Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Całe życie w strachu, bezlitosny dziadek i inne anonimowe opowieści

46 054  
203   29  
Dziś przeczytacie m.in. o poimprezowym porannym zamotaniu, poznacie dziadka, który uwielbiał dyskutować, będzie też o konsekwencjach dbania o nowy tatuaż.

#1.


Lata temu, w trakcie ostatniej sesji, siedziałem jednego dnia w bibliotece, przygotowując się egzaminu. To była ciężka sesja, spałem po parę godzin dziennie i miałem dość. Zrobiłem sobie przerwę na napój energetyczny i wróciłem do książek z nadzieją na rychły powrót do akademika.

Usiadłem przy komputerze, otworzyłem książkę, kliknąłem w pasek adresu w przeglądarce. Wtedy komputer opętał zły duch i dziesiątki zer zaczęły wypełniać pole. Chwilę poczekałem, ale końca nie było widać. Wcisnąłem CTRL+A i skasowałem wszystkie. Ale gdy tylko znikły, to od nowa wskoczył niekończący się ciąg zer. To był Internet Explorer, więc tylko pokiwałem z politowaniem głową. W miarę się znam na komputerach, ale nie będę się użerał z dziadostwem. Jak nie potrafią tu zainstalować porządnej przeglądarki to niech sami naprawiają. Zgłosiłem problem kobiecie z obsługi. Akurat był jakiś uczelniany magik od komputerów, więc poszedł ze mną zobaczyć, co się dzieje. Wyjaśniłem mu po drodze moje podejrzenia, że to dziadowski Internet Explorer pewnie złapał jakiegoś wirusa i lepiej żeby szybko z tym zrobili porządek, zanim się rozlezie po innych komputerach.

Podchodzimy do biurka, wskazuję palcem monitor i pytam „No i co teraz?”. Gość popatrzył na mnie dziwnie i powiedział „Po prostu weź książkę z klawiatury, naciska na przycisk”.

#2.

Zaraz przed świętami wróciłem do domu późno w nocy i korzystając z wolnego następnego dnia spałem do oporu. Obudził mnie domofon. Zerwałem się skacowany, w samych gaciach, odbieram - to listonosz z poleconym. No tak, pewnie prezent dla mojej dziewczyny, który już się obawiałem, że nie dojdzie na czas.

Ledwo ubrałem spodnie, a usłyszałem dzwonek do drzwi. Chwyciłem t-shirt i pobiegłem do drzwi. Jedną ręką próbowałem go ubrać, a drugą otworzyłem zamek. Coś mi nie szło to ubieranie, za cholerę nie mogłem znaleźć otworu na głowę. Ale spodziewając się, że uda mi się to osiągnąć lada moment, drugą ręką chwyciłem za klamkę i otworzyłem drzwi, żeby czasem listonosz sobie nie poszedł.

Drzwi zatem otwarte i stoję przed listonoszem wciąż męcząc się z zasranym t-shirtem. Mimo że w środku mam już dwie ręce i głowę, wciąż nie mogę znaleźć ani otworu na głowę, ani nawet rękawów. Sama zaś koszulka była coś podejrzanie krótka. Gdy w końcu listonosz zaczął dziwnie chrząkać poddałem się i zaniechałem dalszych starań, ściągnąłem „koszulkę" i zobaczyłem, że to poszewka na poduszkę.

#3.

Mój kot od paru dni jest na mnie obrażony, bo wyniosłam z pokoju karton po pizzy.
Spał na nim...


#4.

Odkąd pamiętam mój dziadek zawsze czytał. Rano babcia przynosiła mu cały zestaw gazet, a po południu, gdy już skończył lekturę, senior naszego rodu zabierał się za książki. I nie było to żadne powieści, ale grube, naukowe księgi. Dziadek był inżynierem i nawet w wieku 90 lat jego umysł był znacznie chłonniejszy niż jakiejkolwiek osoby, jaką znałem. Był niewierzący, a mimo to Pismo Święte znał na pamięć. Potrafił cytować dowolne jego fragmenty i zakopany po szyję w pomoce naukowe, analizować aspekty historyczne opisanych tam wydarzeń.

Razem z babcią mieszkali w bloku, gdzie żyło też sporo innych seniorów. Trudno się dziwić, że wieżowiec ten był idealnym kąskiem dla świadków Jehowy, którzy myśleli, że bez trudu zwerbują tam nowe zastępy wiernych. No i właśnie dziadek z wielką tęsknotą czekał na kolejne wizyty młodych członków tego wyzwania.

Kiedy ci pukali do drzwi, ten otwierał je i niemalże wciągał gości do środka. Wlokąc ich do salonu krzyczał do babci, aby przygotowała coś do picia. Babcia po chwili zjawiała się z gorącą herbatą i ciasteczkami.
Najpierw świadkowie "atakowali" wcześniej wyuczonymi hasłami, podpierając się wyrwanymi z kontekstu fragmentami Biblii. Następnie do głosu dochodził dziadek dosłownie miażdżąc każdy ich argument za pomocą ich własnego oręża. Bez trudu przytaczał całe cytaty ksiąg, listów i psalmów, które stały w zupełnej opozycji do tego, co mówili świadkowie Jehowy. Wiadomo - Pismo Święte pełne jest sprzeczności i dziadek świetnie bawił się w takie "odbijanie piłeczki".

Zazwyczaj gościom szybko kończyły się argumenty i na jaw wychodziło, że Biblię znają bardzo powierzchownie - wyuczeni byli tylko kilku fragmentów i z góry mieli narzuconą ich interpretację, więc dla dziadka nie byli absolutnie żadnym partnerami w natchnionej dyskusji. Zestresowani, pokryci oleistym potem świadkowie usiłowali jak najszybciej przełknąć ostatnie łyki gorącej herbaty i błyskawicznie się ulotnić. Wtedy do akcji wpadała babcia (zawsze wiedziała, że dziadek czerpie niebywałą frajdę z takich spotkań) i zanim goście podnieśli się, aby dać dyla, już wpadała do pokoju z kolejną, parującą herbatą i talerzykiem z ciasteczkami. W oczach dziadkowych ofiar widać było wówczas czyste przerażenie. No, ale co robić? Zostawali więc tam, gdzie byli - rzuceni na pastwę starszego pana, który wiedział więcej niż myśleli.

Pamiętam, że gdy wychodzili z mieszkania, smętnie pociągali nogami i wydawali się mocno skonfundowani tym spotkaniem. Nigdy nie odważyli się wrócić.

Po jakimś miesiącu znowu ktoś pukał do drzwi. Dziadek otwierał i kulturalnie wpuszczał do środka nowych, nieświadomych zagrożenia młodzieńców głoszących słowo Boże. A na ich twarzach zawsze malował się uśmiech w stylu "O, jak miło! Dobrze nam pójdzie!".
Gdyby tylko wiedzieli...

#5.

Zmieniłam pracę. Jedynym plusem nowej są lepsze pieniądze. Od pierwszego dnia pracy dziwnie w niej, ładnie mówiąc, pachniało. Codziennie oglądałam swoje buty, czy czasem coś sama nie wniosłam. Każdy już pewnie wie, że chodzi o kupę. Zapach był raz mocniej wyczuwalny, raz słabiej. Byłam nowa, więc wstydziłam się zapytać. Po miesiącu pracy odważyłam się poruszyć temat, a wtedy poszła lawina, każdy zaczął się przyznawać, że też to czuje.
W tym dniu nie było naszego prezesa i zapach był słabo wyczuwalny, pod koniec dnia przyjechał do nas na chwilę, przeszedł, a ja myślałam, że zwymiotuję. To on! Człowiek, który ma tysiące, jak nie miliony na koncie, a z higieną mu nie po drodze...

Pracy nie zmienię, ale teraz codziennie mu się przyglądam. Ten człowiek po jedzeniu nie myje, tylko oblizuje sztućce i wkłada z powrotem do pojemnika z czystymi (!). Idąc do toalety nie spuszcza wody, nie mówiąc o myciu rąk... I żeby chociaż to staruszek był, ale to młody mężczyzna! A fuuuu...

#6.

Gdy dostałem pracę po studiach, za pierwszą wypłatę zrobiłem sobie tatuaż na plecach. Aby lepiej się goiło i aby zadbać o trwałość koloru, dostałem maść z przykazaniem, aby smarować tatuaż 3-4 razy dziennie. Dla pewności zdecydowałem, że będę smarował minimum 5 razy dziennie. W efekcie co 2 godziny w pracy chodziłem do łazienki, gdzie w jednej z kabin w pocie czoła smarowałem te plecy. Nie było to łatwe. Nie jestem zbyt giętki, więc sporo się przy tym nastękałem. Raz gdy wyszedłem z kabiny i podszedłem do umywalki aby umyć ręce, napotkałem kolesia z mojego działu, który na mój widok czym prędzej się odwrócił i w pośpiechu wyszedł. Dziwne, pomyślałem. Kolejnego dnia znowu się minąłem w kiblu dokładnie z TYM SAMYM kolesiem (a pracuje u nas prawie dwieście osób). Tym razem jeszcze zmierzył mnie spojrzeniem pełnym obrzydzenia.

Podczas następnej wizyty w ubikacji zauważyłem wywieszoną kartkę. Dowiedziałem się z niej, że mamy w firmie problem z zaspokajaniem się w toalecie i że pracownicy są proszeni o zaniechanie takich praktyk. Podpisane przez dyrektora. Zacząłem się śmiać, ale szybko śmiech zamarł mi na ustach, gdy się zorientowałem, że chodzi o mnie. Tamten jełop uznał, że pielgrzymuję do klopa aby sobie dogadzać i doniósł na mnie do szefa... Jakby tego było mało, następnego dnia kierownik poprosił mnie na rozmowę na osobności i rozpoczął pogadankę na temat szacunku do współpracowników, profesjonalnego zachowania w pracy itd. Wyjaśniłem sprawę, nawet pokazałem tatuaż i chyba mi uwierzył. Ale od kolegów wiem, że plotki o mnie długo jeszcze chodziły po firmie.

#7.


Od kilku lat cierpię na agorafobię, fobię społeczną, lekką depresję, mam lęki obsesyjno-kompulsyjne i często mam derealizacje. Przez moje zaburzenie nie mogę żyć jakbym chciała, strach i lęk mną manipulują. Paraliżuje mnie to i nie pozwala iść naprzód. Terapie nie pomagają.

Teraz będę brać leki. Moje myśli na temat takich lęków mnie przerażają – że jestem chora psychicznie, że nie będę wiedziała co robię po lekach, bo nie będę miała kontroli. Najbardziej boję się, że będę musiała brać je do końca życia i nigdy nie będę sobą.
14

Oglądany: 46054x | Komentarzy: 29 | Okejek: 203 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.05

19.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało