Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Od dekad te filmowe motywy do znudzenia powtarzane są w kinie. Czas powiedzieć sobie skąd one w ogóle się wzięły!

61 419  
180   42  
Grupa bohaterów ucieka przed zmutowanym agresorem po mocno niegościnnej dżungli. W pewnej chwili jeden protagonistów potyka się i głupi ryj sobie rozwala. Leżąc półżywy na ziemi, mówi do swoich kompanów: „Uciekajcie dalej. W moim stanie tylko będę was spowalniał. No, już biegnijcie!”, a chwilę później ginie wysadzając się petardą piccolo, przy okazji zadając rozjuszonej bestii niemałe obrażenia. - To jeden z setek filmowych „klisz” – schematów, które są obecne w kinie od długich dekad. Wszyscy do tych motywów przywykliśmy, a większość z nas nawet ich nie zauważa, bo są one niczym masło pomiędzy kromką chleba a plastrem żółtego sera – dodatkiem, bez którego danie to nie smakuje tak pysznie.
Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, skąd pochodzą te powtarzające się, utarte do bólu, oczywiste niczym sylwester z Marylą, kinowe puzzle, to już spieszymy z małą pogawędką na ten temat. Nawet najbardziej zakorzeniony w kinie motyw musiał mieć przecież jakiś początek…

Ciastem w twarz

Toż to klasyka slapstikowych gagów! Obrzucanie się ciastami, albo kończenie dyskusji poprzez trzaśnięcie komuś wyrobem cukierniczym prosto w facjatę, miało swój „złoty okres” w czasach kina niemego, a stamtąd – jako forma upokorzenia lub kary wymierzonej osobie, której nie do końca lubimy, płynnie przeszło do życia publicznego. Podejrzewam, że trudno będzie zliczyć incydenty, kiedy to jakiś sfrustrowany obywatel, na oczach kamer, „poczęstował” znienawidzonego polityka ciastem.


Większość kinomanów uważa, że początek tego gagu sięga przedwojennych czasów, kiedy to na ekranie królował Flip i Flap. W 1927 roku, w ich filmie „The Battle of the Century” dochodzi do regularnej bitwy na ciasta. Tymczasem pierwszy tego typu numer widzowie mogli już oglądać w 1909 roku, czyli zaledwie kilkanaście lat po premierze pierwszego filmu w historii! Produkcja ta nakręcona została w 1909 roku i nosiła tytuł „Mr. Flip”. W tym krótkim dziełku, pewna kelnerka, nie mogąc znieść ordynarnych podrywów ze strony jednego z klientów, chłodzi jego zapał ciastem ciśniętym mu w prosto w wąsatą twarz.



Zombie i ich apetyt na mózgi

Jak wiadomo pierwsze pojawienie się powstałych z grobu, gnijących umarlaków z wielkim apetytem na ludzkie mięso, miało miejsce w 1968 roku, kiedy to George Romero nakręcił „Noc żywych trupów”. Mimo że powstanie tego filmu dało początek dziesiątkom produkcji o bardzo podobnej tematyce, a powłóczący uschniętą nóżką, zombiak szybko dołączył do panteonu kinowych bestii, to dopiero siedemnaście lat później ożywione zwłoki zasmakowały w ludzkich mózgach. A to za sprawą pewnej… komedii.


Mowa o „powrocie żywych trupów” - wdzięcznej produkcji w reżyserii Dana O’ Bannona. Twórca kontynuował wątek wyłażących z mogił sztywniaków, jednak zrobił to z dużą dawką czarnego humoru i dodał intrygujący motyw, w którym watahy umarlaków polują na ludzi, aby spałaszować ich mózgi. Taka uczta pomaga im bowiem okiełznać niemożliwy do wytrzymania ból, który towarzyszy ożywionym zwłokom od momentu, kiedy te wypełzną z grobu.



Pociskowy taniec

Ach, westerny – ten gatunek filmowy wypełniony jest dziesiątkami schematów, bez których seans nie byłby kompletny. Awantury w „saloonach”, pojedynki rewolwerowe, kurtyzany o wielkich sercach, bandyci napadający na banki, pracownicy zakładów pogrzebowych dokonujący pomiarów całkiem żywych jeszcze zwłok, Indianie zdejmujący ofiarom skalpy, suche krzaczki smętnie toczące się po pustynnym krajobrazie, główny bohater odjeżdżający w stronę zachodu słońca… No i jest jeszcze słynny „pociskowy taniec”, czyli scena, w której naczelny arcyłotr, chcąc zapewnić sobie trochę rozrywki, strzela niewinnemu człowiekowi pod nogi zmuszając nieszczęśnika do podskakiwania i unikania świszczących mu przy stopach pocisków.


Skąd w kinie wziął się ten motyw? Ano z pierwszego westernu, jaki to kiedykolwiek został nakręcony. Mowa o mającej premierę w 1903 roku produkcji pt. „Wielki napad na pociąg”. Można więc uznać, że wszystkie sceny „pociskowych tańców”, które widzieliśmy w niezliczonej ilości westernów (oraz w nieco sparodiowanej wersji - w trzeciej części „Powrotu do przyszłości”) to rodzaj hołdu dla dzieła, które dało początek całemu, niezwykle popularnemu, gatunkowi filmowemu.



Ucieczka sprzed ołtarza

Motyw ten szczególnie uwielbiany przez twórców komedii romantycznych, mimo że najpopularniejszy film, z którego prawdopodobnie, skopiowano ten element, był raczej obyczajowym dramatem niż prostą, zabawną historyjką o miłości i wywołujących uśmiech na twarzy widza, nieporozumieniach międzyludzkich. Mowa oczywiście o „Absolwencie” z rewelacyjną rolą Dustina Hoffmana.


A jednak to nie dzieło nakręcone w 1967 roku zapoczątkowało ekranowy trend do przerywania ceremonii ślubnych i porywania panien młodych sprzed ołtarza. Otóż pamiętna scena z „Absolwenta” ewidentnie wzorowana jest na starszej od siebie o 43 lata... komedii romantycznej! W „Girl Shy”, niemym filmie, w którym główną rolę zagrał arcymistrz leciwych, filmowych heheszków– Harold Lloyd. Grany przez niego bohater zakochuje się w kobiecie, której wybranek to kawał buca, a niewiasta zostaje zmuszona do poślubienia tyrana wbrew własnej woli. Nieoczekiwanie, protagonista przerywa ceremonię i uprowadza pannę młodą zupełnie nieświadomy tego, że sto lat później na w co drugiej, debilnej komedyjce dla kur domowych pojawiać się będzie dokładnie taki sam motyw.



Telepatyczne krwawienie z nosa

Kiedy jeden z filmowych bohaterów posiada zdolności telepatyczne lub inne, które wymagają od niego zaangażowania wielkich pokładów mentalnych sił, hollywoodzcy twórcy zwykli pokazywać taką osobę z bardzo skupioną miną i strużką krwi cieknącą z nosa. Współcześnie schemat ten wykorzystywany jest m.in. przez twórców genialnego „Stranger Things” – serialu, który jest przecież hołdem złożonym kinematograficznym dziełom z połowy lat 80. Krwawiące kichawy telepatycznych dziwaków to właśnie jedna z „klisz” powstałych dokładnie w tamtej epoce.


W 1984 roku nakręcono np. ekranizację jednego z dzieł Stephena Kinga – „Podpalaczkę”. Jako że trudno było dobrze przedstawić opisane przez autora „małe krwotoki mózgowe”, które to pojawiały się za każdym razem, gdy jeden z protagonistów wywołuje pożary za pomocą niezwykłych sił własnego umysłu. Mark K. Lester – reżyser filmu postanowił w bardziej dosadny sposób pokazać obrażenia osoby, która zbyt intensywnie korzysta z tych mocy. Słusznie uznał on, że najlepiej sytuację odda krew lecąca z nosa.


Jednak to nie w „Podpalaczce” pokazano ten motyw, ale i w nakręconym parę lat wcześniej, dla wielu kultowym już filmie pt. „Skanerzy” w reżyserii mistrza Davida Cronenberga. Tam, grupa telepatów planuje zdobyć panowanie nad światem, dzięki swoim nadprzyrodzonym zdolnościom możliwości manipulacji ludzkimi umysłami. I to tutaj po raz pierwszy właśnie mentalnym wysiłkom bohaterów towarzyszy brudny kinol.

10

Oglądany: 61419x | Komentarzy: 42 | Okejek: 180 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

16.09

15.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało