Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Twórcy biograficznych produkcji tak już mają, że czasem szerokim łukiem omijają istotne (i często dość niewygodne) fakty

65 556  
290   49  
Filmowe biografie mają do siebie to, że ich twórcy nierzadko dwoją się i troją, aby szerokim łukiem ominąć fakty, które mogłyby przedstawić bohatera w złym świetle. Dlatego też zgodnie z maksymą „Ale po co o tym mówić, to niedobra jest”, na pierwszy plan wysuwa się jedynie chlubne dla niego wydarzenia, a rzeczy nieco już mniej wygodne zazwyczaj nawet nie trafiają do scenariusza. Na szczęście brakujące fragmenty życiorysów filmowych postaci z łatwością możemy sobie dopowiedzieć, bazując na źródłach pisanych.

„Teoria wszystkiego” – Hawking był zaborczym ciemiężcą, a jego ostatnia żona prawdopodobnie go biła

„Teoria wszystkiego” to nakręcona w 2014 roku romantyczna historia związku cierpiącego na stwardnienie zanikowe boczne genialnego brytyjskiego fizyka i Jane – dziewczyny, która pokochała go, mimo że doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że choroba jej wybranka będzie postępować. Piękna i wzruszająca historia opowiedziana przez filmowców ominęła jednak dość przykry fakt, o którym w swoich 600-stronicowych wspomnieniach pisała Jane. Według niej Hawking był człowiekiem o wielkim ego, skłonnościach do manipulacji i wręcz tyrańskich zachowaniach, a życie u boku takiej osoby było dla niej koszmarem.


W filmie nie pominięto za to kryzysu w związku pary, rozwodu oraz romansu, w który Hawking wdał się ze swoją pielęgniarką Elaine (którą potem poślubił). Zapomniano jednak wspomnieć, że pani ta również skarżyła się na despotyczny charakter swego męża oraz ciągłą jego potrzebę bycia w centrum uwagi. Żeby tego było mało, druga żona Stephena posądzona została o stosowanie fizycznej przemocy wobec swojego partnera.


„Żelazna dama” - Margaret Thatcher była rasistką i homofobką

Dziesięć lat temu do kin trafiła biograficzna produkcja o Margaret Thatcher – charyzmatycznej premier Wielkiej Brytanii. W rolę czołowej zwolenniczki europejskiej integracji i pierwszej w historii swojej ojczyzny szefowej partii rządzącej wcieliła się jak zwykle genialna Meryl Streep. Mimo że aktorka dostała za swój artystyczny popis Oscara, to sam film nie jest wolny od najbardziej kardynalnego dla tego typu produkcji błędu – niewygodne fakty wolano także i tu przemilczeć.
O charakterze pani Thatcher wiemy dużo dzięki wyznaniom najbliższych jej osób oraz… notatek, które robiła na marginesach rządowych dokumentów. Niektóre z poglądów brytyjskiej premier można spokojnie nazwać rasistowskimi, a inne opiniami, które świadczą o skrajnej wręcz ignorancji.


W latach 80., kiedy swoje żniwo zbierało AIDS, rząd Wielkie Brytanii zatwierdził pewną kampanię. Miała ona na celu zmuszenie obywateli do podjęcia kroków, które mogłyby zabezpieczyć ich przed tą straszną chorobą. Chociaż akcja ta okraszona była hasłem „Nie daj się zabić przez ignorancję!”, to już sama pani Thatcher skutecznie blokowała plany ostrzegania Brytyjczyków przed niebezpieczeństwami związanymi z uprawianiem „ryzykownego” seksu. Polityk uważała, że nie ma żadnych dowodów dotyczących korelacji pomiędzy stosunkami bez zabezpieczeń a plagą AIDS. Ponadto pani Margaret była przekonana, że publiczne mówienie o eksperymentowaniu w seksie może sprawić, że nieświadomym ludziom wyrządzona zostanie krzywda i że lepiej nie pisać o szczegółach takich „niebezpiecznych zachowań”, aby młodzieży nie korciło…


Warto też dodać, że Thatcher odpowiedzialna jest za powstanie Sekcji 28, czyli ustawy, która pod płaszczem „zakazu promocji homoseksualizmu” wprowadziła w życie cenzurę wymierzoną w środowiska LGBT.

„Walk the line” – Johnny Cash prawie unicestwił niemal całą populację zagrożonych kondorów

Trzeba przyznać, że Joaquin Phoenix świetnie sprawdził się w roli Johnny’ego Casha, a sam film wcale nie próbuje pokazać tego muzyka jako osoby niemalże świętej. Autor „Solitary Man” swoje za uszami miał. Szkoda tylko, że zapomniano opowiedzieć o najbardziej niechlubnym wybryku artysty.


Latem 1965 roku muzyk ostro pokłócił się z ówczesną małżonką i wraz ze swym siostrzeńcem udał się na wycieczkę do rezerwatu naturalnego Los Padres w stanie Kalifornia.
Artysta nawciągał się dość potężnej ilości amfetaminy i usiłował rozpalić ognisko. Te próby nie skończyły się zbyt dobrze, bo ostatecznie w ogniu stanęły trzy majestatyczne góry porośnięte gęstym lasem (łącznie jakieś 202 hektary). W płomieniach zginęło wówczas 49 z 53 z żyjących tam kondorów należących do zagrożonego gatunku, o czym muzyk dowiedział się od sędziego na rozprawie sądowej. „W dupie mam te twoje żółte myszołowy” - miał wówczas powiedzieć.


„Zniewolony” – happy end był tylko na ekranie

„Zniewolony” to prawdziwa historia Solomona Northupa, czarnoskórego mieszkańca Nowego Jorku, który to został uprowadzony, a następnie sprzedany do niewoli. Spędził w niej 12 lat, podczas których nim pomiatano, był bity i torturowany.


Film dość szczegółowo przedstawia losy bohatera i wiernie trzyma się biografii Solomona. W każdym razie – do ostatnich minut seansu, kiedy to mężczyzna odzyskuje wolność i znów może spotkać się ze swoją rodziną. Pominięto natomiast dalsze losy Northupa, który cztery lata później zaginął. Prawdopodobnie został zabity albo ponownie trafił do niewoli. To ostatnie jest raczej mało prawdopodobne, bo Solomon w tamtym momencie liczył już sobie 50 lat i raczej marny byłby z niego pożytek.


„Pianista” – pewien Niemiec zasłużył na znacznie więcej uwagi

Dzieło Romana Polańskiego to jedna z tych produkcji, którą znać trzeba – zarówno ze względów czysto artystycznych, jak i jego wartości biograficznej. Film ten przedstawia historię Władysława Szpilmana – wybitnego polskiego kompozytora o żydowskich korzeniach, którego kariera zatrzymana została przez wybuch II wojny światowej.


W jednej ze scen „Pianisty” bohater ukrywający się w ruinach Warszawy znaleziony zostaje przez żołnierza Wehrmachtu, który to decyduje się oszczędzić mężczyznę. Ostatecznie zaprzyjaźnia się z nim, regularnie przynosi mu jedzenie oraz robi wszystko, aby ten nie wpadł w ręce innych Niemców. Osobą, która uratowała bohatera przed śmiercią był Wilm Hosenfeld – postać bardzo ciekawa i zdecydowanie zasługująca na więcej uwagi. Mężczyzna ten był sierżantem Wehrmachtu, który w swoich pamiętnikach bardzo celnie opisał sytuację Żydów w okupowanej Polsce, a także krytykował systemy totalitarne, uważając, że zarówno nazizm, jak i komunizm to bliźniacze, zbrodnicze twory. Hosenfeld był człowiekiem głębokiej wiary i to właśnie ona pozwoliła mu pozostać dobrym człowiekiem, mimo że każdy akt łaski wobec wroga mógł przypłacić własnym życiem.


Szpilman nie był jedynym Żydem uratowanym przez Wilma. Już na początku wojny, podczas deportacji ludności z terenów zaanektowanych przez III Rzeszę, został zapamiętany jako niemiecki żołnierz, który pomagał Polakom. W tym czasie uczył się też języka polskiego i podrabiał dokumenty, dzięki którym wielu Żydów znalazło pracę w zarządzanych przez Hosenfelda obiektach sportowych, gdzie prowadzone były treningi dla niemieckich żołnierzy.
Szacuje się, że w czasie wojny uratował życie przynajmniej 60 osób. Niestety, w 1945 roku trafił do radzieckiej niewoli, gdzie był torturowany i ostatecznie skazany na śmierć za rzekome zbrodnie wojenne, jakich miał się dopuścić. Wyrok zamieniono na 25 lat pracy w łagrze, mimo że do ułaskawienia Wilma nawoływali ludzie, których ten uratował przed śmiercią w obozach zagłady. Hosenfeld wytrzymał w niewoli jedynie 6 lat i zmarł w wyniku wylewu.

„Aviator” – koniec życia Howarda Hughesa był znacznie bardziej depresyjny

Film Martina Scorsese dość wiernie opisuje historię Howarda Hughesa, konstruktora lotniczego, miliardera i człowieka, który pobił dwa zaszczytne rekordy – jeden w 1935 roku, dotyczący najwyższej prędkości, jaką człowiek osiągnął (567 km/h), a drugi za najszybszy, etapowy, przelot dookoła świata (91 godzin). Reżyser nie bał się przedstawić ostatnich lat życia Howarda, kiedy ten borykał się z chorobą psychiczną i powoli popadał w coraz większe szaleństwo.


Koniec życia Hughesa był jednak znacznie bardziej mroczny. Obawiając się zarazków, mężczyzna nie chciał widzieć swojej żony przez całe 14 lat i zamieszkał w kupionym przez siebie hotelu. Swoje rezydencje zmieniał co 179 dni, aby uniknąć płacenia, naliczanych co pół roku, podatków od nieruchomości. Jedynymi ludźmi, z którymi Howard utrzymywał kontakt byli mormoni, których też zatrudnił jako swoją służbę. Z jakiegoś powodu szalony miliarder w pewnym momencie przestał obcinać paznokcie i włosy, a także golić się. W dniu swojej śmierci niegdyś jedna z najpotężniejszych osobistości na świecie ważyła zaledwie 40 kg, a jego wygląd był tak upiorny, że udało się go zidentyfikować jedynie dzięki liniom papilarnym.



Źródła: 1, 2, 3, 4
7

Oglądany: 65556x | Komentarzy: 49 | Okejek: 290 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało