Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Podglądam ludzi w pracy – XII – „Baranku Boży, który...”

44 931  
346   41  
Zapraszam na kolejny odcinek waszej ulubionej serii ze śledczym ze sklepu w roli głównej.

Na wstępie przejdę do ciekawostek:
  • Nasze sklepy rejestrują 7 mln PLN strat rocznie z tytułu kradzieży. Potwierdzone kradzieże, czyli takie, że wskazaliśmy sprawcę (NN lub Znany – nieważne);
  • 6 mln PLN powstaje w sklepach (czyli 1 mln w centrach logistyki);
  • W tych 6 mln PLN strat w sklepach 90% generują stali klienci. Osoby znane kasjerom, znane ogólnej obsłudze itd.;
  • Średnio, stały klient – złodziej – generuje rocznie stratę na poziomie 340 PLN*;
  • Jedna na trzysta osób ze stałych klientów jest złodziejem;
  • Osiem na dziesięć osób kradnących jest człowiekiem w wieku starszym, czyli 60 lat +.

*tutaj wiele zależy (statystykę można zakłamać, jakby się chciało) od tego, ile dana osoba ukradnie podczas jednej wizyty oraz ile czasu upłynie od momentu wykrycia faktu do ujęcia. To statystyka ruchoma – były osoby, co kradły za 100 zł w ciągu miesiąca i kradły od „dawna” i byli tacy klienci, co przy wizycie wynosili za dwie stówy. Ale, uśredniając wiele statystyk, to pewna stała daje taką wartość.

#1. Wierna władzy się nie kłania

Pojechałem na Pomorze, bo coś tam się działo w jednym sklepie. Był to o tyle dziwny przypadek, że moją wizytę zaplanowano z wizytą z osobami z wydziału śledczego policji. Poinformowano mnie, że „być może” przyjdzie do sklepu pewna pani, która jest poszukiwana, kradnie i ogólnie jest z nią problem, bo mocno się przebiera. Pojechałem – przedstawiono mi sprawę. Ponoć kobieta – lat 60 – tutaj może zawitać, a że sklep może zorganizować „ochronę”, to może uda się ją złapać. Według krótkiej relacji kobieta nakradła na ponad dziesięć tysi w całym województwie. No cóż, trzeba działać. „Góra” przydzieliła mi kolegę do współpracy, uznając, że rzecz jest poważna. OK – pracuję z nowym kolesiem.
Jesteśmy na obiekcie, godziny lecą. Facet okazał się mega śmieszkiem i co chwilę rzucał dobrym żartem. Cały czas się uśmiechałem, a czasami po prostu rżałem. Piotr był urodzonym komikiem i jego kolejne żarty były po prostu zabawne. Siedzimy, żartujemy...
Nagle...
Wchodzi do sklepu kobieta, której wizerunek (twarz) przypominały dość mocno kobietę ze zdjęć, które przekazała nam policja. Myślę sobie, o cię ch*j – ale FART!
Obaj obserwujemy babę. Ale nic, kompletnie nic się nie dzieje. Coś tam niby miesza, ale bez wskazania. Myślę sobie na głos „pewnie ma jakąś metodę”, więc Piotr odpowiada „Idę na sklep, zobaczę co i jak”.
Piotr udaje klienta, nosi koszyk itd., kręci się obok babki. I wtedy ona podchodzi do lodówek (tych otwartych) i coś tam ładuje do torby.

- Ej, coś załadowała! – mówię do Piotra przez słuchawkę. Tylko że nie wiem za bardzo co.
- Konkrety, Stefan, co?!
- Ch*ja widać, Piter, nie wiem!
- Idę za nią – odpowiada.

I idzie za nią. Ja już porzucam monitoring, bo kieruję kroki na lodówki. Tam chcę sprawdzić, co baba zawinęła.
Okazuje się, że w lodówce były baranki-masełka (takie cudactwo po 6,99 per sztuka). Dzwonię do Piotra i mówię mu o moim odkryciu. Ale pewności nie mam na maksa, więc biorę jakieś losowe produkty i idę do kasy. Tam stoi Piotr, a przed nim ta babka.
Kobieta kasuje jakieś tam bułki i mleko, a Piotr – stojący za nią – wypowiada inkantację:

- Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata...
Nic się nie dzieje. Powtarza więc tym razem głośniej:

- Baranku Boży, KTÓRY GŁADZISZ GRZECHY ŚWIATA!
Nic, zero reakcji tej kobiety.

- EKHM
- BARANKU BOŻY, KTÓRY GŁADZISZ GRZECHY..
- Ej, panie, pan się nawąchał czegoś? – odzywa się TA kobieta.
- BARANKU BOŻY... – kontynuuje Piotr.
- Takich ćpunów tutaj obsługujecie? – Gromi kobieta kasjerkę. Kasjerka robi minę pod tytułem „WTF”.

I kobieta kasuje się, Piotr ją wyprzedza, zatrzymuje. Baba w torebce ma 12 baranków z masła. Ale to nie wszystko...


Przyjechała policja, przyjechali ludzie z wydziału śledczego. To była ta babka, której szukali. Zakuwają ją w kajdanki, a ona w te tony:

- Tylko Bóg mnie osądzi, a nie wy, plugawe świnie, sprzedane dusze dla Szatana!

#2. Półtorametrowe wsparcie

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami... był market, w którym nic się nie działo. Nic a nic. Byłem tam raz na szkoleniu i przez kolejne lata nie było sygnałów, aby odwiedzić to miejsce. Aż pewnego dnia dostałem raport i zlecenie, aby jednak tam zawitać. Okazało się, że od kilku tygodni, regularnie, wpada do sklepu koleś i kradnie kosmetyki, czekolady i chemię. Miał tego dużo za uszami, a policja (nowinka!) odsyłała zgłoszenia z umorzeniami. Bywa i tak, jadę.

Jako wsparcie otrzymałem kobietę. Kasia miała 160 cm w kapeluszu i wyglądała tak, że jak powiesz „spierdalaj”, to ona wykona to polecenie w podskokach. Nawet się uśmiałem, ale co tam – robota to robota, trzeba się spiąć.
Siedzieliśmy razem tydzień. Siedem dni rozmów, plotkowania, narzekania itd. Norma. Kasia okazała się fajną osobą, ale za wuja wafla nie przekroczy swojego wzrostu – pomyślałem, oceniając jej wartość „bojową”. I tu się myliłem.
Przyszedł ten koleś, co kradł i Katarzyna wytargała za linię kas, a ja za nią. Katarzyna, PANI Katarzyna, zatrzymuje kolesia. Ja podchodzę, żeby przejąć sprawę, ale wtedy następuje zwrot akcji o 720 stopni.


Kasia zatrzymuje typa, a koleś ją przepycha (bo, jak bym to powiedział, może – ze względu na warunki fizyczne) i wtedy PANI Katarzyna, gdy facet ją próbuje pchnąć, robi uchwyt, myk i oboje leżą, z tym że Katarzyna leży na kolesiu, a koleś ma wykręconą rękę i wrzeszczy.
Czego mi nie powiedzieli, to fakt, że Katarzyna – oprócz bycia ochroniarzem – była też regionalną mistrzynią judo oraz to, że dorabiała sobie w jakimś KSW.
Kolesia zabrała policja. Do szpitala, bo miał złamanie ręki z przemieszczeniem.
Zażartowałem, że złamał rękę na sklepie, a przenieśli go do szpitala. Tyle moje.

#3. Dorabia na boczku

Na jednym sklepie raportowali braki w mięsie. Wszędzie są braki, ale te były alarmujące. Jadę, badam, sprawdzam. Nic nie mam. No, słabo – bym ujął. Zrobiłem notatkę, spisałem co miałem i baj baj. Dwa tygodnie później mam zlecenie na ten sam sklep. Jadę, badam, nic. To znaczy, miałem punkt zaczepny, ale bez wskazania.
Dwa tygodnie później ten sam sklep, ta sama sprawa. No, to jednak coś jest na rzeczy. Pełna analiza sprzedaży, minuta po minucie – kawał pracy – wykonane. I jest, JEST!
Przy sklepie była buda z kurczakami, taka markowa, i pani z tej budy miała fajny (w sensie wypracowany) patent na kradzież mięsa, głównie boczku. Znałem ją, bo budę też znałem, więc jak ją zatrzymałem, to myślała, że żartuję.

Koniec końców – przez trzy miesiące nakradła mięsa (bo tylko to kradła) na 6 tys. A budę okradła na kolejne 2 tysie.

W poprzednim odcinku

6

Oglądany: 44931x | Komentarzy: 41 | Okejek: 346 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

05.07

04.07

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało