Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Te pop-kulturowe ikony wzorowane były na prawdziwych postaciach!

45 730  
176   27  
Inspiracja – to ta mała iskra, która staje się początkiem całego procesu twórczego, natchnieniem do kreowania wielkich rzeczy. W praktyce zaś inspiracja to często po prostu bezczelne kopiowanie innych dzieł, ale też wizerunku prawdziwych postaci albo ich głosu czy charakterystycznych zachowań. Twórcy rzadko kiedy kryją się ze swoimi „muzami”, dzięki czemu dziś na przykład wiemy, że Van Helsing naprawdę istniał, a szalona Harley Quinn ma swoje korzenie w nudnej, jak lektura „Nad Niemnem”, operze mydlanej!

#1. Harley Quinn

Seksowna, na swój spaczony sposób, konkubentka Jokera miała swój debiut nie na kartkach komiksu o przygodach Mrocznego Rycerza, ale w serialu animowanym. Miało to miejsce w 1992 roku, a za pomysłem wprowadzenia do nietoperzego kanonu tej interesującej postaci stał scenarzysta Paul Dini oraz producent Bruce Timm. Ten pierwszy przyjaźnił się z aktorką Arleen Sorkin, którą znał jeszcze z czasów szkolnych i postać Quinn od samego początku wzorował właśnie na niej.



Szczególnie istotnym elementem wizerunku Harley miał być jej sposób mówienia i Paul nie wyobrażał sobie, aby szalona kryminalistka przemawiała głosem kogoś innego niż Sorkin. I tak też aktorka, która przez ponad ćwierć wieku pojawiała się na ekranie jako jedna z bohaterek amerykańskiej opery mydlanej pt. „Dni naszego życia” stała się nie tyko inspiracją dla stworzenia narzeczonej słynnego błazna, ale i ofiarowała jej własne struny głosowe zarówno na potrzeby filmów oraz seriali, jaki i nawet gier komputerowych.

#2. Sępy z „Księgi dżungli”

W 1967 roku, kiedy do kin, triumfalnie wjechało nowe dzieło wytwórni Walta Disneya pt. „Księga dżungli”, widzowie bez trudu wyłowili z tego seansu pewne zabawne nawiązanie do czterech czołowych postaci ówczesnej popkultury. Mowa oczywiście o sępach, które to aż za bardzo przypominały członków zespołu The Beatles. Te sympatyczne ptaszyska pojawiły się 36 lat później w kontynuacji tego filmu, a także w animowanych serialach telewizyjnych, a jeden z padlinożerców załapał się nawet na gościnny występ w słynnym „Kto wrobił królika Rogera?”.



Inspiracja muzykami z legendarnej grupy jest tu oczywista, ale mało kto wie, że równocześnie z pracą ekipy Disneya, która tworzyła animację tych postaci, trwały rozmowy z członkami The Beatles, aby ci zechcieli podłożyć głos głupkowatym sępom. Niestety, John Lennon odmówił w imieniu zespołu, argumentując swoją decyzję przytłaczającą ilością pracy, która miała w najbliższym czasie czekać grupę. Podobno muzyk nie był też zbyt zachwycony pomysłem filmowców i sugerował im, aby raczej stworzyli jednego sępa, który wyglądałby jak Elvis Presley…



#3. Betty Boop

Skoro już wspomnieliśmy o genialnej, „króliczej”, produkcji Roberta Zemeckisa to od razu wspomnijmy o innej postaci, która w filmie tym dostała swój niewielki epizod. Mowa o Betty Boop – animowanej chłopczycy, którą do życia powołał Max Fleischer, a raczej - Majer Fleischer. Ten pochodzący z Krakowa Żyd, po wyemigrowaniu do USA, stał się prawdziwym pionierem animacji – to on dał światu Popeye’a oraz stworzył pierwszą kreskówkę o przygodach Supermana!

Do lat 30. rysunkowa Betty miewała swoje sprośne epizody, ale w latach 30. musiała zostać nieco przywołana do porządku, bo w życie wszedł tzw. Kodeks Haysa zabraniający pokazywania na ekranie scen seksu, zmysłowego tańca, nagości, zachowań homoerotycznych, a nawet… porodów.



No dobra, ale kto stał za inspiracją dla stworzenia Betty? Ano była to Esther Lee “Baby Esther” Jones – czarnoskóra jazzmanka, która zasłynęła jako jedna z popularniejszych w tamtym czasie piosenkarek stosujących dźwiękonaśladowczy sposób śpiewania zwany scatem* (po paru ładnych dekadach trend ten został przywrócony do życia przez niejakiego Johna Scatmana).


* Jeśli ktoś zna inną definicję scatu, albo też ma kolegę, który to może coś na ten temat powiedzieć, to zachęcamy do zachowania tej wiedzy dla siebie.

#4. Abraham Van Helsing

Van Helsing to typowy człowiek nauki – sceptyczny, racjonalny mężczyzna o otwartym umyśle i wręcz detektywistycznym zacięciu. W książce napisanej przez Brama Stockera, postać ta pochodzi z Holandii i zostaje wciągnięta w intrygę po tym, jak tajemnicza choroba dopadła pewną angielską damę. Zachodziło bowiem podejrzenie, że stała się ona ofiarą ataku transylwańskiego krwiopijcy.



Van Helsing to bohater, który wyszedł daleko poza ramy książki. Stał się on też pierwowzorem postaci profesora Bulwera z legendarnego, niemieckiego filmu „Nosferatu – Symfonia Grozy” (trudno się dziwić – przecież produkcja ta była nieautoryzowaną, lekko zmienioną, adaptacją powieści Stockera). Dzielny uczony zagościł również na kartkach komiksów Marvela, a nawet doczekał się własnej, dość marnej, filmowej historii, gdzie zrobiono z niego prawdziwego pogromcę wszelkiej maści potworów.

Mało kto wie, ale postać Van Helsinga wzorowana została na prawdziwym, również pochodzącym z Holandii, naukowcu - Gerardzie van Swietenie, który żył w XVIII wieku i przez jakiś czas był osobistym lekarzem królowej Czech i Węgier – Marii Teresy. Van Swieten bardzo żywo interesował się ludowymi podaniami na temat wampirów, które krążyły wśród niemieckojęzycznych mieszkańców wsi. Ba, nawet wspomniana Maria Teresa powierzyła Gerardowi misję przeprowadzenia śledztwa na Morawach, gdzie miały pojawiać się te, żądne ludzkiej krwi, bestie.



Van Swieten nie tylko widział w tych plotkach przykład ludzkiej ignorancji i wiary w zabobony, ale i napisał pracę naukową, w której obalał mity dotyczące wampirów. Wskazywał np. na to, że wiele z ciał, które nie uległy rozkładowi pochowano w odpowiednich ku temu warunkach, co – w jego opinii – mogło być zalążkiem przesądów o wstających z mogił krwiopijcach. Po zapoznaniu się z badaniami Gerarda Maria Teresa wydała dekret zakazujący kontynuowania praktyk bezczeszczenia zwłok kołkami wbijanymi w ich serce, palenia podejrzanych o nocne eskapady denatów czy obcinania nieboszczykom głów.

#5. „Alicja w Krainie Czarów”

Pewnie wielu z was myślała, że za psychodelicznymi przygodami Alicji stoi cała masa dziwnych używek, śmiesznych papierosków i podejrzanych grzybów, którymi to na pewno raczył się Lewis Carroll. Mamy złą wiadomość – biografowie pisarza nic nie wiedzą o jego rzekomym uwielbieniu dla narkotyków, ale za to nie jest tajemnicą, kto i w jakich okolicznościach zainspirował Lewisa do napisania „Alicji w Krainie Czarów”. A było to tak: Na początku lipca 1862 roku, odbył się turystyczny rejs po Tamizie. Wśród gości zaproszonych na tę wycieczkę znalazła się m.in. trójka dzieciaków w wieku 8-13 lat a także profesor Charles Dodgson – poeta pracujący jako wykładowca na Uniwersytecie Oksfordzkim. Aby umilić małolatom czas mężczyzna opowiedział im wymyśloną przez siebie bajkę, a jej bohaterką uczynił Alice – jedną z dziewczynek słuchających monologu Charlesa.



Opowieść profesora bardzo przypadła do gustu dziatwie, a najbardziej zachwycona była oczywiście 10-letnia Alice Lidell, która kategorycznie zażądała od Dodgsona spisanie tej bajki. Charles zrobił to i dwa lata później wręczył dziewczynce manuskrypt z historią pt. „Przygody Alicji pod ziemią”.

W międzyczasie pisarz podrzucił znajomym parę kopii swojego dzieła i został wręcz zmuszony przez nich do wydania tej powieści. I tak też się stało – w 1865 roku historia napisana przez oksfordzkiego profesora trafiła na półki księgarń. Dodgson zmienił tytuł na „Alicję w Krainie Czarów” oraz ukrył się za pseudonimem Lewis Carroll.




Źródła: 1, 2, 3, 4, 5
2

Oglądany: 45730x | Komentarzy: 27 | Okejek: 176 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

16.09

15.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało