Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Nie takiego trójkącika oczekiwałem, teściowie nie do zniesienia i inne anonimowe opowieści

65 558  
261   43  
Dziś przeczytacie o pewnej nadopiekuńczej mamie, będzie też o wiejskich rozrywkach, wymarzonym trójkąciku, wymagającej teściowej i kryciu się z paleniem.

#1.

Kojarzycie memy z Nosaczem Januszem, gdzie przeszkadza Pioterowi w nauce zdalnej? Nie sądziłem, że podobna sytuacja wydarzy się w moim życiu.

Dostałem propozycję pracy w pewnej korporacji - ze względu na pandemię rozmowa kwalifikacyjna miała się odbyć zdalnie przez Internet. Zależało mi na dostaniu tej posady, bo to byłaby moja pierwsza poważna praca, więc bardzo solidnie zacząłem się do niej przygotowywać. Muszę też powiedzieć, że mam troszkę nadopiekuńczą mamę, z którą nadal mieszkam (mam 21 lat...). Mama widziała jak ciężko pracowałem, żeby przygotować się do rozmowy rekrutacyjnej i wypaść jak najlepiej.

Nadszedł dzień rozmowy - wszystko szło fajnie, pani z którą rozmawiałem, okazała się bardzo miłą osobą, żartobliwą, ogólnie atmosfera była bardzo luźna. I nagle w pewnym momencie do mojego pokoju wchodzi moja mama... Podeszła do mojego laptopa i kulturalnie przedstawiła się pani, z którą rozmawiałem. Starałem się jak najłagodniej powiedzieć mamie, żeby sobie poszła, bo wszystko zepsuje, ale mama zaczęła prosić panią rekruterkę, żeby zatrudniła jej synka, bo jej synek to dobry chłopiec i że on sobie ze wszystkim poradzi i zaczęła opowiadać, jakim to ja orłem w podstawówce nie byłem i jak inne dzieci ze mnie zawsze przykład brały. Po 15 minutach mama w końcu przestała mówić i jak gdyby nigdy nic pożegnała się i wyszła z pokoju. Zrobiłem się cały czerwony z powodu tej niezręcznej sytuacji i zacząłem przepraszać rekruterkę. Ale pani tylko się uśmiechnęła i powiedziała, że mam bardzo miłą mamę.

Niesmak po tej rozmowie miałem jeszcze przez długi czas, a mama do tej pory nie zdała sobie sprawy, że przez nią wyszedłem na maminsynka.

PS: Pracę dostałem :)


#2.

Dziś moja mama, gorliwa katoliczka, zagroziła wysłaniem mnie do egzorcysty. Powód? Znalazła w moich rzeczach magazyn ze zdjęciami dziewczyn w bikini.
Najlepsze, że wielką awanturę zrobiła mi osoba, która rok temu zdradziła mojego ojca i tłumaczyła się tym, że „była kuszona przez samego diabła”...

#3.

Wychowywałam się na małej wsi. Jak działo się coś ciekawego, to wszystkie dzieciaki zauważały to w mgnieniu oka.
A świeżo postawionej budki telefonicznej nie można przeoczyć. A tym bardziej nie przetestować. Standardowy telefon próbny na policję został zaliczony przez największego kozaka, ale gdy tylko ktoś odebrał, wszyscy rozbiegli się po domach jak poparzeni. Budka szybko wpisała się po prostu w krajobraz wsi i generalnie stała niezauważana. Ale był jeden namiętny użytkownik tej budki. Ja.

Miałam może 9-10 lat, ale że budka stała parę kroków od mojego domu, to przynajmniej parę razy dziennie z niej korzystałam.
Nie wiem co miałam w głowie, ale dzwoniłam na bezpłatne infolinie, a po czasie szczególnie molestowałam jedną z nich.
Infolinię tamponów OB.
Nie wiem nawet skąd znałam numer! Ale codziennie, uparcie wymyślałam coraz to inne scenariusze, żeby tylko ktoś dał się nabrać. I wyobraźcie sobie teraz takiego dzieciaka co moduluje głos, żeby brzmieć jak mężczyzna i gada rzeczy typu "Hmmm, dzień dobry, chciałbym kupić mojej żonie tampony na urodziny, ale nie wiem jakie".

Pozdrawiam wszystkich konsultantów tej infolinii, którzy pracowali tam ok. 15 lat wstecz! Ja bawiłam się świetnie, ale z tego co słyszałam, to wy nie za bardzo :<

#4.

Ostatnio, po długich namowach, moja dziewczyna zgodziła się na trójkącik. Wczoraj oznajmiła mi, że znalazła kogoś, kto chętnie się z nami „spotka”. Cicho liczyłem, że zainteresowana będzie jej śliczna koleżanka, która nie kryje swojej rozwiązłości i dość otwarcie opowiada o coweekendowych przygodach seksualnych. No, ale szybko zostałem sprowadzony na ziemię. Osobą, która gotowa jest „spędzić z nami wieczór” jest Adam – były chłopak mojej dziewczyny, który ostatnio mocno „eksperymentuje” w sferze seksu.

Nie tak wyobrażałem sobie wymarzony trójkącik...

#5.

W gimnazjum miałam nauczyciela, który szczególnie za mną nie przepadał.
Lubił przelewać na uczniów swoje negatywne emocje.

Najczęstszym przezwiskiem kierowanym do mnie było słowo "kaleka", ponieważ bardzo często miałam na jego lekcjach plastry i bandaże na rękach.

Gnojek nigdy się nie dowiedział, że zawsze miałam pod nimi podpowiedzi na jego sprawdziany ;)


#6.

Moja historia będzie o... teściach.
Z moim mężem jesteśmy pół roku po ślubie, ale znamy się 6 lat. Poznaliśmy się w pracy, żeby było zabawniej - w McDonalds :)
Obecnie prowadzimy sklep pod skrzydłami jednej z bardziej znanych sieci w Polsce. Na początku było bardzo ciężko, ale po pół roku zaczęliśmy "wychodzić na swoje". Zatrudniliśmy do pracy kilka osób, ale jak to w sklepie - prawie zawsze trzeba tam siedzieć. Zarabiamy całkiem dobrze, budujemy dom, ogólnie zaczynamy "ogarniać" swoje życie.

Jako że teściowie bacznie obserwują nasze życie, jakimś cudem doszli do wniosku, że mamy pełne szafy pieniędzy w domu. Nie mam zielonego pojęcia, skąd się to u nich wzięło, ale cóż. Od początku tego roku zaczęli nas częściej odwiedzać, również w pracy, i opowiadać o swoich potrzebach.
Nie są to ludzie biedni, mają dobre emerytury. A ich potrzeby?
"A my to nigdy za granicą nie byliśmy..."
"A sąsiadki syn kupił jej taaaki wielki telewizor, fajnie byłoby na takim oglądać serial..."
"A tatusiowi to się wędka zepsuła, trzeba by naprawić, a to tyle pieniędzy..."
I tak w kółko. Oczywiście wszystko tylko po to, żeby im zorganizować i pokryć koszty. Jeszcze rozumiem, żeby były to jakieś poważne rzeczy, coś ze zdrowiem, cokolwiek.
A wszystko zaczęło się od tego, że załatwiliśmy i zapłaciliśmy za operację teścia na zaćmę (na NFZ trzeba było czekać chyba 3 lata). Około 4 tysięcy - prywatnie.

Po kilkunastu takich akcjach mąż się zdenerwował i porozmawiał z nimi "po swojemu", na jakiś czas był spokój. Teraz wszystko wróciło, a teściowa ostatnio stwierdziła, że "Jak to jest, że ona żyje tyle lat, a nigdy nie miała prawdziwego futra?". Poważnie? FUTRA?

Normalnie nie wylewałabym tu swoich żali, gdyby nie to, że przed chwilą do mnie dzwoniła, przypominając mi, że za dwa dni mają 35. rocznicę ślubu, a jako prezent możemy im zapłacić za dwutygodniowy pobyt w Tajlandii, bo zawsze chcieli pojechać do jakiegoś egzotycznego kraju.

Chyba kupię im bilety tylko w jedną stronę i trochę dalej niż do Tajlandii.

#7.

Krótko i na temat. Mam 21 lat, od trzech lat palę papierosy i ukrywam ten fakt przed mamą. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że moja 44-letnia mama ukrywa się z paleniem przede mną i przed własną mamą, a moją babcią, z którą mieszkamy.

Nie zdziwiłabym się, jakby babcia ukrywała się przed nami. :)


#8.

Wiecie jaką zabawę pamiętam z dzieciństwa? Zabawę w starszego brata.
Autorska zabawa kogoś z mojego rodzeństwa (jest nas sporo). Niby spoko brzmi...
Polegała ona na odwzorowywaniu tego, co dzieje się z naszym najstarszym batem. Dlatego też on w niej nie uczestniczył i nawet o niej nie wiedział.

Kiedy nie było rodziców, skakaliśmy po kanapie. Wtedy jedna osoba, która zostawała w kuchni (''rodzic''), wchodziła z impetem do pokoju, udawała, że się złości i zabierała jedno z nas (tę osobę, która przybierała rolę najstarszego brata) do kuchni i biła. Ręką. Bo uderzenia pasem, którym katowany był brat, nie wchodziły w grę. Nasze klapsy były niczym wobec tego, co urządzali mu rodzice. Druga runda polegała na tym, że siedzieliśmy w rządku na kanapie i nagle jedno z nas zaczynało zbliżać ręce do ust, a wtedy ''rodzic'' od razu występował z wrzaskiem:
- Nie obgryzaj paznokci!
- Nie obgryzam...
Nie, to nie było żadne usprawiedliwienie. Też były klapsy. W rzeczywistości brat nie mógł liczyć na upominający klaps. Ojciec ściągał pas, chwytał go za ramię i bił. Bił aż do nieprzytomności.
Tak samo udawaliśmy wywiadówki, pisanie lewą ręką (rodzice uważali to za chorobę), niechęć do zjedzenia czegoś, zjedzenie słodyczy bez pozwolenia itd...

Pomyślicie, że to chore. Owszem.
Ale to było coś, co towarzyszyło nam na co dzień. Nie znaliśmy innej rzeczywistości, że można nie bić. Robili to na naszych oczach. A my za każdą najdrobniejszą czynność drżeliśmy, czy i nam się to nie przytrafi. Mi się zdarzyło raz - za otwarcie nutelli bez pozwolenia.
Kiedyś nagle się to skończyło. Przestali go bić. Do dziś nie wiem, co się takiego stało. Miał wtedy z 12 lat. Nigdy o to nie zapytam rodziców, chyba nie chcę wiedzieć.

Dziś już wszyscy jesteśmy dorośli. A ja nadal budzę się czasem z płaczem, kołataniem serca, bo śni mi się jego krzyk zza zamkniętych drzwi, kiedy to po wywiadówce katowany był w kuchni do nieprzytomności. I błagał tylko mamę:
- Mamo, proszę, powiedz mu, że już się będę dobrze uczył!
A ona odpowiadała:
- No co ja mogę zrobić... Nic nie poradzę...

Nikt nie mówi na głos o tym, co działo się kiedyś. Wiem, że wszyscy mamy do nich o to żal. A oni czasem się dziwią, dlaczego do nich nie dzwonimy regularnie, dlaczego nie odwiedzamy często, dlaczego nie przytulamy. Ale jak, skoro mamy takie wspomnienia...?
11

Oglądany: 65558x | Komentarzy: 43 | Okejek: 261 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

26.10

25.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało