Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Samochody Han Min-honga, czyli jak Korea Południowa utopiła niezwykle obiecujący projekt

46 470  
177   43  
Samochody autonomiczne kojarzą się dzisiaj przede wszystkim z jedną marką, która w społecznej świadomości ma na nie praktyczny monopol. Tymczasem jeszcze zanim Elon Musk kupił sobie włosy, na dobre dziesięć lat przed założeniem firmy Tesla, autonomiczny samochód wyjechał na drogi… w Korei Południowej.
1910284812a105c1.jpg

Pojazdy przemieszczające się bez czynnego udziału kierowcy rozbudzały wyobraźnie inżynierów od dawna. Eksperymenty rozpoczęto już w latach 20. XX wieku – a więc w gruncie rzeczy niedługo po tym, jak w 1886 r. Carl Benz skonstruował pierwszy samochód*. Minęło sto lat i choć na zupełnie innym etapie, tak naprawdę wciąż jesteśmy w fazie eksperymentów, co przyznaje nawet wspomniany już Musk.

* – Nad słusznością przyznawania Benzowi palmy pierwszeństwa w tej kategorii można by dyskutować, tym bardziej że i sama kategoria jest mocno niejednoznaczna.

Tesla – w której rozwój zainwestowano miliony, jeśli nie miliardy – sprzedaje się w setkach tysięcy egzemplarzy rocznie. W mediach zaś co jakiś czas pojawiają się informacje o kolejnych przypadkach, kiedy któryś z właścicieli za bardzo zaufał autopilotowi i nie skończyło się to dla niego dobrze. Historia elektrycznych i autonomicznych Tesli jest dobrze znana bodaj każdemu, pora więc przenieść się w zupełnie inny koniec świata i spojrzeć na dzieła, które tworzy Han Min-hong. To 79-letni obecnie, emerytowany badacz z Korea University w Seulu, który udowodnił, że nawet bez ogromnych nakładów finansowych można osiągnąć imponujące sukcesy.

„Wydawało się to niezwykłe”, opowiadał po latach wynalazca. „Ilość pracy była ogromna, ale byliśmy bardzo zaangażowani, bo było to coś, czego nie zrobili jeszcze inni. Coś, czego nie znał jeszcze świat”.

Zaczęło się od buntu w zespole – ale gdy konflikt udało się zażegnać, sukcesy przyszły szybko

19102831c568d2a2.jpg

Historia zaczęła się od uniwersyteckiego projektu pod przewodnictwem Hana Min-honga. Zadanie miało polegać na opracowaniu pojazdów, które byłyby w stanie dostarczać wojsku zaopatrzenie… ale perspektywa wykorzystania wynalazku przez wojsko bardzo nie spodobała się zaangażowanym studentom. Pod ich wpływem profesor zgodził się zmodyfikować projekt i odrzucić aspekt militarny. „Wkrótce” później, w listopadzie 1991 roku, KAV-1 – wyposażony w dwie kamery analizujące otoczenie oraz czujniki ultradźwiękowe do wykrywania nieoczekiwanych przeszkód – kilkukrotnie objechał szkolne boisko. Budowę pierwszego koreańskiego pojazdu autonomicznego, Korean Autonomous Vehicle-1, można było uznać za zakończoną sukcesem.

W czerwcu 1993 roku zespół pokonał kolejną, epokową wręcz barierę. Zmodyfikowana Asia Rocsta, południowokoreańska terenówka, wyjechała po raz pierwszy na drogi publiczne. Zrobiła bezpiecznie 17 kilometrów po drogach Seulu – miasta, które nawet doświadczonym kierowcom potrafi sprawiać problemy. Samochód rozpędził się do 60 km/h. Po kolejnych dwóch latach przyszedł czas, by podnieść poprzeczkę jeszcze wyżej… i wysłać autonomiczne pojazdy na autostradę. Nie byle jaką, bo Gyeongbu Expressway, najbardziej zatłoczoną drogę szybkiego ruchu w całej Korei Południowej. 100 km/h, kilkaset kilometrów odległości, a nawet jazda nocna nie sprawiły wynalazkom uniwersyteckiego zespołu żadnego problemu. Można więc było pokazać światu nową technologię. Zainteresowanie – podczas konferencji i targów – wykazali przedstawiciele zarówno koncernów Volkswagena, jak i Mercedesa.

Niewykorzystany potencjał – tak najkrócej można podsumować to, co wydarzyło się później

1910285d4391a243.jpg

Wydawałoby się, że takiej okazji nie można zlekceważyć. Skoro tak wiele udało się osiągnąć, dysponując jedynie uczelnianym, mocno ograniczonym budżetem, to zastrzyk inwestorskiej gotówki mógłby zdziałać cuda. Z prośbą o dofinansowanie Min-hong zwrócił się do koreańskiego rządu, po czym spotkał się… z odmową. Przedstawiciele uzasadniali to nikłym jeszcze wówczas zainteresowaniem nowoczesnymi technologiami. Jak twierdzi wynalazca, w pewnym momencie usłyszał nawet, że „nie ma sensu opracowywać własnych technologii, kiedy można je kupić od innych”. W ten sposób Korea Południowa oddała bez walki miejsce w wyścigu. Nie poddał się natomiast Han Min-hong, który w dalszym ciągu – choć już od dawna na emeryturze – pracuje nad kolejnymi autonomicznymi samochodami.


Na południu Seulu prowadzi niewielką firmę, zatrudnia jedną osobę, cały czas jednak aktywnie bierze udział w projektach… i to pomimo zaskakująco nieprzychylnych komentarzy. Nie brakuje głosów zarzucających mu, że to, co robi, jest niebezpieczne. „Życzliwi” dopytują się również, czy „małżonka wie o jego szaleństwach” albo „jak drogie ma ubezpieczenie na życie”. Otóż ubezpieczenia na życie Min-hong nie posiada i nie posiadał nigdy. Co więcej, sam ma do swoich wynalazków tak duże zaufanie, że… rzadko w ogóle zapina pasy – jeżdżąc 21-letnim już Hyundaiem Santro, w Europie znanym pod nazwą Atos. Pojazd oczywiście został przerobiony w taki sposób, by prowadził się sam.

191028686be35d94.jpg

Naukowiec nie ustaje również w krytykowaniu koreańskich firm, zarzucając im notoryczną niechęć do współpracy i wzajemne zastraszanie się – zamiast połączyć wysiłki i wspólnie osiągnąć sukces. Min-hong dodaje również, że swoje powinien też zrobić rząd, lepiej wspierając startupy, których innowacyjne projekty w dalszym ciągu często przechodzą praktycznie niezauważone, a pozbawione wsparcia, umierają śmiercią zdecydowanie przedwczesną. Gdyby rzecz wyglądała inaczej, być może dzisiaj rynek samochodów autonomicznych wyglądałby inaczej. Byłby bardziej zróżnicowany, a przez to znacznie bardziej interesujący.

1

Oglądany: 46470x | Komentarzy: 43 | Okejek: 177 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

16.09

15.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało