Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Tych niepokojących faktów nie dowiesz się z lekcji historii

86 329  
311   75  
Kto powiedział, że historia musi być nudna? Jeśli wzięlibyśmy pod uwagę również i mniej znaczące z dziejowego punktu widzenia ciekawostki, to okaże się, że przeszłość miewała swoje dziwaczne, niekiedy mocno niepokojące momenty. No bo w końcu jakie ma znaczenie fakt, że ojciec jednego z najsłynniejszych faraonów, którego grobowiec odwiedzany jest przez setki tysięcy osób rocznie, grzmocił swoją siostrę, a efektem owego grzmocenia było dziecko wyjątkowo wręcz „zdezelowane”?

#1. Rodzice Tutenchamona prawdopodobnie byli rodzeństwem

Tutenchamon zmarł w wieku zaledwie 19 lat. Był człowiekiem mocno schorowanym, kulawym (jego lewa noga była szpotawa), z przerośniętymi biodrami i wydatnym brzuchem. Według przekazów, egipski władca miał być jednak muskularnym, przystojnym mężczyzną, który zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku podczas wyścigów rydwanów. Problem w tym, że współcześni historycy, którzy dokładnie przyjrzeli się mumii króla, wyrażają swoją wątpliwość wobec tej historii. Stan zdrowia Tutenchamona był tak nędzny, że faraon prawdopodobnie spadłby z rydwanu, zanim ten w ogóle by ruszył…


Wiele wskazuje na to, że władca skonał na skutek komplikacji po złamaniu nogi. Przy okazji odkryto, że egipski pan miał mocno zaburzoną równowagę hormonalną swego organizmu, która to miała być genetyczną przypadłością całej jego rodziny.
Mimo że do dziś trwają spory o to, kim byli rodzice Tutenchamona, jedno z ostatnich badań rzuciło nowe światło na tę sprawę – wygląda na to, że tatą schorowanego króla mógł być faraon Echnaton, który to utrzymywał seksualne kontakty z własną rodzoną siostrą. To tłumaczyłoby to, jak wielką genetyczną „pomyłką” był ich syn…

#2. Thomas Edison – twórca laleczki Chucky?

Przerażające mordercze kukiełki to jeden z najbardziej lubianych przez twórców kina grozy motywów. I trudno się dziwić – gadające laleczki o niewinnych twarzach potrafią naprawdę nieźle zryć beret wrażliwego widza. Dzisiaj co druga zabawka przemawia ludzkim głosem i w zasadzie nikogo to specjalnie nie dziwi. Tymczasem pierwsza próba zalania rynku mówiącymi lalkami miała miejsce ponad 130 lat temu, a autorem produktu, który miał wprawić dzieciaki w osłupienie, był nie kto inny, jak sam Thomas Edison! W 1877 roku stworzył on fonograf – urządzenie do odtwarzania dźwięku zapisanego na pokrytym folią cynową walcu, po którym przesuwała się igła z diamentowym czubkiem. Pierwsze fonografy obsługiwano za pomocą korbki, jednak z czasem wprowadzono mechanizm sprężynowy.


I takie właśnie ustrojstwo zamontowano w metalowym korpusie lalki dla dzieci, która trafiła do sklepów w 1890 roku. Ta mocno przerażająca zabawka recytowała beznamiętnym, „przykrytym” zakłóceniami głosem kobiety wierszyki dla maluchów (pewnie coś w stylu „One, Two, Freddy's Coming For You”).


Niestety, próba podbicia zabawkarskiego rynku przez Edisona skończyła się porażką – po pierwsze lalka była cholernie droga, poza tym mechanizm łatwo ulegał awarii, a jakość dźwięku przypominała potępieńcze wycie zbłąkanej duszy pośród trzasków i szumów w krematoryjnym piecu. Żadne dziecko nie wyrażało chęci posiadania takiego dziadostwa w swoim domu.


#3. Sztuczne szczęki wykonywano kiedyś z zębów zabitych żołnierzy

Na początku XIX wieku protetyka dentystyczna była jeszcze w powijakach. Zapotrzebowanie na sztuczne szczęki i konieczne do ich wyrobu „zamienniki” zębów było jednak ogromne. Tutaj dobrze sprawdzała się kość słoniowa. Wykonane z niej elementy protezy łączone były za pomocą fortepianowych strun.


Na rynku też pojawiały się znacznie droższe alternatywy dla zamożnych bezzębnych przedstawicieli wyższych klas społecznych. Niektórych stać było na zakup protez, przy produkcji których wykorzystano prawdziwe ludzkie zęby. Najczęściej wyrywano je żebrakom lub najuboższym obywatelom, którzy za parę monet zgadzali się oddać swoje uzębienie tym, którzy bardziej go potrzebowali.

W drugiej dekadzie XIX wieku europejski rynek zębowych protez nagle rozkwitł. Pojawiło się wówczas całkiem sporo sztucznych szczęk z ludzkimi zębami. Skąd ten nagły rozkwit branży? Ano dzięki Napoleonowi! 18 czerwca 1815 roku stoczył on swoją ostatnią bitwę, która zapisała się w historii jako jedna z najważniejszych batalii w dziejach świata. W tej krwawej potyczce wzięło udział ok. 200 tysięcy żołnierzy. Kiedy wojenny kurz opadł, na placu boju leżało 30 tysięcy trupów.


Nieboszczykom zęby niepotrzebne, a popyt na protezy był przecież niemały, więc już wkrótce pośród zgliszczy i stygnących zwłok, krzątać się zaczęli, uzbrojeni w obcęgi, poszukiwacze „łupów”. Wyrwane denatom zęby czyszczono, segregowano i tworzono zestawy gotowe do sprzedaży.


Dentyści z całej Europy chętnie kupowali sznurki z zębami ukradzionymi trupom z Waterloo. Ząbki takie wygotowywali, szlifowali i dopasowywali do szczęk z kości słoniowej. Ciekawostką jest to, że szczerbate trupy żołnierzy rzadko kiedy miały usuwane trzonowce. Przede wszystkim dlatego, że popyt na nie był niewielki, a wyrwanie tych zębów wymaga naprawdę sporej siły.


#4. Najkrótsza bitwa w historii trwała 38 minut

Na mocy porozumienia zawartego pomiędzy władzami Anglii i Niemiec, w 1890 roku Zanzibar stał się brytyjskim protektoratem, a w zamian za zrzeczenie się swoich interesów w tym kraju, Niemcy dostali pod swe władanie jedną z wysp na Morzu Północnym, znajdujący się w Namibii Pas Caprivi oraz mieli prawo do kontrolowania wybrzeża wokół największego miasta Tanzanii – Dar es Salaam. Rządzący Zanzibarem sułtan Hamad ibn Suwajni respektował tę umowę, jednak po jego śmierci dokonany został przewrót i do władzy dostał się Chalid ibn Barghasz – polityk, który bardzo chciał uwolnić się spod brytyjskiego jarzma.


Brytyjczykom, którzy pragnęli na tronie Zanzibaru widzieć wyznaczonego przez siebie władcę i którym bardzo nie odpowiadały niepodległościowe ciągoty Barghasza, postawili ultimatum – albo ten czym prędzej abdykuje, albo spuszczony zostanie mu łomot. O 9 rano 27 sierpnia 1896 roku, dwa dni po przejęciu władzy przez sułtana, ten otrzymał od brytyjskiego konsula informację o wypowiedzeniu Zanzibarowi wojny. Momentalnie zaczął się ostrzał z ustawionych przed portem pięciu okrętów wojskowych, a do przeszło 900 obecnych na lądzie żołnierzy złożonych z lokalnych mężczyzn dołączyła brytyjska piechota morska w liczbie 150 osób.


30 minut później martwych już było 500 wiernych sułtanowi wojowników, natomiast po stronie brytyjskiej nie było śmiertelnych ofiar (jeden tylko podoficer został poważnie ranny). Tymczasem Chalid ibn Barghasz dał dyla ze swojego pałacu i ukrył się w niemieckim konsulacie, co uratowało mu życie. Po 38 minutach wojna angielsko-zanzibarska się zakończyła.

#5. Amerykański prezydent, który wierzył w zabobony, został zamordowany chwilę po oddaniu swojego „szczęśliwego” amuletu

William McKinley był 25. prezydentem USA. Na samym początku jego kariery pewien oponent, w dżentelmeńskim geście, wręczył mu czerwony goździk, aby przyniósł mu szczęście podczas politycznej debaty, która właśnie miała się odbyć. Włożywszy kwiatek do butonierki, McKinley wystąpił przed zgromadzonymi i świetnie sobie poradził, dzięki czemu wygrał wybory do Kongresu w 1887 roku. Odtąd William wierzył, że czerwony kwiatek faktycznie przynosi mu szczęście i często miał on go przy sobie, a nawet ozdabiał kwiatkami swój gabinet. Polityk miał w zwyczaju dawać swój „amulet” różnym osobom, a następnie szybko zastępował go nowym goździkiem, który to umieszczał w kieszonce swej marynarki.


W 1901 roku, parę miesięcy po tym, jak McKinley zaczął odbywać swoją drugą prezydencką kadencję, głowa państwa pojawiła się na światowych targach w Buffalo, gdzie spotkała się ze swoimi wyborcami. Podczas tej imprezy polityk zamienił parę zdań z 12-letnią dziewczynką o imieniu Myrtle. „Muszę dać ten śliczny kwiatek drugiemu malutkiemu kwiatuszkowi…” - rzekł William do dziecka i wręczył jej wyciągnięty z butonierki goździk. Dosłownie kilka minut później w brzuchu prezydenta utkwiły dwie kule wystrzelone z pistoletu Leona Czolgosza – syna polskich imigrantów zafascynowanego ideologią anarchistyczną i wierzącego, że głowa amerykańskiego państwa jest wrogiem klasy robotniczej.


McKinley zamach ten przeżył i trafił do szpitala. Przez moment była nawet nadzieja, że polityk wróci do zdrowia. Niestety, Williamowi najwyraźniej zabrakło szczęśliwego goździka, bo po tygodniu leczenia w ranę wdała się gangrena i wkrótce prezydent wyzionął ducha.

Źródła: 1, 2, 3, 4
7

Oglądany: 86329x | Komentarzy: 75 | Okejek: 311 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

07.12

06.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało