Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Czy można po prostu wyparować? Te 7 przypadków pokazuje, że najwyraźniej tak

54 100  
199   40  
W jednej chwili człowiek jest, w drugiej go nie ma. Co się dzieje pomiędzy? W tych przypadkach niestety nie wiadomo.

#1. Drużyna na wolności

19192059147444f1.jpg

Kiedy znika jedna osoba, trzeba zakładać, że mogło wydarzyć się absolutnie wszystko. Kiedy znika jednocześnie cała drużyna, jedno przynajmniej można wykluczyć – przypadek. Tak było w 2004 roku, kiedy reprezentacja Sri Lanki w piłce ręcznej wybrała się na towarzyski mecz do Niemiec. Ten się jednak nie odbył. Cały zespół – dwadzieścia trzy osoby, wliczając w to trenerów – zniknął niemal bez śladu.

Niemal, bo ślad został – brudne pranie, co też niemieccy organizatorzy z podziwu godną skrupulatnością wypomnieli. Początkowo myślano, że drużyna zabłądziła gdzieś podczas przebieżki w lesie, później, że zawinęła się do Francji. Podobno widziano ją na włoskiej granicy, a jak rzecz wyglądała naprawdę, tego akurat nie wiadomo.

#2. Tego fizyka nie wyjaśni

191919883d9149b2.jpg

Przyjaciel między innymi Fermiego, Heisenberga i Bohra – to początek długiej listy znajomych Ettore Majorany, jednego z najwybitniejszych fizyków teoretyków ubiegłego stulecia. Wsławił się chociażby „przewidzeniem” istnienia neutronów – w tym samym roku zresztą, w którym te zostały odkryte przez Jamesa Chadwicka. Majorana osiągnął jednak zdecydowanie mniej niż mógł. Dlaczego? Bo zniknął.

Pracując na uniwersytecie w Neapolu, odgrażał się w pewnym momencie, że popełni samobójstwo, jednak z tych zapowiedzi bardzo szybko się wycofał. A potem zniknął bez śladu… Co się z nim stało? Oczywiście nie wiadomo – inaczej nie znalazłby się na tej liście. Tak czy inaczej, po wielu latach śledztwa ustalono jedynie, że „najprawdopodobniej żył jeszcze w 1959 roku”. Aż chciałoby się powiedzieć „potrzebne informacje!”.

#3. Orkiestra bez Glenna Millera

191920164257ce83.jpg

Glenn Miller and his Orchestra to nazwa, która mówi wiele miłośnikom amerykańskiej muzyki sprzed lat wielu. Bardzo wielu. Założony w 1938 roku big-band okazał się wielkim sukcesem, choć… nie funkcjonował bynajmniej długo. W 1942 roku sprawca całego zamieszania, Glenn Miller, wstąpił do wojska i przeniósł się do Anglii. Tam między innymi występował w BBC, prowadząc audycje dla amerykańskich żołnierzy.

Po tym, jak wyzwolono Paryż, Miller z resztą muzyków miał przenieść się do Francji. By dopilnować szczegółów, wyruszył wcześniej niż pozostali… i to był błąd. Samolot, którym leciał, zniknął gdzieś nad kanałem La Manche, być może trafiony zrzuconym z uszkodzonych bombowców ładunkiem. To jedna z teorii – być może wymyślona przez brata Glenna Millera, do czego ten miał przyznać się ponad cztery dekady później. Według innej, równie niepotwierdzonej wersji, muzyk zmarł w szpitalu na raka płuc. Jak było naprawdę? Cóż, jak by to powiedzieć…

#4. Przychodzi student do baru…

1919200f634e1ac4.jpg

Ktoś, kto idzie nocą do baru, może zapewne liczyć się z ewentualnością, że nie będzie w stanie opuścić go o własnych siłach. To się zdarza – nawet najlepszym zawodnikom. Nikt raczej nie przewiduje jednak, że miałby baru nie opuścić wcale. A taka historia przydarzyła się 27-letniemu studentowi medycyny, który w kwietniu 2006 roku wszedł do baru w Columbus w Ohio – co też zostało zarejestrowane przy pomocy kamer przy wejściu – i jeśli wierzyć wspomnianym kamerom, Brian Shaffer siedzi tam po dziś dzień.

Nie było innej drogi, by opuścić lokal. Na nagraniach nie widać, by w którymkolwiek momencie Shaffer wychodził z baru. Albo więc pije dalej – choć ta możliwość została raczej poddana gruntownej weryfikacji – albo… No właśnie. Rozpłynął się w powietrzu, rozpuścił w rumie… Nie ma i już.

#5. Rozrywkowy dalajlama

191920253199f785.jpg

Można chyba założyć, że kilka wieków temu – kiedy nikt jeszcze nie nosił przy sobie na co dzień urządzeń namierzających – łatwiej było zniknąć bez śladu. Wystarczyło skręcić nie w tę uliczkę, wracając po nocy do domu, i już – po człowieku. No dobrze, ma to sens w przypadku zupełnie zwyczajnych osób. Co jednak z tymi, na których skupiona jest uwaga całego państwa? Tu rzecz wygląda zupełnie inna. A jednak szósty dalajlama, Cangjang Gjaco, zdołał „rozpłynąć się w powietrzu”.

Nie wiadomo nawet do końca kiedy – w 1706, 1707, a może 1746 roku? Grunt jednak, że nie prowadził typowego jak na dalajlamę żywotu, ograniczając się do teoretycznych aspektów cnót. W praktyce zaś uwielbiał alkohol i damskie towarzystwo – co przysporzyło mu wrogów. Być może to właśnie stanowi klucz do rozwiązania zagadki, co się z nim stało. Póki co wiadomo jednak, że szósty pozostaje jedynym dalajlamą w historii bez grobowca – ma jedynie dwa miejsca symbolicznego pochówku.

#6. Latarnicy w pośpiechu

191920338fbb0bb6.jpg

Eilean Mor to wyspa leżąca opodal wybrzeża Szkocji. Wyspa, która nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jest niezamieszkana, stoi na niej latarnia morska – i jej pracownicy zawsze byli jedynymi, którzy mieli ochotę się tam zapuścić. Kiedy jednak w 1900 roku do Eilean Mor przybył statek wiozący zmienników, na miejscu czekała niespodzianka. Otwarte drzwi do latarni, wywrócone krzesła, niedojedzone posiłki i jedna z trzech kurtek. Nie było natomiast nikogo. Pracujący latarnicy po prostu zniknęli.

Konsternację wzbudziły wpisy do dziennika, opisujące walkę z bardzo silnym sztormem. Stanowiło to tym większe znaczenie, że nikt inny żadnych sztormów nie odnotował. Wręcz przeciwnie, wszędzie wokół Eilean Mor pogoda wydawała się idealna. Co więc się stało? Dokąd wybiegli latarnicy – w pośpiechu tak wielkim, że mimo grudnia jeden z nich nie zabrał nawet kurtki? I skąd kuriozalne wpisy pogodowe? Nie udało się ustalić.

#7. Premier na wodzie

191920495aa5bbb7.jpg

Politykom, zwłaszcza tym zajmującym wyższe stanowiska, bardzo często wydaje się, że stoją ponad prawem. Najczęściej chodzi o prawa stanowione przez nich samych, rzadziej… o prawa fizyki. W tej ostatniej kwestii swoje do dodania miał Harold Holt, niegdysiejszy premier Australii, który każdą wolną chwilę spędzał, pływając i nurkując w oceanie. Tam też widziano go po raz ostatni.

W 1967 roku zignorował trudne warunki i wszedł do wody, zostawiając na plaży znajomych – ci już w kilka minut po tym, jak Holt zniknął im z oczu, ruszyli na ratunek. Nie pomogło ani to, ani zakrojona na naprawdę wielką skalę akcja poszukiwawcza. Polityk po prostu wyparował. To dość smutny koniec, tym bardziej że nieszczególnie zaskakujący. Współpracownicy nieraz ostrzegali Holta o niebezpieczeństwie, na co ten odpowiadał retorycznym „a jakie niby jest prawdopodobieństwo, że premier utonie albo zostanie zjedzony przez rekina?”. Najwyraźniej wystarczające…

6

Oglądany: 54100x | Komentarzy: 40 | Okejek: 199 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało