Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Czegoś takiego na pewno nie spodziewaliście się ujrzeć na P0rnhubie - Co nowego w technologii?

64 057  
223   74  
W dzisiejszym odcinku poznamy nową nazwę Facebooka, nauczymy się matematyki dzięki portalowi z filmami dla dorosłych oraz zobaczymy, co do powiedzenia na temat nowych iPhone'ów ma współzałożyciel Apple.

#1. Stało się! Facebook zmienił nazwę


Tydzień temu pisałem, że Mark Zuckerberg planuje zmianę nazwy swojej firmy. Jak Marek powiedział, tak Marek zrobił. Zmiany ogłosił w zeszłym tygodniu i wytłumaczył, o co mniej więcej chodzi w tym całym zamieszaniu. Zacznijmy jednak od najważniejszego, czyli samej nazwy nowej firmy Marka. Ma ona nazywać się bowiem Meta.

Dlaczego Meta? Czy chodzi o melinę? Chodzi o metamfetaminę? A może o fakt, że firma Marka jest już na mecie (a więc na finiszu) swojego marszu? Nic z tych rzeczy. Chodzi raczej o coś zwanego Metawersum.

Metawersum to termin użyty po raz pierwszy w 1992 roku w książce zatytułowanej „Snow Crash” autorstwa Neala Stephensona. W Metawersum Stephensona chodziło o zacieranie się granic między otaczającą nas rzeczywistością a tą wirtualną. Ludzie w „Snow Crash” działali za pośrednictwem awatarów, pozwalających im przemieszczać się swobodnie między dwoma światami.


Mamy więc świat łączący w sobie cechy rzeczywistości rozszerzonej oraz wirtualnej – i właśnie o to chodzi Zuckerbergowi. W tym miejscu warto jednak dodać, że Stephenson całkowicie odcina się od działań Facebooka i kategorycznie zaprzecza, jakoby w jakimkolwiek stopniu doradzał Zuckerbergowi w kwestii zmiany nazwy.

Wróćmy jednak do facebookowego Metawersum:

Wybraliśmy nazwę "Meta", ponieważ może oznaczać też "poza". Ten następny rozdział w rozwoju to przyszłość stworzona przez nas wszystkich, która zabierze nas poza to, co dziś umożliwia cyfrowe połączenie — poza ograniczenia ekranów, ograniczenia odległości, a nawet fizyki. Dla naszej firmy Meta jest przypomnieniem, że zawsze jest coś więcej do zbudowania.
Logo Meta zostało z kolei zaprojektowane tak, aby obraz był trójwymiarowy i sprawiał wrażenie ruchomego. Czy to się udało? To już musicie ocenić sami.


Na koniec, aby nie było niejasności, dodam tylko, że zmiana planowana jest dla samej firmy matki, a nie dla portalu społecznościowego. Będzie to więc to samo, co zmiana nazwy firmy z Google na Alphabet. Czy normalny Kowalski to zauważył lub odczuł na własnej skórze? Raczej nie. Podobnie będzie w tym przypadku.

#2. Ludzie naprawdę kupują ściereczki od Apple


Coś, co miało być tylko doskonałym materiałem na memy, okazało się marketingowym strzałem w dziesiątkę. Magia Apple zadziałała po raz kolejny i znaleźli się odbiorcy nawet czegoś takiego, jak kawałek materiału z małym logo Apple za 20 dolarów sztuka.

Skąd takie wnioski? Otóż na oficjalnej stronie producenta czas oczekiwania na dostawę wynosi obecnie 10-12 tygodni. W tym miejscu dodam tylko, że na samym początku wynosił on zaledwie 4-5 tygodni.

W tym miejscu warto dodać, że czas oczekiwania na nowego iPhone’a 13 wynosi 3-4 tygodnie. Jest więc znacznie krótszy niż czas oczekiwania na ściereczkę od Apple, która swoją drogą nie została oceniona najlepiej przez serwis iFixIt.


Portal wystawił jej surową notę 0/10. Powód? W dotyku ściereczka wydaje się być identyczna jak wewnętrzna wyściółka nakładki Smart Cover dedykowanej dla iPadów. Jeśli przyjrzymy jej się bliżej, to widzimy, że są to tak naprawdę dwa skrawki sklejonego ze sobą materiału. Materiału dość kiepskiej jakości, co udowodniono w trakcie głębszej analizy za pomocą mikroskopu.

Widać, że ściereczce dość daleko do dobrej jakościowo ściereczki z mikrofibry. Jej fakturę porównano raczej do papieru toaletowego, a nie do czegoś wartego 20 dolarów.

#3. Nauczyciel matematyki robi majątek na P0rnhubie


I nie zajmuje się tym, o czym pewnie pomyśleliście, że się tam zajmuje. Nauczyciel matematyki z Tajwanu, Changshu, kryjący się pod tajemniczym nickiem changhsumath666, postanowił przełamać schematy i zająć się tam tym, co robi najlepiej – a więc nauką matematyki.

Filmy nauczyciela cieszą się coraz większą popularnością, a jego kanał działa pod hasłem „Play hard! Study hard!”. Tajwańczyk uczy matematyki w języku mandaryńskim, więc całkiem możliwe, że nie zrozumiecie wiele z jego wykładów. Dodatkowo na pokuszenie mogą wodzić filmy proponowane nam gdzieś z boku i pod spodem przez sam portal dla dorosłych.

Tajwańczyk prowadzi jednak również internetowy kurs matematyki i kiedy tylko zrobiło się o nim głośno, ludzie zaczęli masowo zapisywać się na jego zajęcia. Obecnie kurs powinien przynieść mu mniej więcej 250 tys. dolarów rocznie, a na tym na pewno się nie skończy, bo wciąż przybywa chętnych.

Changshu sam wyznał, że jego celem nie była nauka matematyki na P0rnhubie, a pokazanie się w internecie. Skrycie też liczył, że zrobi się o nim głośno, bowiem chciał, aby świat zobaczył, że jest taki gościu z Tajwanu, który mówi po mandaryńsku i potrafi całkiem nieźle nauczyć rachunku różniczkowego.

#4. Steve Wozniak nie widzi różnicy między iPhone'em 12 i 13


Emocje po wrześniowej prezentacji nowego sprzętu od Apple już nieco opadły i nareszcie mamy czas, aby usiąść na spokojnie i przyjrzeć się ot choćby iPhone'owi 13. W tym miejscu warto na dłużej pochylić się nad tym, co do powiedzenia na temat nowych smartfonów od Apple ma sam współzałożyciel firmy, Steve Wozniak.

Mam nowego iPhone’a i naprawdę nie jestem w stanie wskazać różnicy. Zakładam, że jego oprogramowanie jest aplikowane do starszych iPhone’ów.
Nie sposób nie przyznać Wozniakowi racji. Z głównych różnic widocznych gołym okiem można tutaj głównie wymienić nieco mniejszy notch. Diabeł natomiast tkwi w szczegółach. A są nimi choćby wyższa częstotliwość odświeżania ekranu wynosząca obecnie 120 Hz, bardziej pojemna bateria, czy nowe funkcje aparatu.

Nie jest to jednak już pierwszy raz, kiedy Wozniak wypowiada się o nowym sprzęcie od Apple w tak wyraźnie negatywny sposób.

#5. Naukowcy stworzyli playlistę z utworami, przez które powinna pojawić się u słuchacza gęsia skórka


Pomyślicie pewnie, że ci naukowcy to naprawdę nie mają co robić… jeden z nich – Rémi de Fleurian z Queen Mary University of London – postanowił przeanalizować tysiące utworów i poszukać tych, które wywołują u ludzi powstanie tzw. gęsiej skórki lub dreszczy. Czyli czegoś niewątpliwie przyjemnego.

W tym celu postanowiono posłużyć się istniejącymi już wynikami badań o podobnym charakterze. Wraz ze swoim współpracownikiem Marcusem Pearce'em Remi doszedł jednak do wniosku, że wyniki tamtych badań są zdecydowanie zbyt teoretyczne lub przeprowadzono je na zbyt małej grupie.

Wzięto pod lupę niektóre utwory i porównano je do innych utworów tego samego artysty, posiadających tę samą długość oraz popularność. W ten sposób udało się wyłonić cechy pożądane, jeśli chodzi o wywoływanie dreszczy u słuchaczy. Te utwory były relaksujące, ciche, powolne, nieelektryczne, instrumentalne i nienadające się do tańca.

Portal Quartz pokusił się więc o sporządzenie obszernej listy 715 utworów, które posiadają spory potencjał na wywołanie u słuchacza tzw. gęsiej skórki. Dzięki temu każdy może przetestować – dosłownie! – na własnej skórze wyniki badań naukowców.

W poprzednim odcinku: Hasła typu „jeb** dziekana” pojawiły się na stronie krakowskiej uczelni AGH

10

Oglądany: 64057x | Komentarzy: 74 | Okejek: 223 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

26.01

25.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało