Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Sto lat temu powstały wynalazki, z których korzystamy do dziś! - część II

55 236  
172   26  
Wynalazków, które właśnie obchodzą setną rocznicę swojego powstania jest na tyle dużo, że można by o nich stworzyć całą serię artykułów. My jednak poprzestaniemy na dwóch epizodach. Zacznijmy od… niewielkiego skaleczenia, które po zdezynfekowaniu należały jakoś zabezpieczyć. Najlepiej nada się do tego plaster. Jeśli żylibyście w latach 20. ubiegłego wieku, to ten wygodny opatrunek prawdopodobnie traktowalibyście jako nowoczesny, bajerancki gadżet!

#1. Plaster

W 1921 roku znany producent wyrobów kosmetycznych - Johnson & Johnson Company zaprezentował swoim klientom serię produktów o nazwie Band-Aid, czyli znane nam wszystkim bandaże (tak, oryginalna nazwa wynalazku stoi za polskim określeniem tego produktu). A wszystko zaczęło się od… żony jednego z inwestorów tej firmy - Earle Dicksona. Mężczyzna ten kupował duże ilości bawełny, z których to potem wytwarzano gazy, które przykładano do skaleczeń i zabezpieczano długim bandażem. Jako że małżonka pana Dicksona, co i rusz zacinała się podczas krojenia marchwi, albo boleśnie kłuła się igłą w czasie cerowania gaci, troskliwy mąż opatrywał jej rany. Problem w tym, że zabandażowane palce utrudniały kobiecie pracę. Earle odkrył, że przyłożenie do rany gazy i przyklejenie na nią taśmy klejącej było tu idealnym rozwiązaniem. Szybko więc skomercjalizował swój pomysł.


Wycinał duże kawałki gazy i umieszczał je na taśmie, a całość pokrywał warstwą krynoliny. Początkowo sprzedaż tego wynalazku szła jak krew z nosa i dopiero sprytny chwyt marketingowy, jakim było podarowanie przez firmę dużych ilości plastrów zastępom amerykańskich skautów, spowodowało, że zainteresowanie tym towarem wzrosło.


Zapotrzebowanie na ten produkt stało się tak duże, że już w 1924 roku uruchomiono masową, zautomatyzowaną produkcję plastrów, a piętnaście lat później zwykłą taśmę klejącą zastąpiono bardziej elastyczną taśmą winylową.

#2. Blender elektryczny

Uruchamiając blender, aby zrobić sobie proteinowy shake, który wypijesz po wyjściu z siłowni, bądź tak dobry i pękaj z dumy, albowiem urządzenie, które rycząc wniebogłosy, szatkuje twoje banany, to dzieło Polaka! Urodzony na naszej ziemi Stephen J. Popławski, mając 9 lat, wyemigrował z rodzicami do USA, gdzie już jako dorosły mężczyzna zatrudniony został w firmie Arnold Electric Co.


Jednym z jego zadań było stworzenie urządzenia, za pomocą którego można by w szybki i łatwy sposób rozdrobnić owoce, aby po zmieszaniu z mlekiem tworzyć z nich koktajle. Szczególne zapotrzebowanie na tego typu maszynę wyrażali właściciele barów i restauracji. Popławski sprostał temu zadaniu i w 1922 roku skonstruował coś, co spokojnie można nazwać pierwszym blenderem – było to pierwsze urządzenie, w którym zainstalowano obracające się ostrza na dnie zbiornika. Parę lat później wynalazca otrzymał patent na tę maszynę. Szybko też okazało się, że pomysłowe ustrojstwo sprawdziło się nie tylko w lokalach gastronomicznych, ale także i w amerykańskich kuchniach.

#3. Odkurzacz

Pierwsze „odkurzacze” powstały już w 1860 roku, jednak w niczym nie przypominały one współczesnych urządzeń. Były to bowiem obsługiwane ręcznie, mało efektywne, gadżety z obrotowymi szczotkami oraz bardzo mizernym mechanizmem ssącym. Wielką innowacją było stworzenie pierwszego, elektrycznego narzędzia do czyszczenia dywanów. Zbudowana w 1898 roku przez Johna S. Thurmana maszyna ciągnięta była przez konia, a jej twórca prowadził usługi obwoźne, zajeżdżając od domu do domu, czyszcząc ludziom wykładziny.


Chociaż jeszcze przed I Wojna Światową, w niektórych zamożnych rezydencjach znajdowały się domowe odkurzacze, to dopiero lata 20. przyniosły prawdziwą rewolucję w tej dziedzinie. Wówczas to bowiem firma AirWay zaprezentowała światu urządzenie z wymiennym workiem, a w 1926 roku producent sprzętu elektronicznego – Hoover wprowadził szereg odkurzaczowych udoskonaleń, które sprawiły, że czyszczenie dywanów stało się jeszcze sprawniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.


#4. Zagłówek samochodowy

To ważny i niestety często niedoceniany element wnętrza naszych aut. Rolą zagłówka nie jest przecież jedynie zadbanie o komfort podróżnych, ale przede wszystkim – zapobieganie poważnej kontuzji związanej z nagłym odskoczeniem głowy pasażerów i kierowcy do tyłu podczas ewentualnej kolizji. Gdyby nie zagłówek nietrudno by było złamać sobie kark w takich sytuacjach. Pomysłodawcą dodatkowego, umieszczonego nad fotelem, oparcia był niejaki Benjamin Katz, który opatentował swój projekt w 1921 roku. Czy rozwiązanie proponowane przez wynalazcę od razu przyjęło się jako standard na samochodowym rynku? Nie. Z jakiegoś powodu zagłówki zaczęto montować w pojazdach dopiero 40 lat później!


#5. Cheeseburger

Bułka z kotletem, czyli hamburger, jakimś cudem podbiła serca miłośników zawałowej szamy. Podziękować za to należy Fletcherowi Davisowi – prostemu rzemieślnikowi, który podczas wystaw garncarskich miał w zwyczaju prowadzić mały punkt gastronomiczny dla gości. Mając pod ręką kotlety (a właściwie to steki stworzone zgodnie z recepturą imigrantów z Hamburga), grzanki, musztardę i majonez, mężczyzna ten przypadkiem stworzył danie, które wywołało ogólnonarodową sensację. To zadziwiające, że musiało minąć dwadzieścia lat, aby ktoś wpadł na pomysł położenia na rozgrzanym mięsie plasterka sera… W 1924 roku Lionel Sternburger Sternberger, właściciel ulicznego punktu z hamburgerami, odwiedzony został przez pewnego kapryśnego klienta, który poprosił o dorzucenie sera do bułki. Lionel spełnił życzenie i dla siebie też zrobił taką kanapkę.



Szybko odkrył, że tak stuningowane danie smakuje wyśmienicie, więc dodał je do swojego menu. Wkrótce restauratorzy i właściciele knajp z gównianym żarciem, skopiowali pomysł Sternbergera i cheeseburger powtórzył los swojego poprzednika – hamburgera.

#6. Rakieta na paliwo ciekłe

Żadna rakieta nigdy nie oderwałaby się od ziemi, gdyby nie odkryty w Chinach proch strzelniczy. Pierwsze takie latające pociski powstały już w 970 roku i miały zastosowanie jako petardy, których eksplozje dekorowały niebo podczas religijnych obrzędów. W XIX wieku powstała pierwsza broń rakietowa – tzw. raca kongrewska, nad którą doświadczenia prowadził w Polsce Józef Bem (warto dodać, że podczas jednej z takich prób Bem boleśnie poparzył sobie twarz).
Zostańmy jeszcze na moment przy polskich epizodach historii XX-wiecznego rozwoju technologicznego, aby wspomnieć o Konstantym Ciołkowskim. Ten rosyjski uczony o polskim pochodzeniu teoretyzował na temat skonstruowania wielostopniowej, zaopatrzonej w żyroskopowe stabilizatory rakiety na ciekłe paliwo. W ten sposób już w 1903 roku, uczony opisał podstawy astronautyki parę miesięcy przed tym, jak pierwszy „samolot” braci Wright odbił się od ziemi i przeleciał zawrotne 36 metrów!


W 1917 roku amerykański wynalazca – Robert Goddard opatentował zupełnie nowy projekt – od teraz rakiety miały korzystać z paliwa ciekłego, a dodane do komory spalania, specjalne dysze, wyrzucały gazy z prędkością naddźwiękową, dzięki czemu ciąg rakiety wzrastał co najmniej dwukrotnie! W 1926 roku miał miejsce pierwszy start takiego eksperymentalnego pojazdu. Rakieta Goddarda miała 3 metry wysokości i do prędkości ok. 100 km/h rozpędziła się w czasie 2,5 sekundy. Po krótkim locie roztrzaskała się na polu koło domu ciotki Goddarda.


Piętnaście lat później uczony przeprowadził kolejny test – tym razem wystrzeliwując swoją unowocześnioną rakietę na wysokość prawie trzech kilometrów! W tym samym jednak czasie z identycznych rozwiązań korzystali już Niemcy, tworząc słynne pociski V-2. Ich twórca – Wernher von Braun zasłynął jako nazista, bez pomocy którego Stany Zjednoczone nigdy nie wygrałyby zimnowojennego wyścigu na Księżyc.
2

Oglądany: 55236x | Komentarzy: 26 | Okejek: 172 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało