Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Autentyki CLVIII - Zwierzenia internauty

38 451  
4   30  
Dzisiejsze wydanie Autentyków traktować będzie m. in. o subtelnych różnicach w sposobie bawienia się Prezesów i Studentów oraz obiektach, które możecie zaobserwować na światowych lotniskach i polskich jeziorach...

RUDE JEST WREDNE

Rzecz działa się całkiem niedawno – podczas fali upałów. Pewien facet, adwokat zresztą, wyjechał wraz z rodziną i psem (płci żeńskiej) poza miasto, na działkę.
Jak wiadomo, zwierzęta na takie temperatury reagują nie bardzo. Tu akcja przybrała rozmiary dramatu. Suka stała się potwornie agresywna. P o t w o r n i e. Dosłownie opętał ją demon: atakowała i gryzła wszystkich. Do tego stopnia, że właściciel ratując dzieci musiał ją... zlikwidować. Wrzucił ciało do bagażnika i postanowił zakopać w lesie. Jako że potrzebował do tego pomocy, roztrzęsiony zadzwonił do przyjaciela:
- Andrzej, k**wa, weź dwa szpadle i duże plastikowe worki, i czekaj na mnie przed bramą. Zatłukłem Rudą i trzeba ją zakopać.
Po nastu minutach facet podjeżdża, przyjaciel blady jak ściana, ale czeka. Przez całą drogę nie odezwali się ani słowem.
Na miejscu, gdy podchodził do bagażnika przyjaciel o mało co w końcu nie zemdlał. Nasz bohater dopiero po chwili przypomniał sobie, że na żonę pieszczotliwie mówi „Ruda”...

by steffan

* * * * *

A JA WOLĘ SWOJĄ MAMĘ

Przyszła dzisiaj do mnie do pracy Zgroza z koleżanką. zeszyty se Zgroza wybierała. Wybrała, wychodzą z koleżanką, słyszę jak koleżanka do Zgrozy:
- A czemu mówisz do tej pani "mamo"?
- Bo to moja mama jest!
Koleżanka z niedowierzaniem:
- Nieprawda, mamy nie mają takich włosów...
W sumie to nie wiem, czy dziecko mówiło to z podziwem, czy z przestrachem...

by atitta

* * * * *

SEKRETARKA...

...odebrała właśnie telefon i po chwili słyszę:
[S] - Ale ja nie wiem zbytnio o co chodzi więc proszę rozmawiać z szefostwem.
[K]lient - ...
[S]- No to jak nie z szefostwem to może do kierownika przełączę.
A ja jako jedyny kierownik w biurze zareagowałem:
[Ja] - A kogo chcesz łączyć?
[S] - Dzwoni pani z "Augustowianki".
[Ja] - No i o co chodzi?
[S] - No bo ona mówi, że był u niej człowiek od nas i cośtam, cośtam, cośtam i mówi coś o warunkach.
[Ja] - Hmm, ja nic nie rozumiem z tego co ty do mnie mówisz.
[S] - To ja jednak przełączę do Ciebie.
[Ja] - Ale czy ja się zajmuję dostawą wody do firmy?
[S] - To do szefostwa niech dzwoni.
[Ja] - Ale nadal nie powiedziałaś mi o co chodzi tej pani.
Po czym [S] wypala do [K]:
[S] - A jakie jest pani główne pytanie?
Nie wytrzymałem. Padłem na glebę wykonując KR. W pokoju obok księgowa popłakała się ze śmiechu. Niektóre sekretarki są chyba specjalnie prane z inteligencji.

by Sebro

* * * * *

TAJEMNICZY LOT

Czekam dzisiaj na lotnisku w Balicach po odbiór bagaży (właśnie wróciłem z urlopu) i słyszę, jak jedna para, komentuje samoloty:
- LOT to ma takie duże samoloty, a te tanie linie lotnicze takie małe... Ale za to ładniej wymalowane... A ten to co? PCK?
- Nie, kochanie, to SwissAir...

by mroovek

* * * * *

STUDENCKIE ZABAWY

Prehistoryczne czasy mego jeszcze studiowania, świętujemy sesję - jakoś tak wyszło, że na Biskupinie. Noc ciemna i głucha się już zrobiła, zbieramy się domów, akademików czy gdzie tam kto, półżywi podpierają ćwierćżywych... no - normalka. Oprócz jednego wybitnie ambitnego (a zdecydowanie ćwierćżywego) dobrego mego kolegi, który sobie wymyślił, że on sam, o własnych - niewspomaganych żadnymi tramwajami, czy taksówkami - siłach, do dom na Krzyki dotrze. No i poszedł...
Dzień następny, dzwoni ten ambitny do mnie, głos smutny i coś taki niepewny:
- Słuchaj... A ty nie wiesz co się stało z moją torbą? Wszystko tam, kuffa, miałem - dokumenty, indeks, klucze...
Następne dwa dni minęły nam w niepewności i oczekiwaniu na cud... No i zdarzył się cud. Torba kolesia trafiła, dzięki jakiejś litościwej duszy, do jednego z akademików przy Pl. Grunwaldzkim wraz z informacją, że znaleziono ją w naszym ZOO... W zagrodzie dla żubrów.
Jeszcze wyjaśnienia dla "nietubylców":
1. Te dwie dzielnice, to tak po przekątnej miasta są - daaaaleko od siebie, a ZOO po drodze;
2. Ta zagroda jest w takim miejscu, że nijak nie da się tam przykładowej torby np. przez ogrodzenie ZOO wrzucić... Tak bardziej w środku jest...

by JUNASZ

* * * * *

SUBTELNA RÓŻNICA

Rzecz zdarzyła się jakieś trzy lata temu. Razem z kolegą postanowiliśmy zostawić, trochę ciężko zarobionych pieniędzy, w zaprzyjaźnionej knajpce w Poznaniu. I wiadomo jak to jest: dwóch facetów przy barze i kolejka za kolejką. Na efekt długo nie czekaliśmy. Kolega po wychyleniu któregoś tam kieliszka, wygiął się w tył, potem w przód i tak już pozostał. Ja jako ten trzeźwiejszy (mimo wszystko...) postanowiłem, że przekażę potrzebującego opieki kumpla paniom zza baru (szacunek!). Sam zaś wolnym krokiem ruszyłem w kierunku Dworca Głównego, bom przyjezdny był. I tak czekając na pociąg, postanowiłem, mimo ostrzeżeń Ministra Zdrowia, przekąsić coś w dworcowym barze. Wybrałem z menu jakiegoś hamburgera i usiadłem przy stoliku. Przede mną zamówienie składał jakiś jegomość, który poprosił o cheeseburgera. Moją uwagę przykuł sposób, w jakim moja tymczasowa żywicielka przyrządza jedzenie. Otóż mój hamburger i cheeseburger mojego poprzednika nie różniły się absolutnie niczym. Postanowiłem uprzejmie zagadnąć panią sprzedawczynię:
- Najmocniej przepraszam. Czy mogłaby mi Pani powiedzieć, jaka jest różnica między hamburgerem a cheeseburgerem?
- No jak to jaka? W cheeseburgerze jest więcej surówki, jak sama nazwa wskazuje!
Swoją bułę dokończyłem na zewnątrz, nie mogąc pozbyć się z twarzy delikatnego i wiecznie trwającego uśmieszku...

by marine

* * * * *

KARAOKE KADRY KIEROWNICZEJ

Prowadzę imprezy karaoke. Ostatnio robiłem takową dla pewnej firmy X. Impreza z okazji uczczenia czegośtam, przemówienia, kwiaty, nagrody, szefostwo z kraju i z zagranicy, ogólnie szampańska zabawa, tenże się leje, wódeczność podobnie. No świetna impreza po prostu.
W pewnej chwili, podchodzi do mnie Prezes, podchmielon nieco i zamawia - hit wszechczasów - "Majteczki w kropeczki" oraz - przebój nad przeboje - "Ogórek wąsaty".
Zapowiadam, by czekał, bo lada moment zaproszę go do mikrofonu, spoglądam na listę zapisanych, co tam, myślę - prezesa puszczę bez kolejki, ale "Ogórek wąsaty" lepiej mi pasuje do układu muzyki, więc poleci jako pierwszy, zaś "Majteczki w kropeczki" prezes zaśpiewa na bis...
Szumnie zapowiadam "Powitajmy oklaskami... prezes... odwaga... talent... śpiew... być może taniec... itd". Ale zamieniając kolejność nagrań, nie wziąłem pod uwagę jednej rzeczy. Prezes przygotował się do występu zrzucając spodnie, gdyż gacie w grochy miał.
On wyskakuje na scenę bez dołu od garnituru, a cała sala zaczyna się drzeć:
- OGóREK, OGóREK, OGóREK! - i pomalutku cichnie.
Tak wygląda konsternacja.
PS. Nie miał żalu, towarzystwo wyluzowane, skoro prezes lubi śpiewać w majtkach - jego wola, zapłacili normalnie + premia.

by yacekplacek

* * * * *

CHŁOP, JAK SIĘ PATRZY

Koleżanka podesłała mi relację ze swego porodu. Oto co się działo:
"...Niestety Karolkowi nie śpieszyło się na świat w związku z tym tydzień po terminie wylądowałam na "salonach słowika" [dr Słowik - ordynator tutejszego położnictwa]. Po trzech dniach uporczywego kłucia mnie gdzie popadnie lekarze postanowili mnie "rozhulać" (cytat dosłowny) i wywołać poród. "Rozhulanie" skończyło się na stole - z powodu komplikacji w tempie expresowym zostałam przewieziona na salę operacyjną i tam sam pan doktor zrobił mi cięcie.
Pamiętam słowa doktora :
- Ooo, chłopak! Miał być chłopak?
- Tak!
- Ooo, a jak będzie miał na imię?
- Urszula.

by Sebro

* * * * *

KWESTIA SMAKU

Mój brat w sklepie spożywczym:
- Proszę colę wiśniową.
Pani ekspedientka:
- Nie ma takiej, jest tylko cherry...

by jabba_the_hutt

* * * * *

RZECZYWISTOŚĆ Z BANKOMATU

Bodajże w zeszłym miesiącu.
- Dobry wieczór (tu 30 sekundowa formułka powitalna)...
- Witam.
- Chciałam się dowiedzieć, dlaczego klient nie mógł wypłacić środków w bankomacie.
- Powód prozaiczny proszę Pani. Brak środków...
- Aha... A czy widzi Pan tam jakiś "kod błędu"?
- Kod błędu? Co Pani ma na myśli?
- No... ee... Kod odpowiedzi?
- Brak środków - rzekłem.
- Ale klient twierdzi, że mu się jakiś dziwny komunikat wyświetlił i jest zaniepokojony!
- A jak Szanowna Pani?
- Pojawiła się informacja "Twój kod został złamany...". Czy ktoś niepowołany poznał PIN klienta?
5 minut śmiechu. Łyk zimnej wody.
- Tak... Proszę Pani, słyszała Pani może o filmie "Kod Leonarda da Vinci"?
- Noo... tak...
- Otóż Proszę Pani, niektóre sieci bankomatów, a zwłaszcza Euronet, wyświetlają taką reklamę w czasie realizowania transakcji, ale na górze jest napisane wtedy na czerwono "TO JEST REKLAMA!".
No i tu mi hamulce pękły i poleciał w eter piękny, misiowy, perlisty rechot...
Panna odczekała z gracją do końca mojego ataku słabości i po krótkiej pauzie odparła:
- ZROZUMIAŁAM! (tu formuła pożegnania trwająca 30 sekund, której do końca już nie słyszałem, bo spadłem z fotela).
Swoją drogą, co za debil wymyśla takie reklamy na bankomatach?

by Misiek666

* * * * *

DEKLARACJA

Moja jeszcze-wtedy-nie małżonka pracowała swego czasu w pewnej państwowej firmie.
I jak to w takich molochach - kręcili się po firmie różni związkowcy i szukali ludzi, których mogliby "bronić". Przyszedł także do pokoju, w którym pracowała moja lepsza połowa, a wraz z nią dwie koleżanki, w tym jedna zbliżająca się do emerytury pani nazwijmy ją Henia.
Przyszedł ten związkowiec i zaczął roztaczać widoki, jak to w Związku fajnie, co to i komu daje itd. Ponieważ wszystkie obecne osoby zaczęły z nim dyskutować, pan się nieco rozpędził, a w końcu pewnie swego rzekł:
- To może ja przyniosę deklaracje członkowskie?
Na to pani Henia:
- Deklaracje może pan przynieść, ale na członka mnie pan nie wciągnie.
Pan się szybko ulotnił...

by express

* * * * *

KAMPANIA SPOŁECZNA

Wsiadam do autobusu, za mną młodzieniec wyraźnie po spożyciu, ale niepijany. Jest wolne miejsce. Młodzieniec grzecznie pyta, czy skorzystam. Zaprzeczyłam, więc skorzystał on. Miejsce mu "wypadło" obok istoty płci żeńskiej, mniej więcej w jego wieku. Dziewczę: kostiumik, koczek, teczuszka - biznesłomen na dorobku. Młodzieniec słusznych gabarytów. Co autobus letko skręci, lub w dziurę wpadnie, to Młodzieńca na Dziewczę rzuca. I Dziewczę mu za każdym razem też rzuca... wielce karcące spojrzenia...
Za którymś razem, halsnęło go na prawdę mocno i w jej oczach już nie przygana, ale autentyczne noże się ukazały...
I wtedy Młodzieniec rzecze scenicznym szeptem:
- Niech się Pani tak nie denerwuje. Bliżej siebie, dalej od narkotyków!

by tessa

* * * * *

GDZIE TA KEJA...

Jako żeglarka pasjonatka, dość często bywam na Solinie. Bliżej mam niż na mazury... Cisza i spokój tam panują, to czemu nie.
Jeden w wypadów. Odpoczywamy sobie po ciężkiej nocy na kei... Słoneczko świeci, ptaszki świergolą, jakby nie tupot przysłowiowych mew po deskach, to by był raj.
Z daleka płynie dezeta (jakkolwiek się to pisze). Dla niewtajemniczonych: duża łódź ciężka, prawie że opancerzona. Na kursach żeglarskich pływaliśmy na niej, jak nie wiało na żaglach, jak wiało na wiosłach - ot tak dla urozmaicenia.
No i płynie sobie ta dezeta, zbliża się... Na pokładzie załoga doświadczonych żeglarzy. Przewodzi im kapitan żeglugi, prawdziwy wilk morski na emeryturze, co to swoje kilometry, różnymi jednostkami pływającymi, po morzu zrobił.
Mają już całkiem niedaleko... i nadal płyną na pełnych szmatach.
Dość mocno wieje... Na twarzach załogi lekka panika, ale kapitan rozkazu nie daje, to się nie ruszają.
W końcu jakieś 3 metry od kei... Kapitan zaciąga się papierosem i nienerwowo wydaje komendę:
- CAŁA WSTECZ...
Keja została odbudowana.

by Kyane

* * * * *

ZWIERZENIA INTERNAUTY

Niniejszy list był zaadresowany do operatora "xxx":
"Od roku jestem użytkownikiem Waszej "wspaniałej" usługi blue connect. Szybkość dostępu do zasobów internetu jaką oferujecie spowodowała, że stałem się zupełnie innym człowiekiem. Zauważyłem, że wiele spraw można odłożyć na później, nawet wiele później, że jutro też jest dzień. Zacząłem dostrzegać wokół mnie świat, o którym w codziennej harówce na cudze marzenia już dawno zapomniałem.
Przestałem warczeć na ludzi i zauważać ich problemy. W trakcie otwierania się stron, które często z powodu wolnego transferu wygasają, mam czas na rozmowę z dziećmi, zauważam piękno przyrody przechadzając się po balkonie, nocą podziwiam konstelacje, obserwuję śpiącą żonę wspominając studenckie czasy (Ona ma szybki internet). Początki tej "terapii" były bardzo trudne.
Byłem bliski rezygnacji, ale Wasza wiara w pacjenta, przepraszam klienta, że da sobie radę umocnia zapisem w dobrowolnej umowie o możliwości utraty 1200,00 zł za dezercję dodała mi otuchy. Tak, przyznaję byłem uzależniony od 512 kb/s. Wolniejszy transfer powodował, że zachowywałem się jak w ataku białej gorączki. Padały słowa goryczy pod adresem operatora i supportu. Groził mi nawet rozpad domowego ogniska. Ale po roku zmagań, konsekwentnej pracy nad zrozumieniem istoty usługi tylko za ok 100,00 z miesięcznie mogę powiedzieć jak na terapii grupowej: jestem użytkownikiem blue connect, zmieniłem się, dziękuję, kocham Was.
P.S. zastanawiam się czy jak net przyspieszy dotrzymam mu tempa?"

by korzo2461

P.S. Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało... Zawsze holender możemy nałożyć wiekszą akcyze na "Finlandię"... (nie gwarantujemy rozpadu koalicji... - przyp. red.)

Chcesz poczytać więcej autentyków? To wejdź na nasze forum "Kawałki mięsne", tam też możesz opowiedzieć jakąś zabawną historię ze swojego życia (koniecznie zaznaczając przy wątku taki znaczek: ), a być może za tydzień to właśnie Ty rozbawisz na naszej stronie głównej czytelników kolejnych Autentyków!

Oglądany: 38451x | Komentarzy: 30 | Okejek: 4 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.10

18.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało