Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

7 nie zawsze istotnych, ale za to robiących wrażenie ciekawostek o serialach

50 444  
227   54  
Jedni pozostają wierni filmom, inni wolą seriale – i niech pierwszy rzuci tytułem ten, kto nigdy nie obejrzał pięciu odcinków z rzędu, kiedy planował „dzisiaj tylko jeden”.

#1. I Love Lucy przełamało tabu



Współcześnie sceny albo bezpośrednio pokazujące seks, albo w jakiś sposób do niego nawiązujące pojawiają się praktycznie w co drugim serialu – choć gdyby faktycznie policzyć przypadki, mogłoby okazać się, że jest ich nawet więcej. Czasy się zmieniają i nie zawsze tak było, a jednym z pionierów „seksualnej rewolucji” był amerykański czarno-biały serial I Love Lucy, który… odważył się pokazać ciążę głównej bohaterki. Przedtem telewizyjni producenci unikali nawet takich nawiązań.

#2. Nie. Nawet za 5 milionów dolarów



Z serialami związane są obłędne pieniądze, co tłumaczy poniekąd, dlaczego niektóre produkcje ciągną się latami, mimo że fabułę zdążyły wyczerpać już co najmniej kilkukrotnie… nie wskazując palcem żadnego. Są jednak wyjątki – kiedy producenci kasowych seriali decydują się odrzucić lukratywne oferty i zakończyć swoje dzieło zanim zostanie rozmienione na drobne. Tak było w przypadku Kronik Seinfelda, które – bijąc rekordy popularności – doczekały się 9 serii i 180 odcinków. Twórcy i głównemu bohaterowi serialu oferowano nawet 5 milionów dolarów za każdy odcinek 10. sezonu, ale ten pozostał nieugięty.

#3. Ci bezpruderyjni Flintstonowie



Stwierdzenie, że telewizja kłamie, nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem. I tak jak obecnie ordynarnie fałszuje obraz rzeczywistości, tak samo fałszowała przed laty – i jeśli kolejne tabu musieli przełamywać jaskiniowcy, to… aż trudno uwierzyć, jak wielkie pozoranctwo niegdyś uprawiano. O co chodzi? O to, że przed początkiem lat 60. i przed serialem Flintstonowie nie brakowało bynajmniej najróżniejszych produkcji telewizyjnych. Ale to dopiero Fred i Wilma przetarli szlaki jako pierwsze animowane małżeństwo śpiące w jednym łóżku. Małżeństwo. Śpiące. We wspólnym łóżku.

#4. Umierający główny bohater



Idea serialu jest dość oczywista – przywiązać widzów do opowiadanej historii i jej bohaterów, a następnie przetrzymać oglądających przed telewizorami tak długo, jak tylko się da. W tym wypadku uśmiercanie najważniejszych postaci wydaje się przeciwskuteczne. Nic więc dziwnego, że nawet dzisiaj producenci stronią od tego zabiegu, jak tylko się da. Zdarzają się również wyjątki, kiedy autorzy serialu M*A*S*H zdecydowali się posłać do piachu podpułkownika Henry’ego Blake’a. Dowódca szpitala występował w pierwszych trzech sezonach, po czym jego samolot został zestrzelony.

#5. Główny antybohater



Rodzina Soprano to jedna z tych produkcji, obok których trudno przejść całkiem obojętnie. Przez wielu zresztą uważana jest jeśli nie za najlepszy, to jeden z najlepszych seriali telewizyjnych, jakie kiedykolwiek wyprodukowano. I faktycznie, pod wieloma względami Rodzina Soprano zmieniła całkiem sporo. Zapoczątkowała między innymi trend do „gloryfikowania zła”. Było to w momencie, w którym Tony zabił na ekranie swojego przeciwnika. Potem już poszło z górki, a ambiwalentni moralnie bohaterowie zaczęli pojawiać się coraz częściej – m.in. w Breaking Bad, Dexterze i wielu innych produkcjach.

#6. Rola nie jest dana na zawsze



Tendencja Netfliksa – i nie tylko zresztą – by wszystkich bohaterów granych dotychczas przez białych mężczyzn zastąpić czarnoskórymi kobietami wzbudza wiele kontrowersji. Nie brakuje takich, którzy obrazili się na samą sugestię, że następny James Bond miałby być innego niż biały koloru skóry i innej płci. Tymczasem Brytyjczycy – od zupełnie innej produkcji – nic sobie z tego nie robią. Mowa o serialu Doktor Who, w którym główną postać grało już trzynaścioro różnych aktorów, wliczając w to jedną kobietę. I choć zawsze były i zawsze będą dyskusje o tym, który Doktor był najlepszy, serial cieszy się niesłabnącą popularnością.

#7. Koszty nie grają roli



Serialowe szaleństwo rozkręciło się na dobre. Jak pokazują statystyki, w 2012 roku na amerykańskim rynku pojawiło się 288 nowych produkcji. W 2017 – aż 487. Na produkcję własnych seriali i filmów Netflix przeznaczył w 2018 roku 12 miliardów dolarów. W 2019 – już 15 miliardów. Jeśli zaś chodzi o najdroższe seriale, w przypadku których pieniądze nie grają roli, w czołówce znaleźć można m.in. Grę o Tron, Kompanię braci czy Pacyfik, którego odcinek kosztował średnio 20 milionów dolarów. Co ciekawe, dwa ostatnie z wymienionych produkowane były przez ten sam duet w składzie Steven Spielberg, Tom Hanks.
5

Oglądany: 50444x | Komentarzy: 54 | Okejek: 227 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.01

20.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało