Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

„Doom”, czyli 29 lat zagłady! Oto kilka intrygujących rzeczy, których o tej kultowej grze mogliście nie wiedzieć

30 385  
153   36  
Ło, panie... Kiedyś to było. W czasach kiedy szkolne klasy komputerowe wyglądały niczym składowisko blaszanego złomu, niejeden małolat usiłował zabić jakoś nudę i podczas gdy reszta dzieciaków uczyła się DOS-owych komend, czasem udało mu się niepostrzeżenie odpalić jakąś grę. Wybór takich programów nie był może zbyt duży, ale tłukło się w to, co akurat wpadło nam w łapy. I tak się akurat zdarzyło, że w 1993 roku ktoś przemycił do szkoły dzieło, które ociekało krwią, thrash metalem i grozą. „Doom” nie tylko zepsuł nasze niewinne umysły, ale i stał się symbolem nowej jakości i jednym z naczelnych protoplastów współczesnych FPS-ów!
O historii tego kamienia milowego w dziedzinie krwawych strzelanek poczytać sobie możecie chociażby na Wikipedii. My natomiast podzielimy się z wami kilkoma mniej znanymi, smakowitymi faktami, których o „Doomie” mogliście nie wiedzieć.

#1. John Carmack – geniusz bez empatii

Za twórcę gatunku pierwszoosobowych strzelanek uważa się Johna Carmacka – założyciela id Software. Jeszcze zanim światło dzienne ujrzał „Wolfenstein 3D”, ten młody programista opracował system wyświetlania grafiki zwany „ray casting”, który to wykorzystano chociażby w jednej z najstarszych gier FPS, czyli w „Hovertank 3D”. Z czasem Carmack zaprojektował też inną metodę tworzenia trójwymiarowych lokacji – binary space partitioning, po które to rozwiązanie sięgnięto podczas prac nad „Doomem”.


Gra, o której mowa, była nie tylko wielką rewolucją w historii cyfrowej rozrywki, ale i celem wściekłych ataków ze strony wszelkiej maści oburzonych obrońców moralności. Lejąca się krew, bestie, które wylazły wprost z piekielnej kloaki i ta agresywna muzyka… Kto normalny mógł stać za takim przedsięwzięciem? Cóż, Cormack – główny programista „Dooma” za młodu ukradł ze szkolnej sali informatycznej komputer Apple II, za co trafił do poprawczaka. Tam podczas przeprowadzonych na problematycznym młodzieńcu badań psychologicznych na jaw wyszło, że ten „pozbawiony jest jakiejkolwiek empatii dla istot ludzkich”


#2. Co ma wspólnego Tom Cruise z „Doomem”?

W 1961 roku nakręcono ekranizację książki Waltera Tevisa pt. „Bilardzista”. Produkcja, w której główną rolę grał Paul Newman, trafiła na specjalną listę filmów budujących dziedzictwo kulturowe USA. Ćwierć wieku później Martin Scorsese zrealizował drugą część tego kultowego dzieła. W „Kolorze pieniędzy” Newman, który wrócił do postaci, którą stworzył prawie trzy dekady wcześniej, tym razem wcielił się w mentora uczącego pewnego żółtodzioba. Tego ostatniego sportretował młody Tom Cruise.


W jednym z wywiadów John Carmack wspominał, że pomysł na tytuł gry o komandosie rozkwaszającym na krwista papkę demoniczne kreatury pałętające się po marsjańskiej bazie wpadł mu podczas seansu „Koloru pieniędzy”. Mowa o scenie, w której grany przez Cruise’a chłopak przychodzi do sali bilardowej z walizką zawierającą kij i z uroczym uśmiechem przepowiada swoim przeciwnikom „zagładę”.

https://www.youtube.com/watch?v=8K0oeM0wHeY

#3. „Doom” mógł być oficjalną grą bazującą na pewnej znanej serii filmowej

Nie jest żadną tajemnicą, że John Carmack i John Romero – główny projektant „Dooma” – byli maniakami krwistych horrorów i slasherów z lat 80. Nawiązań do tych produkcji zauważyć w ich grze można całe mnóstwo. Dość tu powiedzieć, że bohater „Dooma” lubi atakować swoich przeciwników strzelbą i łańcuchową piłą. Tym, którzy mają podstawową wiedzę na temat klasyki b-klasowego kina, nie trzeba mówić, czyje to atrybuty.



Tymczasem John Romero podczas jednego z wywiadów wspominał o tym, jak na krótko przed rozpoczęciem prac nad „Doomem” id Software dostało propozycję napisania gry na licencji „Obcego”. Ekipa całkiem poważnie rozważała tę ofertę, ostatecznie jednak ją odrzucając. Ambitni programiści uważali bowiem, że w ten sposób stracą kreatywną wolność i będą musieli podporządkować się wymaganiom właścicieli praw autorskich filmowej serii. Postawili więc na stworzenie własnej produkcji o komandosie strzelającym do demonicznych pokrak. Tymczasem mod do „Dooma”, w którym możemy wpakować ołów w ciałka bestii znanych z dzieł Scotta i Camerona, stał się jednym z najpopularniejszych (oczywiście nieoficjalnych) konwersji tej gry.


#4. Stephen King miał swój udział w tworzeniu „Dooma”

Oj, gdyby tylko Stephen King był np. autorem scenariusza do tej gry, czy chociażby napisał krótkie opowiadanie dodawane do pudełka z „Doomem”, to moglibyśmy powiedzieć, że mistrz literackiego horroru otworzył przed nami wrota marsjańskich piekieł. A jednak, mimo że sławny pisarz nie przyłożył – w każdym razie nie bezpośrednio – ręki do powstania tej produkcji, to pewne „ślady” jego twórczości zauważą tylko najzagorzalsi fani dokonań Kinga.
W 1988 roku w amerykańskich księgarniach pojawił się album zdjęciowy „Nightmares in the Sky: Gargoyles and Grotesques”. Jak sama nazwa wskazuje, był to zbiór zdjęć gargulców i innych architektonicznych kreatur, które fotograf f-stop Fitzgerald zebrał do kupy i wydał w formie książki. Zadaniem dodania zgrabnych opisów do tych obrazków zajął się nie kto inny, jak Stephen King właśnie.


No dobra, ale co to ma do gry, o której tu sobie gawędzimy? Ano to, że programiści, chcąc ułatwić sobie robotę, zeskanowali sporo fotografii z tego albumu i wykonali z nich tekstury zarówno do „Dooma”, jak i „Dooma II”.




A tak przy okazji – postać cacodemona, czyli charakterystycznej latającej, rogatej głowy, z którą przyszło nam walczyć setki razy podczas naparzania w „Dooma”, też nie jest do końca oryginalnym projektem panów z id Software. To nic innego jak łeb postaci, która pojawiła się na okładce jednego z podręczników do „Dungeons & Dragons”!


#5. Bronie w „Doomie” to głównie… zabawki

Po co tworzyć od nowa, jak można skorzystać z tego, co jest? W przeciwieństwie do rozpikselowanych pukawek znanych z „Wolfensteina 3D”, gnaty, którymi posługuje się Doom-guy to niemalże fotorealistyczne gadżety do siania pożogi i rozpierduchy. Pewnie was zdziwi fakt, że większość broni, za pomocą których wysyłamy na tamten świat hordy piekielnych kreatur, to nic innego jak plastikowe pukawki zakupione w sklepach z zabawkami. Głównie w Toys „R” Us.


Modele oraz ich animacje powstały ze zdjęć pistoletów, karabinków i strzelb, którymi dzieciaki bawią się w piaskownicowych wojnach. Natomiast ręce, które te niebezpieczne gnaty trzymają, należą do Kevina Clouda – jednej z osób odpowiedzialnych za artystyczną stronę gry.


#6. Muzyka – coś więcej niż inspiracja

Robert Prince był kompozytorem, który miał stworzyć muzykę do „Dooma”. Aby pomóc swojemu koledze w odnalezieniu odpowiedniego natchnienia, John Romero podrzucił mu parę albumów do posłuchania. Czego tam nie było? AC/DC, Black Sabbath, Soundgarden, Metallica, Pantera, Alice in Chains czy chociażby Slayer, k#rwa! W ten sposób Robert zarażony został kawałkami, które... można by rzec, bezczelnie sobie potem przywłaszczył. Większość kompozycji rozbrzmiewających podczas ekranowej masakry to numery doskonale znane każdemu szanującemu się metalowi.

https://youtu.be/8Y3RWlDz_AA

Można by się spodziewać, że na głowę id Software powinno spaść morze pozwów o plagiaty. Tak się jednak nie stało. Z jakiegoś powodu żaden z artystów, którzy stworzyli pierwowzory kompozycji wykorzystanych w „Doomie”, nie wywołał awantury z powodu tej „delikatnej” inspiracji kompozytora odpowiedzialnego za ścieżkę dźwiękową do gry.

#7. „Doom” popularniejszy niż Windows

W 1995 roku „Doom” zainstalowany był na większej liczbie komputerów domowych niż mający w tymże roku premierę nowy system operacyjny Microsoftu. Podobno Bill Gates w tamtym czasie poważnie rozważał zakupienie id Software...


Do transakcji tej nigdy jednak nie doszło, natomiast ówczesny dyrektor firmy stojącej za Windows 95 sprytnie wykorzystał popularność gry, aby pomóc w promocji własnego programu. Nawiązał on kontakt z id Software i zlecił jej programistom wykonanie portu „Dooma” na swój nowy system operacyjny. W ten sposób mógł reklamować Windows 95 jako narzędzie gamingowe, a sam Bill Gates, w ramach akcji promocyjnej, „wessany” został do wnętrza słynnej gry. Tak oto wyglądał jeden z klipów promujących system:

https://youtu.be/b2V9TFrmQ_Q
3

Oglądany: 30385x | Komentarzy: 36 | Okejek: 153 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

07.07

06.07

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało