Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

O patologiach na rynku wynajmowania mieszkań słów kilka

60 449  
178   172  
Znacie to uczucie, kiedy szukacie mieszkania na wynajem, wygląda super, cena jest OK i przy okazji nie ma żadnych potknięć? Ja też nie. Specjalnie dla Was zebrałem perełki, które irytują mnie najbardziej.


Jak pewnie wielu z Was, jestem szczęśliwym posiadaczem umowy najmu lokalu mieszkalnego. Z różnych przyczyn chciałbym inne mieszkanie, czy też wcześniej szukałem lokalu, i mam przeczucie, graniczące z pewnością, że rynek najmu nieruchomości to jedna wielka patologia. W sumie nie jest to daleko od deweloperki – widać chore praktyki rynkowe, jak rak, przechodzą na branże pokrewne. Po kolei!

#1. Cena najmu to absolutnie wszystko, co musisz miesięcznie płacić

Nie. Do kwoty najmu z oferty musisz doliczyć opłaty licznikowe, czynsz dla wspólnoty, datek na księdza, Internet, fundusz remontowy, osobno płatne miejsce parkingowe i ratę kredytu hipotecznego (najzabawniejsze – nie Twojego kredytu, tylko właściciela mieszkania!). Czy mam problem z tym, że za to wszystko muszę płacić? Nie, bynajmniej. To, co mnie irytuje, to masa ukrytych kosztów. Całość to 3500 zł? To napisz w ofercie 3500, a nie 2000 zł i gdzieś na dole oferty, że trzeba doliczyć całą litanię dodatkowych rzeczy. Niby wiem, że to chodzi o to, żeby więcej ludzi kliknęło, bo niższa kwota. O ile przy cenie batonika różnica między 1,99 zł a 2 zł może kogoś przekona (1 z przodu to mniej niż 2), o tyle mnie, potencjalnego najemcy, taka praktyka bardziej wkurzy i zirytuje, niż przekona do rozważenia mieszkania, które przekracza mój budżet. W sumie to mogłem założyć większy budżet! Czemu nie pomyślałem o tym wcześniej?

l_1950512daecdae2My_Goodness_What_an_.jpg

#2. Kaucja taka nie za duża

Instytucja kaucji nie jest niezbędna, ale rozumiem jej sens. Niby można się ciągać po sądach, ale łatwiej mieć depozyt, pobrać z niego na poczet naprawy szkód ze 100-200 zł, niż kopać się kilka lat o taką kwotę. Nie ma problemu. Ale branie więcej niż miesięcznej kaucji za ruderę, to już lekkie przegięcie. Mieszkanie widać, że nadgryzione zębem czasu. Panele są, ściany kiedyś były białe, meble pamiętają Gierka. Kwota najmu niemała. Na deser do tego kaucja dwumiesięczna.

Jeszcze byłbym w stanie to zrozumieć, gdyby chodziło o wypasiony apartament z drogim sprzętem w środku. Pomijam, że najem droższy, przez co i kaucja jednomiesięczna wyższa. Nawet pomijając to, byłbym w stanie zrozumieć, że mając w wynajętym apartamencie telewizor 100” właściciel chciałby się dodatkowo zabezpieczyć. Rozumiem, nie ma problemu. Ale przy zapuszczonych biedalokalach, gdzie Janusz nie planuje remontu i liczy na każdy odprysk tynku czy zabrudzenie, za które skasuje po 500 zł, to chyba słaby interes dla wynajmującego. Dla mnie to czerwona flaga i sygnał, że będzie się działo.

19505140d3749d6cossiedzieje.png

#3. Właściciele z piekła rodem

Tutaj też różnie bywa. Czasami są to zwykli, spokojni ludzie. Oni chcą kasy za najem, my chcemy świętego spokoju. Dogadamy się. Czasami jednak są ludzie, którzy nie chcą przelewów, tylko gotówką (wyczuwam problemy ze skarbówką/komornikiem). Inni chcą się koniecznie zaprzyjaźnić. Inni mają w sobie niezrealizowaną chęć robienia wszystkiego samemu – cieknącej rury, pralki czy odpadającego kafelka. Problem w tym, że zwykle to nie wynika z chęci zrobienia tego dobrze, bo się jest specjalistą i złotą rączką, tylko z tego, że cebuli szkoda wydać 200 zł na majstra i lepiej samemu poświęcić pół dnia.
Do tego dochodzą wymogi właścicieli – brak dzieci, tylko dzieci, tylko dziewczyny, brak zwierząt, lubimy zwierzęta czy dom dla palaczy (czarownic).

Dobrze, że nie piszą, że tylko dziewice, Polacy z dziada pradziada czy też tylko zwolennicy PiS/PO czy Rysia Petru. I niby można zrozumieć, że właściciel nie chce mieć zdemolowanego mieszkania i byle komu dać nie chce. Rozumiem, też o tym myślę, jak komuś użyczam cokolwiek (z mieszkaniem miałbym zwłaszcza takie obawy), jednak miejscami to jest przegięcie.

1950509cbd61d10landlord.png

#4. Brak znajomości prawa

To jest dla mnie hit. O ile jeszcze rozumiem, że szary Kowalski znać całego prawa nie musi (co więcej, nawet jakby chciał, to i tak nie da rady), o tyle nawet pośrednicy nie ogarniają tematów. A co mam na myśli?

Umowy bywają napisane bez sensu, z różnymi dzikimi zapisami. To chyba niezależnie od branży się zdarza. Serio, można wynająć prawnika, żeby rzucił okiem i doradził. Nie będzie to kosztować majątku, a ma się pewność, że ta umowa jest poprawna.

Dalej są różnego rodzaju prawa lokatorskie i też tego nikt nie ogarnia. Wszyscy się boją nie wiadomo czego, jakby każdy najemca tylko czekał, żeby się wprowadzić i nie płacić. A w ogóle o prawach lokatorskich to nie ma co gadać, prawo mamy dzikie w tym temacie.

Do tego kwestie podatkowe. Mam działalność gospodarczą i chciałbym się zarejestrować w miejscu zamieszkania. Praca biurowa, brak klientów (mail + telefon). Do tego pomieszczenie będzie wykorzystywane też na cele życiowe. No i strach, bo większy podatek. Mówię, pokazuję interpretacje, gdzie nie raz już było, że w takiej sytuacji to podatek niższy, bo dalej są cele mieszkaniowe. Nie, nie przetłumaczysz. Nawet pośrednikowi, który swoją drogą takie rzeczy, jak podatki za wynajem, to powinien ogarniać. A wracając do pośredników…

195051565fdb7aalaw.png

#5. Pośrednicy… Wszędzie pośrednicy…

To na koniec chyba największa patologia tego rynku – pośrednicy. Jeszcze jakiś czas temu był to zawód regulowany, z jakimiś regulacjami ustawowymi i kodeksem postępowania. Dzisiaj to jest yolo i do przodu. O ile nie mam nic przeciwko temu, żeby pośrednikowi płacić, to mam już z tym problem, jeśli mam mu płacić za nic. Scenka rodzajowa. Wchodzę na jeden z pierdyliarda portali z ogłoszeniami, o, fajne mieszkanie, kliknę se. Kliłkem – fajne fotki, cena spoko, biorę telefon i dzwonię:
- Dzień dobry, czy oferta na mieszkanie przy ulicy Kremówkowej dalej aktualna?
- Dzień dobry, tak, aktualne, ale jestem pośrednikiem i masz mi zapłacić, jak podpiszesz umowę z właścicielem.
- Ale nic dla mnie zrobiłeś, żebym musiał ci płacić…
- Ale to ty dzwonisz.
Kurtyna.

Tak jak pisałem – jeżeli zlecę pośrednikowi robotę (znajdź mi mieszkanie/znajdź mi najemcę) i ogarnie temat, to nie mam żadnych oporów, żeby zapłacić. Rozwiązał mój problem. Ale jak typ/typiara wrzuca tylko na portale i chce kasę za nic? Ciekawe, czy właściciele mają świadomość, że to zniechęca sporą grupę normalnych ludzi. Takie praktyki pośredników to już patologia i jestem pewien, że jest specjalny krąg w piekle dla takich ludzi. A żebyście zawsze w nocy idąc do łazienki uderzali małym palcem o nogę łóżka!

1950511e24b199f4058760.jpg

#6. Skąd to wszystko?

Powodów jest sporo. Główny: mieszkania są drogie. To jeszcze pół biedy, bo niby można brać kredyt hipoteczny i płacić nie czynsz, tylko ratę kredytu. Spoko, ale trzeba mieć wkład własny, a jak nie trzeba, to nie ma mieszkań, które można kupić za to, co państwo chce wesprzeć (uroki mieszkania w dużym mieście). Skoro trzeba mieć 10% od drogiego mieszkania, to wciąż wychodzi dużo i nie ma jak odłożyć. Do tego dochodzi jeszcze kompletny brak polityki mieszkaniowej państwa. Nie zapominajmy o KNF, który w sprawie banków robi nic (jak był cyrk z frankami, to dopiero coś się zadziało – zobaczycie, za chwilę będą ogarniać kredyty złotowe). A przypomnę tylko, że kredyty ze zmienną stopą są w Europie be, poza tym mamy bardzo wysokie koszty kredytów. Na koniec warto też wspomnieć, że fundusze inwestycyjne wymyśliły sobie, że w sumie mają kasę i można skupować mieszkania i wynajmować. Idealnie!

Moim zdaniem osoby prawne nie powinny w ogóle mieć możliwości nabywania mieszkań (lokali biurowych owszem, ale nie mieszkań). Poza tym rozumiem, że ktoś ma dzieci, kupuje im mieszkanie, w drugim mieszka, ew. ma jakąś działkę i coś z tego wynajmuje. Spoko. Gdyby jednak podatek zależał od liczby wynajmowanych mieszkań (gdzie podatek z pierwszego mieszkania to powiedzmy 5%, z drugiego 10%, a z trzeciego 30% itd.), to nagle by się na rynku pojawiły mieszkania, które wszyscy chcieliby sprzedać, bo nie generowałyby zysku. No ale cóż – nikt tego nie zrobi, bo po co działać dla dobra obywateli
80

Oglądany: 60449x | Komentarzy: 172 | Okejek: 178 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało