Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Jaguar XKSS, czyli jak 25 egzemplarzy samochodu produkować przez 60 lat

29 355  
218   23  
Zanim jednak przejdziemy do historii właściwej, pozwolę sobie na mały rys historyczny (i liczę, że zostanie mi to wybaczone). Zatem zaczynamy.

D-Type


Jest rok 1954. W świecie motoryzacji liczy się przede wszystkim 24-godzinny wyścig Le Mans. Kto go wygrywa, zyskuje splendor i uznanie w motoryzacyjnym świecie. I awansuje w hierarchii, jego samochody są cenione i co tu dużo mówić – taki producent może podnieść ceny swoich aut, bo stają się prestiżowe, pochodzą od zwycięskiego producenta. Jaguar ma na koncie dwa zwycięstwa w roku 1951 (model XK 120) oraz w roku 1953 (model C-Type). Na rok 1954 przygotowali coś ekstra. Był nim model D-Type. Wybudowany w 71 egzemplarzach, z czego 18 sztuk trafiło do zespołów fabrycznych i 53 sztuki do prywatnych kierowców chcących się ścigać. Choć Jaguar twierdzi, że zrobił 75 sztuk D-Type. Gdzie sporne cztery? Tego nie wie nikt. Samochód był świetny, był skazany na zwycięstwo w debiucie, tyle że… miał problemy z paliwem, a konkretnie z filtrami paliwa. Usunięcie usterki było i tanie, i bardzo kosztowne. Tanie, bo filtry paliwa należą do jednych z najtańszych rzeczy w samochodzie, a kosztowne, bo wyścig wygrało Ferrari 375 Plus, a Jaguar był drugi.


Troszeczkę to zabolało Franka Raymonda Wiltona Englanda, ówczesnego kierownika sekcji wyścigowej w Jaguarze. W roku 1955 wszystko poszło zgodnie z planem i D-Type z zespołu fabrycznego wygrał wyścig. Trzecie miejsce zajął inny D-Type, ale prowadzony przez kierowcę niefabrycznego. W roku 1956 kierowcy niefabryczni ścigający się na D-Type zajęli 1 i 4 miejsca, a zespół fabryczny był dopiero szósty. Pod koniec roku 1956 Jaguar wycofał się ze sportów motorowych. I tu mamy rechot historii. W 1957 roku w 24 godziny Le Mans wystartowało 5 Jaguarów z zespołu niefabrycznego. Zdobyły 1, 2, 3, 4, i 6 miejsce. Do tej pory jeszcze żaden model tak bardzo nie zdominował tej serii wyścigów. Najbliżej tego wyczynu były samochody Lorraine-Dietrich B3-6 Le Mans w roku 1926 zajmując całe podium, Alfa Romeo 8C-2300 MM-LM w roku 1933 także zajęli trzy pierwsze miejsca, a Bentley w roku 1929 zajął cztery pierwsze miejsca, ale dwoma różnymi modelami samochodów.

XKSS


I tu kończymy rys historyczny, a zaczynamy historię właściwą. Zachęcony sukcesami D-Type Jaguar postanowił jeszcze poodcinać kupony związane z rozpoznawalnością modelu. Jak? Ano przerobić auto wyścigowe na drogowe, obiecać stworzenie ekskluzywnej serii 25 sztuk, wycenić je naprawdę drogo i pławić się w pieniądzach. Prosty plan, prawda? A tak naprawdę, to mieli oni 100 podwozi do D-Type i po wycofaniu się z wyścigów nie za bardzo mieli pomysł na pozostałe 25 podwozi i częściowo wykonanych karoserii i by odzyskać część pieniędzy wpompowanych w D-Type i wyścigi, sir William Lyons wymyślił to auto drogowe.


Zatem ogłosili, że zbudują 25 aut drogowych i... 25 chętnych na ten samochód znaleźli szybko. Jaguara chciał kupić miedzy innymi Steve McQueen. Drogowa wersja miała dodatkowo fotel pasażera, drzwi po stronie pasażera, boczne szyby w drzwiach, przednia szyba uzyskała obramowanie, dodano zderzaki, powiększono nieco wnętrze i zrobiono otwierane klapy przednią i tylną, wywalono płetwę aerodynamiczną zza kierowcy, a w jej miejsce dodano płócienny dach.


Samochód wyposażony został w prosty i niezawodny silnik XK6 o pojemności 3,4 litra. I tak powstał Jaguar XKSS. Po tych przeróbkach samochód mógł legalnie... ścigać się w USA. Dlatego stamtąd właśnie szły zamówienia na ten model. Zaczęto zatem budowę owych 25 sztuk i nastał dzień:

12 lutego 1957 roku


W tym dniu doszło do tragedii. Wczesnym wieczorem 12 lutego 1957 r. w fabryce przebywali nieliczni pracownicy. Właśnie w tym czasie w głównej hali montażowej w fabryce Browns Lane wybuchł ogień. Zaczął się on rozprzestrzeniać bardzo szybko i strawił 1/3 zakładu i dziesiątki montowanych wtedy samochodów. Znalazło się wśród nich 25 samochodów typu XKSS. Straty były ogromne. Co było przyczyną wybuchu pożaru? Tego do dziś nie wiadomo. Dlaczego pożar rozprzestrzenił się tak szybko? O tym fabryka milczy.


Mamy jednak zeznania komendanta straży pożarnej w Coventry, który przestrzegał kierownictwo fabryki Jaguara, że istnieje bardzo poważne zagrożenie pożarowe wynikające z zastosowanej w fabryce wykładziny – miękkiej płyty izolacyjnej na ścianach i miejscami na podłodze. Była ona łatwopalna. Kierownictwo fabryki zlekceważyło słowa komendanta mówiąc, że pracownicy Jaguara mają prawo pracować w warunkach nie urągających człowiekowi. Skutek takich działań już znamy. Na szczęście w pożarze nikt nie zginął, a straty były tylko i wyłącznie materialne.


Po pożarze bardzo szybko odbudowano linię montażową i udało się wykonać 16 sztuk modelu XKSS (wzięto najmniej zniszczone w pożarze kompletne karoseryjnie sztuki i odtwarzano je z pamięci, bo większość dokumentacji technicznej modelu spłonęła). Nikt nie nalegał na produkcję pozostałych mocno zniszczonych 9 szt., gdyż spłonęły narzędzia, na których wytwarzano karoserie, a zaraz potem te samochody zaczęły być postrzegane jako przestarzałe samochody sportowe i ich ceny wahały się pomiędzy 3 a 5 tysięcy dolarów (podczas gdy nowe auto to był koszt około 10 000 dolarów, więc nikt by ich już nie kupił).


Dziewięciu zapisanych na listę nabywców obeszło się smakiem. Dostali propozycję kupna XK 150 jako nagrodę pocieszenia. I na tym można by zakończyć smutną historię modelu XKSS, gdyby nie to, że kończy się ona happy endem.

2016


Wstęp do owego happy endu miał miejsce w roku 2008, kiedy to na aukcji Bonhams pojawił się pierwszy wyprodukowany model D-Type i został sprzedany za 2 201 500 funtów. Wtedy to w Jaguarze zaświtała myśl o wywiązaniu się z umów i wyprodukowaniu brakujących 9 sztuk. W roku 2016 model D-Type z 1955 roku został sprzedany na aukcji RM Sotheby w Monterey za 16 641 143 funtów. I wtedy Jaguar już wiedział - powstanie brakujące 9 sztuk XKSS.


Jaguar Classic wziął się do roboty i zeskanował 4 sztuki XKSS. Zachowano pełną oryginalność, począwszy od drewna na kierownicy poprzez rodzaj stali użytej do budowy podwozia (Reynolds 531, z której budowano między innymi samoloty Hurricane), a skończywszy na przeszyciach tapicerki. Wybrani poddostawcy to w większości te same zakłady, które dostarczały części do aut w roku 1957. Czemu zdecydowano się na taki krok? Bo w większości ci ludzie mieli oryginalną dokumentację i na jej podstawie odtwarzali części. Jednak skanowanie aut pokazało kilka smaczków. Ręcznie składane samochody nie były symetryczne, z jednej strony były ciut dłuższe, a błotniki były innego kształtu.


Nawet eliptyczna atrapa nie była idealną elipsą. Jaguar zamiast skorygować błędy postanowił... że nowe XKSS będą je nadal posiadały. Ot, takie dziedzictwo modelu. Odtworzono dokładnie miejsca nitowania każdego z ponad 2000 nitów użytych do produkcji modelu. Co do silnika - dokumentacja była prawie kompletna, brakowało w niej jednej strony, więc wzięto oryginalny silnik XK6 z roku 1957, rozcięto go po to, by inżynierowie mogli go odtworzyć zgodnie z oryginałem. Badano skład stopów użytych do produkcji silników, wszystko po to, by samochód był taki, jakim był 60 lat temu. Pomimo tego, że te silniki były produkowane do roku 1992, to jednak firmę interesowały motory z lat 50., gdyż przez lata zmieniała się metoda ich wytwarzania, a także wprowadzono do nich mnóstwo zmian konstrukcyjnych. Każdy nowy XKSS był budowany ręcznie przez 10 000 roboczogodzin.


Samochody były wystawione na sprzedaż po promocyjnej cenie nieco ponad miliona funtów i prawo do pierwokupu miały osoby z listy z roku 1957 (która ocalała z pożaru) albo ich spadkobiercy. W 2017 roku po 60 latach produkcji (i 59-letniej przerwie) wyprodukowany został ostatni z 25 pierwotnie zaplanowanych egzemplarzy XKSS i wszystkie 9 szt. znalazło nabywców, co raczej nie dziwi.

I to już koniec tej, mam nadzieję, ciekawej opowiastki. Czy będą kolejne? Będą. Motoryzacja jest piękna i skrywa wiele tajemnic. W tym także tajemnicę pozostałych 4 podwozi D-Type/XKSS. Bo choć Jaguar zarzeka się, że wykorzystano wszystkie podwozia, to motoryzacyjni historycy i eksperci doliczyli się tylko 96 pojazdów.



Tymczasem gdzieś w szopie w jakiejś zapyziałej wiosce stoją sobie 4 fabryczne podwozia i karoserie, które po cichu wyprowadzał z fabryki jakiś zaradny pracownik... Czy tak rzeczywiście jest? Nie wiem, gdybam.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6
2

Oglądany: 29355x | Komentarzy: 23 | Okejek: 218 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało