Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Jesteś sobowtórem znanej osoby? Gratuluję. Czeka cię wielka kariera!

68 529  
221   28  
Widzisz tego typa w lustrze? Kogoś ci przypomina? Gdyby tak przybrał trochę masy mięśniowej, to gość wyglądałby niczym Vin Diesel. No, powiedzmy – jego znacznie uboższa i trochę bardziej zmęczona życiem wersja! Jakby dobrze pokombinować, to z takim wyglądem i charyzmą da się zarobić niemałą kasę. Trzeba tylko pomyśleć jak to zrobić. Cóż, opcji jest kilka, więc już teraz zabierz się za siebie, bo wkrótce będziesz tarzał się w forsie niczym pewien skąpy kaczor z kreskówki Disneya!

#1. Możesz zostać… alkoholikiem

Biednym pijakiem żebrzącym przed Biedronką o dwa złote od kierownika może zostać każdy, ale już bycie żuliskiem z klasą, forsą i tłumem fanów jest zajęciem wyjątkowo prestiżowym. Taki los spotkał faceta o wyjątkowo swojskim nazwisku (i imieniu zresztą też). Mowa o niejakim Thaddeusu Kalinoskim. W 2012 roku mężczyzna ten przybył w Las Vegas, aby wzbudzić szczególne zainteresowanie wśród bywalców kasyn i nocnych klubów. Po wcześniejszym zapuszczeniu brody i założeniu na nos okularów przeciwsłonecznych człowiek ten wyglądał niczym brat bliźniak Zacha Galifianakisa – aktora, który zdobył sławę jako jeden z bohaterów serii filmów „Kac Vegas”.


I pół biedy, aby skończyło się jedynie na fotkach z balującymi w „mieście grzechu” imprezowiczami. Nie. Każdej nocy dziesiątki osób gotowe były płacić tysiące dolarów za to, aby Kalinoski uświetnił swoją obecnością wieczory kawalerskie. Z propozycji tych Thaddeus oczywiście chętnie korzystał. I tak też podczas gdy do jego kieszeni lał się hajs (coś ok. 20 tysięcy dolarów miesięcznie), równocześnie do gardła mężczyzny tłoczone były cysterny alkoholu, a do nosa trafiały grube kreski najlepszego koksu.


Mało brakowało, a gość stałby się takim samym wrakiem człowieka, jak jego ekranowy odpowiednik. Dobrze więc, że po pięciu latach od rozpoczęcia swojej kariery jako imprezowy sobowtór znanego aktora Kalinoski poszedł po rozum do głowy i zdecydował się na emeryturę.


#2. Albo aktorem porno!

To oczywiste, że jeśli przypominasz Kim Kardashian czy inną Rihannę, a jedyny talent jaki posiadasz to umiejętność jazdy na drążku, drzwi kariery w przemyśle dla dorosłych stoją dla ciebie otworem. Co natomiast z osobami będącymi zadziwiająco podobnymi do publicznych postaci, którym bardzo daleko do miana seks-symboli? Tak się składa, że w kinie ślizganym również i dla takich ludzi znajdzie się miejsce. I to całkiem nieźle płatne! Weźmy na przykład takiego Evana Stone’a (w branży od prawie pół wieku!), który zarobił naprawdę ładną sumkę za swój 50-minutowy występ w produkcji „The Donald”.


Film ten wyszedł spod ręki samego Larry’ego Flynta. Wydawca Hustlera i posiadacz popularnej wśród miłośników szajse-wideo wytwórni nigdy nie krył swojej pogardy dla amerykańskiego prezydenta. Tym bardziej więc wyłożył pieniądze na pieprzną parodię, której bohaterem został tenże polityk.

Fakt, że w biznesie XXX pojawiają się klony znanych polityków nie jest niczym nowym, natomiast prawdziwym dziwactwem może być sytuacja, kiedy znany kongresmen ma porno-bliźniaka innej płci niż on sam. Taka sytuacja miała miejsce parę lat temu, gdy niejaka Searcy Hayes – amerykańska kura domowa – zgodziła się przyjąć od kierowników strony xHamster okrągłe 10 tysięcy dolarów za nagranie seks-taśmy.


Kto chciałby oglądać wygibasy mocno obłej i daleko odbiegającej od aktualnych kanonów urody kobiety? Ano setki tysięcy osób. Tak się bowiem składa, że babeczka ta ma twarz bardzo podobną do fizjonomii Teda Cruza – amerykańskiego senatora ze stanu Teksas, który to w 2013 roku ubiegał się o urząd prezydenta USA! Z biznesowego punktu widzenia – to musiało się sprzedać!


Nagranie zatytułowane „Female Ted Cruz Lookalike Get Penetrated” zyskało swoich fanów, a pani Hayes, która już wcześniej nagrała (ziemniakiem) parę sprośnych amatorskich klipów zyskała sporą sławę!

#3. Możesz też wkręcać ludzi i tym samym wkur#iać osobę, którą naśladujesz

Nigdy nie przyszło mi do głowy, aby wykorzystać fakt mego podobieństwa do Brada Pitta i rozdawać autografy. W sumie to muszę o tym pomyśleć… Tak przez lata robił niejaki Michael Clayton, który do złudzenia przypominał samego Robina Williamsa. Facet wkręcał ludzi, że jest znanym aktorem. Czasem udzielał wywiadów, innym razem pozował do zdjęć. Wszyscy byli przekonani, że mają do czynienia z gwiazdą „Pani Doubtfire”.


Clayton startował też w niezliczonej ilości konkursów na sobowtóra Williamsa (wszystkie wygrał) oraz, dzięki pomocy swojego agenta, pojawiał się na publicznych występach, za które – ma się rozumieć – brał sowitą zapłatę. Sprawy jednak nieco się skomplikowały, gdy Clayton, podawszy się za sławnego komika, skontaktował się z organizatorami wielkiej imprezy charytatywnej w Missouri i wprosił się tam jako gwiazda wieczoru. Przekręt wyszedł jednak na jaw i całe przedsięwzięcie trzeba było odwołać. Straty oszacowano na 45 tysięcy dolarów. Williams dowiedziawszy się o szargającym jego dobre imię sobowtórze wytoczył mu sprawę sądową. Ostatecznie skończyło się na tym, że Clayton musiał skończyć swoją karierę naśladowcy wielkiego komika.

#4. Różnica wieku? Żaden problem!

Harrison Ford dobiega już osiemdziesiątki (aż trudno uwierzyć, że ten starszy pan niebawem po raz kolejny wcieli się w Indianę Jonesa!) i trzeba się liczyć z tym, że niebawem pójdzie na emeryturę. Tymczasem jest pewien młodzieniec, który nie tylko przypomina tę gwiazdę, ale i w doskonały sposób ją naśladuje. I mówimy tu nie tylko o mimice, ale też o gestach, a nawet o barwie głosu! Oto Anthony Ingruber – liczący sobie 31 wiosen i urodzony w Australii aktor, który od dobrych kilkunastu już lat statystuje w różnych filmach i serialach.


Prawdziwą sławę zyskał jednak za sprawą swojego opublikowanego na YouTubie w 2008 roku klipu, w którym to wcieliwszy się w Hana Solo, odegrał scenkę monologu tej postaci pochodzącą z „Nowej nadziei”. Zrobił to tak dobrze, że gdy parę lat temu pojawiły się pierwsze doniesienia o pracach nad filmem, w którym to bohaterem miał być uwielbiany przez fanów gwiezdnej sagi awanturnik, wielu internautów domagało się, aby to właśnie Ingruber dostał główną rolę.

https://www.youtube.com/watch?v=bba_wPdLxp4

Jak wiemy – Hana Solo ostatecznie zagrał Alden Ehrenreich. Anthony w międzyczasie rozpoczął karierę jako aktor głosowy (można go było usłyszeć w roli Jokera w wydanej przez Telltale serii gier o Batmanie). Mimo że Ingruber nigdy nie zasiadł za sterami Sokoła Millennium, to los dał mu okazję wcielić się w młodszą wersję postaci granej przez Harrisona Forda w produkcji pt. „Wiek Adaline”. I trzeba przyznać, że lepszego artysty do tej roli nie dałoby się znaleźć.

https://www.youtube.com/watch?v=vwLv993khfI

#5. A może by tak przejąć karierę po zmarłym gwiazdorze?

Poznajecie tego pana? No raczej! Kto nie zna Charlesa Bronsona – wielkiego gwiazdora kina akcji, znanego m.in. z serii „Życzenie śmierci”?


Swoją drogą, warto tutaj podzielić się pewną interesującą ciekawostką. Mimo że artysta ten często wcielał się w role Indian, szczególnie na początku swojej kariery, to tak naprawdę miał on pochodzenie polskie. Jego rodzice wyemigrowali z terenów, które niegdyś wchodziły w skład naszego państwa, a obecnie należą do Litwy. Swoją „indiańską” urodę aktor ten zawdzięcza faktowi, że jego ojciec miał korzenie tatarskie. Wróćmy jednak do pana ze zdjęcia powyżej. Trudno w to uwierzyć, ale ten mężczyzna o absolutnie niepowtarzalnej twarzy i jedynym w swym rodzaju wąsie... nie jest Charlesem Bronsonem! To urodzony na Węgrzech Robert „Bronzi” Kovacs, który od paru ładnych już lat robi karierę, występując w filmach kategorii B.


Nietrudno się domyślić, że aktor ten wykorzystuje swoje niesamowite podobieństwo do zmarłego 18 lat temu gwiazdora, grywając w produkcjach bliźniaczo wręcz podobnych do tych, w których zwykł pojawiać się Bronson.


I tak też na przykład można go było zobaczyć w filmie „Pewnego razu w Deadwood” (już samym tytułem nawiązującego do „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie”, w którym to Charles zagrał) czy chociażby w „Pocałunku śmierci” (będącym niskoklasową czkawką po wspomnianym „Życzeniu śmierci”). Zresztą cała – jak dotąd dość krótka – kariera tego węgierskiego osiłka przypomina pokraczny hołd dla Bronsona.

5

Oglądany: 68529x | Komentarzy: 28 | Okejek: 221 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało