Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Samotna matka, zemsta jest słodka i inne anonimowe opowieści

42 005  
229   37  
Dziś przeczytacie m.in. o szacunku dla pracujących fizycznie, poznacie sposób na uwolnienie się z każdej dźwigni, a na koniec autobusowe przemyślenia po zobaczeniu niezbyt urodziwego młodzieńca.

#1.


Sytuacja miała miejsce jakieś 3 lata temu.
Na weekend przyjechał do mnie mój chłopak, z którym byłam od niedawna. To była jego pierwsza wizyta w moim domu. Pochodzimy z przeciwnych stron Polski (ja jestem ze Śląska, a on mieszka nad morzem). Wówczas nie mieliśmy częstych okazji do spotkań, głównie ze względu na odległość, więc cały jego pobyt gruchaliśmy jak te dwa gołąbki. Wszystko ładnie, pięknie... aż do dnia jego wyjazdu.

Siedzieliśmy akurat w salonie z moimi rodzicami i jedliśmy niedzielny obiad. Wszyscy rozmawiamy, śmiejemy się, kiedy nagle tąpnęło. Meble się zabujały dosyć mocno. Muszę przyznać, że był to jeden z silniejszych wstrząsów, ale byłam już do tego przyzwyczajona. W mojej miejscowości znajduje się kopalnia, więc taka sytuacja to nic nowego.

Zaczęłam więc kontynuować z rodzicami rozmowę jak gdyby nigdy nic. Dopiero po chwili spojrzałam na mojego chłopaka i oświeciło mnie - będąc pierwszy raz na Śląsku, pewnie nigdy nie miał z takim czymś do czynienia. Siedział wręcz sparaliżowany, a jego mina była bezcenna. Patrzył na nas z przerażeniem, nie wiedząc co się dzieje. Kiedy z mamą zaczęłyśmy się śmiać, mój tata próbował go uspokoić słowami „Ee... to jeszcze nie koniec świata, takiego tam bączka sobie puściłem”...

#2.

Mam 23 lata i pracuję na magazynie.
Z rok temu przyjechał po odbiór towaru starszy facet z synem, gdzieś w wieku 12-13 lat, akurat ja kręciłem się na przodzie magazynu, więc od razu podbijam, aby wydać towar. WZ wzięte, towar zlokalizowany, jak to mam w zwyczaju zawsze chętnie pomagam przy załadunku, aczkolwiek nie mam takiego obowiązku, już podchodzę do towaru, aby pomóc w załadunku, wtedy słyszę, jak ojciec mówi do syna "Widzisz, Kacper, pewnie mu się nie chciało uczyć, więc widzisz jak skończył". Niewiele myśląc pokazuję palcem stertę grzejników (paki po 40 kg) i wypalam do młodego: "Widzisz, Kacper, jak się nie ma choć krzty kultury i szacunku do innych, trzeba sobie radzić samemu", po czym mówię do jego ojca "To jest pańskie, dziękuję, do widzenia".
Obróciłem się na pięcie i poszedłem w głąb magazynu, słysząc jak ojciec morduje się z grzejnikami.

Przyznam, że niby nic takiego, ale w jednej chwili mnie zagotowało, a później od razu przyszła mega satysfakcja.

#3.

Studiuję, pracuję i wychowuję córkę jednocześnie. Nie jest łatwo. Czasami nie mam czym zapłaci za rachunki. Dziecko tanie też nie jest.
Pracuję jako sprzątaczka. Alimenty są bardzo małe, ale zawsze coś.

Moja córeczka miała urodziny. Postanowiłam zrobić jej przyjęcie urodzinowe. Zrobiłam zupę, trzy dania na ciepło i dwa ciasta. A moja rodzina zapytała się "dlaczego tak mało, ty przecież tylko w mieszkaniu siedzisz i alimenty dostajesz".
Ręce opadają :/

#4.


Mieszkam na wsi, mamy gospodarstwo, a w nim po trochu wszystkiego - krowy, świnie, wszelaki drób domowy, za domem kilka starych owocowych drzew. Co ważne, przy płocie rozrosły się maliny - nienawożone, pozostawione same sobie, krzaki wysokie już na około półtora metra. Obok malin stoi szklarnia i jest ogródek warzywny.

Historia dotyczy sąsiadów, którzy dwa lata temu sprowadzili się tu z miasta wojewódzkiego. Raz, na samym początku jak tu zamieszkali, w przypływie dobroci pozwoliłem ich dzieciom narwać malin, bo przecież jest ich mnóstwo, nie zbiednieję, jak dzieciaki sobie kilka zerwą. Ale jak to mówią - daj palec, wezmą całą rękę. Krzaki zostały praktycznie ogołocone - dobra, mój błąd, bo nie powiedziałem ile mogą zerwać. Potem się zaczęło. Nie zliczę, ile razy przez te dwa lata przyłapałem te dzieciaki po prostu kradnące owoce i warzywa ze szklarni czy ogródka. Poszedłem, grzecznie powiedziałem, że jak coś chcą, to niech przyjdą i poproszą, a nie kradną. Usłyszałem że "i tak leży, to co mi szkodzi". Ja jestem nauczony, że cudze to cudze, choćby miało zgnić, to nie ruszaj bez pozwolenia. Po tej akcji ulubioną rozrywką sąsiadów stało się rzucanie kamykami różnej wielkości w kury i gęsi na podwórku. Kilka zwierzaków padło, sprawę zgłosiłem sołtysowi, ale za rękę nikogo nie złapałem, dowodów brak, więc sprawa nie do rozwiązania. Odgrodziłem drób, a kontrolę na podwórku przejął młody owczarek niemiecki imieniem Teksas. Niestety, po kilku tygodniach względnego spokoju pies z dnia na dzień zaczął niknąć w oczach, nie dało się go uratować. Jestem przekonany, że zginął, bo bronił tej hołocie dostępu do skarbów z mojego terytorium.

Drugiego psa nie wziąłem, szkoda zwierzaka. Szkoda mi było pieniędzy na wyższy płot, zresztą pewnie i tak by nie stanowił większej przeszkody. Ze skargą do sołtysa też nie poszedłem. Postanowiliśmy więc z żoną całkowicie przeorganizować nasze podwórko - maliny wykopujemy, ogródek też można zrobić gdzie indziej. A na honorowym miejscu stanie płyta na obornik.

#5.

Wyznanie na gorąco...

Spiknąłem się z kolegami i jeden z nich stwierdził, że potrafi się uwolnić z każdej dźwigni, którą mu się założy, nie robiąc przy tym krzywdy napastnikowi. Niewielkie doświadczenie ze sztukami walki mam, toteż zgodziłem się założyć mu ''balachę''.

Wiecie co on zrobił? Połaskotał mnie po jajkach... Faktycznie się uwolnił.

#6.

Pracuję w miejscu, gdzie klient nasz PAN. Dosłownie. Zdarzają się bardzo mili goście, zarówno Polacy, jak i obcokrajowcy. Ale ostatnio przydarzyła mi się sytuacja, która doprowadziła mnie pierwszy raz do szaleńczej zemsty. A mianowicie obcokrajowiec był tak chamski i wulgarny, że zwyzywał mnie od najgorszych tylko dlatego, że powiedziałam, że musi zapłacić za pobyt u nas w innym biurze. Później żądał, bym zamówiła mu taksówkę.

Zamówiłam. Najdroższą, jaką tylko znalazłam, za sam przejazd na lotnisko samochodem VIP gość zapłacił trzy moje dniówki. A rzuciłam jeszcze taksówkarzowi, by przejechał dłuższą trasą, ze względu na to, że PAN chce pozwiedzać miasto.

Satysfakcja niesamowita.

#7.

Jakiś czas temu siedziałem sobie w autobusie, szary zwykły człowiek jadący na uczelnię jako student, nie mający dziewczyny i cierpiący z tego powodu. Siedział przede mną "pulchny" chłopak, niezbyt urodziwy. Moje myśli przepełniły się żalem, że on to będzie miał ciężko znaleźć jakąś bliską osobę, dziewczynę – ciężej ode mnie. Zrobiło mi się go naprawdę żal i pomyślałem, że gdyby wziął się za siebie, zaczął ćwiczyć, zmienił się, mógłby poznać dziewczynę i być szczęśliwym.
Jadąc parę przystanków z takimi myślami, podczas gdy sam mam problem ze znalezieniem drugiej połówki, oceniłem po wyglądzie gościa, którego nigdy nie znałem, wydawał mi się po prostu przegrany życiowo.

W pewnym momencie delikwent wysiadł z autobusu, a na niego czekała piękna dziewczyna, którą pocałował na powitanie i poszli w dal... a ja odjechałem dalej autobusem z takim uczuciem, że nigdy go nie zapomnę. W tamtym momencie zdałem sobie sprawę, że już nigdy nikogo nie ocenię, tylko będę patrzył na swoje życie i na swoje błędy.
9

Oglądany: 42005x | Komentarzy: 37 | Okejek: 229 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.01

20.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało