Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

5 muzycznych hitów, które tak naprawdę są utworami o uprawianiu seksu

90 745  
159   86  
Tak to już jest, że nieznajomość języków obcych potrafi doprowadzić do tego, że radośnie pląsać będziesz nóżką do kawałka o seksie analnym z bakłażanem w pierwszoplanowej roli. Ba, czasem nawet bycie wyedukowanym poliglotą ci nie pomoże, bo autorzy tekstów poniższych hitów nigdzie wprost nie powiedzieli, że ich popularne przeboje to numery o czynnościach kopulacyjnych!

"(I Just) Died in Your Arms Tonight" - Cutting Crew

Nick Van Eede – wokalista znanej w latach 80. grupy Cutting Crew napisał tę kompozycję po tym, jak spotkał się ze swoją byłą dziewczyną po roku od zerwania. Najwyraźniej coś między nimi nadal iskrzyło, bo para szybko wylądowała w łóżku. Następnego dnia rano muzyk zwlekł się z wyra i od razu zaczął przelewać na papier tekst utworu inspirowanego tą, wydawać by się mogło, jednorazową schadzką. Jak sam wspominał, powtarzające się w refrenie zdanie „I just died in your arms tonight” przyszło mu do głowy w momencie intensywnego tarła. Co ma śmierć do seksu? Ano to, że w języku francuskim funkcjonuje określenie „La petite mort”, czyli „Mała śmierć”, które odnosi się do… orgazmu. Już w XVI wieku zostało ono przeszczepione też do mowy Szekspira. Artysta, śpiewając o umieraniu w ramionach swej ukochanej, w metaforyczny sposób pragnął podzielić się ze światem informacją o swoim orgazmie.



Warto dodać, że niedługo po premierze tej kompozycji para doczekała się córki. Niestety, drogi bohaterów "(I Just) Died in Your Arms Tonight" jakiś czas później na dobre się rozeszły.

„Summer of 69” – Bryan Adams

Hłe, hłe, hłe… Sześć-dziewięć, rozumiesz? Wydawać by się mogło, że tak medialny i poważny artysta jak Bryan Adams nie będzie w oczywisty sposób sugerować słuchaczom, że jego numer dotyczy pozycji seksualnej, w której narządy gębowe kochanków znajdują się w okolicach ich stref intymnych. To chyba raczej przypadek – W 1969 roku Bryan miał 10 lat i pewnie po prostu miło swój dziecięcy urlop wspomina... Otóż nie. Adams napisał ten numer z pomocą Jima Vallance'a – znanego twórcy tekstów, który współpracował m.in. z Aerosmith. Panowie od samego początku założyli sobie, że napiszą kompozycję o uprawianiu seksu podczas wakacji. Warto też dodać, że tytułując swój przebój „Summer of 69”, Adams zainspirował się nakręconym w 1971 roku filmem pt. „Summer of 41” opowiadającym o nastolatkach i ich pierwszych seksualnych doświadczeniach.


„Ticket to ride” – The Beatles

John Lennon powiedział kiedyś, że ten numer jest jednym z pierwszych heavymetalowych kawałków, jakie powstały. Cóż, można polemizować z tym stwierdzeniem. Nie do końca też jasne jest, o czym ten kawałek w ogóle traktuje. Według oficjalnej wersji rozpowszechnionej przez McCartneya, chodziło o bilet do miejscowości Ryde, gdzie knajpę prowadził kuzyn muzyka, a John i Paul często go odwiedzali. Inną, również przytaczaną przez samych muzyków interpretacją miała być historia dziewczyny, która dosłownie ucieka ze swojego dotychczasowego życia, aby ułożyć sobie wszystko od początku.


Don Short, dziennikarz, który sporo podróżował z Beatlesami, twierdzi jednak, że Lenon podzielił się z nim zupełnie innym rodowodem „Ticket to ride”. Na samym początku kariery zespół, jeszcze w składzie ze Stuartem Sutcliffem i Petem Bestem, grywał w muzycznych klubach Hamburga. John opowiadał, że niemieckie prostytutki były prawnie zmuszone do regularnych badań medycznych. Po ich wykonaniu dostawały one specjalną kartę, która informowała potencjalnego klienta, że dziewczyna jest zdrowa i nie zarazi płacącego za seks mężczyznę chlamydiozą czy innym kaktusem. W praktyce więc „Bilet uprawniający do jazdy” mógł być takim właśnie lekarskim zaświadczeniem.



Don równocześnie też dał do zrozumienia, że Lennon miał dość specyficzne poczucie humoru i mógł po prostu robić sobie jaja. O tym, że jedyny okularnik wśród Żuków lubił rzucić niewygodnym żarcikiem niech świadczy fakt, że 55 lat temu, podczas wywiadu dla magazynu London Evening Standard stwierdził, że „Beatlesi są popularniejsi od Jezusa”, co wywołało międzynarodowy skandal, a przedstawiciele watykańskiego duchowieństwa przez wiele kolejnych dekad przypominali światu o karygodnym „wybryku” Johna.

„Heart-Shaped Box” – Nirvana

O, jak słodko! Cobain napisał piosnkę o serduszku! No, nie. To nie był numer o miłosnym organie. No, dobra – był, ale nie o tym, który sugeruje tytuł. W 2012 roku Lana Del Rey wykonała swoją wersję tej kompozycji. Wówczas to głos zabrała sama Courtney Love – była żona wokalisty zespołu Nirvana, która postanowiła na publicznym forum, jakim jest Twitter, udzielić młodej artystce lekcji historii rocka tłumacząc jej, że „Heart-Shaped Box” jest utworem, który Kurt napisał na cześć… pochwy Love. „Następnym razem, gdy będziesz śpiewała tę kompozycję, to myśl o mojej waginie, dobrze?” - dodała Courtney. Wpisy słynącej z niewyparzonego języka piosenkarki szybko zostały przez Del Rey skasowane, ale jak wiadomo, w sieci nic nie ginie…


„Barbie girl” – Aqua

„Jestem blondwłosą zdzirą żyjącą w fantastycznym świecie. (…) Pocałuj mnie tu, dotknij mnie tam, bara-bara”. No, dobra – tutaj już nietrudno się domyślić, że lalka Barbie, o której śpiewali wokaliści zespołu Aqua, to obiekt służący do zaspokajania męskich żądz. W 1997 roku kawałek o ruch*niu plastikowej blondynki był wszędzie – na listach przebojów, w dyskotekach czy na antenie niemieckojęzycznych kanałów muzycznych.



Dotarł też do szefostwa Mattel, które nie było zachwycone faktem, że ich sztandarowy produkt został przez artystów zniżony do poziomu ordynarnej, syntetycznej pochwy dla smutnych onanistów. Firma uznała, że hit duńskiej formacji uderza w prawa autorskie Mattel, a tytuł piosenki sugeruje, że producent lalek Barbie jest zamieszany w powstanie tego kawałka. Pozwani zostali szefowie MCA – wydawcy płyty autorów „Barbie Girl” – oraz wszystkie osoby, które uczestniczyły w jego tworzeniu. Ostatecznie sąd uznał, że przebój jest parodią i nie ma co sprawy roztrząsać.
W 2009 roku firma Mattel postanowiła pokazać światu, że nabrała do tej głośnej awantury odrobinę dystansu i w jednej z kampanii promocyjnych wykorzystała dziełko Duńczyków. Oczywiście wszystkie aluzje dotyczące czynów sprośnych w ramionach puszczalskiej lalki zostały zastąpione znacznie grzeczniejszymi zwrotami. Wyszło "tak se".




Źródła: 1, 2, 3, 4
12

Oglądany: 90745x | Komentarzy: 86 | Okejek: 159 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

07.12

06.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało