Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

7 mniej znanych aspektów życia na wsi

44 340  
175   17  
Kiedyś myślało się, że jak ktoś mieszka w mieście, to jest lepszy. Na wsi – gorszy… Teraz ci, którzy utknęli w gigantycznych korkach i miejskim smogu, dopiero plują sobie w brodę… choć nie wszędzie jest to takie oczywiste.

#1. Propagandowa wioska Kijong-dong



W strefie zdemilitaryzowanej pomiędzy Koreą Północną i Koreą Południową znajdują się dwie wioski. Dzielą je nieco ponad 2 kilometry. I podczas gdy południowa, Daeseong-dong nie wyróżnia się zanadto, o tyle północna – Kijong-dong – nazywana bywa „Wioską Pokoju”. Tako twierdzą północnokoreańskie media. Południowokoreańskie i światowe mówią raczej o „Wiosce Propagandy”. Według nich, w rzeczywistości w wiosce nie mieszka nikt – a całość zbudowana została w latach 50. wyłącznie po to, by prezentować fałszywy obraz Korei Północnej i m.in. nakłaniać południowokoreańskich żołnierzy do dezercji.

#2. Kiedy trzeba wziąć sprawy w swoje ręce



Wyegzekwowanie czegokolwiek od władzy nigdy nie jest łatwym zadaniem – kiedy zaś jest się żyjącym w zapomnianej przez wszystkich wiosce Hindusem, zadanie to jest szczególnie utrudnione. I wtedy właśnie trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. W 1959 r. żona jednego z robotników z wioski Gehlaur miała wypadek. Spadła podczas górskiej przeprawy i nie doczekała się pomocy. Tak samo jak jej mąż, Dashrath Manjhi, nie doczekał się, aż rząd ułatwi w jakikolwiek sposób dojazd w odległe rejony.

Chwycił więc młot i dłuto, po czym własnoręcznie wykuł długą na 110 metrów, szeroką na 9 i głęboką na niemal 8 metrów przeprawę, która skróciła drogę do najbliższego miasta z 55 do 15 kilometrów. Zajęło mu to 22 lata. Nie przywróciło życia jego żonie, nie zmieniło też nic w podejściu do infrastruktury w Indiach. Ale Manjhi dostał pochwałę, a w 2016 r. trafił nawet na znaczek pocztowy. Czego uczy ta opowieść, lepiej się nawet nie zastanawiać.

#3. Spełniona wizja The Truman Show



Wizje przedstawione w The Truman Show trudno raczej uznać za optymistyczne – przynajmniej jeśli miałyby dotyczyć ogółu społeczeństwa. Są jednak sytuacje, w których „kontrolowane środowisko” okazuje się bardzo pomocne. Przykład stanowi Hogeweyk w Holandii. To sztucznie utworzona, zamknięta wieś przeznaczona dla osób z demencją, w której chorzy żyją niemal normalnie, tyle że pod stałą opieką lekarzy i pielęgniarek. Hogeweyk sprawdza się o tyle dobrze, że pacjenci przejawiają w nim większą aktywność i wymagają mniej leków w porównaniu z klasycznymi ośrodkami.

#4. Mniejsze wcale nie znaczy gorsze



Wielkomiejski rozmach nie wszystkim odpowiada… tym bardziej że niewiele jest takich „miejskich” rzeczy, których nie dałoby się zaadaptować do wiejskich warunków. Weźmy chociażby paradę z okazji Dnia św. Patryka. To bardzo ważna irlandzka tradycja, którą – mieszkając na odludziu – pielęgnować można na dwa sposoby. Można albo pojechać do większego miasta albo też zorganizować paradę u siebie. Tak właśnie – w Dripsey w hrabstwie Cork – powstała najkrótsza parada świata. Trasa liczyła sobie 23,5 m i łączyła jedyne dwa puby w okolicy. Łączyła, bo niestety jeden z pubów został w międzyczasie zamknięty.

#5. Życie na odludziu



Absolutna większość świata jest dziś w ten czy inny sposób ze sobą połączona, co ma oczywiście swoje dobre strony, ale też i nieco gorsze. Niezależnie od tego, jak bardzo by się starali, introwertycy i tak nie zdołają uciec… Fakt jednak, że istnieją jeszcze wsie niemal całkowicie odcięte od „cywilizacji”, pozwala na przeprowadzenie ciekawych eksperymentów.

W ramach jednego z nich kontrowersyjny reżyser Eli Roth wybrał się w głąb peruwiańskiej dżungli, by mieszkańcom jednej z tamtejszych wiosek pokazać Nagich i rozszarpanych, film z 1980 r. pod oryginalnym tytułem Cannibal Holocaust. „Arcydzieło” kinematografii obrazuje dokładnie to, co zapowiada jego tytuł. Jak zareagowali Indianie nieświadomi, że to – jak by nie patrzeć – horror? Zaśmiewali się do łez, widząc w filmie doskonałą komedię. I to są właśnie różnice kulturowe, a wręcz cywilizacyjne!

#6. Wiejskie życie nie zawsze na zdrowie



Wiejskie życie z dala od miasta uchodzi generalnie za zdrowsze – choć bywa z tym bardzo różnie. Jakiś czas temu do mediów przebiły się informacje o „wioskach nowotworowych” w Chinach. To miejsca, w których odsetek chorujących na raka okazywał się wielokrotnie wyższy niż wynosi średnia. Co sprawiło, że na wsi przestało być sielsko i anielsko? Budowane bez oglądania się na jakiekolwiek konsekwencje środowiskowe fabryki, z których toksyczne odpady – a to tylko jeden z wielu przykładów – spuszczane były do rzek. Ponieważ rzecz działa się poza miastem, nikogo właściwie nie obchodziło, co stanie się z ludźmi. Na efekty nie trzeba było długo czekać.

#7. By nie trzeba było daleko chodzić po wodę…



Wspominaliśmy już o jednej wyjątkowej postaci z Indii, teraz czas na kolejną. To Rajendra Singh nazywany „hinduskim watermanem”. To prośrodowiskowy aktywista, który słowa wprowadza w czyny – a jego głównym zainteresowaniem jest woda. Wraz z fundacją, którą prowadzi, Singh przywrócił wodę ponad tysiącu wiosek w Indiach. „Wskrzesił” też co najmniej pięć rzek. Fundacja aktywnie zwalcza biurokrację, stawia opór wyniszczającemu przemysłowi, a przede wszystkim uczy mieszkańców wiosek, jak pozyskiwać i gromadzić wodę, co ma niebagatelne znaczenie w okresach suszy, zbierających dotychczas tragiczne żniwo. Za swoją działalność Rajendra Singh otrzymał wiele nagród i zdobył międzynarodowe uznanie.
5

Oglądany: 44340x | Komentarzy: 17 | Okejek: 175 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

03.12

02.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało