Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jak po taniości zaspokoić żonę

76 236  
530   66  
TO był ten wyjątkowy moment, gdy w teoretycznych rozważaniach zbliżyłem się do ostatecznego rozwiązania kryzysu politycznego na Bliskim Wschodzie. W międzyczasie opracowałem też założenia absolutnie pewnego prostego i taniego źródła zasilania pojazdów kosmicznych Ziemia-Mars, a w ramach rozrywki intelektualnej po tej ciężkiej umysłowej pracy naszkicował mi się w głowie scenariusz filmu, o który zabijać się będą Tarantino z Timem Burtonem. I wtedy przyszła ONA i zadała to prymitywne i niegodne geniusza pytanie: To kiedy w końcu zrobisz mi ten inspekt na pomidory? Drugi rok cię proszę! A twój brat i twój sąsiad to już dawno... Bla, bla, bla.
Jedną z rzeczy, na których zdecydowanie lepiej znam się niż inni jest ogrodnictwo - aż mnie samego dziwi, jak wiele jest spraw, w których jestem wybitnym ekspertem. Dlatego, moja droga żono, już dawno temu wyjaśniłem ci i przypominam, że absolutnie nie mogę przekopać grządek na pomidory, bo warunki glebowe i klimatyczne panujące na naszych metrach kwadratowych działki spowodują liczne pomidorowe choroby, w tym alternariozę, septoriozę, korkowatość, a nawet zarazę i szarą pleśń. I dlatego też ja, dzielny bohater domu, pewnego dnia zbuduję ci inspekt, a nawet kiedyś prawdziwą szklarnię.

Łooo taką!

I skoro obiecałem, to nie ma powodu, aby mi co pół roku to przypominać!
Po tych wyjaśnieniach ponownie zatopiłem się w wygodnym hamaku (który to hamak kiedyś na pewno rozwieszę na specjalnym stelażu, który czeka na rozłożenie już trzeci rok, ale na razie stary wąż ogrodowy między drzewami też daje radę i tylko raz się zerwał). Niestety tym razem żona nie dała się zbyć, a co gorsza, okazała się trudniejszym przeciwnikiem niż zwykle. I wytoczyła prawdziwe działo atomowe.
- Nie musisz, kochanie, się wysilać, sąsiadka dała mi kontakt do sympatycznych panów z Ukrainy, którzy w dwa dni podobno stawiają gotową szklarnię. Przecież chciałeś jechać z kolegami w góry, to super się składa i w tym czasie panowie podjadą i zmontują.


Że co? Że jak? Że jakieś typy będą mojej żonie stawiać szklarnię i że może ona za to będzie im stawiać…

Noż urwał nać! Nie żebym miał jakiekolwiek wątpliwości co do wierności osobistej żony, ale zbyt wiele wstępów do filmów kolega mi opowiadał, abym spokojnie zniósł wizję półnagich ukraińskich osiłków, prężących muskuły w słońcu na moim własnym ogrodzie!



- O nie, moja droga żono! Nie będzie mi żaden obcy stawiał żadnych szklarni!
Po tej deklaracji rzuciłem wszystko i wstałem z hamaka, po czym znowu się położyłem, aby w spokoju sprawdzić ceny szklarni. Plan był prosty – znaleźć gotową konstrukcję, zamówić z przesyłką, wynająć tanio dwóch Ukraińców, a samemu w tym czasie w góry albo na kajaki. Niestety za chwilę dostałem od życia kolejnego kopa. Okazuje się, że najtańsza, najmniejsza, wyglądająca jak zabawka szklarenka z poliwęglanu kosztuje ponad 2 tys. zł, do tego drugie tyle za montaż, do tego podwyższone ławy (żeby nie schylać się do gruntu), podłączenie wody itd. No trudno, dam radę.

Jednak telefon do dystrybutora rozwiał i ten pomysł. Sam sprzedawca wybił mi z głowy najtańszy produkt ze swojej oferty i wytłumaczył, że muszę wydać na zakup co najmniej 6 tys., aby się nie rozpadło po jednym sezonie. I drugie tyle za transport i montaż. Pozostało tylko jedno – rozpocząć samemu budowę. I potraktowałem to jako wyzwanie – wydać jak najmniej, a najlepiej wcale. Ileż to jest filmików w Internecie, jak to ktoś z kawałka znalezionej na strychu deski, paru gwoździ i pożyczonej wiertarki buduje autonomiczny helikopter albo basen z jacuzzi. Wśród wielu moich talentów jest i bycie mistrzem trwałych prowizorek. I jeszcze jedno – namiętnie kolekcjonuję „przydasie”.


Takie miejsca to ja lubię!

W mojej szopie znajdzie się i używana opona do Bizona, komplet lewostronnych gwintowników, prawie działająca tokarka, a nawet coś, co przypomina Arkę Przymierza (znalazłem starą skrzynię na wysypisku, jeszcze nie otwierałem). Ale co ważne, zbierałem też używane drewniane okna po wymianie, stare łaty po przełożeniu dachówki i dwie palety cegły rozbiórkowej (sam już nie pamiętam okoliczności). I właśnie z tego postanowiłem zbudować szklarnię. SAM, własnymi ręcami!

Tu już idziemy do góry

Na szczęście dostałem od sąsiada stare bloczki betonowe. Przeterminowana zaprawa murarska, której kilka worków czekało od 10 lat też się przydała i też daje radę (kiedyś przecież domy murowano na lichej zaprawie wapiennej – i co, stoją do dziś!).


No to mury pną się do góry!

O wysokości murku decydowały rozbiórkowe okna, które miałem na składzie, ale też (ZA DARMO) dostałem z lokalnej fabryki okien. Można sobie przyjść i zabrać ile się chce – podobno lokalni działkowicze niejedną już szklarnię tak zbudowali. Z cegieł zrobiłem też podłogę, bo uznałem, że wygodniej będzie się hodowało roślinki na ławach niż w gruncie. Łatwiej też będzie ewentualnie wymienić glebę.



Kluczową sprawą jest dach. Pomysł, aby zrobić go z okien jest dosyć ryzykowny. Szkło jest ciężkie i wymagałoby solidnej konstrukcji. Ja miałem do dyspozycji stare łaty i to z nich zrobiłem całą więźbę poza kalenicą (belka kwadratowa o przekroju 8 cm). Pokrycie dachu na takiej konstrukcji musi być lekkie, dlatego zdecydowałem się na poliwęglan. To fajny materiał, ale trzeba za niego zapłacić. Z uszczelkami, specjalną taśmą, aluminiowymi wzmocnieniami wyszło ponad 1000 zł.

Czasami na Joe pokazują, jak to sobie ktoś coś tam sam postawił i milion zdjęć z każdego etapu. Dlatego ja oszczędzam Wam, moi drodzy, przewijania. Bo szklarnia wyszła ostatecznie tak!



Żartowałem.

Wyszła tak!





20

Oglądany: 76236x | Komentarzy: 66 | Okejek: 530 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało