Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Te zdjęcia wszyscy znamy. Warto jednak poznać bliżej okoliczności ich powstania i to, co zdarzyło się potem

58 093  
251   41  
Fotografia, moment zaklęty na kliszy, wycinek życia, obrazek, który swoją prawdziwą moc zyskuje w momencie, gdy znamy okoliczności, w jakich powstał. A jeszcze ciekawiej robi się, gdy dowiemy się o dalszych losach uwiecznionych na zdjęciu osób. Osób, które stały się swego rodzaju ikonami, a wręcz są upersonifikowaniem jakiejś głębokiej, ponadczasowej idei.

#1. Twarz młodego żołnierza po czterech latach wojny


Te dwie zestawione ze sobą fotografie przedstawiają Jewgienija Stepanowicza Kobitewa – młodego mężczyznę, który w dniu mobilizacji wojskowej był o krok od rozpoczęcia kariery malarskiej. W 1936 roku Jewgienij rozpoczął studia w ukraińskiej Akademii Sztuk Pięknych, a w1941 roku otrzymał swój wymarzony dyplom. Kiedy Niemcy wkroczyli do Rosji, niedoszły artysta dobrowolnie zgłosił się do Armii Czerwonej, a jego oddział wkrótce wziął udział w walkach koło Prypeci. Kobitew nie miał szczęścia. Został raniony w nogę i trafił do obozu koncentracyjnego koło miasta Chorol. Zbudowany na ruinach dawnej fabryki cegieł obóz miał tylko jeden barak zbity z tego, co akurat było pod ręką. Miejsce to okryte było sławą prawdziwej umieralni. Szacuje się, że życie straciło tam ok. 90 tysięcy jeńców wojennych i cywilów. W 1943 roku Jewgienij zdołał zbiec i ponownie dołączył do Armii Czerwonej.


Po wojnie planowano wręczyć mu medal za bohaterstwo i wzorową, żołnierską postawę podczas wyzwalania ukraińskich miast z rąk nazistów. Niestety, wydało się, że Kobitew był jeńcem Niemców, a to psuło wizerunek radzieckiego żołdaka idealnego. Fotografia, która obiegła cały świat, przedstawia mężczyznę krótko po zakończeniu wojny. Jewgienij prawdopodobnie cierpiał na typowy dla żołnierzy, którzy doświadczyli wojennego piekła, zespół stresu pourazowego. Udało mu się jednak stanąć na nogi, a nawet znaleźć pracę dość zgodną z jego wykształceniem.


Przez lata pracował w radzie swego rodzinnego miasta, gdzie kierował działalnością kulturalną całego regionu. Kobitew zmarł w 1973 roku.

#2. Czarnoskóra Amerykanka zasłania własnym ciałem atakowanego członka Ku Klux Klanu

Ta fotografia wykonana została 26 lat temu przez Marka Brunnera, a swoją wielką popularność zawdzięcza magazynowi LIFE, gdzie zyskała zaszczytny tytuł zdjęcia roku. Zajście to miało miejsce w mieście Ann Arbor położonym w stanie Michigan. Odbył się tam marsz członków oraz sympatyków organizacji Ku Klux Klan. Nie jest niczym dziwnym, że naturalną reakcją na tego typu przedsięwzięcie były manifestacje braku poparcia dla działań tej rasistowskiej organizacji. Aby nie dopuścić do zadymy, wszyscy protestujący zepchnięci zostali za specjalnie ustawione barierki.


W pewnej chwili ktoś zauważył, że wśród rozzłoszczonego tłumu kręcił się mężczyzna z wytatuowanymi literami "SS" oraz w koszulce z symbolem konfederacji. Uznawszy go za sympatyka Ku Klux Klanu, rozsierdzony motłoch rzucił się na niego. Facet, który „znalazł się na złej imprezie” został solidnie skopany i mocno oberwał badylami od transparentów, zanim własnym ciałem zaczęła go zasłaniać niejaka Keshia Thomas – 18-letnia Murzynka, która krzycząc „Nie możecie przemocą nauczyć kogoś dobra!”, usiłowała ochronić nieproszonego gościa przed kolejnymi ciosami tłumu. Chwilę później na miejscu była już policja, która gazem łzawiącym zakończyła zabawę i aresztowała siedmiu najbardziej agresywnych zadymiarzy.


Thomas tłumaczyła potem, że postanowiła bronić mężczyzny z powodu swoich religijnych przekonań. Kilka miesięcy po tym zajściu dziewczyna otrzymała wylewne podziękowanie za swój odważny gest od syna poszkodowanego mężczyzny. Nie wiadomo jednak, czy sam zainteresowany zdecydował się osobiście poznać osobę, która uratowała mu tyłek.

#3. Policjant z Nowego Jorku w przebraniu

W 1979 roku policjant William R. Winter ruszył na patrol nowojorskimi ulicami, aby pomóc w łapance drobnych złodziejaszków oraz mężczyzn, którzy w niezbyt kulturalny sposób zaczepiają kobiety. Trzeba przyznać, że stróż prawa (warto nadmienić – William dobrowolnie zgłosił się do tego zadania) prezentował się nad wyraz dobrze w swoim przebraniu. Na tyle dobrze, że jego poświęcenie zaowocowało sukcesem.


O tym, co stało się niedługo po wykonaniu tej fotografii, dowiedzieć się można z opisu, który to miał się znaleźć po jej drugiej stronie:
„Około 12 lub 1 w nocy 1 lipca, gdy patrolowiec Winters był w przebraniu, dwóch mężczyzn uszczypnęło funkcjonariusza tam, gdzie nie powinno się szczypać kobiety, a funkcjonariusz uszczypnął ich w odwecie (jego uszczypnięcie miało formę aresztowania). Winter jest żonaty i jest ojcem jednego dziecka”.

#4. Ostatni oficjalny pojedynek o honor w historii Francji

Ach, kiedyś to było... Jak ktoś cię obraził, to mogłeś legalnie sprawić mu bolesny oklep, ukłuć szpadą albo posłać kulkę w łeb. Gdyby tak dzisiaj się dało zrobić, to internetowi hejterzy mieliby ciężki żywot… Za ostatni legalny francuski pojedynek o honor uważa się wydarzenie, które miało miejsce w 1967 roku. Zaczęło się od tego, że Gaston Defferre, polityk i długoletni mer Marsylii, który od lat niezbyt pochlebnie wyrażał się o generale Charlesie de Gaulle'u, podczas pewnej debaty krzyknął do gaullistowskiego posła René Ribièrego: „Zamknij się, skończony idioto!”. Słowa te nie za bardzo spodobały się adresatowi, a Defferre niezbyt kwapił się, aby je odszczekać. W tej sytuacji urażony mężczyzna wyzwał swojego oponenta na pojedynek. Orężem, którym politycy się posługiwali, były krótkie szpady. Mimo że taką bronią można zrobić komuś poważną krzywdę, obyło się bez większych ran.


Starcie to wygrał Defferre, zadając swojemu przeciwnikowi dwa celne ciosy. Chociaż mogło wyglądać to groźnie, Ribière po dokładnych oględzinach nie wymagał hospitalizacji, a skaleczenia, których doznał, były na szczęście powierzchowne.


#5. Padający żołnierz

W 1936 roku w Hiszpanii rozpoczęła się wojna domowa, w której stronami były faszystowskie i socjalistyczne ugrupowania. Dzięki wsparciu Włoch i Niemiec, konflikt zakończył się zwycięstwem faszystów, a do władzy doszedł generał Franco, który rządził przez kolejne cztery dekady!
5 września 1936 roku amerykański fotograf i korespondent wojenny Robert Capa wykonał zdjęcie, które bardzo mocno zapisało się w historii. Udało mu się bowiem uchwycić śmierć żołnierza Iberyjskiej Federacji Młodzieży Libertariańskiej. Mężczyzna został trafiony kulą w głowę, a siedzący w okopie Capa, jak później sam twierdził, uniósł do góry aparat i zwolnił migawkę na oślep, nie mogąc zobaczyć, co znalazło się w kadrze. I tak się szczęśliwie złożyło, że Robert uwiecznił ostatni moment życia młodego żołnierza (którym to miał być niejaki Federico Borrell García).


Chociaż zdjęcie to zostało okrzyknięte jedną z najlepszych fotografii, jaką kiedykolwiek wykonano, to już w połowie lat 70. pojawiły się pierwsze głosy podważające jego autentyczność. Okazuje się, że inscenizowanie różnych zdarzeń z pola bitwy było wówczas nagminną praktyką, ponieważ podczas wojny domowej w Hiszpanii profesjonalni fotografowie zazwyczaj nie mogli przebywać na frontach. Ponadto w 2009 roku pewien badacz zlokalizował wzgórze uwiecznione na zdjęciu. Okazuje się, że znajdowało się ono ok. 48 kilometrów od miejsca, gdzie – zgodnie z relacjami Capy miało ono zostać wykonane.
Obecnie wśród osób podważających autentyczność fotografii przytaczane są dwie różne teorie. Pierwsza mówi o tym, że zdjęcie jest oszustwem i zostało w całości wyreżyserowane. Druga tymczasem sugeruje, że Borrell (co do autentycznych personaliów zmarłego żołnierza również nie ma pewności) został zabity przez kulę snajpera podczas pozowania przed aparatem Capy. Podobno ten ostatni miał się później obwiniać za tę śmierć.


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
5

Oglądany: 58093x | Komentarzy: 41 | Okejek: 251 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.05

19.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało