Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Podglądam ludzi w pracy – Cz. IX – osobliwe przypadki i coś z zaplecza

46 454  
364   25  
Napisałem co nieco o tym, jak praca wygląda. Opisałem także sporo różnorakich przypadków. Z wiadomych względów i specyfiki tego portalu skupiłem się na tych zabawniejszych i będę tego się trzymać, a co! W tym odcinku opiszę kilka sytuacji od strony pracowników oraz o dwóch przypadkach debilizmu tak ogromnego, że wywali Wam skalę.

#1. Trzeba się dzielić!


Początki pracy sklepowego detektywa. Miałem „rundkę” zapoznawczą z obiektami, zjeździłem trochę Polski. W końcu otrzymałem przydział i „swoje” sklepy. W liczbie 12 – tak na początek. Pojechałem w trasę, aby zorganizować sobie grafik, poznać załogi, zobaczyć klasy obiektów (klasa bezpieczeństwa – na których kradną najwięcej, na których najmniej itd.). Wpadam do sklepu, gdzie kierowniczką jest Ilona. Młoda dziewczyna, niedawno awansowana. Rozmawiamy krótko, potem rzucam się w wir pracy. Po kilku godzinach Ilona przychodzi do mnie z trzema butelkami Grants’a (1,5 l) i mówi, że być może ktoś ukradł, ale nie jest pewna, bo mogło też zaginąć.
- Oj, niedobrze, proszę pani – mówię do niej.
- Wiem, ja wiem, tylko nie potrafię znaleźć tych trzech butelek.
- Jak zaginęły poza kamerą, to wie pani, trzeba się dzielić! Jak zginą cztery, to dwie dla mnie, he, he, he... – zażartowałem sobie.
Ogólnie luźny żart. Poszedł w zapomnienie. Wyjechałem i tyle mnie tam widzieli. Na jakieś trzy tygodnie.
Po tym czasie wróciłem, żeby sobie zbadać co i jak. Miałem już punkt zaczepny w postaci pierwszej kontroli. No, to do roboty!
Po pracy idę do samochodu. Wtedy podchodzi do mnie Ilona. Wręcza mi duże zawiniątko i mówi:
- To dla pana, tak jak pan mówił...
Że, co, kur....?! Siedzę i myślę, żeby to nie było to, co myślę. ŻEBY to nie było...
Ale było. Dwa „Bociany”.
Odmówiłem podarunku. Następnego dnia pełna kontrola sklepu. Przetrzepany tak, że głowa boli. Kontrola trwała prawie piętnaście godzin. Metoda „wynoszenia” dziewczyny była taka, że używała kratki wentylacyjnej w pomieszczeniu gospodarczym, gdzie przetrzymywała „zagubiony” towar, a potem wynosiła w ciuchach. Oj, źle to się dla niej skończyło.
Od tej pory używam tego żartu co jakiś czas. Na razie tylko z tym jednym rezultatem.

#2. Pan i władca, a przy tym prawie geniusz


Na jednym ze sklepów był sobie sezonowany kierownik Michał. Pracował od początku tego sklepu, łącznie siedem lat, i miał dość ch*jową opinię tyrana. Wiele razy był pozywany o mobbing (bez efektu), skargi wpływały na niego regularnie. Jedno, co go trzymało na stanowisku, to wyniki – a te jego sklep miał wybitne na tle innych jednostek tej samej klasy. Z jednym wyjątkiem – dość często zgłaszał braki w dostawach. Czasem to były pierdoły, ale znacznie częściej drogi alkohol i papierosy. Papierosy – to był gwóźdź do trumny jego kariery. Palił LM-y niebieskie, których notorycznie brakowało. Oczywiście nie dało się namierzyć, skąd te braki się brały, bo zawsze magicznie wracały podczas większych kontroli lub inwentaryzacji. Tutaj chcę zaznaczyć, że Michał wszystko sobie przemyślał. I nawet nikt by nic nie znalazł, gdyby nie pewien detal.
Podczas kontroli stanów papierosów zauważyłem, że gość pali LM-y. Potem nic nie znalazłem i ogólnie lipa. Ale pojawił się przypadek. Podczas badania innej sprawy (przygotowanie materiału dla policji) przeglądałem zapis z monitoringu sprzed ponad roku. Zauważyłem, że kamery na magazynie zupełnie inaczej „zaglądały” niż obecnie. Zmiana była nieuzasadniona, zwłaszcza że powstała duża luka i zaułek bez nadzoru kamer. I wtedy mnie ruszyło – bo Michał często przyjmował w tym miejscu dostawę papierosów. Niby przy pomieszczeniu biurowym, ale widać tyle co nic. Umieściłem tam kamerę (bez jego wiedzy) i czekałem, czy coś uda się ustalić. I udało się – gość odbierał dostawę jak trzeba. Potem podmieniał wagon fajek (zafoliowany – wcześniej przygotowany) i wynosił w rękawie bluzy firmowej ten właściwy. Jak trzeba było liczyć pojedyncze paczki, to brakowało, ale już jak przyszła kontrola, to miał spreparowany wagon 20 sztuk, który wyglądał jak oryginał, i go okazywał. Sprytne, co nie? Przyznam, że na „oko” to wyglądał jak oryginał, nawet wagę miał zbliżoną. Po otwarciu fejkowego wagonu okazało się, że w środku były zbitki z folii aluminiowej. Więc tyran, pan i władca (jak go określali pracownicy) wyleciał z hukiem w asyście policji i posiedział 3 lata (z 4,5, które otrzymał).
Uważam, że ciężko to przebić, jeśli chodzi o spryt.

#3. Kasjerka – patusów przyjacielka


Ten przypadek ma dwa wymiary i łączy się także z początkiem mojej „kariery”. Na jednym z obiektów, gdzie niewiele się działo, często brakowało alkoholu. Głównie „małpek” i „setek”, ale też były inne braki na droższym asortymencie. Problem był taki, że – jak pisałem wcześniej – mieliśmy tam okrutnie ubogi monitoring analogowy. Nie pomogło ustawienie kamer ani dogłębne liczenie stanów. No, braki są i już – i ciul wie skąd. Ponieważ bardzo rzadko rezygnuję, widząc „złe” cyferki, tak i tym razem (a chcę zaznaczyć, że to był początek mojej pracy – czyli nowy „chce się wykazać”) dłubałem ile się da. I wydłubałem, że najpewniej (wtedy jeszcze nie byłem pewny na sto procent) braki robi kasjerka. Tutaj przedstawię pierwszy wymiar sprawy: otóż gdy sobie dłubałem i szukałem w CCTV, przyszedł do mnie kierownik, pan Wojciech, który akurat spojrzał w monitor i zobaczył, że siedzę i patrzę na ręce kasjerce. To mu się nie spodobało. Bo dlaczego ja, zamiast łapać złodziei, prześwietlam pracowników!?
Wystosował skargę do dyrektora, ten przekazał skargę dalej i tym sposobem dostałem po dupie ze wszystkich trzech działów zarządzających siecią. Reprymenda była sroga i w pewnym momencie rozmów byłem jedną nogą poza pracą. Ale jestem uparty.
Zauważyłem pewną analogię: braki powstawały tylko i wyłącznie wtedy, gdy na kasie siedziała Katarzyna. Wiem to stąd, że skrupulatnie liczyłem stany 120 alkoholi każdego dnia z rana i wieczora. Mój przełożony wysłuchał mnie i zadecydował zainstalować nowy rejestrator – jakość analogowych kamer podskoczyła na tyle, że dało się śledzić te małe „małpki” i „setki”. I już po trzech dniach mieliśmy wynik: Katarzyna sprzedawała alkohol swoim ziomkom, machając nim nad czytnikiem, ale w taki sposób że zasłaniała kod kreskowy. Patusy płaciły paragon, wsio się zgadzało, ale flaszki były wynoszone w ilości hurtowej. W kamerze analogowej wyglądało to legitnie. Bez uwag. W praktyce dziewczyna potrafiła przekazać w ten sposób alko za dwie stówy dziennie.

#4. Jaś Fasola kradzieży


Przenosimy się w czasie. Jest rok 2019, jeszcze przed Covidem. We wszystkich sklepach mam już zajebisty monitoring 4k, w pizdu kamer, własne doświadczenie i ciągle chęci do pracy. Wchodzi do sklepu gość w dresie, robi obczajkę za kamerami i za personelem. Oho – kroi się coś!
Patrzę. Facet w dresie, z kapturem na głowie, z „nerką” (co ważne) przewieszoną przez pierś nawiguje szybko przez kolejne działy. W końcu zatrzymał się przy czekoladach, bierze duże czekolady Wilka, te długie, i pakuje w nerkę. Ale się nie mieszczą. Odkłada je i bierze te normalnego rozmiaru. Wziął ich dwanaście sztuk, ale do nerki się też nie zmieściły, więc odkłada sześć sztuk. Domyka ekwipunek z czekoladami, które się w końcu zmieściły i wychodzi.
Przechwytuję go. Bez problemu wyjawia, że ukradł i grzecznie czeka na policję. I tak sobie czekamy.
Przyznaję, takiej amatorszczyzny jeszcze nie widziałem, co też mówię „dresiarzowi”.
- To mój pierwszy raz – oznajmia Dresiarz.
- Cóż, to było widać – odpowiadam.
- Tego, no, kolego – mówi i gestykuluje nadnormatywnie – ja bym to wszystko wyniósł, wiesz? Czaisz? Ale ja nie wiem, jakie wy tu systemy macie, te tego, czujki, czujniki, magnesy!
- Trochę tego jest – odpowiadam. Widzę, że facet ma spokojny ton, więc spoko. Ale widzę też, że chce gadać i jakby... jakby chciał, abym coś dopowiedział.
- Bo wy macie te systemy, tak? Magnesy, to gówno, co piszczy, linki i alarmy – kontynuuje.
- Serio, pierwszy raz kradniesz? – zapytałem, widząc, że to amator.
- No, pierwszy raz, jakoś trzeba zacząć.
- To masz słaby start, tak bym to ujął.
- Nie no, kolego, zawsze to jakieś doświadczenie, co nie? Tu się coś załapię, tam, i potem mnie nie namierzysz!
O, maestro!
- To musisz wiedzieć, że niemal każdy droższy towar, a nawet czekolady, mają metaliczny pasek – stroję głupa, ale aż mi się chciało – który alarmuje jak przekroczysz linię kas, i tu jest słabość systemu. Czujnik jest na wysokości kolan (pokazuję moje kolana) i jak niesiesz towar wysoko, to czujnik nie załapie. Następnym razem myśl, to może się nie spotkamy...
Trzy dni później.
Wchodzi Dresiarz do sklepu. Myślę sobie – CDK? Dopiero co dostał mandat 200 zł, był złapany. Nic, patrzę. Koleś bierze w ręce te długie czekolady Wilka, idzie z nimi do kołowrotka i przed wyjściem unosi ręce jak pieprzona baletnica i tak próbuje sforsować wyjście. Turlałbym się ze śmiechu, gdyby nie fakt, że nie ma żadnego czujnika przy kolanach i że na czekoladach nie ma żadnego paska magnetycznego (no dobra, czasami są, ale to nie tak działa). Jak go złapałem, to tylko wydukał:
- Ale co jest, facet, przecież trzymałem to w górze!
Debil! Normalnie debil! XD

#5. Romantyk


Wszedł sobie do sklepu facet z niebieskim plecakiem. Chodził, szukał, aż przykucnął i zapakował do tego plecaka żarówki LED w ilości 30 sztuk. Wstał, idzie dalej. Znów zdejmuje plecak, pakuje doń pasty do zębów. Ledwo się mieszczą, ale upycha. Wstaje i idzie dalej. Podchodzi do wystawy z Mileda i pakuje mopa do tego plecaka. Cóż, nawet idiota by zauważył, że kij wystaje. Jemu to nie przeszkadza – idzie z niebieskim plecakiem i kijem, niczym flaga, do wyjścia.
Zatrzymuję chłopa. Oddaje plecak. Mnie tylko jedna myśl męczy – po ch*j mu ten mop?
- To dla żony, w prezencie chciałem dać.
Kurtyna.

W poprzednim odcinku

2

Oglądany: 46454x | Komentarzy: 25 | Okejek: 364 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

18.08

17.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało