Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Te horrory podobno „oparto na faktach”. Podobno...

46 458  
105   19  
Tak było! Nie ściemniam! - zaklinają się filmowcy, umieszczając w napisach początkowych produkcji grozy informację jakoby dzieło, które oglądamy, oparte było na wydarzeniach, które to faktycznie miały miejsce. Dzięki temu seansowi towarzyszy ta niepokojąca świadomość, że wydarzenia z ekranu to niemalże wierna rekonstrukcja prawdziwych morderstw, opętań i koszmarnych tortur zadawanych bohaterom filmu. I chociaż bardzo nie chcemy psuć wam odbioru tych produkcji, to niestety musimy to powiedzieć – wszyscy zostaliśmy nabici w butelkę!

#1. „Hostel” - dużo zamieszania z powodu jednej strony internetowej

Swego czasu makabryczne dzieło Eli Rotha było na ustach wszystkich kinomanów. Upiorna historia „hostelu”, w którym za odpowiednio wysoką opłatą goście mogli spełnić swoje chore, sadystyczne fantazje torturowania i powolnego pozbawiania życia skrępowanych ofiar, reklamowana była jako produkcja inspirowana rzeczywistymi wydarzeniami. Ile jest prawdy w „Hostelu”? Ano niewiele.


Reżyser sam przyznał, że prawdziwym natchnieniem była dla niego strona internetowa oferująca za kwotę 10 tysięcy dolarów możliwość przyjechania do Tajlandii i zamordowania człowieka strzałem w głowę. Według serwisu, każda z ofiar dobrowolnie podpisywała dokument pieczętujący swój los – zazwyczaj mieli to być ludzie ciężko chorzy lub skrajnie ubodzy, którzy w ten sposób pragnęli zagwarantować przypływ niemałej gotówki do rodzinnego budżetu.

Początkowo Roth chciał zrobić dokument na temat działalności tych tajskich „przedsiębiorców”, jednak szybko zdał sobie sprawę, że podając numer karty kredytowej oraz swoje personalne dane, może paść ofiarą oszustwa. Nie udało mu się więc sprawdzić, czy oferta była prawdziwa, czy też może cały ten serwis to jednak zwykła ściema. Tak czy inaczej – sama treść ogłoszenia zrobiła na filmowcu takie wrażenie, że postanowił on nakręcić „Hostel”.

#2. „Egzorcysta” – zmyślona historia z prawdziwym mordercą na drugim planie

Klasyk kina grozy pt. „Egzorcysta” również otoczony jest legendami mówiącymi, że w zmaganiach starszego księdza z opętaną przez demona dziewczynką sporo jest prawdy. Zanim jednak film ten trafił na duży ekran, najpierw była powieść. W 1971 roku napisał ją William Peter Blatty – autor libańskiego pochodzenia, który sam twierdził, że cała historia została przez niego wymyślona. Niestety, ku naszej rozpaczy, fałszywy jest nawet motyw z obracającą się głową ofiary demonicznego nawiedzenia oraz rzygania na biednego klechę zieloną breją…


Pewne elementy postaci księdza Merrina wzorowane są na osobie autentycznego brytyjskiego archeologa, Geralda Lankestera Hardinga, którego to pisarz miał poznać w Bejrucie. Na cześć tego uczonego filmowy duchowny nosi imię Lankester. Natomiast sama historia opowiedziana przez reżysera została delikatnie tylko zainspirowana egzorcyzmami, które to 1949 roku jezuicki zakonnik William S. Bowdern miał przeprowadzać na pewnym opętanym dzieciaku.

W przypadku „Egzorcysty” znacznie bardziej niepokojący wydaje się fakt, że w filmie tym występuje prawdziwy morderca. Mowa o Paulu Batesonie – aktorze, który wcielił się w drugoplanową rolę radiologa w jednej ze scen mających miejsce w szpitalu.



Sześć lat po premierze „Egzorcysty” Paul został skazany na 20 lat pozbawienia wolności za zabójstwo pewnego dziennikarza. Bateson był też prawdopodobnie zamieszany w serię morderstw przedstawicieli homoseksualnej społeczności spotykającej się w klubach na Manhattanie.

#3. „Egzorcyzmy Emily Rose” – to padaczka, a nie nawiedzenie!

Skoro już poruszyliśmy kwestię filmowych opętań, to warto też wspomnieć o „Egzorcyzmach Emily Rose” – nakręconym w 2005 roku horrorze, który rzeczywiście oparty jest na prawdziwych wydarzeniach, ale jednocześnie pomija wiele kluczowych elementów historii, która miała miejsce.

Filmowa Emily w rzeczywistości nazywała się Anneliese Michel i była dziewczyną wychowaną w rodzinie gorliwie wierzących niemieckich katolików, którzy zadbali o to, aby ich córka miała mocno spaprane dzieciństwo. Młoda Michel zmuszana była np. do ciągłych modlitw i „pokutnego” spania na gołych deskach. Natomiast jej rzekome nawiedzenie było tak naprawdę niczym innym, jak objawami postępującej padaczki.


Dodatkowo Anneliese cierpiała na depresję. Początkowa interwencja medyczna nie przyniosła żadnych rezultatów. Tymczasem rozwijająca się choroba sprawiała, że dziewczyna zaczynała miewać symptomy psychozy ponapadowej objawiającej się omamami, halucynacjami i zachowaniami mocno odstającymi od przyjętych norm. Anneliese słyszała głosy, mówiące jej, że została opętana, piła własny mocz i reagowała agresją na widok dewocjonaliów. Później było jeszcze gorzej – dziewczyna miała doznawać objawień, a na jej ciele pojawiły się namiastki stygmatów.



Michel, za sprawą swoich rodziców, poddana została serii egzorcyzmów, które przeprowadzane były przez dwóch księży. Niestety, tu potrzebny był dobry lekarz, a nie reprezentant Watykanu. Anneliese zmarła w 1971 roku, mając zaledwie 24 lata. Powodem jej śmierci było skrajne odwodnienie oraz niedożywienie. W dniu zgonu ważyła ona zaledwie 30 kilogramów, a jej stawy kolanowe były zniszczone przez nieustanne klęczenie. Winą za ten stan rzeczy obarcza się duchownych, którzy w ramach postu, przez wiele dni (a może i nawet tygodni) odmawiali swojej „pacjentce” posiłków i wody. Obaj panowie poszli siedzieć.

#4. „Annabelle” – nie taka znowu straszna ta lalka

Czy naprawdę ktoś oczekiwał, że historia o nawiedzonej lalce może mieć w sobie cokolwiek z prawdy? A jednak ma! W filmie dowiadujemy się, że zabawka (zwana w rzeczywistości Szmacianą Ann) została wykonana przez pewnego twórcę kukiełek, który ofiarował ją w prezencie swojej 7-letniej córce. Dziewczynka wkrótce zginęła w wypadku samochodowym, a jej dusza miała zostać „wchłonięta” przez Ann, co stało się początkiem serii koszmarnych zdarzeń.


Pomijając fragment o ojcu tragicznie zmarłego dziecka oraz rzekomych podłości, za którymi miałaby stać Szmaciana Ann, „wszystko się tu zgadza” – lalka prawdopodobnie faktycznie należała do dziewczynki zmarłej w wypadku. Zabawka miała potem zostać „przygarnięta” przez pewną studentkę pielęgniarstwa, która z przerażeniem odkryła, że Ann ma niepokojącą tendencję do regularnego zmieniania swojego położenia i straszenia innych uczniów. Sprawa nabrała rozgłosu, gdy została ona wzięta pod lupę przez znanych i dość medialnych badaczy spraw nadprzyrodzonych – Eda i Lorraine Warrenów, którzy wstawili szmacianą lalkę do jednej z gablot swego muzeum.



I chociaż większość uczonych śmieje się z arcypoważnej postawy państwa Warrenów, którzy łyknęli tę historię niczym dorodne pelikany, to dla wielu znawców popkultury demoniczna lalka jest jednym z kilku przykładów wpływu miejskich legend na ludzką wyobraźnię, a co za tym idzie – na scenariusze filmów grozy.

#5. „Czwarty stopień” – nie było tam żadnych kosmitów!

Mało któremu filmowi grozy, jaki powstał w ciągu ostatnich kilkunastu lat, towarzyszyła tak wielka kampania wbijająca potencjalnym widzom do głowy to, że ta stylizowana na dokument produkcja traktuje o prawdziwych incydentach uprowadzeń ludzi przez kosmitów. Już sam tytuł to nawiązanie do klasyfikacji kontaktów Ziemian z przedstawicielami obcych cywilizacji.
W rzeczywistości jedyny element fabuły, który oparty jest na faktach, dotyczy niepokojącej fali zaginięć ludzi z Nome – kanadyjskiego miasta. Większość z tych przypadków dotyczyła przedstawicieli rdzennej ludności Alaski, którzy podróżowali pomiędzy Nome a pobliskimi wsiami.



W sprawę zaangażowano nawet FBI. Z oficjalnych ustaleń wynika, że za tajemniczymi zniknięciami stał… alkohol i niskie temperatury. Trudno też mówić o zaginięciach, kiedy z 20 przypadków jedynie 9 ciał nigdy nie znaleziono.
Tak czy inaczej – nikt poważny nie wiązał tych wydarzeń z ingerencją przybyszów z odległych planet, którzy z jakiegoś powodu zapragnęli zainstalować potężną sondę w anusach swych ofiar.


„Czwarty stopień” spotkał się z druzgocącą krytyką wśród Kanadyjczyków, którzy słusznie uznali, że paradokumentalny styl tej produkcji mógł sprawić, że nieco mniej bystrzy widzowie uwierzyliby w szare ludziki polujące na sympatycznych obywateli Alaski.


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
12

Oglądany: 46458x | Komentarzy: 19 | Okejek: 105 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało