Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Dziennik Bułgarskiego Nindży VI

21 991  
10   7  
Kliknij i zobacz więcej!Jak się okazuje z kolejnych wpisów nowoczesny Nindża musi również sprawnie latać helikopterem. Przynajmniej tak jest w Bułgarii... ;)

Dzień 44
Dziś trenowaliśmy start helikopterem. Zaraz po wylocie obróciłem śmigłowiec do góry płozami. Instruktor, z powodu szybkiej zmiany pozycji, kompletnie stracił orientację w terenie i strasznie się zestresował. Z kieszeni wyciągnąłem piersiówkę i pokazałem mu na czym polega „procedura” naszego starego sierżanta. Chłopina szybciutko się uspokoił i wylądował bezpiecznie.


Dzień 45
Czarny wtorek dla Bimberieva. W czasie lotu połamał drążki do sterowania i w kwestii lądowania wynikły nagle problemy. Niestety musieliśmy strącić maszynę. Dwoma taboretami. Jednym w dziób, drugim w ogon. Ehh…gdyby tylko sierżant mógł nas teraz widzieć…


Dzień 46
Uczymy się latać w szyku. Dlaczego? Nikt nie jest nam w stanie wytłumaczyć. Później trening w lataniu w trudnych warunkach. Latanie slalomem między drzewami to super zabawa. A też i przydatna - nasiekliśmy hektar drewna na zimę…


Dzień 47
Dziś atakujemy cele naziemne. Kacov imitował syrenę drąc się tak głośno jakby co najmniej nasz stary sierżant rozrywał mu dupsko. Niestety pomyliliśmy się i zamiast szarżować nad poligonem, zaatakowaliśmy pobliską fermę strusi. Błąd wyszedł na jaw, kiedy zobaczyliśmy stado jakichś ogromnych, zmutowanych (zdaniem niektórych z nas) kur panicznie uciekających przez okno stodoły.


Dzień 48
Przyszedł pułkownik. Zły jak cholera . Powiedział, że z powodu przerażenia, męski struś został impotentem. Wyraziliśmy współczucie. Poradziliśmy mu żeby wysłał strusia na kursy treningu psychicznego prowadzone metodami Zygmunta Freuda. Hehe…


Dzień 49
Kończymy szkolenie w poruszaniu się pojazdem latającym. Wieczorem zrobiliśmy mały bankiet. Później żeby nie wyjść z wprawy pełzaliśmy po ścianach. A i much było pod dostatkiem. Następnego ranka czekał na nas poligon strzelecki…


Dzień 50
O świcie, zachowując bezwzględne bezpieczeństwo, zamaskowani jako trytony, popłynęliśmy pobliską rzeczką na poligon. Od razu po przybyciu wyznaczono nam instruktora. Pokazał swoje umiejętności splunięciem wybijając oko przebiegającemu trzydzieści metrów od nas karaluchowi. Jesteśmy pod wrażeniem. Ale nie dużym.


Dzień 51
Trenowaliśmy strzelanie z pistoletu. Nogami. Rękoma nawet idiota by potrafił. Tak czy inaczej nuda. Trochę później zauważyliśmy, że pistolety można wykorzystywać jako bumerangi. Kiepsko, ale latają.


Dzień 52
Pokazali nam automat Kałasznikow. Z punktu widzenia bułgarskiego nindży, całkiem niezła maczuga. A jeśli dobrze zakrzywić nóż zatknięty na lufie, można tym kosić siano. Dla królików.


Poprzednie wpisy...

Oglądany: 21991x | Komentarzy: 7 | Okejek: 10 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.07

19.07

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało