nauczyć się malować albo… przenieść się w czasie. W przypadku niektórych – wliczając wyżej podpisanego – to ostatnie może nawet okazać się łatwiejsze. Otóż pod koniec XIX wieku w Paryżu zorganizowano serię wystaw pod tytułem Arts Incohérents, podczas których swoje prace prezentowali wyłącznie ci artyści, którzy… nie potrafili malować.

Wśród nich znalazł się też niejaki Eugène Bataille, znany pod pseudonimem Sapeck. Znany także z tego, że lubił przechadzać się po mieście z głową wymalowaną na niebiesko. Ot, indywiduum. Dziełem Sapecka, które pojawiło się na wystawie, była Mona Lisa paląca fajkę – całkiem wprawnie zresztą, wnioskując po unoszących się w powietrzu kółkach dymu.

#7. Mona Lisa, która zasłaniała

1963691046147eb7.jpg

Pójść do Luwru i dobrze przyjrzeć się najsłynniejszemu dziełu w zbiorach? Nie ma opcji… chyba że ktoś postanowi włamać się poza godzinami otwarcia, czego zdecydowanie nie polecamy acz podziwiamy. Trzeba naprawdę dużo czasu, by dobrze przyjrzeć się szczegółom, które postanowił wyeksponować artysta… i o wiele więcej czasu, by dostrzec te, które postanowił ukryć gdzieś z tyłu, w tle. Na to ostatnie postanowiła zaradzić Sophie Matisse.

Owszem, nazwisko kojarzycie nieprzypadkowo – to prawnuczka słynnego Henriego Matisse’a. Najwyraźniej odziedziczywszy talent malarski po przodkach, stworzyła serię, którą nazwała Be back in 5 minutes, Wracam za 5 minut. W ramach serii namalowała słynne obrazy, usuwając z nich główne postacie, pełen nacisk stawiając na tło. Gdyby ktoś zastanawiał się, co mogło znajdować się za Mona Lisą, Sophie znalazła na to pytanie odpowiedź.


Z czystej ciekawości, ponieważ obraz pojawił się tu już kilkukrotnie – ile razy, przed przeczytaniem tego punktu, zwróciliście uwagę na tło? Gdybyście chcieli obejrzeć pozostałe prace z „5-minutowej” kolekcji Sophie Matisse, dostępne są
na jej stronie internetowej, o tu.
8

Oglądany: 31115x | Komentarzy: 15 | Okejek: 97 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

28.09

27.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało