Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Recenzja „365 dni: Ten dzień”, która nie obciąża mózgu

45 631  
370   50  
Jeśli jeszcze nie oglądaliście drugiej części „365 dni”, polskiego „hitu” od Netlixa, to... nie musicie. Serio, wyjdzie Wam to na zdrowie. Wystarczy, że przeczytacie tę krótką recenzję PigOuta i będziecie wiedzieć wszystko, co trzeba.


Zapraszamy do lektury krótkiej recenzji autorstwa PigOuta, która ukazała się na jego profilu na Facebooku:

Z obowiązku recenzenckiego obejrzałem „Ten dzień”, ale że tyle razy jeździłem już po książkach Blanki, nie chce mi się kolejny raz pisać czegoś w stylu -> „Oesu, tragedia. Quo Vadis świecie?”. Nope tym razem postanowiłem, że obejrzę z otwartą głową i postaram się zrozumieć. I kurła w końcu zrozumiałem.

Otóż, jeśli oglądając kibicowaliście Laurze i uważaliście, że Massimo jest tym złym, to chciałem wam powiedzieć, że jesteście w błędzie i nie ogarniacie tematu. Toksycznym elementem jest Laura. Konkretnie jest wampirem energetycznym i nie daje biednemu Massimo ani milimetra przestrzeni dla siebie. Nope, ich układ jest taki, że dopóki Massimo jest w Laurze (dosłownie), dopóty trwa sielanka. Ale jak tylko z niej wyjdzie, ta momentalnie zaczyna odczuwać jakąś pustkę w swoim życiu i zamienia się w męczybułę, która wszystkich wkur..za.

Jako dowód niech posłuży pierwsze pół godziny, gdzie mamy jedną wielką penetrację i nie pada ani jeden dialog. Na tym etapie Laura i Massimo to idealna para. Samo szczęście, zero problemów.
Pierwszy zgrzyt pojawia się dopiero w 35 minucie, kiedy są już po ślubie i jadą na miesiąc miodowy. Massimo stwierdza, że skoro już pojechali w jakieś fajne miejsce, to można wyjść poza sypialnie i trochę zwiedzić okolicę. I już widać, że Laurze się to nie podoba, ale jeszcze walczy. Na ten przykład są na pustyni i Massimo chce tej pustyni zrobić zdjęcie na pamiątkę, ale oczywiście nie udaje mu się, bo po sekundzie przed obiektywem staje Laura, zasłania pustynie, zdejmuje majtki i prosi, żeby wszedł w nią, jakby jutra miało nie być.

W następnej scenie są na polu golfowym. Massimo ustawia sobie piłeczkę i już przymierza się do zamachu, wtem do dołka podchodzi Laura, wyciąga chorągiewkę, dokładnie ją oblizuje, następnie do połowy wkłada sobie do buzi, po czym ją odrzuca, a sama zdejmuje majtki, siada okrakiem przy dołku tak, że Massimo głupieje i nie wie, w który dołek uderzać. Here we go again.



I jeszcze na koniec wyjazdu jeżdżą po plaży na koniach przy zachodzie słońca. Massimo jest z przodu, widać, że cieszy się chwilą, że ładny widoczek, fajny moment w życiu, etc, i nagle odwraca się do Laury, żeby zapytać, czy jej też się podoba, a ta standardowo wywalone na ładne widoczki i i zamiast mu odpowiedzieć, robi cyckowego flashbacka i zaczyna symulować jakieś czynności, których nie mogę tu opisywać przed 22:00, na co wszystkie konie w tej scenie stają dęba i tyle było z romantycznej przejażdżki. Znowu obowiązki.

Niestety ich idealny związek zaczyna się sypać po powrocie do domu. Ot dostajemy scenkę, jak to Massimo budzi się z rana i coś mu nie pasuje. Zagląda pod kołdrę, a tam już Laura buszuje… na co Massimo naprawdę po dżentelmeńsku i z dużym taktem odrywa jej głowę od swojego krocza i najdelikatniej jak się da, mówi: „Laura doceniam i bardzo bym chciał to dokończyć, niestety niektórzy w tym domu muszą pracować i niestety tym kimś jestem ja, więc przenieśmy igraszki na później, bo za chwilę mam ważnego calla z zarządem mafii”. I wychodzi z pokoju, na co Laura łapie focha jak stąd do Palermo i w wyobraźni już składa papiery rozwodowe, bo przecież ona nie może być z kimś, kto całe życie spędza w pracy, a ją ma w dupie.

Foch na pracoholizm Massimo jest tak wielki, że Laura w następnej scenie ucieka z ogrodnikiem, który przy okazji okazuje się ważna figurą w konkurencyjnej mafii, ale łoreva. Myk jest taki, że przysięga małżeńska jest dla Laury tak ważna, że 5 minut później proponuje ogrodnikowi taką zabawę, że ona na golca usiądzie mu na twarzy, a on ma zwinąć usta w tutkę i robić pierdziochy.

I jak już kilka dni tak się pobawili, to Laura stwierdza, że chyba jednak bardziej preferuje „skromny” styl życia ogrodnika niż przepych Massiomo -> konkretnie oznacza to, że willa na plaży > pałac. Corvetta z ‘92 > Bugatti Veyron. Piwo > Don Perinion. Stylówa surfera > Fatałaszki od projektantów. delikatne pierdziochy w wadżajne > Zwierzęce chędożenie z asystą pingwinka.



I ja tak sobie pomyślałem, że skoro Laura lubi skromniej, to może powinna dać się porwać przez kogoś, kto zarabia średnią krajową, a być może okaże się, że 20-letni Lanos przypasuje jej bardziej niż Corvetta, a mieszkanie kątem w kawalerce ze starymi lubego będzie niosło ze sobą jakiś dodatkowy dreszczyk. Np. -> stary w kiblu, a matka poszła do Biedry, wiesz co to znaczy? Mamy 2 minuty na odbycie zbliżenia, więc nie gadaj tylko roluj gacie na kostkę.
Problem jest taki, że w tym układzie Laura prawdopodobnie musiałaby pójść do pracy i nie byłoby komu przynosić jej posiłków do łóżka #najgorzej

Tak więc w końcu zrozumiałem. Trylogia 365 dni opowiada o kobiecie-wampirze energetycznym, która niszczy życie wielu Włochom, którzy mieli świat u stóp, ale podjęli jedną głupia decyzję i teraz do śmierci będą bujać się z konsekwencjami.

Natomiast co do technikaliów to „Ten dzień” wygląda jak mix „Zamiany z księżniczką” (zły bliźniak) z „Piękną i długą reklamą Apartu” oraz reklamą leków na potencję #MaxiGra #ZnowuCzujęSięJakSamiecAlfa. Polecam obejrzeć grupowo z rodziną podczas wigilii.

Oesu, aprops wigilii, przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz. Otóż była scena, kiedy Massimo, Laura i ich przydupasy obchodzą Boże Narodzenie i Lamparska rozdaje prezenty. Wszyscy dostali coś zajebistego i tylko Massimo nic, więc troszkę poddenerowany pyta Laury -> Ej kużwa gdzie jest mój prezent? Na co ta mu lubieżnie szepcze do ucha -> Myszko ciężko znaleźć fajny prezent dla kogoś, kto ma wszystko, ale tak się składa, że ja mam dla ciebie coś zajebistego.

I tutaj schodzi mega krindż, bo Massimo myśli, że dostanie Nintendo Switch i zarwie nockę na pykanie w Zeldę, tymczasem okazuje się, że NOPE i tym prezentem jest możliwość kopulacji z Laurą. Czaicie? Gościu kopule z nią 18 razy dziennie, więc taki prezent dla niego, to jak dla nas dostać skarpety... niby się przydają, ale jaranko żadne. Aż mi się żal typa zrobiło. #spuczucia.
5

Oglądany: 45631x | Komentarzy: 50 | Okejek: 370 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

29.06

28.06

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało