Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Internauci opowiadają o tym, za co wyrzucili kiedyś partnera/partnerkę z samochodu

80 730  
246   101  
Mieliście tak kiedyś, że pasażer tak bardzo was denerwował, że po prostu wywaliliście go z samochodu? Nawet jeśli nie, to zapewne były takie sytuacje, że chcieliście to zrobić...
Na naszej facebookowej grupie pojawił się wątek dotyczący właśnie wyrzucania pasażera z samochodu (pierwotny post dotyczył akurat żony). Kilka osób podzieliło się w komentarzach swoimi historiami, ale temat wydawał się na tyle ciekawy, że postanowiliśmy go przenieść również na fanpage najpierw Joe Monstera, a potem Demotywatorów, czego rezultatem było - na moment, kiedy piszę te słowa - prawie 1,5 tys. komentarzy i cała masa ciekawych historii. Część z nich wybraliśmy i prezentujemy poniżej.

Zaczęło się od tego:



I dalej już poszło...

#1.

Ja raz jechałem z moją żoną (wtedy jeszcze narzeczoną) na święta 400 km i w połowie drogi tak się pożarliśmy, że na światłach otworzyła drzwi i wyszła z samochodu przy -15 stopniach bez kurtki i niczego innego... A ja pojechałem dalej... Dałem jej 15 min, żeby na chłodku ochłonęła, a reszta podróży upłynęła w błogim spokoju. Polecam.

#2.

U mnie było tak samo, tylko że na parkingu leśnym, podszedł do mnie wtedy wielki kark, zapukał w szybę i powiedział, żebym zabierał swoją panienkę, bo to jego teren. Dalsza podróż upłynęła w ciszy i milczeniu...

#3.

Ja znam historię, jak facet wywalił swoją żonkę z samochodu, jak mieli jeszcze 200 km do domu. Dojechał do domu, a tam żona siedzi już w chałupie i drze ryja.

#4.

Bliski mi człowiek opowiadał, jak jego eksżona, po wielkiej awanturze w samochodzie, na światłach opuściła pojazd. Tylko że ona była kierowcą. Na szczęście nie zabrała kluczyków. Eksmąż się przesiadł, odjechał i na nią poczekał. Dłuuuuuuugo czekał. Długo za długo. Dlatego są już eksami.

#5.

Pacholęciem będąc, około trzydziestu lat temu, sam się wyrzuciłem, gdyż wysiadłem mojej mamie z malucha... w biegu. Potoczyłem się po poboczu, wystraszyła się - ale się uspokoiła i dalsza podróż przebiegała już spokojnie.

#6.

Miałem szczęście, że w życiu tak szurniętych dziewczyn nie spotkałem. Małżonka od początku znajomości ma takie samo podejście jak ja - ja prowadzę i ja kontroluję, co dzieje się na drodze. Ona prowadzi - to ona kontroluje. Łapanie za kierę grozi połamaniem rąk!

#7.

Nie wyrzuciłem, ale stara robi co może i kiedyś jej się uda.

#8.

Jednorazowo, na weselu siostry zainteresowanej, wioząc ja z domu z powrotem na imprezę, podjęliśmy wspólna decyzję o jej dalszej podróży per pedes, gdyż nie umiała się zachować i stwarzała zagrożenie w ruchu lądowym.

#9.

Nie z samochodu, tylko z kina, leciało coś z Marvela, jakiś maraton. Ciągle siedziała na telefonie i gadała "ale mu walnął" i dalej nos w telefon... Kazałem jej wstać, nie wkurwiać mnie i ludzi wokoło i wyjść... Dostałem brawa w kinie.

#10.

Nigdy nikogo nie wywaliłam z auta, ala sama nie raz wypier***ałam, jak mnie wkurzyli. Jeden to do tej pory mnie „szuka”.

#11.

Kuzyn jechał dookoła świata ze swoją, po paru miesiącach przyszła pora na przejechanie Australii, kupili busa i w połowie drogi mieli siebie dosyć. Ona wróciła samolotem do domu, a on do Mongolii, kupił dwa konie i tak sobie jeździł miesiąc, odpoczywając.

#12.

Ja raz wysadziłam partnera, bo nie podobała mu się trasa, którą wybrałam i łapał za kierownicę, próbując na siłę nakłonić mnie do zmiany. Dodam, że nie miał prawka i nigdy nie prowadził samochodu.

Drugi raz była trochę inna sytuacja, gdy w zimę pojechaliśmy do galerii handlowej, zostawiliśmy kurtki w samochodzie i poszliśmy na zakupy. Obraził się na mnie za to, że byłam zbyt miła dla pana sprzedawcy i wymyślił, że za karę nie wraca ze mną samochodem. Przypomniałam, że ma w nim kurtkę, a jest mróz, na co usłyszałam, że mam sama zanieść wszystkie zakupy, a potem przynieść mu ubranie, skoro jestem taka miła dla wszystkich. Powiedziałam, że chyba żartuje, ale nie, on poczeka na drugim piętrze, a ja mam iść. No to poszłam, zapakowałam torby i odjechałam. Okazało się, że portfel wrzucił do zakupów, nie miał kasy na taksówkę, wracał tramwajem, trochę zmarzł... Więcej historii nie mam, bo został byłym i już go nie woziłam.

#13.

Sama wysiadłam będąc na drugim końcu miasta. Ofochnięta odmówiłam powrotu do samochodu, kiedy to mój mąż zawrócił i podjechał po mnie. Mąż odjechał, a ja zorientowałam się, że torebkę z pieniędzmi i dokumentami zostawiłam w samochodzie... Zmuszona byłam wrócić do domu z buta. Myślałam, że nogi mi z tyłka wypadną.

#14.

Jeszcze nie, ale czuję, że ten czas nadciąga.

#15.

Ja miałam taką sytuację, że prowadziłam samochód, a mój mąż - obecnie były - tak ze mnie szydził i ośmieszał mnie, a w samochodzie były nasze dzieci, że na światłach wysiadłam z samochodu, choć właśnie zapaliły się zielone. Poszłam do domu i tylko słyszałam, jak inni kierowcy trąbili i wściekali się. Dostał nauczkę.

#16.

Autentyczna historia. 20 lat temu koledze na zakręcie otworzyły się drzwi w trabancie i laska wypadła na zewnątrz :D Jechała bez zapiętych pasów.

#17.

Sama się wysadziłam z miejsca kierowcy, po prostu tak mnie drażnił, że wyszłam i poszłam.

#18.

Tak. Sam kazał mi się zatrzymać w takim miejscu, że gdy tylko otworzył drzwi, wpadł do rowu głębokości 3 metrów, w dodatku padał deszcz.

#19.

Oj, tak. Zawsze jak wracałam z byłym mężem z imprezy, to ja byłam kierowcą i były pretensje: to za wolno jadę, to źle biegi wrzucam, to to, to tamto i któregoś razu nie wytrzymałam, zatrzymałam auto i mówię do dziada, żeby wysiadał, a on na mnie oczy i że nie. To ja go za fraki, zamknęłam drzwi i pojechałam. Od tamtej pory, jak wracaliśmy, to siedział cicho jak mysz pod miotłą i bez żadnych komentarzy.

#20.

Ja to dwa razy męża zapomniałam, myślałam, że wsiadł i dopiero po 5 min skapowałam się, że go nie ma. Foch przez pół dnia, a mina moja, że nie siedzi z tyłu - bezcenna.

#21.

Tak, dwa razy... Później martwiłam się całą noc, bo jadąc przez las minęłam stado dzików, a mój kochany mąż tak się obraził zamroczony i zmęczony po imprezie, że wyłączył telefon... I zamiast iść na pociąg, to szedł na piechotę 35 km.

#22.

Ja wychodziłam oknem. Kłóciliśmy się strasznie, drzwi były zablokowane. Staliśmy na czerwonym i taka byłam wkurwiona, że wyszłam oknem. Pewnie ci, co stali za nami, mieli niezły ubaw.

#23.

Jedna z moich ulubionych anegdot. Małżonek popił i poczuł silny głód, więc udaliśmy się po imprezie do restauracji pod złotymi łukami. Stojąc przy Drivie wszedł przed nas chłopaczek na piechotę. Mąż najpierw jemu nabluzgał, potem - gdy przyszła nasza kolej - kasjerowi, a jak w końcu na niego krzyknęłam, żeby się uspokoił, to jeszcze ja usłyszałam, że jak śmiem brać stronę tego kasjera?! Wyszedł, klamkę ułamał, trzasnął drzwiami i poszedł do domu, lekko 10 km, w środku nocy. Odwoziłam jeszcze koleżankę, więc dwa razy go mijałam, za pierwszym stwierdził, że nie wsiada, drugi raz już nie zapytałam. Rano już kwiaty czekały... A potem się przyznał, że jakbym zapytała za drugim razem, to już by wsiadł.

#24.

Sama wysiadłam na światłach i fochowym krokiem poszłam w stronę przystanku autobusowego. Gdzieś z tyłu głowy myślałam, że wróci po mnie, ale chyba jednak to była moja wina. Jak wróciłam do domu, to śmiał się ze mnie i ja już też, autobus działa kojąco.

#25.

Kiedyś się z moim już-mężem pokłóciłam, jak mieliśmy jechać po żarcie dla kotów. Wysiadłam z trzaśnięciem drzwiami (pękł przy tym plastik od głośnika w drzwiach), sama przytargałam 10-kilogramowy worek, a jak on ochłonął, to - zanim wszedł do pokoju - rzucił we mnie czipsami, żeby zjadła je zamiast jego.


* * * * *
Wątek, od którego wszystko się zaczęło, znajdziecie na naszej grupce TUTAJ. Potem doszedł ten na fanpejdżu Joe Monstera, ale prawdziwą kopalnię tekstów znajdziecie na fanpejdżu Demotywatorów.
14

Oglądany: 80730x | Komentarzy: 101 | Okejek: 246 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

16.10

15.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało