Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Na wypadek zbyt spokojnego dnia - 7 ciekawostek na temat szczepień i szczepionek

34 306  
261   144  
Pierwsze szczepionki opracował Edward Jenner, w ślad za nim poszedł Louis Pasteur… i wszyscy zaszczepieni przez jednego lub drugiego nie żyją. Ale nie jest to – wbrew nadziejom niektórych – dowód na toksyczność szczepień, tylko naturalna konsekwencja faktu, że cała rzecz miała miejsce cholernie dawno temu.

#1. Nieznany człowiek z wielkimi osiągnięciami

193477901194ff41.jpg

Nie sposób odbierać chwały wspomnianemu już Jennerowi, a także Pasteurowi – zwłaszcza ten ostatni jest doskonale znany za sprawą swoich odkryć. Wypada jednak wspomnieć o jeszcze jednym człowieku, który dokonał być może znacznie więcej, za to pozostaje niemal nieznany. To Maurice Hilleman, o którym mówiło się, że to najbardziej skuteczny wynalazca szczepionek w historii.

Nie bez powodu – opracował ponad 40 szczepień, w tym 8 z 14 najpowszechniejszych na świecie. Ocalił w ten sposób od śmierci miliony istnień. Ma na koncie m.in. szczepionkę przeciw odrze, ospie wietrznej, śwince, różyczce czy zapaleniu opon mózgowo-rdzeniowych. To on także rozpoczął badania nad szczepionkami przeciwko WZW typu A i WZW typu B.

#2. Szerszy – niż tylko zdrowotny – kontekst szczepień

1934786f54a6e582.jpg

Choć niektórzy kochają patrzeć na świat wyłącznie przez pryzmat własnego nosa, w przypadku szczepień – zwłaszcza masowych – sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. I nie chodzi tu wyłącznie o bieżącą sytuację na świecie oraz wszelkie związane z nią spory (jak też dyskusyjną logikę osób opierających się zarówno lockdownom w gospodarce, jak i szczepieniom).

Szczepienia ograniczają rozprzestrzenianie się chorób – a zdrowe społeczeństwo oznacza aktywną siłę roboczą. Maksymalnie upraszczając, im mniej osób choruje, tym więcej pracuje – a to korzystne dla gospodarki. Zarówno w skali makro, jak i mikro. Analogicznie mniej chorujących to więcej uczących się – a to ma przełożenie na przyszłość.

#3. Strach przed igłą to nie powód, by się nie szczepić

1934781a4a713933.jpg

Nie oceniając, bo ocenianie nie ma sensu, a tylko wzbudza jeszcze większe podziały w i tak podzielonym społeczeństwie – jeśli kogoś od idei szczepienia odstrasza konieczność poddania się ukłuciu, medycyna ma dobrą wiadomość. Wiele współczesnych szczepień nie wymaga bynajmniej podania pod postacią zastrzyku. Niektóre szczepionki na grypę podawane są w formie aerozolu wstrzykiwanego do nosa, nowoczesna szczepionka na polio to kilka kropel płynu do połknięcia, kolejne wreszcie podaje się w formie tabletek do rozpuszczenia pod językiem.

Igły i zastrzyki to zdecydowanie niejedyna dostępna opcja – przynajmniej jeśli chodzi o szczepienia ogółem, nie któreś konkretne… wzbudzające dzisiaj maksymalnie niezdrowe emocje (choć i w przypadku szczepionek przeciw COVID-19 testowane są już opcje niewymagające zastrzyku).

#4. Od 4 milionów do 2 tysięcy przypadków w cztery lata

19347878b953ba64.jpg

O skuteczności szczepień bardzo dobrze świadczy przypadek odry, która jeszcze do – mniej więcej – 1963 roku stanowiła w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie (tam dłużej) bez mała jeden z naturalnych elementów dorastania. Mało które dziecko zdołało się przed nią uchronić i dopóty, dopóki przypadek nie był zbyt ciężki, nie stało się nic bardzo złego. Niestety jednak odra potrafi nieść za sobą poważne konsekwencje – z uszkodzeniami mózgu włącznie.

Szacuje się, że przed wynalezieniem szczepienia na odrę, każdego roku na świecie umierało na tę chorobę nawet 2,6 miliona osób! Co się zmieniło? Amerykańskie dane doskonale to obrazują. W ciągu zaledwie czterech lat od wynalezienia szczepienia w 1963 roczna liczba zachorowań zmalała w USA z 4 milionów do 2 tysięcy. Gdzie indziej na świecie różnice także są znaczne (np. w Polsce w 2015 r. odrę stwierdzono zaledwie u 48 osób – wszystkie przeżyły).

#5. "Szczepienia wywołują autyzm", czyli największa brednia w dziejach medycyny

1934788d98c780f5.jpg

Mamy XXI wiek, a przyczyny autyzmu nie są jeszcze w pełni poznane – to żaden zarzut wobec medycyny. To informacja dla tych, których satysfakcjonują „proste odpowiedzi na trudne pytania”. Naukowcy analizują kwestie genetyczne, rozwojowe, infekcyjne, różnego rodzaju okołoporodowe – jednak nie szczepienia, choć te były jakże głośno przywoływane jako przyczyna autyzmu.

Otóż nie, szczepionki nie powodują autyzmu – a autorem tej jakże kłamliwej teorii jest Andrew Wakefield, którego „badania” finansowało lobby rodziców chcących zarobić na pozywaniu firm farmaceutycznych za rzekome choroby poszczepienne. Po pierwsze, wielokrotnie później udowodniono, że nie ma związku między szczepieniami a autyzmem, sam zaś Wakefield pozbawiony został prawa do wykonywania zawodu. Po drugie, przed uwierzeniem w wyniki jakiegokolwiek badania należy sprawdzić, kto je finansuje. I działa to w każdą stronę (zaznaczam na wypadek gdyby ktoś uznał, że uważam big pharma za aniołów miłosierdzia).

#6. Czym jest i jak w rzeczywistości działa „odporność stadna”

19347831e6794916.jpg

„Odporność stadna” nie jest może najsubtelniej brzmiącym określeniem, jednak dość dobrze obrazuje to, o co chodzi w zagadnieniu. To bezpośrednie tłumaczenie z angielskiego, które podchwyciły media – odporność zbiorowa czy też odporność populacyjna oznaczają to samo, a brzmią jednak lepiej. Nazwa jednak nie ma większego znaczenia. O co zaś chodzi?

O to, że w populacji, której duża część jest zaszczepiona przeciwko danemu czynnikowi, istnieje duża szansa na wczesne przerwanie łańcucha zakażeń i ograniczenie rozprzestrzeniania się choroby. Ma to znaczenie nie tylko w przypadku osób, które nie zaszczepiły się „bo tak” (niech giną, należało im się to myślenie bardzo krótkowzroczne), ale też takich, które z różnych względów faktycznie nie mogły się zaszczepić albo w przypadku tych, u których z jakiegoś powodu szczepienie nie zdołało zbudować wystarczającej odporności.

#7. Niestety szczepienia to nie wszystko

1934785c9f967767.jpg

Jakiś czas temu popularny był obrazek przedstawiający pana zastanawiającego się, „kiedy skończy się pandemia i kiedy już będzie można przestać myć ręce”. Cóż, muszę chyba rozczarować osoby, które już nie mogą się doczekać tego pięknego dnia, bowiem ten element dbania o higienę powinien pozostać z nami na stałe. Przede wszystkim po to, aby samemu nie złapać żadnego cholerstwa, ale też dlatego, aby nie przenosić zebranych wcześniej wirusów i bakterii gdzieś dalej. Czymże jest więc poświęcenie kilkunastu dodatkowych sekund na umycie dłoni w porównaniu z korzyściami, jakie ten zabieg ze sobą niesie.

Szczepienia nie dają absolutnej, stuprocentowej odporności, za to gwarantują łagodniejsze przejście zakażenia. Z drugiej strony sama higiena, choćby pieczołowicie dochowywana, nie gwarantuje uniknięcia choroby – czasem minimalne ryzyko zakażenia przeradza się w ogromne ognisko. Dlatego niezależnie od spojrzenia na poruszane tu kwestie, dbajmy o siebie – na wszystkie możliwe sposoby. Dla dobra własnego i dla dobra innych.

17

Oglądany: 34306x | Komentarzy: 144 | Okejek: 261 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

27.05

26.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało