Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Lepiej trzymać się na dystans, czyli 7 ciekawostek o szkodliwym promieniowaniu

27 161  
173   24  
Promieniowanie jest wszędzie – absolutnie nie sposób go uniknąć. To naturalnie występujące w przyrodzie zjawisko. Kiedy jednak okazuje się zbyt silne, zaczynają się kłopoty.

#1. Radithor, czyli dlaczego nie należy wierzyć „lekarzom” bez wykształcenia

193103256bf74a61.jpg

Świeżo odkryty przez Marię Skłodowską rad wielu ludziom wydawał się fantastycznym lekiem na wszystko. Dodawano go nawet do cukierków czy pasty do zębów… czego konsekwencje zdrowotne dzisiaj łatwo sobie wyobrazić. Niestety wśród zwolenników „leczenia” radem był też William Bailey, sam siebie tytułujący doktorem, choć nie ukończył studiów. Opracował on „Radithor”, czyli roztwór radu, który miał rzekomo stymulować układ hormonalny.

Bailey zarobił krocie, a niemały wpływ na sukces Radithora miał fakt, że producent zobowiązał się wypłacać lekarzom przepisującym środek prowizję. Dzisiaj uznano by to za ewidentną łapówkę. Jednym z klientów Baileya był Eben Byers, młody i bogaty przemysłowiec, dziedzic rodzinnej fortuny. Miał to nieszczęście, że uszkodził sobie rękę, spadając z kuszetki. Podjął leczenie Radithorem, który – według Byersa – koił ból… aż wreszcie przestał. Po ok. 1400 butelkach. Mężczyzna zmarł w wieku 51 lat na liczne nowotwory wywołane przyjmowaniem dużych ilości radu. Jak donosił prawnik, który rozmawiał z Byersem w sprawie zeznań przeciwko Baileyowi, w czaszce umierającego dosłownie widać było dziury.

#2. Banan, granit, stacja metra i australijski parlament

1931031ed8df04f2.jpg

Najróżniejsze rzeczy – w tym takie, z którymi spotykamy się na co dzień – wykazują się pewnego rodzaju radioaktywnością. Najczęściej w dawkach dalekich od jakiejkolwiek szkodliwości. Na przykład banany, które uchodzą za produkt wysoce radioaktywny za sprawą ilości zawartego w nich potasu, są – przynajmniej pod tym względem – zupełnie niegroźne. Krótko mówiąc, aby nabawić się jakichkolwiek symptomów choroby popromiennej, należałoby zjeść jakieś… 5 milionów bananów jednocześnie, co wydaje się „mało” prawdopodobne.

Uran i tor znaleźć można w granicie – materiale jakże chętnie wykorzystywanym chociażby do produkcji kuchennych blatów. Radioaktywność granitu w typowych warunkach ma oczywiście marginalne znaczenie… ale ciekawostkę może stanowić fakt, że np. nowojorska Grand Central Station czy budynek Parlamentu Australii mogłyby nie zostać dopuszczone do użytku, gdyby… obowiązywały je te same normy bezpieczeństwa co elektrownie atomowe. Za sprawą użytego do ich wykończenia granitu poziom promieniowania podniósł się ponad dopuszczalną (dla elektrowni) normę.

#3. Przykra niespodzianka dla wielbicieli elektrowni węglowych

19310339ea437573.jpg

Uwielbienie dla elektrowni węglowych wydaje się wreszcie – przynajmniej stopniowo – przemijać. Ich szkodliwy wpływ na środowisko jest bezdyskusyjny… choć oczywiście konsekwencje ich potencjalnego zamknięcia nie pozostają bez znaczenia. Równocześnie energia atomowa cały czas wiąże się z obawami – przytrafiające się sporadycznie, ale bardzo głośne medialnie incydenty powodują, że gdziekolwiek zakiełkuje myśl o tym, by ulokować nową elektrownię, automatycznie pojawiają się ogromne protesty okolicznych mieszkańców.

To nie czas ani miejsce, by oceniać zasadność protestów – zwłaszcza samemu nie będąc w ich położeniu – niemniej jednak warto zwrócić uwagę na inny szczegół. Mianowicie taki, że – jak podaje Scientific American, powołując się na różne badania – lotny popiół będący efektem spalania węgla emituje do otoczenia sto razy więcej szkodliwego promieniowania niż miałoby to miejsce w przypadku elektrowni atomowej i „wysiłku” niezbędnego do wyprodukowania tej samej ilości energii.

#4. Jeszcze jedna czarna strona Projektu Manhattan

1931034ad8484c94.jpg

Trudno całkowicie jednoznacznie oceniać amerykański projekt Manhattan. Założenia były, rzecz jasna, tak złe, jak to tylko możliwe – ale przecież chodziło nie tylko o uzyskanie nowego rodzaju broni. Szukano też sposobu, który pozwoliłby wykorzystać energię atomową do pozytywnych celów. Problem w tym, że w wielu kwestiach zupełnie nie liczono się z konsekwencjami. Nagrodzona Pulitzerem autorka książki The Plutonium Files opisuje w szczegółach, jak eksperymenty z promieniowaniem prowadzone były na zupełnie nieświadomych tego faktu Amerykanach.

W Nashville ciężarnym kobietom podawano radioaktywne mieszanki, w Cincinnati pacjentom serwowano zastrzyki ze strontem i cezem, a w Massachusetts ponad pięćdziesiątkę niepełnosprawnych dzieci częstowano radioaktywnymi owsiankami. Oczywiście nikt z pacjentów poddawanych eksperymentom nie wiedział o ich fakcie czy naturze oraz celu.

#5. Pacjent, który nie chciał umrzeć

19310359afc9b995.jpg

Wspomniane powyżej eksperymenty w ramach Projektu Manhattan niekiedy zaskakiwały swoimi rezultatami. Tak właśnie było w przypadku Alberta Stevensa, malarza pokojowego z Ohio, który – całkowicie nieświadomie – poddany został eksperymentowi. W maju 1945 roku wstrzyknięto mu olbrzymią wręcz dawkę plutonu, która to według stanu ówczesnej, ale i współczesnej wiedzy powinna bardzo szybko posłać go na tamten świat. Tymczasem Stevens miał się zupełnie nieźle, przeżywszy jeszcze ponad dwadzieścia lat.

Zmarł w 1966 roku w związku z problemami kardiologicznymi. Zanim jednak to nastąpiło, wziął na siebie skumulowaną dawkę promieniowania na poziomie 64 siwertów. I ponieważ zapewne mało komu cokolwiek liczba ta mówi, zerknijmy na punkty odniesienia. Dopuszczalna dawka promieniowania dla pracowników zatrudnionych w zawodach związanych z wykorzystaniem materiałów radioaktywnych wynosi obecnie w USA 0,05 siwerta. Uważa się też, że 1 siwert promieniowania gamma u człowieka prowadzi do ostrego zespołu popromiennego oraz – w konsekwencji – śmierci.

#6. Kto promienieje w samolocie…

19310369115e6e16.jpg

Zawody, w których występuje ryzyko narażenia na promieniowanie, są bardzo różne. Zaliczają się do nich między innymi piloci oraz personal pokładowy. To kolejny przypadek, kiedy faktyczna ekspozycja na radioaktywność jest przeciętnie większa niż ma to miejsce w przypadku pracowników elektrowni atomowych. Naukowcy z NASA, NCAR i Dartmouth College zajmowali się nawet opracowaniem specjalnego modelu, który pomagałby przewidywać narażenie na promieniowanie załóg i pasażerów linii lotniczych.

Komu więc nie odpowiada „perspektywa napromieniowania”, powinien raczej powstrzymać się od latania samolotami… choć to oczywiście zdecydowanie zbyt daleko posunięty wniosek. Wiadomo zatem, jak nie narażać się na podwyższone promieniowanie, a czy jest sposób, by ograniczyć swoją ekspozycję? Tak. Wystarczy… zatrudnić się na okręcie podwodnym. Cóż, nigdzie nie zostało powiedziane, że będzie to rozwiązanie praktyczne.

#7. Promieniowanie? Ale jakie promieniowanie, co złego to nie my…

1931037e1291a907.jpg

Komu wierzyć – to pytanie okazuje się znacznie bardziej aktualne i konieczne niż byśmy chcieli. Czy obecnie, czy przed laty – informacją rządzą interesy. I nie inaczej było po tym, jak Amerykanie zrzucili na Japonię bomby atomowe. Natychmiast pojawiły się informacje o tym, że owszem, nowo opracowana broń zaskoczyła swoją skutecznością nawet samych jej wynalazców. Równocześnie jednak deklarowano, że… nie spowodowała utrzymującej się radioaktywności.

Nawet New York Times, uchodzący za jeden z najbardziej poważanych amerykańskich dzienników, wyprodukował artykuł zatytułowany No Radioactivity in Hiroshima Ruin. W artykule cytowani byli wyłącznie wojskowi, natomiast zignorowano całkowicie relacje naocznych świadków. I to tylko jeden z bardzo wielu przykładów tego, że kiedy zaczynają się interesy, prawda czy rzetelność przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.
3

Oglądany: 27161x | Komentarzy: 24 | Okejek: 173 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało