Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Znowu ktoś śmieszkuje, że hehe, jestem wegetarianinem jak Adolf Akwarelista. Sprawdźmy więc fakty

35 339  
159   98  
Zawsze, kurwa, to samo. Kiedy zasiadam do biesiadowania w towarzystwie innych osób, z jakiegoś powodu fakt, że na moim talerzu nie ma mielonego, steku, kiełbasy, czy chociażby zwykłego czikena, wywołuje zamieszanie, jakbym co najmniej dokonał publicznego czynu sodomickiego na kelnerce. Wśród nudnych i ogranych niczym „Takie tango” docinków zawsze znajdzie się ta jedna, żelazna pozycja obiadowego kabaretu, na którą niecierpliwie czekam, bo przecież doskonale wiem, że zaraz to nastąpi. Już za chwilę, o… teraz! „Eeee! Hitler też nie jadł mięsa! Hue, hue, hue!” - dolatuje do mojego ucha argument, który to ma mnie ugodzić mocniej niż cios drewniakiem w mosznę.
Osoba, która wysuwa takie działo, podczas gdy ja spokojnie żuję sobie moje tofu w zalewie pieczarkowej, to ten sam zapyziały śmieszek, który usłyszawszy, że ktoś nie je zwłok, zacznie ostentacyjnie wskazywać palcem na swój pożółkły kieł. Ma to świadczyć o tym, że on, nieco otyły, niedzielny stand-uper, co to dostaje zadyszki w drodze z salonu do kibla, jest mięsożernym łowcą, który gołymi ręcyma daniela dogoni, bestię zadusi i na surowo spałaszuje jej ciepłe jeszcze mięso. To ten sam zabawny człeczyna, który zajarzywszy ci w talerz i upewniwszy się, że nie ma na nim ani krzty nieboszczyka, zacznie ci mlaskać w ucho, mówiąc: „Mmmm… pyszny bekonik, mniam, mniam!”. I chociaż argument o tym, że Adolf mięsa nie jadł jest słabszy niż rap pana Yapy, to trzeba wyrafinowanemu śmieszkowi racji trochę przyznać – Hitler faktycznie, na pewnym etapie swojego zafajdanego życia, skłaniał się ku wegetarianizmowi. Aby jednak zrozumieć wybory kulinarne parszywego wodza III Rzeszy, trzeba należy spojrzeć na ten temat znacznie szerzej. Okazuje się bowiem, że wyprzedzające swój czas podejście nazistów do empatii wobec braci mniejszych było (o dziwo!) znacznie większe niż szacunek do istot ludzkich!



Już pod koniec XIX wieku w Niemczech pojawiły się ruchy, które zwracały uwagę na dobrostan zwierząt. Krytykowano m.in. wiwisekcje, czyli zabiegi operacyjne przeprowadzane w edukacyjnych celach na żywych organizmach. Pod ostrzałem członków organizacji prozwierzęcych znaleźli się też ortodoksyjni Żydzi, których populacja, na przełomie wieków, znacznie się zwiększyła. Wielkie kontrowersje budził ubój koszerny , podczas którego żywej ofierze przecina się żyły, tętnice, gardło i krtań, aby zwierzę wykrwawiło się na amen. Zwiększającą się społeczną świadomość dotyczącą niehumanitarnego traktowania zwierzaków wykorzystali naziści podczas tworzenia swoich postulatów i już w latach 20. zaczęli forsować prawa przewidujące surowe kary za okrucieństwo wobec wszelkich stworzeń, a w 1931 roku usiłowali przepchnąć w Reichstag zakaz przeprowadzania wiwisekcji. Będąc wówczas jeszcze polityczną mniejszością, nie mieli jednak szans na zyskanie poparcia reszty ugrupowań i ich pomysły spotkały się z bardzo umiarkowanym zainteresowaniem.



Dwa lata później, gdy partia nazistowska zdobyła władzę, jedną z pierwszych rzeczy, jaka została wprowadzona w życie, był absolutny zakaz wiwisekcji (warto nadmienić, że w ten sposób Niemcy stały się pierwszym krajem na świecie, który zdecydował się na taki krok), a dosłownie chwilę później pochylono się nad innymi tematami związanymi z obroną praw zwierząt. Wielkim zwolennikiem zdelegalizowania sekcji przeprowadzanych na żywych organizmach był ówczesny premier Prus Hermann Göring, który uważał te procedury za przykład bestialstwa i zapowiedział, że ci, którzy będą kontynuować takie zabiegi, zostaną zesłani do obozów koncentracyjnych. Trzeba przyznać, że słów na wiatr nie rzucał – do takiego obozu wkrótce zesłany został pewien wędkarz, który znęcał się nad swoją żabią przynętą. Działania późniejszego zbrodniarza wojennego sprawiły, że w oczach narodu urósł on do prawdziwego bohatera w walce o dobre traktowanie zwierząt.


Plakat propagandowy z 1933 roku przedstawiający Göringa i hailujące na jego cześć zwierzęta po tym, jak w życie wszedł zakaz przeprowadzania wiwisekcji.

Już w kwietniu 1933 roku wprowadzone zostało m.in. prawo zabraniające uboju bez wcześniejszego podania ofierze środków nasennych. Szybko też wprowadzono kolejne rozporządzenia. Jeszcze przed końcem tego roku zaczął obowiązywać Akt Ochrony Praw Zwierząt w Rzeszy (Reichstierschutzgesetz). W dokumencie tym znalazły się zakazy, które nawet w dzisiejszych czasach mogłyby u niejednego konserwatywnego obywatela wywołać oburzenie. Odtąd nie wolno było wykorzystywać zwierząt w publicznych pokazach i filmach, jeśli takie przedsięwzięcia związane były z zadawaniem im bólu albo niszczeniem ich zdrowia. Ponadto na każdym etapie nauki w szkołach wprowadzono też edukację na temat odpowiedniego traktowania przedstawicieli innych gatunków ziemskiej fauny. Tymczasem myśliwi musieli przełknąć pigułę w postaci znacznego ograniczenia polowań oraz konieczność uczestnictwa w szkoleniach organizowanych przez powołany do życia Niemiecki Związek Myślistwa. Tam panowie ze strzelbami w dłoniach i z piórkiem w dupie uczeni byli etycznego zabijania swoich ofiar. Niemcy stały się też pierwszym na świecie krajem, który wprowadził ochronę wilków. Mało tego – odtąd transport zwierząt rzeźnych musiał podlegać ściśle ustalonemu prawu, w którym wymieniono dokładne warunki, w jakich miało się to odbywać.


Göring-wyzwoliciel uwalnia zwierzęta i zamyka ich dręczyciela

„Jak można czerpać przyjemność, Herr Kerstein, ze strzelania od tyłu do biednych stworzeń przechadzających się na skraju lasu…? To naprawdę morderstwo!”
– słowa te wypowiedział nadzorca nazistowskich programów ludobójczych Heinrich Himmler do swojego lekarza, zapalonego myśliwego.

W 1934 roku w Berlinie odbyła się międzynarodowa konferencja na temat rozwijania kolejnych projektów mających na celu zapewnienie braciom mniejszym należnego im szacunku. W międzyczasie zakazane zostało obcinanie psom uszu i ogonów bez znieczulenia, a za zabijanie raków i krabów poprzez wrzucenie ich do wrzątku groziła bardzo surowa kara, z zesłaniem do obozu koncentracyjnego włącznie. Każdy posiadacz zwierzęcia mógł pójść do pierdla na dwa lata za niewłaściwe zachowanie wobec swojego pupila, a od czasu dojścia nazistów do władzy, Niemcy musieli pożegnać się z jedną ze swoich ulubionych potraw – bawarskim foie gras, czyli z pasztetem ze stłuszczonych wątróbek gęsich i kaczych, które to organy pobierane były z drobiu poddanego przymusowemu tuczowi.

Interesującą ciekawostką jest to, że wiele praw wprowadzonych w okresie władzy nazistów zostało po wojnie pozbawione swojego rasistowskiego wydźwięku i zachowanych w praktycznie niezmienionej formie. Do dziś w Niemczech nielegalne jest np. zakładanie wnyków oraz urządzanie polowań z udziałem psów.



W pewnym momencie bardzo empatyczne podejście nazistów do spraw związanych z dobrostanem wszystkich przedstawicieli fauny zaczęło nadgryzać własny ogon. W 1942 roku w życie wszedł zakaz posiadania zwierząt przez Żydów. W rezultacie dziesiątki tysięcy psów i kotów odebrano ich właścicielom i poddano eutanazji . Z całą pewnością ich zabijanie odbywało się w znacznie bardziej humanitarnych warunkach niż miała śmierć 6 milionów żydowskich ofiar Holokaustu…

Jeśli mamy już obraz tego, na jaką skalę forsowana była, oparta na empatii, prozwierzęca ideologia ludzi, którzy niedługo potem mieli na rękach krew 3% całej ludzkiej populacji, wegetarianizm Adolfa Hitlera przestanie wydawać się czymś niezwykłym. Zresztą dotyczy to nie tylko samych kulinarnych preferencji Führera, ale i jego poglądów na temat odpowiedniego traktowania zwierząt. Wódz III Rzeszy był na przykład wielkim przeciwnikiem wyścigów konnych, uważając je za „ostatni przejaw feudalnego świata”.

Nie sądziłem, że będziesz pragnęła pożreć martwe zwłoki... ciała martwych zwierząt. Zwłoki!
– tak, według biografów Führera, miał się on zwrócić do kobiety, którą zaprosił na randkę w jednej z niemieckich restauracji.

Niestety, wbrew temu, czego życzyliby sobie współcześni krytycy bezmięsnego talerza, wegetarianizm Hitlera bardziej przypominał histeryczne zachowanie „świeżych” roślinożerców niż osoby, która taką dietę prowadzi od lat. Adolfowi zdarzało się spałaszować parówki, których był wielkim smakoszem, a jednym z ulubionych dań Hitlera był faszerowany gołąb… Nie zapominajmy też, że wegetarianizm to nie tylko kwestia kulinarnych wyborów, ale całokształt podejścia do wszystkich istot żywych, więc Führerowi i jego sprzeciwowi wobec wrzucania krabów do wrzątku, przy jednoczesnym nakazie gazowania milionów ludzi za pomocą środka przeznaczonego do eliminacji szczurów, bardzo daleko do takiej ideologii.
Czy zatem Adolf był wegetarianinem? Nie. Raczej po prostu skłaniał się ku roślinnej diecie, a jego ortodoksyjne podejście do zawartości swego talerza było w dużej mierze rozdmuchane przez niemiecką propagandę tamtego okresu.


78

Oglądany: 35339x | Komentarzy: 98 | Okejek: 159 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało