Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Bareja by tego lepiej nie wymyślił - historia z gumową kaczką

36 568  
431   69  
Miałem kiedyś akcję tak absurdalną, że wobec poważnych zarzutów i krzyków inspektorów nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. A w całej tej sytuacji odnalazłby się pan Bareja. I prawie poszedłem do więzienia za „gumową kaczkę”.


Część I

Był okres, kiedy pełniłem zacne stanowisko kierownicze w dużym, osiedlowym sklepie. A ponieważ nie była to sieciówka, tylko lokalny biznes, okoliczni mieszkańcy myśleli, iż „I am the boss” i z tej okazji często podsyłali mi różnorakie kontrole: PIH, US, PIP, a raz nawet odwiedzili mnie ludzie z UC. Zasadniczo nie było miesiąca bez kontroli. I tak pewnego dnia wpadły dwie kobiety: jedna młoda, ładna, zaprosiłbym ją na kawę, druga znacznie starsza, tę zaprosiłbym do udziału w horrorze z serii „Halloween”.

Kobiety się kręcą, udają klientki, oglądają towar (sklep z art. wszelakimi) i sobie patrzę na nie. Po kilku minutach marnej gry aktorskiej w ich wykonaniu poprosiłem, aby wyciągnęły legitymacje i przeszły do rzeczy. Zdziwienie ze strony młodszej było satysfakcjonujące:
- Oooo, a skąd pan wie, że my z kontroli?
- Mają to panie wymalowane na czole. Poza tym przywykłem.
Starsza kobieta coś „chrumknęła” pod nosem i wyciągnęła legitymację. Młodsza ciągnęła temat:
- Często ma pan tu kontrole? Bo my pierwszy raz tutaj witamy.
- Na tyle często, że mam nawet dla was przygotowane dedykowane kubki na kawę...
I starsza wchodzi mi w słowo:
- Tak długo to nie zostaniemy... Interesuje nas to – bierze do ręki gumową kaczkę do kąpieli opatrzoną metką Made in PRC.
Konkret.
- Co w związku z tą kaczką?
- Długo pan sprzedaje ten produkt? – zaczyna przesłuchanie starsza kontrolerka.
- Hm, jakieś trzy miesiące, jak odebraliśmy z hurtowni. Chyba.
- Otrzymał pan monit od producenta?
- Jaki monit?
- O ftalanach.
- Nic mi o tym nie wiadomo.
- Ten produkt jest bardzo niebezpieczny. Czy hurtownia się z panem kontaktowała?
- W sprawie tej kaczki?
- Tak. Otrzymał pan jakąś wiadomość?
- Nie.
- W jakiej hurtowni się pan zaopatruje?
- W Marexhurtpol.
Zanotowała nazwę. Wzięła kaczkę do woreczka strunowego i wyciągnęła dokumenty z teczki. Dużo dokumentów.
Młoda kobieta, być może stażystka, nie odezwała się słowem. Lecz gdy starsza zaczęła sporządzać jakiś protokół, to ona również zaczęła wypełniać rubryki w tabelkach. W milczeniu patrzyłem, jak rośnie stos dokumentów – na oko z 15 stron różnorakich protokołów. W tym najważniejszy „protokół z pouczenia”.

W ciągu godziny ich obecności musiałem przedstawić: dokumenty zakupu, opakowania zbiorcze, inne kaczki tego typu, paragony sprzedaży itd. Na koniec musiałem podpisać wspomniane pouczenie. Kobiety zabrały dwie gumowe kaczki: jedna została „zdeponowana” do woreczka strunowego, druga oblepiona brązową taśmą tak szczelnie, że wyglądała jak wielka kula g*wna. Na tej kuli znalazły się banderole z pieczęciami PiH (kilka sztuk). Panie zabrały kaczkę w woreczku strunowym, zaś tę oblepioną kazały schować do biurka. I poszły sobie.

Część II

Cztery lub pięć tygodni później otrzymałem z PiH pismo polecone informujące mnie o tym, że Próbka1 i Próbka2 zostają „zwolnione” (cokolwiek to znaczyło) z postępowania.
Kilka dni później przyszła starsza kobieta, która poszukiwała gumowej kaczki do kąpieli dla wnuczki. Niewiele myśląc, odpakowałem tę g*wnianą kulę i sprzedałem kaczkę. Żebym wiedział, w co się pakuję...

Miesiąc po tym, jak sprzedałem kaczkę, wchodzą do sklepu znane mi już kobiety z PiH. Czyli stażystka i stara wiedźma. Po wymianie grzeczności wiedźma wyciąga stos papierów (który powiększył się o jakieś 50 kartek) i zaczyna wypełniać jakiś formularz. Gdy skończyła, odzywa się do mnie:
- Proszę przynieść Próbkę2.
Yyyyyy, ten, tego...
- Nie mam, sprzedałem – informuję ją o fakcie.
- Że co?!
Obie spojrzały na mnie w sposób, który określę „mord wzrokiem”.
- No, sprzedałem jakiś czas temu.
- Próbkę numer dwa?!
- Tę zawiniętą w taśmę?
- To była próbka numer dwa!
- No, to tę...
Obie zaczęły być nerwowe. Wiedźma w pośpiechu zebrała wszystkie dokumenty, zapakowała do torby, wypełniła jeszcze odręcznie, na szybko, jakąś dużą tabelkę i nakazała „wyciągnięcie” paragonu sprzedaży kaczki. Gdy otrzymała wydruk, warknęła tylko „do zobaczenia u mnie”. Kobiety opuściły sklep.

Część III

Czternaście dni później otrzymałem wezwanie w trybie pilnym celem złożenia wyjaśnień w centrali PiH. Pismo opatrzone było tekstem informującym mnie, że popełniłem przestępstwo z art. jakiegoś tam, zagrożone karą pozbawienia wolności! Było tam też o składaniu fałszywych zeznań (pouczenie) i całe wyjaśnienie dotyczące Próbki2, wraz z procedurami.

Pojechałem więc do centrali PiH zgodnie z wezwaniem. Stawiłem się o czasie. Zaproszono mnie do pokoju, w którym nie było zbyt dużo światła. Przy stole konferencyjnym, niedużym, siedziała Wiedźma i Młoda, a także starszy pan „pod krawatem”.

Usiadłem, wyjąłem dowód osobisty i czekam. Na stole zaczynają się pojawiać wyciągane kolejno przez Wiedźmę stosy dokumentów. Poważnie, to były ze trzy teczki zawierające na oko 40-50 kartek. Gdy papiery były gotowe, Wiedźma odezwała się do mnie:
- Proszę powiedzieć, co pan zrobił z Próbką2?
- Sprzedałem.
Kobieta wyciąga wydruk paragonu, który przekazałem jej podczas ostatniej wizyty.
- Zgadza się. Co pan tutaj widzi? – Podsuwa mi pod nos dokument opatrzony napisem „pouczenie”.
- Mój podpis? – zgaduję.
- Dokładnie. Więc wiedział pan, że Próbka2 jest dowodem w sprawie, a dowód pan zniszczył. Co jest przestępstwem...
- Ale ja dostałem od was pismo, które zwalniało próbkę, proszę zobaczyć. – Wyciągam stosowny dokument, który otrzymałem listem poleconym.
Wiedźma wzięła pismo, przeczytała.
- Tutaj nie ma żadnej wzmianki, że próbkę można odpieczętować!
- No, niby nie ma – stwierdzam fakt – ale skąd to miałem wiedzieć? Nie ma też informacji o tym, że mam ją trzymać.
- Tę informację przekazałam panu osobiście, w trakcie rozmowy.
Nie, nie przekazała.
- Z pisma nie wynika, że miałem ją zatrzymać. Stoi jak byk, że próbka została zwolniona z postępowania. Zaś o dowodzie w sprawie nie ma żadnej wzmianki.
- Rozumiem, proszę więc napisać oświadczenie. – Wiedźma podsuwa mi czystą kartkę i długopis.
- Jasne – zgadzam się.
I zaczyna się akcja właściwa. Wiedźma zaczyna mi dyktować treść oświadczenia.
- „Ja, Stefan Żeromski, wbrew informacji pisemnej i ustnej, zniszczyłem dowód w sprawie”.
Ej, wolnego. Protestuję!
- Ale tak nie było, nie napiszę tak.
- Tak było i pan tak musi napisać.
- Nie, nie było. Nie powiedziała mi pani, że mam to trzymać diabli wiedzą ile, a list polecony zawiera czytelny akapit, że próbka została zwolniona ze sprawy.
- Sprzedał pan dowód, zniszczył banderole z godłem!
- No, tak po prawdzie sprzedałem towar, a dokładniej gumową kaczkę.
- Więc proszę napisać to w oświadczeniu.
- Napisać mogę, że sprzedałem tę kaczkę, bo to prawda, ale nie zostałem pouczony o tym, że mam trzymać ją do „nie wiadomo kiedy”.
Kobieta bierze do ręki „oświadczenie”, które podpisałem.
- Podpisał pan to oświadczenie!!!
Akurat tak się składa, że je czytałem – nie znajdowała się w nim żadna informacja, która nakazywałaby trzymanie Próbki2 dłużej niż orzeczenie o zakończeniu postępowania. Czyli do czasu otrzymania informacji zawartych w liście poleconym. A ten dobitnie wskazywał, że owo postępowanie zostało zakończone.
- Tam nic takiego się nie znajduje – odpowiadam spokojnie.
- Proszę pisać to oświadczenie... „Ja, Stefan Żeromski, wbrew informacji pisemnej i ustnej, zniszczyłem dowód w sprawie...”
- Mówię pani, że nie napiszę, bo to nieprawda.
Kobieta wzdycha, kiwa głową do tej młodej, coś szepcze na ucho. Wychodzi wraz z gościem „pod krawatem” z pokoju. Młoda patrzy na mnie spode łba.

Po kilku minutach do pokoju wraca Wiedźma, Krawat oraz kilku gości. Robi się tłoczno. Wszyscy zbierają się opodal drzwi, więc widzę każdą twarz. Miny mają srogie.
- Panie inspektorze, pan odmawia złożenia oświadczenia – mówi Wiedźma.
- Proszę pani – przerywam jej – ja nie odmawiam złożenia oświadczenia, tylko nie będę pisać tych bzdur, a już na pewno nie podpiszę się pod czymś takim!
Wtem odzywa się łysiejący gość, który został utytułowany „inspektorem”.
- W porządku! Zapiszemy w protokole, że odmawia pan złożenia oświadczenia w sprawie zniszczonego dowodu, do którego zniszczenia się pan przyznał! Mamy pana podpisy tu i tu – wskazuje na dokumenty leżące na stole – a z tego będzie się pan tłumaczyć w sądzie!
Istotnie, krzyczał na mnie. Co mnie wzburzyło.
- W jakim sądzie? Za kaczkę?
- Tak, w sądzie. Otrzymał pan informację, że to jest przestępstwo. Chcemy od pana tylko oświadczenie, podpisze pan i z głowy!
- Ale co mam podpisać?
- Oświadczenie, pani Wiedźma podyktuje treść!
- Nie no, pan z konia spadł? Nie podpiszę takich bzdur, bo to nieprawda.
- Więc postawimy pana w akt oskarżenia. Kłamstwo, zniszczenie dowodów w sprawie i brak współpracy z naszą instytucją!
Powiedział to tak poważnie, że wobec tej kaczki nie mogłem ukryć zdziwienia. Co ja mówię, jakiego zdziwienia, ja zacząłem rechotać ze śmiechu!
- Co się pan śmiejesz?! W sądzie nie będzie panu do śmiechu! Doradzamy panu, aby pan te oświadczenie podpisał. Wszyscy, jak tu jesteśmy, chcemy dla pana dobrze! – ciągnie inspektor
- I tylu was przyszło w sprawie gumowej kaczki?!
- To poważna sprawa! – stwierdziła Wiedźma. Młoda pokiwała twierdząco głową.
- Nie no, to jest jakiś cyrk...
- Podpisz pan to albo zrobi się nieprzyjemnie! – wrzasnął inspektor.
Wstałem.
- Was chyba popierdoliło. Jak to jest poważna sprawa, to zobaczymy się faktycznie w sądzie, ale z tego co widzę, robicie tutaj prywatną szopkę. – Kieruję kroki do wyjścia.
Nikt nie odstąpił od drzwi, więc drogę mam zablokowaną.
- Nie może pan wyjść, dopóki nie skończymy – oznajmił wrogo inspektor.
- Was naprawdę popierdoliło. Wychodzę.
- Nigdzie pan nie idzie.
Rozejrzałem się po twarzach milczących towarzyszy inspektora.
- Nie jesteście policją, nie macie żadnych uprawnień, a spotkanie było wyjaśniające. Wychodzę, a jak nie, to za chwilę oskarżę was o pozbawienie wolności – mówiąc to, śmiałem się do rozpuku.
Rozstąpili się i odsłonili drzwi. Wyszedłem, mając ubaw po pachy. Takiego kuriozum jeszcze nie doświadczyłem.

Nigdy potem nie otrzymałem żądnego pisma z PiH, i nigdy potem nie widziałem żadnej z tych osób. Do teraz nie wiem, co chcieli osiągnąć, a także co to była za „kaczka”. Akcja miała miejsce czternaście lat temu.
3

Oglądany: 36568x | Komentarzy: 69 | Okejek: 431 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało