Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Historyczne "plot-twisty", o których prawdopodobnie nie mieliście pojęcia

40 435  
203   23  
Nieoczekiwane złośliwości losu i zwroty akcji to nie tylko domena hollywoodzkich produkcji! Oto trzy historyczne wydarzenia, które sprawiają wrażenie napisanych przez naprawdę pomysłowego scenarzystę!

#1. „Evil twin” – czyli wyjątkowo pechowe spotkanie dwóch okrętów

Nie da się ukryć, że na zbudowanie niemieckiego okrętu SMS Cap Trafalgar wydano fortunę. Z resztą nikt tego ukrywać nie zamierzał. Kiedy liniowiec w 1914 roku odbywał swoją dziewiczą podróż, pasażerowie dosłownie pławili się w luksusach. Już same ściany korytarzy i przestronnych sal wypełnione były przepięknymi, ręcznie malowanymi, pozłacanymi ozdobnikami, a kajuty umeblowano zgodnie najmodniejszym stylem tamtych czasów. Na górnym pokładzie znajdował się duży basen oraz wielka, pokryta żółtym marmurem, szklarnia pełna egzotycznych roślin. Kursujący pomiędzy Hamburgiem a południowoamerykańskimi portami, okręt był największą tego typu jednostką na tej trasie i uchodził za uosobienie pełnej przepychu elegancji oraz wzorowej, niemieckiej inżynierii.


Wybuch I wojny Światowej zastał tę jednostkę w Buenos Aires. Od razu na pokład weszli argentyńscy inspektorzy z zamiarem skonfiskowania broni, która mogłaby się tam znajdować. Jedyne, co znaleziono to stara dubeltówka kapitana. Liniowiec opuścił port i skierował się do Montevideo, gdzie po konsultacji z pracownikami niemieckiego konsulatu, kapitan dostał instrukcje udania się do portu na brazylijskiej wyspie Trindade. Tam, na SMS Cap Trafalgar czekać miała kanonierka Eber. Na miejscu, zgodnie z planami, załadowano na pokład luksusowego okrętu broń i amunicję.
Podróż do ojczyzny byłaby bardzo utrudniona przez patrolujące ocean jednostki brytyjskiej marynarki wojennej, więc kapitan niemieckiego krążownika podjął decyzję o wizualnym stuningowaniu swej "łajby". Usunięto jeden z kominów (który i tak był atrapą), szklarnia została przemalowana, zbudowano też atrapę mostka. W ten sposób SMS Cap Trafalgar upodobniony został do RMS Carmania – brytyjskiego liniowca, który służył na tych wodach jako krążownik pomocniczy Royal Navy.


Kapitan SMS Cap Trafalgar bardzo liczył na to, że tak zamaskowany liniowiec będzie miał szczęście i uda mu się przedostać do Niemiec. Tym bardziej, że liniowiec miał od teraz służyć jako rajder w służbie Kaiserliche Marine - marynarki wojennej Cesarstwa Niemieckiego. Niestety, okręt szczęścia nie miał… Rano, 14 września 1914 roku do stacjonującego w tajnej bazie, krążownika zbliżyła się brytyjska jednostka i rozpoczęła ostrzał. Wymiana ognia trwała dwie godziny. Przez chwilę mogło się wydawać, że Niemcy wygrają tę potyczkę, jednak mimo poważnych uszkodzeń Brytyjczykom udało się posłać wroga na dno. W ten sposób, należący do Royal Navy, RMS Carmania zatopił niemiecki okręt… który udawał RMS Carmanię.


#2. Pomyłka, która pomogła obalić Mur Berliński

9 listopada 1989 roku rozpoczął się gigantyczny szturm mieszkańców NRD na przejścia graniczne w Berlinie Wschodnim. Wszystko to działo się na oczach mocno skołowanych, ale i uzbrojonych w karabiny, oddziałów Grenztruppen der DDR (NRD-owskie Wojska Ochrony Pogranicza), ale także i MfS (służb Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa) oraz stacjonujących w Berlinie jednostek Armii Czerwonej. Prawdziwy eksodus wschodnoniemieckiej ludności mógł doprowadzić do dramatycznych sytuacji. Tym bardziej, że żołnierze pilnujący przejścia nie dostali żadnych konkretnych instrukcji odnośnie tego, co mają w tej sytuacji robić.

Parę godzin wcześniej szef Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec - Günter Schabowski, wrócił mocno zmęczony ze swojej wizyty w Polsce i miał na antenie telewizji poinformować naród o pierwszych, nieśmiałych krokach ze strony władz, w stronę kontrolowanego otwarcia granic.


Podczas transmitowanej na żywo konferencji prasowej, Schabowski planował przedstawić projekt ustawy wyznaczającej nowe zasady dotyczące zagranicznych wyjazdów obywateli NRD. Od 10 listopada mieszkańcy Wschodnich Niemiec mogliby zacząć przekraczać granicę posługując się paszportami i wizami, których otrzymanie regulowałyby nowe, nieco złagodzone, przepisy.
Schabowski, prawdopodobnie zmęczony i nie do końca poinformowany o szczegółach ustawy i opierając się jedynie na jej fragmentach, oznajmił, że podania o wyjazdy mogą być składane bez przedstawiania powodów i bez specjalnych warunków, jakie miałby spełniać podróżny. Ponadto zasugerował, że zmiany w prawie następują „od teraz”. W efekcie tysiące Niemców rozpoczęło szturm na przejścia graniczne.


O tym, co może się wydarzyć jeśli ktoś nie podejmie jakiejś rozsądnej decyzji wiedział pracujący na jednym z przejść granicznych, podpułkownik Harald Jäger, który o mało nie zadławił się kanapką, gdy usłyszał słowa wypowiedziane przez Schabowskiego podczas transmisji konferencji prasowej. Jäger przez 25 lat był wierny reżimowi i posłusznie wykonywał rozkazy. A teraz… miał raka. Na to, w każdym razie, wskazywały jego zdrowotne objawy. Szczegółów miał się dowiedzieć następnego dnia, podczas konsultacji swoich badań w szpitalu.
Przybity i zmęczony napiętą sytuacją poprosił swojego przełożonego o instrukcje. W chwili gdy wschodnioniemieckie telewizje transmitowały przemarsz tysięcy obywateli w stronę granic, Jäger usłyszał, że ma robić „to, co zawsze”, czyli łapać i (jeśli sytuacja będzie tego wymagała) strzelać do osób nielegalnie przekraczających pilnowanego przez uzbrojonych żołnierzy, przejście.


Niedługo potem Harald wziął też nieoficjalny udział w telefonicznej konferencji pomiędzy swoim szefem, a przedstawicielem Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego NRD. Podpułkownik liczył na sensowne instrukcje, które mogłyby zapobiec rozlewowi krwi.
„Czy ten cały Jäger potrafi realistycznie ocenić sytuację, czy jest po prostu tchórzem?” - cynicznie pytał przedstawiciel Stasi.
Tego już było za wiele. Wściekły, borykający się z własnymi problemami, Harald postanowił zrobić to, co uważał za słuszne. O 23:30, wbrew rozkazom dowództwa, zarządził otworzenie przejścia granicznego.
Następnego dnia mężczyzna dowiedział się od lekarza, że nie jest chory. W ten sposób jeden z czynników, który wpłynął na jego odważną decyzję, został wyeliminowany…

#3. Podwójna złośliwość losu

Pradziadek Charlesa Henri Sansona był oficjalnym wykonawcą kar śmierci w Paryżu. To wysoko postawiona poprzeczka. Urząd ten, odziedziczył później jego dziadek, ojciec, a ostatecznie zadanie uśmiercania skazańców padło na młodego Charlesa. To on 25 kwietnia 1792 roku, jako pierwszy dokonał publicznego ścięcia za pomocą gilotyny. O ile wynalazek ten był wielce skuteczny, to już utrzymanie jego sprawności wymagało sporych nakładów finansowych, które z własnej kieszeni pokrywał Sanson. Zdając sobie sprawę, że dalsze inwestowanie w konserwację i czyszczenie tego urządzenia może skończyć się dla Charlesa bankructwem, kat napisał do rewolucyjnych władz petycję z prośbą o wsparcie.


Podczas gdy list Sansona utknął w biurokratycznym młynie, kat miał pełne ręce roboty. Oto bowiem rozpoczęły się dni terroru. Jeden z czołowych przywódców rewolucji – Maximilian de Robespierre wysyłał przedstawicieli opozycyjnych frakcji na szafot. Jednego za drugim. Ten sam polityk, jeszcze parę lat wcześniej, jako młody, lewicowy idealista, słynął z płomiennych przemów i krasomówczych wywodów potępiających karę śmierci! Teraz jednak stał za machiną, która pozbawiła głów nawet 40 tysięcy obywateli Francji! Owładnięty szaloną wręcz obsesją zwalczenia wszystkich swoich wrogów, polityk zaczął robić "porządki" w szeregach własnego obozu. Dzięki fałszywym oskarżeniom skazał na ścięcie dwóch innych przywódców rewolucji – Georgesa Dantona i Jacquesa-René Héberta, czym doprowadził do połączenia sił wśród zagrożonych kolejną, zapowiedzianą przez Robespierre’a, czystką przeciwników jego krwawej polityki.
Ostatecznie Maximilian został skazany na ścięcie.


Ostatnie chwile wolności Robespierre spędził w ratuszu, gdzie razem ze swoimi zwolennikami planował wywołać powstanie przeciw Konwentowi Narodowemu. Niestety do budynku wpadła straż i aresztowała wszystkich zebranych. W tym Robsepierra, który próbował popełnić samobójstwo strzelając sobie pistoletem w twarz. Nie udało mu się to, a kula jedynie roztrzaskała mu szczękę. Robespierre, który niegdyś słynął z kwiecistych przemów przeciwko karze śmierci, teraz czekając na własny wyrok, nie był w stanie wypowiedzieć już ani jednego słowa.
Sanson, przed wymierzeniem kary, zerwał z twarzy skazanego bandaż, który trzymał jego pogruchotaną szczękę na miejscu. Podobno Maximilian wrzeszczał z bólu tak długo, aż jego krzyku nie uciszyło ostrze gilotyny.


Kat, mający szalenie dużo roboty, nadal jednak nie dostał odpowiedzi dotyczącej rozpatrzenia jego wniosku o dofinansowanie, które miałoby być przeznaczone na konserwację jego narzędzia pracy. Kiedy upomniał się o te pieniądze, usłyszał: „Dodatkowe środki finansowe z całą pewnością należą się panu. Problem w tym, że potrzebny będzie podpis Robespierre’a, a tak się składa, że wczoraj go pan ściął…”.
7

Oglądany: 40435x | Komentarzy: 23 | Okejek: 203 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

01.12

30.11

29.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało