Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Tajemnica dziwacznego, radzieckiego grobu z Bornego Sulinowa

55 859  
335   48  
Widziałem już w swoim życiu wiele dziwnych rzeźb nagrobnych – od majestatycznych, anielskich posągów, przez kiczowate, pozłacane figury świętych. Raz nawet dane mi było podziwiać płytę z doklejoną doń planszą, z której to surowym okiem spoglądał na mnie sam Jezus. Ten, dzięki sprytnej technologii druku soczewkowego, podążał za mną swoim wzrokiem niezależnie od tego, w którym miejscu akurat stałem. Jeszcze w życiu Syn Boży nie napędził mi tyle strachu… Z setek mniej lub bardziej ekscentrycznych grobów jeden, z pełną odpowiedzialnością, mógłbym uznać za godny miana „najlepszego z najlepszych”. No, bo kim musiałbyś być za życia, aby zasłużyć na pomnik przedstawiający potężne ramię dzierżące dorodną pepeszę?
Z punktu widzenia mieszczucha z centralnej Polski, okolice położonego w województwie zachodniopomorskim, Bornego Sulinowa wydają się ostatnim odcinkiem pomiędzy miejscem, gdzie diabeł mów dobranoc, a końcem świata. To dziesiątki kilometrów gęstych, malowniczych lasów. Czasem gdzieś spomiędzy drzew prześwituje jakieś piękne jezioro, innym razem starą, poniemiecką drogę przetnie mała ścieżynka prowadząca do jednego z licznych tutaj bunkrów, a niekiedy też natkniemy się na stado spasionych dzików lub zestresowanego turystę, który parę dni wcześniej zgubił komórkowy sygnał i zrozpaczony tuła się po zaroślach w poszukiwaniu strawy.


W latach 30. ubiegłego wieku tereny te zakupione zostały przez władze III Rzeszy, które momentalnie wysiedliły stamtąd miejscową ludność i utworzyły Groß Born - małe miasteczko militarne z miejscem ćwiczeń dla różnych formacji Wehrmachtu. I trzeba przyznać, że nasi sąsiedzi włożyli sporo energii w ten projekt, bo w ciągu zaledwie kilku lat powstał cały, niemałej wielkości, kompleks ze stacją kolejową, koszarami, magazynami i domami oficerskimi, a z czasem nawet z obozami jenieckimi. 19 sierpnia Groß Born odwiedził sam Adolf Hitler, aby uświęcić swoją obecnością oficjalne otwarcie Truppenubungsplatz – okazałego poligonu wojskowego.
Pozwólcie, że bliższą historię pozostałości po niemieckich rezydentach tego miejsca, opowiem wam innym razem. To, o czym warto na ten moment wiedzieć, to fakt, że w 1945 roku Niemcy musieli pospiesznie ewakuować się z Groß Born, bo oto wkroczyła tam Armia Czerwona, która zajęła miasteczko bez większych walk i strat w ludziach.


Szybko poniemieckie tereny włączone zostały do ziem Polski. No, powiedzmy. W praktyce nie za wiele się zmieniło – odtąd nowymi rezydentami Groß Born (a obecnie Борне-Сулиново) zostali żołnierze Armii Radzieckiej, a w szczególności – oddziały Północnej Grupy Wojsk. I trzeba przyznać, że ci nieco się zasiedzieli, bo dopiero 47 lat później z Bornego Sulinowa wymaszerowali ostatni rosyjscy żołdacy. Wówczas też dawny, militarny kompleks zyskał prawa miejskie. W tym samym też roku z niewielkiego ronda przy głównej i najstarszej ulicy miasta (ul. Lipowa – dawna niemiecka wieś Linde) zniknął charakterystyczny symbol radzieckiego bohaterstwa – rzeźba przedstawiająca ludzką rękę dzierżącą pepeszę...



Aby dowiedzieć się czymże ten przedziwny monument był musimy wrócić do momentu, kiedy to radzieccy żołnierze, wypędziwszy z Niemców, stali się panami tych militarnych zabudowań. Nowi włodarze Bornego Sulinwa wprowadzili swój porządek. Główna ulica miasta, która przed wojną nazwana była ku chwale Adolfa Hitlera (Adolf Hitler Strasse), w 1946 roku była już ulicą Chomienkowa, natomiast w miejscu, gdzie przebiega wspomniana już ulica Lipowa znajdowała się ulica im. Iwana Poddubnego. Tak nazywał się słynny radziecki zapaśnik, zdobywca wielu nagród, człowiek nazywany przez niektórych „rosyjskim Herkulesem”, legenda, na cześć której ochrzczono wiele ulic w Związku Radzieckim.


W tym jednak wypadku mówić możemy o zwykłym zbiegu okoliczności, albowiem Iwan z Bornego Sulinowa zapaśnikiem nie był, a jednym z żołnierzy tam stacjonujących. Ów nieszczęśnik miał wątpliwą przyjemność stracić życie w bardzo młodym wieku i… pośmiertnie już zostać bohaterem, którego imieniem i nazwiskiem nazwano ulicę w centrum miasta, ale także postawiono mu grób w centralnym punkcie Bornego Sulinowa. I to grób nie byle jaki! Mało kto może pochwalić nagrobnym pomnikiem z wizerunkiem niezawodnego pistoletu maszynowego Armii Czerwonej!

Co takiego uczynił Iwan Poddubny, młodziutki wojak, który przecież nie miał okazji wykazać się bohaterstwem na frontach zakończonej rok wcześniej wojny? Cóż, odpowiedź zależy od tego, kogo o tę intrygującą sprawę zapytamy.

Wyjaśnienie zagadki - wersja rosyjska

Jeśli damy nura w otchłań rosyjskich serwisów skupiających fascynatów historii, to bez trudu znajdziemy opis sprawy sierżanta Poddubnego. Ten wzorowy, unikający wódki jak ognia, młodzieniec wraz z kilkoma innymi żołnierzami pilnował podziemnych magazynów z bronią i amunicją. Obiekt ten zaatakowali polscy sabotażyści, którzy podając się za inspektorów, dostali się do wartowni, a następnie ukatrupili wszystkich sołdatów. Wszystkich, oprócz młodego Iwana. Ten bowiem został skrępowany drutem kolczastym zaprowadzony do punktu kontrolnego, gdzie miał podać hasło i tym samym sprawić, że drzwi do składu stanęłyby przed bandytami otworem. Kiedy jednak prowadzący Poddubnego Polacy zbliżyli się do celu na tyle blisko, że mogłyby ich dosięgnąć kule radzieckich karabinów, Iwan wykazał się szaloną wręcz odwagą i ryknął w stronę swojego kamrata: „Szeregowy Iwanow! Zabijcie mnie! Strzelajcie! Wrogowie są za mną!”. Żołnierze nie czekali ani chwili i chwycili za swoje pepesze dziurawiąc zarówno sabotażystów, jak i nieszczęsnego Iwana.


Na rosyjskich forach znaleźć można wypowiedzi osób, które w latach 80. pełniły służbę w Bornem Sulinowie – według nich postawiony ku czci Poddubnego pomnik stał w centrum miasta, a wokół pomnika odbywał się ruch okrężny. Ponadto spotkałem się też z informacją, jakoby monument przyozdobiony został… drutem kolczastym. W rzeczywistości jednak teren otaczający pomnik okalały łańcuchy. Według plotek, które powtarzane były przez radzieckich rezydentów Bornego Sulinowa takimi właśnie łańcuchami (w innej wersji historii – drutem kolczastym) bandyci mieli skrępować biednego Iwana.
Warto jednak nadmienić, że w samych wspomnieniach byłych żołnierzy skoszarowanych w poniemieckiej bazie wojskowej znaleźć można pewne rozbieżności. Spotkałem się też z informacją o tym, że Iwan brał udział w regularnej bitwie z dywersantami i zginął z bronią w dłoniach. Konkretnie – zasnął w ciasnym okopie, a wróg wypatrzył drzemiącego Rosjanina tylko dlatego, że z dołka wystawała jego ręka z pepeszą.

Wyjaśnienie zagadki – wersja polska

Rozsiądźcie się wygodnie, bo za chwilę wasze oczy zaleje patriotyczna historia, o której podniosłe kawałki mogliby tworzyć panowie z zespołu Sabaton! Na początek jednak trzeba przedstawić parę przykrych faktów. Przede wszystkim prawdą jest, że ludzie z okolicznych wsi oraz cywile z Bornego Sulinowa (którzy stanowili zaledwie 20% jego mieszkańców) nie mieli ze swoimi sąsiadami łatwego życia. Żołnierze za kołnierz nie wylewali i często w pijackim amoku zdarzało im się wszczynać rozróby a nawet dokonywać morderstw. Normą też były kradzieże ziemniaków i żyta, czy notoryczne plądrowanie całych wsi. W archiwach znaleźć można też opis pewnego incydentu, kiedy to grupa radzieckich sołdatów wtargnęła do wsi Auenfelde (obecnie – Przyjezierze), aby ukraść… krowę. Na pomoc zrozpaczonej właścicielce zwierzęcia przyszli polscy żołnierze. Niestety dogadać się z nietrzeźwymi agresorami nie szło, bo Rosjanie na widok zbliżającej się „odsieczy” przywitali Polaków gradem kul.


Radzieccy oprawcy często robili nocne najazdy na wsie. Głównie po to, aby spędzić miło czas w towarzystwie młodych i niestety - niekoniecznie chętnych, dziewcząt. Gwałty na polskich kobietach były prawdziwą plagą, nad którą zapanować się nie dało, a pretekstów do kolejnych rajdów na wioski było bez liku. Ot, na przykład można było wytłumaczyć się przed przełożonymi, że w danej wsi ukrywają się Niemcy. I taki właśnie powód wymyślić sobie mieli Rosjanie, którzy w stanie potężnego upojenia alkoholowego, w 1946 roku odwiedzili położoną parę kilometrów od Bornego Sulinowa wieś Krągi. „No, Szkopy! Oddawać swoje dobra władzy radzieckiej!” - ryknąć miał dowódca oddziału, podczas gdy niosący miotacz płomieni, jeden z młodszych stopniem mundurowych puścił ognistą smugę w stronę najbliższej chaty. Po chwili rozsierdzeni, pijani w sztok, żołnierze zaczęli zaganiać mieszkańców wsi do lokalnego kościoła. Uwadze agresorów umknął jednak szesnastoletni chłopak, który przemknął się do stajni, wskoczył na konia i pognał w stronę najbliższych koszarów należących do Kołobrzeskiego Pułku Piechoty. Dowódca usłyszawszy o tym, że Rosjanie opanowali całą wieś i planują spalenie ich mieszkańców, natychmiast wydał polecenie wysłania do Krągów odsieczy. I to nie byle jakiej! Oprócz polskich żołnierzy, w kierunku wsi pędziły samochody, a nawet i kilka czołgów T-34.


Dotarłszy na miejsce, Polacy od razu otworzyli ogień do nieprzyjaciela, dziurawiąc radzieckich oprawców niczym sito. Ci oczywiście próbowali się bronić, ale byli tak bardzo nietrzeźwi, że nie za bardzo im ta obrona wychodziła. Wkrótce w ruch poszły też bagnety. Rosjanie nie mieli szans i rzucili się do odwrotu. Szybko jednak przekonali się, że z drugiej strony nadciągał kolejny polski oddział. Rzeź wziętych w dwa ognie sołdatów trwała krótko - 300 członków Armii Radzieckiej zostało dosłownie zmasakrowanych, a 60 trafiło do niewoli. Tymczasem po stronie polskiej zginąć miało jedynie 16 osób.
Po tym incydencie pozostałych przy życiu inicjatorów zadymy radzieccy dowódcy ukarali zesłaniem do Azji, jednak chcąc przekuć swoją kompromitację w namiastkę sukcesu, szczątki Iwana Poddubnego – dowódcy pułku, który wtargnął do Krągów, złożono do grobu w centrum Bornego Sulinowa. Postawiono mu też pomnik, a nawet nazwano na jego cześć ulicę, tworząc tym samym legendę o dzielnym, dwudziestoletnim żołnierzu, który poświęcił życie w walce z polskimi bandytami.


Przyznajcie, że brzmi to niczym mokry sen narodowca wychowanego na lekturach treści z ultraprawicowych stron internetowych zawierających „ukrywaną” przed nami prawdę oraz pseudohistorycznych książek o dawnej potędze Lechistanu. I niestety, podobnie jak wspomniane treści, także i ta, radośnie powielana, historia daleka jest od prawdy. Smutne jest to, że wyjaśnienie zagadki grobu Iwana Poddubnego może być znacznie bardziej przyziemne, niż chcieliby tego zarówno rosyjscy, jak i polscy patrioci, którzy dostają gęsiej skórki słuchając opowieści o męstwie swoich rodaków.

Mało „epicki” los Iwana

Aby poznać najbliższą prawdzie wersję wydarzeń z 1946 roku, skontaktowałem się z panem Dariuszem Czerniawskim – twórcą Izby Muzealnej w Bornem Sulinowie i pasjonatem historii tego miasta. Przedstawione przez niego fakty nie mają w sobie nic z podniosłości opowieści snutych przez Rosjan, ani nawet cienia „rozmachu” wydarzeń, o których przeczytać można na niezliczonej ilości serwisów prowadzonych przez domorosłych miłośników niezłomnych, polskich bohaterów.

Iwan Poddubny, młody, odbywający służbę w Bornem Sulinowie, rosyjski żołnierz, wraz z kolegami wybrał się na potańcówkę do położonej po przeciwległej stronie jeziora Pile, wsi Dąbrowica. Początkowo wszyscy bawili się kulturalnie, ale po jakimś czasie wódeczka nieco mocniej zaszumiała w głowach sołdatów. Może któryś chwycił za tyłek jakąś niewiastę? Może pokłócił się z lokalnym osiłkiem? A może ktoś po prostu szukał zaczepki? Grunt, że radosne tańce szybko zamieniły się w mordobicie.


O agresywnych gościach wsi powiadomieni zostali funkcjonariusze z komisariatu w, znajdujących się rzut beretem od Dąbrowicy, Krągach, którzy szybko dotarli na miejsce zadymy. W międzyczasie Iwan oraz jego koledzy rzucili się w kierunku łodzi, którą wcześniej przypłynęli z Bornego Sulinowa i usiłowali wrócić do koszar. Funkcjonariusze widząc uciekających zbirów prawdopodobnie nawoływali, aby ci zawrócili. Kiedy jednak zorientowali się, że ich prośby nie zostały wysłuchane, zdecydowali się oddać kilka strzałów w stronę łódki. Pech chciał, że jeden z pocisków okazał się śmiertelny dla Poddubnego, a drugi ciężko ranił jego kumpla. Ten ostatni wyzionął ducha parę godzin później.
Wieść o dość niechlubnej śmierci żołnierza Armii Radzieckiej z rąk Polaka mogła być wielką hańbą dla Mateczki Rosji, więc czym prędzej uczyniono z Iwana Poddubnego, naprutego do nieprzytomności rozrabiaki, bohatera, który zginął bohatersko poświęcając się dla wyższych celów. Przez blisko pół wieku jego grób oraz pomnik znajdował się w centrum Bornego Sulinowa.


Tuż przed oddaniem miasta w ręce Polaków, Rosjanie odmalowali rzeźbę, a następnie przenieśli ją, wraz ze szczątkami żołnierza, na położony w lesie cmentarz. Prawdopodobnie obawiali się, że symbol waleczności dzielnego, radzieckiego wojaka, może zostać rozebrany przez nowych włodarzy tego miejsca. Słusznie więc uznali, że jedynym ratunkiem dla wielkiej łapy dzierżącej pepeszę jest eksmitowanie jej do „parku sztywnych”, bo przecież nikt nie ośmieli się dewastować czyjegoś grobu! I mieli rację – słynny grób Iwana Poddubnego można dziś obejrzeć na cmentarzu, gdzie spoczywają związani z 6 Witebsko-Nowogródzką Gwardyjską Dywizją Zmechanizowaną żołnierze oraz ich rodziny, a także członkowie rosyjskiego garnizonu ze Szczecinka. W latach 70. chowano już tam tylko dzieci rodzin mieszkających w Bornem Sulinowie. Zresztą do dziś na grobach tych maluchów zobaczyć można zabawki, zostawiane tam przez ich najbliższych.



Czy to cała prawda o „bohaterskiej” śmierci radzieckiego męczennika? Na pewno nie! Szczegóły tej sprawy znajdują się gdzieś w rosyjskich archiwach i przy odrobinie dobrej woli naszych władz pewnie moglibyśmy skonfrontować treść tych dokumentów ze strzępkami informacji, które posiada strona polska. Problem w tym, że przy obecnych, dalekich od przyjaznych, relacjach z krajem rządzonym przez Władimira Putina, raczej możemy zapomnieć o takich uprzejmościach.

4

Oglądany: 55859x | Komentarzy: 48 | Okejek: 335 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

27.10

26.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało