Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Włosy rosnące nie tam gdzie trzeba, wykorzystywanie mężczyzn i inne anonimowe opowieści

48 092  
314   60  
Dziś przeczytacie m.in. wyznanie matki dwójki małych dzieci, będzie też o skorzystaniu z toalety dla niepełnosprawnych oraz o bardzo sprytnej małej dziewczynce, a na koniec różne rodziny okiem pracownika opieki społecznej.

#1.


Moi teściowie to zagorzali katolicy. Codziennie modlą się po kilka godzin, bardzo często jeżdżą do kościoła, uczestniczą w jakichś spotkaniach itd. Nigdy za mną nie przepadali, uważali, że mam zgubny wpływ na ich syna, bo nie jestem wierząca. Aktualnie robią mi wymówki, że namówiłam męża tylko na ślub cywilny.

Pamiętam, że jak przyjeżdżałam do niego, jak jeszcze nie byliśmy małżeństwem, to nie mogliśmy razem spać (musiałam być w osobnym pokoju), nawet o niewinnych całusach nie było mowy. Latem nie mogłam przy nich chodzić w szortach, bo uważali, że to bezbożne i dziwkarskie. Moją rodzinę wyzywali od ateistów, mimo że nimi wcale nie są. Słuchanie w radiu i oglądanie w tv innego programu niż Trwam było zakazane. Na wieść o tym, że kupiłam sobie wczoraj nowe buty (bo potrzebowałam na jesień), moja teściowa stwierdziła, że jestem materialistką.

Jako że teście mieszkają w domku jednorodzinnym, mają też psa. Suczkę konkretnie, która często biega samopas po okolicy (wieś, wiadomo jak to jest). Mycha wydała dziś rano na świat szczenięta. Teść stwierdził, że nie ma co z nimi zrobić, nie będzie trzymał w domu tyle psów.
Możecie domyśleć się, co zrobił.

Zdziwił się bardzo, kiedy po południu na podwórze zajechała policja, a pan policjant zaczął czytać mu artykuł o znęcaniu się nad zwierzętami i uśmiercaniu ich.

Czy mi się wydaje, czy wiara równa się z posiadaniem pewnej określonej moralności?

#2.

Dziś zgoliłem kępkę włosów łączącą moje brwi, przyciąłem włosy w nosie oraz w uszach, a także wyskubałem parę paskudnych kłaków z moich pleców… Robię to regularnie od kilku lat, czekając przy tym niecierpliwie na dzień, w którym zacznie mi wreszcie rosnąć broda. Póki co – bezskutecznie. Jestem genetycznym dziwadłem.

#3.

Mam dwójkę małych dzieci. Umieram w środku, bo jedyny czas jaki mam dla siebie, to 20 minut w wannie późno w nocy, kiedy wszyscy śpią. Najmłodsze cały czas płacze i nie prześpi przez dzień nawet jednej minuty, a muszę posprzątać, ugotować i zająć się nim oraz starszym dzieckiem, co jest ponad moje siły. Przez cały dzień potrafię sprzątać, a pod koniec dnia nie ma wcale efektów z mojej pracy. Po dwóch porodach wyglądam obrzydliwie. 40 kg więcej, nie mogę na siebie patrzeć. Jakby jakiś facet na mnie spojrzał nagą, to by zwymiotował. Niejedna 50-latka wygląda lepiej niż ja. Nie mam przyjaciół, ale mam faceta, którego nie ma cały dzień, bo jest w pracy (nie mam o to pretensji), a jak przyjdzie, to zwyzywa mnie od najgorszych. Gdybym napisała te wszystkie epitety na mój temat, to cenzurowanie ich trwałoby tydzień. Dwa dni jest kochany, a trzeciego okropny. Nie było by dnia, żebym przez to nie płakała.

Nigdy nie pracowałam tak na poważnie na umowie. Nie mam studiów. Nie mam prawa jazdy, choć jeździłam super, to zdawałam 11 razy. Oblewali o najmniejszą głupotę. Nigdy nie skręciłam nawet w najbliższe skrzyżowanie. Z nerwów serce mi waliło, jakby z piersi miało uciec.

Czasami sobie tak myślę, że jak mojego faceta zabraknie, to chyba wyląduję pod mostem, bo nie będę miała pieniędzy na życie, na rachunki. Czuję, że moje życie jest już zmarnowane. Chciałabym zasnąć i nigdy się nie obudzić. Jestem taka słaba i nie wiem, czy kiedykolwiek przestanę być.

#4.


Ostatnio wpadłem na stację benzynową z wielką potrzeba ekspresowego opróżnienia pęcherza. Jako że kolejka do męskiego kibelka była dość długa, w akcie desperacji wpadłem do toalety dla niepełnosprawnych. Sprawę załatwiłem najszybciej jak mogłem.

Kiedy otworzyłem drzwi, moim oczom ukazał się widok trzech (!) panów na wózkach inwalidzkich, patrzących na mnie z wyrzutem. Stałem zamurowany przez parę sekund, a następnie wyszedłem. Teatralnie kulejąc na lewą nogę, bo nie chciałem być oceniony w podobny sposób, jak chamy parkujące na miejscach dla niepełnosprawnych. Jako że do kibelka wjechał tylko jeden z mężczyzn, a reszta odwróciła się w moim kierunku, musiałem mozolnie kuśtykać aż do samochodu, czując na sobie wzrok obu panów, którzy najwyraźniej nie uwierzyli w mój talent aktorski...

#5.

Wykorzystuję mężczyzn. Nie celowo. Po prostu łapię się na tym, że podświadomie inaczej traktuję facetów. Uśmiecham się do nich, żartuję sobie z nimi, zachowuję się trochę jakbym z nimi flirtowała. A potem jak już czuję, że szukają mojego towarzystwa, to ich wykorzystuję.

Nigdy nie proszę o nic wprost. Ale do stolarza mimochodem mówię, że podoba mi się taki stojaczek z drewna. Do kierowcy mówię, że jeszcze nie wiem, kto mnie podwiezie na lotnisko. Do mechanika mówię, że już powinnam zrobić przegląd auta... A potem oni sami proponują pomoc. I widzę, że pomaganie sprawia im radość. Niczego nie oczekują w zamian. Zresztą wiedzą, że mam męża, którego kocham. Ja im się zawsze staram odwdzięczyć albo finansowo, albo jakimś prezentem, więc nikt nie jest poszkodowany. A jednak czuję potem, jakbym kogoś wykorzystała. Jakbym wykorzystywała bycie kobietą...

Zastanawiałam się skąd się to może brać, bo kobiety traktuję zupełnie inaczej. Wydaje mi się, że wpływ miało na mnie moje dzieciństwo. Mój tata robił dla mnie dosłownie wszystko, jeśli tylko ładnie się do niego uśmiechnęłam albo powiedziałam do niego: „tatusiu”.

Chcę być fair wobec męża i innych facetów. Nie chcę manipulować innymi. Chcę mieć zdrowe relacje z ludźmi. Ale często czuję, że niestety ich wykorzystuję.

#6.

Szczerość dzieci bywa czasem „bolesna”.

Dziś rano mój starszy syn, podczas śniadania, słuszne zauważył, że naszemu psu przydałoby się zrzucić parę kilogramów, bo ostatnio wygląda na mocno spuchniętego. „On jest gruby!” – rzekł. „Musimy mu dawać mniej jedzenia!” – dodał. Usłyszawszy te słowa, odezwało się moje młodsze, 4-letnie dziecię: „Nasza mama też jest gruba, a mimo to nadal dajemy jej jedzenie!”.

Jeszcze nigdy nikt mnie tak nie upokorzył...

#7.


Miałam jakieś 6 czy 7 lat. Wakacje. Szłam do domu, prawdopodobnie wracałam na obiad, żeby potem wrócić do zabawy z koleżankami z podwórka. Środek dnia, słonko świeci, ptaszki śpiewają.

Nagle podchodzi do mnie pan, na oko trochę więcej niż 20 lat i trochę mniej niż 30. Przystojny, szczupły, dwudniowy zarost, schludnie ubrany. Wyglądał jak taki zwyczajny chłopak, świeżo po ślubie, pierwsza praca, pierwsze właśnie mieszkanie. Mówi: "Przepraszam, nie widziałaś może gdzieś w okolicy psa? Wilczur, takiej wielkości, ciemna sierść...". Ja, jako miłośniczka istot szczekających, od razu się przejęłam. Ale widzieć nie widziałam, więc po chwili namysłu odpowiadam przecząco. Pan wyglądał na zatroskanego, coś chyba chwilę mówił - że wyszedł z nim na spacer, a ten się zerwał, czy coś w ten deseń. Po chwili namysłu zapytał, czy nie pomogłabym mu szukać psa. Mimo nieśmiałości zgodziłam się, bo szkoda mi było i pana, i pieska. Nawet nie przeszło mi przez myśl, że to trochę dziwne, że mała dziewczynka ma szukać dorosłego wilczura, jakieś 40 kg wagi i ostre kły... Ale pan powiedział, żebym przeszła kawałek, on pójdzie inną drogą i spotkamy się w jakimś tam punkcie, powiedzmy przy sklepie. Osiedle znałam jak własną kieszeń, więc pognałam przed siebie, przy okazji rozglądając się za czworonogiem. Ani widu, ani słychu. Kiedy doszłam do punktu kontrolnego, ustaliliśmy, że on idzie tą drogą, ja tamtą i spotykamy się tam i tam. Okej, idę, rozglądam się, pieska niet.
Spotykamy się w kolejnym miejscu, a pan zrezygnowany mówi: "To teraz ty idź w stronę lasu, ja pójdę inną drogą i spotkamy się na jego obrzeżu". Powiedziałam "Dobrze", przełknęłam ślinę i poczekałam kilka chwil, aż przemiły pan zniknie z mojego punktu widzenia.

Nigdy wcześniej i nigdy później tak szybko nie spie*dalałam.

#8.

Od paru lat jestem pracownikiem opieki społecznej. W mojej pracy zarówno ja, jak i moi koledzy spotykamy się z różnymi sytuacjami rodzinnymi. W związku z ostatnimi debatami aborcyjnymi i walką państwa o odpowiednio wysoki przyrost naturalny chciałabym Wam przybliżyć parę z nich. Nie wiem jak Wam, ale mnie dają do myślenia.

1. Mieszkanie socjalne. Otwiera mi kobieta przed 40. Raz samotna, raz nie samotna, matka 5 dzieci w wieku od 4 do 17 lat. Głównym problemem tej rodziny jest alkoholizm i zaniedbywanie dzieci. Sprawdzam porządek, przyglądam się dzieciom, rozmawiam z nimi i z matką. Jednak gwiazdą tej wizyty jest najstarsza córka - Sylwia. Mama 2 dzieci (1,5-roczne i 2-miesięczne). Sylwia ma się dobrze, cieszy się, że ma córeczkę, bo ubrania dla dziewczynek są takie słodkie. Pytam jej partnera, z czego się utrzymuje. Odpowiada, że pracuje dorywczo, że się żenią i że "jakoś to będzie", bo 500+, bo opieka społeczna itd. Matce Sylwii na hasło 500+ też się oczy zaświeciły, bo w końcu ma 2 tys. więcej do kieszeni. Wyprawi Sylwii wesele, niech się dziewczyna bawi.

2. Dom na wsi, a w nim 8-osobowa rodzina. Ciężki przypadek. Ojciec należy do ludzi agresywnych i nie raz trafiał za to na policję. Matka zahukana, ale chętnie dotrzymuje mężowi towarzystwa przy wódce. Dzieci, które z nimi zostały chodzą obdarte i brudne. Na tle innych dzieci wybija się szesnastoletnia Ania. Świetnie się uczy, w gimnazjum dostała stypendium burmistrza. W papierach jest napisane, że Ania uczy się w szkole w innym mieście, dlatego nie mieszka w domu. Po jakimś czasie wraca... z dzieckiem. Syn Ani - Jaś - jest chorowity i ciągle płacze. Ania nie potrafi się nim zająć, ma depresję. W papierach napisane - ojciec nieznany. Wygląda to podejrzanie, bo Ania to dobre dziecko, inne niż wszyscy. Badamy sprawę. Okazuje się, że ojciec Ani jest też ojcem Jasia. Facet trafia do więzienia za gwałt i kazirodztwo, dziewczyna dostaje zapomogę. Jednak nikt nie zwróci jej godności i szansy na lepsze życie, a Jasiowi zdrowia.

3. Jak co tydzień odwiedzam Panią Elę. Pani Ela nie wygląda najlepiej, ale uśmiecha się i jest pogodna. Od 20 lat nieprzerwanie zajmuje się chorym synem. Chłopak jest całkowicie sparaliżowany, nie mówi, towarzyszy mu praktycznie nieustanny ból. Ela mieszka razem z nim i córką. Jej mąż odszedł 15 lat temu, bo nie był w stanie zająć się chorym dzieckiem. Pani Ela pozostawiła świetnie rozwijającą się karierę w banku, żeby zająć się chłopcem. Siedzimy sobie przy herbacie, a w tle debata o aborcji. Pani Ela patrzy i ze łzami w oczach mówi, że gdyby mogła, oszczędziłaby swojemu dziecku tego bólu, samotności i wytykania palcami, jaki towarzyszy mu od dnia narodzin. Mówi, że "wszyscy święci" chcą, żeby kobiety rodziły dzieci, ale kiedy urodzi się chore, to nie ma chętnych do pomocy. Poza pożałowaniem, nie dostajesz nic. Nieś ten krzyż sama.

I tak to często wygląda.
16

Oglądany: 48092x | Komentarzy: 60 | Okejek: 314 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

25.10

24.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało